Oliver w grobowej ciszy odwiózł mnie samochodem pod dom Zacka na tyle szybko, że wylądowałam w łóżku zanim mężczyzna wrócił - gdziekolwiek poszedł - i nie zauważył, że zniknęłam na kilka godzin.
Rano nadal miałam ból głowy, a ciało zachowywało się jak nie moje. Szatyn natomiast wyglądał na zadowolonego, kiedy zeszłam na dół i oglądał telewizję. Zachowywał się, jak gdyby nigdy nic, co sprawiało, że i ja mogłam udawać. Udałam się do kuchni, by zrobić sobie śniadanie, którym były zwykłe płatki kukurydziane i mleko.
Pamiętałam doskonale noc, która miała zaważyć nad przyszłymi tygodniami. Niechętnie musiałam przyznać, że nie miałam planu doskonałego, jednak wiedziałam co mniej więcej musiałam zrobić. Zaczynałam się samej siebie bać powoli, że w ogóle dopuszczam tak paskudną myśl do głowy. Plan wydawał się jeszcze odległy, jak śmierć dla zdrowego, nierozchwianego emocjonalnie nastolatka. Adrenalina krążyła po moim układzie krwionośnym, nie opadała nawet na sekundę i wiedziałam, że to był inny hormon niż wczoraj, dzisiejszego byłam pewna i chętna użyć, musiałam jedynie się dobrze przygotować.
- Nie szykuj się nigdzie, nie idziesz do pracy. Nie będziesz pracować już u Matta. - Usłyszałam za plecami.
Odłożyłam łyżkę do miski, połykając płatki i odwróciłam głowę, by spojrzeć na idealny przykład dominanta bez pewności siebie.
Podniosłam brwi do góry w akcie nieporozumienia.
- Dlaczego? - Zapytałam znając odpowiedź.
Zack zaśmiał się głupio i pokiwał głową.
- Zgadnij. Puszczasz się, już tego nie zrobisz po raz kolejny.
- Nie pieprzyłam się z nim!
Wstałam zdenerwowana z krzesła, następnie zaczęliśmy walczyć na spojrzenia, żadne z nas nie chciało ustąpić drugiemu.
Adelaide.. - Melodyjny głos odezwał się w mojej głowie. - Kłamczucha z ciebie do kwadratu.
Nie mogłam pozwolić sobie na wydanie siebie czy chłopaka, skończyłoby się to najprawdopodobniej tragedią.
Dopiero teraz zauważyłam kątem oka dłonie Zacka, które były posiniaczone i obdarte, gołym okiem mogłam dostrzec delikatnie zaczerwienioną szczękę po lewej stronie. Miałam w głowie widok drugiej osoby, która wyglądała gorzej i na nieszczęście ukazał mi się Matthew. Zack naprawdę często wyjeżdżał, umiał się bić i wykorzystywali to, Matt siedział w Share i prowadził bar nie bez powodu.
Bałam się o niego, o siebie, o mój plan, który miałam szczerą nadzieję, że wypali, jednak zaczęłam wątpić w to. Nie chciałam przestać pracować w barze, nawet jeżeli nie zarabiałam nic, Matt ignorował mnie, a Zack patrzył dokładnie na to, co się dzieje. Nie mogłam pozwolić sobie na odsunięcie się od niego z własnych, egoistycznych powódek, ale myśl o jego krzywdzie, sprawiała, że krew odpływała mi z twarzy.
Byłam znudzona tymi sytuacjami. Nasze relacje są na tyle zagmatwane, że nie warto się starać o ich poprawę, nawet jeżeli próbowałabym ratować - czego i tak nie ma - to nie udałoby mi się, bo on nie widzi problemu, myśli że tak powinno być.
- Czyli już nigdy się z nim nie zobaczę, nie będę nigdy w tym barze, nie zobaczę klientów?
- Nigdy. - Potwierdził stanowczo.
- Daj mi ostatni dzień, by się pożegnać z pracą.
- Pracą? Ha! Nie rób ze mnie idioty.
Nie muszę.
- Zaufaj mi. - Podeszłam do niego i położyłam moje dłonie na jego ramionach. - Jesteś jedynym mężczyzną w moim życiu.
- Między nogami też?
- Tak, Zack.. - Przybliżyłam moje usta do jego ucha. - Kocham jedynie ciebie. - Szepnęłam, przygryzając jego małżowinę uszną na co cicho jęknął.
- Zgoda. - Wycharczał, łapiąc mnie mocno za biodra, sadzając na stół i wchodząc między moje uda.
Całował mnie dziko, język molestował moje migdałki, silna znajdowała się wszędzie, co przeszkadzało mi niemiłosiernie, ale nic nie powiedziałam, zostawiłam to, by działo się tak, jak on tego żąda.
Weszłam po schodach do mieszkania Matta, zapukałam lekko w drzwi, lecz nie czekałam na odpowiedź wiedząc, że jej nie uzyskam i pozwoliłam sobie na wejście wgłąb budynku. Słyszałam głośną muzykę już od samego wejścia do baru, jednak dopiero na korytarzu na pierwszym piętrze usłyszałam dokładną rytmikę Guns and Roses. Mimo sympatycznej i jakże spokojnej muzyki zespołu, Matthew nie miał dobrego humoru, tym bardziej ja. Udałam się od razu do salonu, w którym zastałam go na kanapie, oglądającego wyścigi samochodów. Przyłożony do szczęki miał szary ręcznik, zapewne z lodem w środku. Podeszłam do niego od tyłu, chcąc go wystraszyć, jednak plany legły w gruzach przez muzyki wyłączenie się, a moje szybko kroki przypominały stąpanie słonia. Odwrócił się z zdziwieniem na twarzy, nie dowierzając, że naprawdę przyszłam. Ta radość, która zapanowała w jego oczach była warta udokumentowania.
Podszedł do mnie błyskawicznie i przytulił. Ciepło, które biło od niego, od razu sprawiło, że uśmiechnęłam się mimo smutku, jaki panował we mnie. Odwzajemniłam gest, przyciskając go do siebie tak, jakby świat miałby za sekundę przestać istnieć - prawda była podobna, my mieliśmy przestać bytować, jednak potrzebowałam jeszcze chwili miłości, jaką dawał mi.
- Twój narzeczony mnie tak urządził. - Kiedy odsunął się, to były jego pierwsze słowa, jakie wypowiedział.
Wskazał na szczękę, a następnie uniósł koszulkę do góry, odsłaniając liczne siniaki na brzuchu.
- Nic ci nie jest? Jak się czujesz?
- Oprócz siniaków, nic. Powiedział, że mam skończyć marzyć o tobie, a to co wydarzyło się kiedy go nie było, nie znaczyło nic. Powiedziałaś mu cokolwiek?
- Zaprzeczałam wszystkiemu. - Odpowiedziałam.
Zatroskana wzięłam zimny okład i przyłożyłam mu do szczęki, by zmniejszyć ból. Mężczyzna wygiął usta w kwaśny uśmiech.
- Jestem cipką w twoich oczach?
- Co? - Odsunęłam zszokowana rękę od niego.
- Czy twoim zdaniem jestem niemęski? Czy jestem babą?
Podniosłam lewą brew do gry i zaśmiałam się pod nosem, kiwając głową.
- Oczywiście, że nie. - Przysunęłam z powrotem dłoń do jego buzi. - Jesteś bardzo męski w łóżku, więc nie myśl o sobie jak o kobiecie, poza tym nie ma nic złego w byciu uczuciowym. Każdy ma na siebie inny plan, nie oznacza że jest się gorszym.
- Dla facetów to oznacza, że jest się gorszym.
- Nie wszystkich, nawet ja to wiem, Matthew, jesteś niemal ideałem: uczuciowy, mądry, silny i potrafiący zaspokoić kobietę w każdy możliwy sposób. Nie pozwól innym wchodzić z brudnymi buciorami w twoją głowę i wmówić tobie, że jesteś ,,niemęski", co jest totalną bzdurą.
- Nawet nie wiesz, jak wiele dla mnie twoje słowa znaczą. - Pocałował mnie delikatnie w usta, uśmiechnęłam się na jego myśli.
Tak dobrze było mi z nim, dlaczego Zack nie mógł odpuścić i dać nam spokój.
- Uwielbiam, jak uśmiechasz się podczas czułości. - Oznajmił, kiedy moja twarz przybrała poważny wyraz. - Daje mi to pewność, że jesteś zadowolona z tego, co się dzieje między nami.
Krótki uśmiech w jego stronę i krok w tył, zmuszając go do puszczenia mojego ciała.
- Matthew, myślisz, że to ma sens? Czy kiedykolwiek będziemy mogli być razem bez myślowej nadpobudliwości? Nie chcę zastanawiać się nad nami, chcę, aby się to..
- Nic się ,,po prostu" nie stanie. Trzeba pracować nad różnymi rodzajami relacji. Nic nie przychodzi prosto, bez starań.
- Nie chodzi mi o staranie się a o możliwość bycia razem.
Zielonooki wpatrywał się we mnie niepewnym wzrokiem, zagryzał wargę nerwowo, kiedy ja patrzyłam zimno w jego niecierpliwą twarz.
- Dlaczego chcesz się wycofać? - Zapytał.
- Nie pasujemy do siebie. - Skłamałam. - To nigdy nie miało prawa bytu.
- Adelaide, nie pieprz. Dobrze wiesz, że to bzdura, jesteśmy dla siebie niemal perfekcyjni. - Próbował się zbliżyć, ale nie pozwoliłam mu i wykonałam krok w tył.
- Nie możemy ryzykować, to co zrobił Zack to jedynie namiastka tego, co mógłby zrobić.
- Nie pierdol. - Zakpił. - Jest w gorącej wodzie kąpany, ale to nie zmienia faktu, że mogę cię obronić.
- A kto będzie bronił ciebie? - Zapytałam. - Nie jesteś stworzony do bójek.
- Zaufaj mi, proszę, daj nam szansę. Jesteś dla mnie wyjątkowa.
- Też wiele dla mnie znaczysz, ale związki są skazane na niepowodzenie z góry.
- My nawet nie mieliśmy szansy, by spróbować, a przez to ty wcale temu nie pomagasz.
- Nie mogę ryzykować twoją krzywdą.
- Nie jesteś moją matką a ja twoim synem, sam chcę podjąć ryzyko. Możemy uciec za granicę, nie znajdzie nas, mam pieniądze i mogę zapewnić nam życie.
- Nie chodzi o pieniądze. - Ucięłam. - Uciekniemy razem i co? W pewnym momencie nasz związek będzie przypominał podobny syf, jaki tutaj jest.
- Zakładasz z góry - znając mnie dobrze - że będę jak Zack? Serio? - Nie dowierzał. - Co z tobą, do chuja? Pojebało cię? Nigdy bym cię nie uderzył, zmusił do czegoś ty byś nie chciała.
- Teraz to robisz! Nie chcę wyjechać.
- Dlaczego? Daj mi dobry argument, a przestanie mi zależeć.
- Posiadanie wad nie robi z ciebie oryginalnej, niezwykłej osoby, nie sprawia to też, że jest się interesującym; wady u człowieka, robią z niego wadliwego osobnika, ale to w porządku, każdy ma wady. - Zmieniłam taktykę rozmowy.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - Matt nie chciał pozwolić swojej wyobraźni na działanie.
- Nie mam wiele zalet to kwestia czasu, zanim się mną znudzisz.
- Nie mów tak.
Jego dłonie mocno ściskały moje ramiona, co sprawiało, że zaczęłam drżeć pod jego naciskiem. Zielone oczy skalały moje oblicze, prowokując mnie, by przestać mówić.
Podjęłaś się tematu, doprowadź go do końca.
- Ale taka prawda, Matthew. Na początku jakichkolwiek relacji zawsze jest ciekawie, nie nudzisz się, czekasz na spotkanie czy rozmowę z tą osobą; aczkolwiek później zaczynają wam się kończyć tematy rozmów, wizerunek drugiej osoby, jaki sobie wyrobiłeś w głowie, niszczy się i dochodzi do ciebie smutna prawda, że nie jest taka jaka się być wydawała; kolejnym krokiem ku destrukcji stosunków międzyludzkich to pragnienie odnowy tego idealnego wizerunku, zmuszamy więc ludzi, by pozostali tacy, jacy nie są, jacy nam się wydawali być, męczymy ich tak dogłębnie, że uciekają przed nami bądź czasem gorzej - sami starają się nas zmienić, by pozostać w ich własnym wyobrażeniu, tym sposobem jesteśmy karmieni jednakowym, niesmacznym chlebem. Chcesz mnie, bo wydaję ci się być niebieska, a ty czerwony, ale kiedy przybiorę kolor na zieleń, zniechęcisz się do mnie - taka jest kolej rzeczy. Nic nie jest trwałe, szczególnie dobro. - Starałam sięwydostać spod nacisku, jednak na nic, mężczyzna nie chciał puścić.
- Nie biadol mi tutaj. Domyślam się, że nie powiedziałaś mi wszystkiego, co spotkało cię w piekle, ale Adelaide, każdy ma przeszłość. Myślisz, że dla mnie nie jest to wielkim krokiem, by związać się z kimś na stałe? Pragnę cię, bo jesteś sobą, miałem na początku wizerunek kruchej dziewczynki, która jest gdzieś, gdzie jej być nie powinno, ale teraz wiem, że jesteś silniejsza niż wyglądasz, niż jaka sama się malujesz - i to mi odpowiada, cieszę się wręcz, że nie jesteś słaba a waleczna. Musisz odnaleźć swoją wolę, by walczyć dla samej siebie. Nie możesz się poddać.
Patrzył na mnie tymi swoimi magicznymi oczami, prosząc niemo o coś, czego nie mogłam dać.
- Obudź się.. - Zaczęłam na nowo. - Nie rozumiesz, że ja już się poddałam?
- Nie możesz się poddać, Adele. Po prostu nie jesteś pewna swojej siły. Walcz, Zack wydaje się być niepokonany, ale to tylko złudzenie.
- Ale to nie Zack, Matthew, to duchy z przeszłości mi nie pozwalają przystąpić do tej pierdolonej walki. Zrozum, że to nie kwestia wyboru!
- Mylisz się, to jest decyzja, a podjęłaś ją już jakiś czas temu i to widać gołym okiem. Kapitulacja, huh, bez mrugnięcia i ponownego przemyślenia? - Puścił mnie i cofnął się o kilka kroków w tył.
- Mówiłam ci, że zniechęcisz się do mnie.
Opuszczone luźno ramiona, twarz bez emocji, chłód noszony na zewnątrz i wewnątrz organizmu. Czułam się martwa, po raz kolejny.
- Nie, Adelaide, sama tego chciałaś. Chcesz, abym cię odrzucił, abyś ty nie musiała tego robić. To dziecinne i dobrze o tym wiesz. Jeżeli mnie nie kochasz, po co marnowałaś na mnie czas? Dla zabawy? Zabicia czasu, kiedy nie było w pobliżu Zacka? Jesteś warta tego chuja, jeśli naprawdę tylko dawałaś mi iluzje, że ktoś naprawdę mnie pokochał. Idź do niego, wyściskaj go i zgódź się na ten nic nieznaczący ślub. Życzę ci długiego, mizernego życia w piekle, w którym już dawno zagrzewałaś miejsce. - Wyszedł z jego salonu do sypialni.
Zanim usłyszałam metalcore na pełnych obrotach z głośników, przekręcił klucz, by nikt nie wszedł. Domyśliłam się, że rozmowa była skończona.
Próbował mnie kochać, a ja tylko go odepchnęłam, kiedy poczułam, że znalazł się mnie za blisko.
Zawsze tak robisz.
Dobrze wiesz, że Zack zabiłby go, gdyby nas zastał razem. A to, że nie będziemy pracować razem wyjdzie tylko na dobre.
Żyjesz w świecie, gdzie popierdoleńcy mają raj, a szaraki, którzy chcą po prostu żyć, są gnębieni.
Każdy żyje w takim świecie. Ludzie są stworzeni do manipulacji, a jeżeli ktoś temu odmawia - jest ofiarą.
Sama wybierasz świat, w którym żyjesz.
Nie będę potworem.
Więc będziesz pokarmem dla bestii, ale warto pamiętać, że i pokarm zdarza się trujący.
Pamiętam dobrze. Każdy ma zatrucie pokarmowy raz na jakiś czas, niektórzy lądują aż w szpitalu, w najgorszych wypadkach na cmentarzu.
W tym przypadku to najgorzej staje się najlepiej.
Musi dostać nauczkę.
Ale.. Jesteś pewna, że to ty powinnaś pokazać mu, gdzie jego miejsce? I, że ot tak pozwoli ci na to?
Jak nie ja to kto jest tego bardziej godny? To ja wycierpiałam najwięcej, nawet jego rodzina nie miała do czynienia z jego prawdziwą naturą, a przyjaciele poznali jego gniew w mniejszym stopniu niż ja. Nawet się nie będzie spodziewał, kiedy wszystko wydarzy się.
Teraz tylko modlić się do Boga.
Nie wplątuj w to Boga, to ten skurwysyn pozwolił mu wejść na moją drogę życia. Jebać tego starucha.
No to trzymać kciuki.
Nie potrzebuję szczęścia, potrzebuję czasu i zaufania.
Czułam się tak, jak kiedyś, bez emocji i chęci do zrobienia czegokolwiek. Byłam zmuszana przez samą siebie, by oddychać. Uczucia ze mnie zeszły, emocje opadły a na ich miejsce weszło opanowanie i rozdarcie między tym, co chcę a tym a co powinnam zrobić. Wieść, że Matthew i ja już prawie na pewno nigdy nie będziemy razem, przeszywała mnie na wskroś. Chciałam przestać czuć, myśleć, być. Brakowało mi łez, by płakać. Brakowało mi tlenu, by oddychać. Brakowało mi sił, by się poruszać. Nie potrafiłam wyobrazić sobie jutrzejszego dnia.
Tak będzie lepiej. - Powtarzałam sobie w myślach, jednocześnie wiedziałam, że to będzie ściema. Łudziłam się, że po skończeniu z Zackiem, będę miała drugą szansę z Mattem, ale naiwność była moją główną cechą.
Oglądałam telewizję z Zackiem w domu, tyle że on skupiał się na fabule filmu akcji, a ja tylko gapiłam się w ekran i co jakiś czas poprawiałam się na sofie.
Skupienie się nie było moją dobrą stroną ostatnimi czasy. Roztargniona życiem gnałam przed siebie, chcąc zmienić świat. Czułam się niczym dziecko, które nie zna zła świata i nie wierzy, że za rogiem w ciemnym zaułku czyha niebezpieczeństwo, pragnęłam iść do starszego pana z nożem w ręku, który jest gnojem i mordercą, by powiedzieć, że jest pięknym człowiekiem. W głowie miałam inny świat, jak każdy, tyle że mój był naprawdę inny. Moje doświadczenia były dla mnie ogromną nauczką, były niczym blizna na nadal bolącym pośladku, jednakże nadal wierzyłam w dobro, w karmę. To teraz pytanie: dlaczego będę próbować odegrać się na Zacku, jeżeli przysłowiowa karma już do niego wraca? Odpowiedź jest prosta, nie będę czekać. Nie ufam w sprawiedliwość na świecie na tyle, by samej jej nie wymierzyć. Po co mam czekać na - niepewną - karmę, skoro sama mogę wycedzić komuś w dupę, by ogarnął się?
- Skończyłaś? - Zapytał, wpatrując się we mnie swoimi niebieskimi oczami, które w tym momencie wyglądały tak pięknie beztrosko.
Nie była pewna o co mu chodziło, więc i moja mina na to wskazywała. Mężczyzna zaśmiał się i pokazał na miskę na moich kolanach z popcornem, który był na wykończeniu. Film się skończył, leciały napisy końcowe, co oznaczało, że kolejny film zaraz będzie włączony, co prowadziło do zrobienia kolejnej porcji syfu, którego niektórzy nazywają jedzeniem.
Nie przeszkadzały mi przekąski, które zjada się czasem, czasem, takie jedzenie jest powinno być spożywane codziennie. Uwielbiałam popcorn czy kratki smażone na oleju, ale rzadko mam ochotę, a jak nie mam ochoty - nie ruszam nawet kijem.
Kiwnęłam pozytywnie głową. Szatyn polizał wargi, następnie włożył kolejne smakołyki do ust.
- A zrobisz kolejne? - Wręczył mi miskę z powrotem na kolana.
To było pytanie retoryczne, to był mój obowiązek, usługiwanie mu miało być moim priorytetem życiowym.
Kanały zaczęły śmigać po telewizorze jak oszalałe, Zack wpatrzony w kineskop, nie zwrócił uwagi na mój grymas. Chwyciłam dłonie misę, dumając o tym, jak wielką radość sprawiłoby mi podsunięcie się do niego, zabranie mu pilota i jebnięcia go w twarz, ale nie potrafiłabym. Wszyscy jesteśmy bohaterami w naszej głowie, ale w prawdzie - jesteśmy tchórzami, mi zależy na tym, by przetrwać żywa, aby później spróbować swoich sił. Podniosłam się ociężale na nogi i ruszyłam do kuchni, by wykonać moje zadanie.
- Ale dodaj masełko tym razem. - Usłyszałam za sobą.
Dodam ci, kurwa, to masełko, żebyś nim sparzył ryja.
Trochę agresywnie, nie sądzisz, że przesadzasz?
Mam zły dzień.
Dobrze wiem o tym, ale jeden zły ruch, a przegrasz.
Tak.. ale.
Nie, żadnego ale. Ogarnij dupę, wypnij piersi i uśmiech na buzię, uwiedź go i zapewnij, że nic nie ma między tobą a Matthew, przecież po to z nim zerwałaś, aby dał spokój z zazdrością.
I mimo mojej ogromnej niechęci do udawania mojej miłości do niego, zrobiłam to. Wróciłam do salonu z dużym pojemnikiem kratek i popcornu polanych rozgrzanym masłem i położyłam ją na stole. Następnie usiadłam bliżej niego niż poprzednio, tak aby nogi na kanapie były podwinięte pod mój tyłek, a ręce owinięte między jego talią na tyle silnie i blisko, by poczuł się doceniony.
- Co się dzieje? Czego chcesz? - Spytał zszokowany, patrząc się prosto w moje oczy.
Widziałam ten blask, którym czasem mnie obdarowywał, jednak był zdecydowanie inny niż ten, który Matthew tak zaangażowaniem i nietaktownie dawał mi. Wzrok mówił wiele, a jeżeli jest w nim ten mały dodatek, którego nie dostaje nikt od tej osoby - wiedz, że jesteś kochany. Nie wierzyłam w to, że Zack mnie nie kochał, kochał ale na swój pokręcony sposób, który nie dopasowywał do mnie a do siebie. Nie nauczył się kochać, nie potrafi tego okazać, z resztą a czym ja tutaj mówię, ja też nie zostałam nauczona odwzajemniania miłości. Gdybym potrafiła darzyć większym uczuciem drugiego człowieka i mu to okazać, Matt nie byłby teraz sam słuchając muzyki, która potrafi zedrzeć bębenki w uszach. Czy chcę dla niego dobrze? Tak, jak najbardziej, właściwie to dlatego zerwałam z nim, ale przecież nie tak miało być. Jeżeli kogoś się kocha, robi się wszystko by z tą osobą być, a ja popełniłam czyn, który był nie do końca określony przeze mnie.
- Nie mogę się do ciebie przytulić? - Zaczęłam się z nim droczyć, więc zaczęłam się odrywać od niego, jednak ten się zaśmiał i przytrzymał mnie przy sobie.
- Pozwalam. - Zachichotał niczym dziecko widząc lizaka. - Ale na pewno niczego nie potrzebujesz?
- Jedyne, czego obecnie potrzebuję to miłości.
- No dobrze.
Objął mnie prawym ramieniem, pozwalając, abym położyła głowę na jego wgłębieniu obojczyka. Pocałował mnie we włosy, na co zareagowałam śmiechem, po czym on dołączył - widział jak bardzo nie lubię tego typu bliskości, zrobił to by mnie rozweselić.
- Naprawdę cię kocham. - Wyszeptał.
Niewątpliwie czekał na moją odpowiedź, ale słowa dusiły mnie poprzez zatrzymanie się w przełyku, nie chcąc wyleźć. Nie skłamałabym, mówiąc że kocham go także, jednak moje serce nie należało do niego jako kochanka. Kochałam go za dobre wspomnienia, nienawidziłam za krzywdy jakie mi wyrządził, więcej było złego niżeli dobrego, a jednak stało się.
Wtuliłam się w jego osobę głębiej, przyciągając go do siebie coraz silniej, jakoby rozciągając mięśnie ramion.
- I ja kocham ciebie. - Podniosłam głowę, kradnąc mu całusa, po chwili powróciliśmy do oglądania kolejnego filmu akcji.
W tym momencie naprawdę miałam to na myśli. Nie kochałam go równie mocno, co na początku naszego dziecinnego związku, lecz uczucie rozluźniło się przez jego barbarzyńskie zachowanie względem mnie i jego przyjaciół. Czasem zapominamy, jak się czuło kiedyś, okłamujemy samych siebie, by nie mącić sobie w głowie, przyjmujemy dane myśli z otwartymi rękoma i łapiemy je jak wiatr włosy, tylko dlatego że mamy już namącone w głowie.
Nie równał się z Mattem, nigdy nie mógłby dorównać komuś tak cudownemu, świetnemu, błogiemu. Matthew był kompletnie innej kategorii człowieka niż mój narzeczony.
- Dajesz mi kolejną szansę mam rozumieć? - Bardziej zabrzmiało jak zdanie, aniżeli zdanie. - Bo chcę ci zagwarantować, że postaram się zmienić.
Czy daję mu szansę? Pewnie tak to wyglądało, w końcu jeszcze zeszłej nocy próbował mnie zabić, a na pewno skrzywdzić. Czy wierzę w jego chęci przemiany? Dlaczego nie, każdy może pragnąć zmiany, ale czy wierzę, że się zmieni? Tutaj zaczyna się moja sceptyczna strona, ktoś tak niemiłosierny i pełen temperamentu jak Zack nie zmienia się, może się ograniczyć z emocjami, ale na pewno nie zmieni się - nie wierzę w zmianę, wierzę w dojrzałość, on jej nie nabierze będąc ze mną.
Rano nadal miałam ból głowy, a ciało zachowywało się jak nie moje. Szatyn natomiast wyglądał na zadowolonego, kiedy zeszłam na dół i oglądał telewizję. Zachowywał się, jak gdyby nigdy nic, co sprawiało, że i ja mogłam udawać. Udałam się do kuchni, by zrobić sobie śniadanie, którym były zwykłe płatki kukurydziane i mleko.
Pamiętałam doskonale noc, która miała zaważyć nad przyszłymi tygodniami. Niechętnie musiałam przyznać, że nie miałam planu doskonałego, jednak wiedziałam co mniej więcej musiałam zrobić. Zaczynałam się samej siebie bać powoli, że w ogóle dopuszczam tak paskudną myśl do głowy. Plan wydawał się jeszcze odległy, jak śmierć dla zdrowego, nierozchwianego emocjonalnie nastolatka. Adrenalina krążyła po moim układzie krwionośnym, nie opadała nawet na sekundę i wiedziałam, że to był inny hormon niż wczoraj, dzisiejszego byłam pewna i chętna użyć, musiałam jedynie się dobrze przygotować.
- Nie szykuj się nigdzie, nie idziesz do pracy. Nie będziesz pracować już u Matta. - Usłyszałam za plecami.
Odłożyłam łyżkę do miski, połykając płatki i odwróciłam głowę, by spojrzeć na idealny przykład dominanta bez pewności siebie.
Podniosłam brwi do góry w akcie nieporozumienia.
- Dlaczego? - Zapytałam znając odpowiedź.
Zack zaśmiał się głupio i pokiwał głową.
- Zgadnij. Puszczasz się, już tego nie zrobisz po raz kolejny.
- Nie pieprzyłam się z nim!
Wstałam zdenerwowana z krzesła, następnie zaczęliśmy walczyć na spojrzenia, żadne z nas nie chciało ustąpić drugiemu.
Adelaide.. - Melodyjny głos odezwał się w mojej głowie. - Kłamczucha z ciebie do kwadratu.
Nie mogłam pozwolić sobie na wydanie siebie czy chłopaka, skończyłoby się to najprawdopodobniej tragedią.
Dopiero teraz zauważyłam kątem oka dłonie Zacka, które były posiniaczone i obdarte, gołym okiem mogłam dostrzec delikatnie zaczerwienioną szczękę po lewej stronie. Miałam w głowie widok drugiej osoby, która wyglądała gorzej i na nieszczęście ukazał mi się Matthew. Zack naprawdę często wyjeżdżał, umiał się bić i wykorzystywali to, Matt siedział w Share i prowadził bar nie bez powodu.
Bałam się o niego, o siebie, o mój plan, który miałam szczerą nadzieję, że wypali, jednak zaczęłam wątpić w to. Nie chciałam przestać pracować w barze, nawet jeżeli nie zarabiałam nic, Matt ignorował mnie, a Zack patrzył dokładnie na to, co się dzieje. Nie mogłam pozwolić sobie na odsunięcie się od niego z własnych, egoistycznych powódek, ale myśl o jego krzywdzie, sprawiała, że krew odpływała mi z twarzy.
Byłam znudzona tymi sytuacjami. Nasze relacje są na tyle zagmatwane, że nie warto się starać o ich poprawę, nawet jeżeli próbowałabym ratować - czego i tak nie ma - to nie udałoby mi się, bo on nie widzi problemu, myśli że tak powinno być.
- Czyli już nigdy się z nim nie zobaczę, nie będę nigdy w tym barze, nie zobaczę klientów?
- Nigdy. - Potwierdził stanowczo.
- Daj mi ostatni dzień, by się pożegnać z pracą.
- Pracą? Ha! Nie rób ze mnie idioty.
Nie muszę.
- Zaufaj mi. - Podeszłam do niego i położyłam moje dłonie na jego ramionach. - Jesteś jedynym mężczyzną w moim życiu.
- Między nogami też?
- Tak, Zack.. - Przybliżyłam moje usta do jego ucha. - Kocham jedynie ciebie. - Szepnęłam, przygryzając jego małżowinę uszną na co cicho jęknął.
- Zgoda. - Wycharczał, łapiąc mnie mocno za biodra, sadzając na stół i wchodząc między moje uda.
Całował mnie dziko, język molestował moje migdałki, silna znajdowała się wszędzie, co przeszkadzało mi niemiłosiernie, ale nic nie powiedziałam, zostawiłam to, by działo się tak, jak on tego żąda.
Weszłam po schodach do mieszkania Matta, zapukałam lekko w drzwi, lecz nie czekałam na odpowiedź wiedząc, że jej nie uzyskam i pozwoliłam sobie na wejście wgłąb budynku. Słyszałam głośną muzykę już od samego wejścia do baru, jednak dopiero na korytarzu na pierwszym piętrze usłyszałam dokładną rytmikę Guns and Roses. Mimo sympatycznej i jakże spokojnej muzyki zespołu, Matthew nie miał dobrego humoru, tym bardziej ja. Udałam się od razu do salonu, w którym zastałam go na kanapie, oglądającego wyścigi samochodów. Przyłożony do szczęki miał szary ręcznik, zapewne z lodem w środku. Podeszłam do niego od tyłu, chcąc go wystraszyć, jednak plany legły w gruzach przez muzyki wyłączenie się, a moje szybko kroki przypominały stąpanie słonia. Odwrócił się z zdziwieniem na twarzy, nie dowierzając, że naprawdę przyszłam. Ta radość, która zapanowała w jego oczach była warta udokumentowania.
Podszedł do mnie błyskawicznie i przytulił. Ciepło, które biło od niego, od razu sprawiło, że uśmiechnęłam się mimo smutku, jaki panował we mnie. Odwzajemniłam gest, przyciskając go do siebie tak, jakby świat miałby za sekundę przestać istnieć - prawda była podobna, my mieliśmy przestać bytować, jednak potrzebowałam jeszcze chwili miłości, jaką dawał mi.
- Twój narzeczony mnie tak urządził. - Kiedy odsunął się, to były jego pierwsze słowa, jakie wypowiedział.
Wskazał na szczękę, a następnie uniósł koszulkę do góry, odsłaniając liczne siniaki na brzuchu.
- Nic ci nie jest? Jak się czujesz?
- Oprócz siniaków, nic. Powiedział, że mam skończyć marzyć o tobie, a to co wydarzyło się kiedy go nie było, nie znaczyło nic. Powiedziałaś mu cokolwiek?
- Zaprzeczałam wszystkiemu. - Odpowiedziałam.
Zatroskana wzięłam zimny okład i przyłożyłam mu do szczęki, by zmniejszyć ból. Mężczyzna wygiął usta w kwaśny uśmiech.
- Jestem cipką w twoich oczach?
- Co? - Odsunęłam zszokowana rękę od niego.
- Czy twoim zdaniem jestem niemęski? Czy jestem babą?
Podniosłam lewą brew do gry i zaśmiałam się pod nosem, kiwając głową.
- Oczywiście, że nie. - Przysunęłam z powrotem dłoń do jego buzi. - Jesteś bardzo męski w łóżku, więc nie myśl o sobie jak o kobiecie, poza tym nie ma nic złego w byciu uczuciowym. Każdy ma na siebie inny plan, nie oznacza że jest się gorszym.
- Dla facetów to oznacza, że jest się gorszym.
- Nie wszystkich, nawet ja to wiem, Matthew, jesteś niemal ideałem: uczuciowy, mądry, silny i potrafiący zaspokoić kobietę w każdy możliwy sposób. Nie pozwól innym wchodzić z brudnymi buciorami w twoją głowę i wmówić tobie, że jesteś ,,niemęski", co jest totalną bzdurą.
- Nawet nie wiesz, jak wiele dla mnie twoje słowa znaczą. - Pocałował mnie delikatnie w usta, uśmiechnęłam się na jego myśli.
Tak dobrze było mi z nim, dlaczego Zack nie mógł odpuścić i dać nam spokój.
- Uwielbiam, jak uśmiechasz się podczas czułości. - Oznajmił, kiedy moja twarz przybrała poważny wyraz. - Daje mi to pewność, że jesteś zadowolona z tego, co się dzieje między nami.
Krótki uśmiech w jego stronę i krok w tył, zmuszając go do puszczenia mojego ciała.
- Matthew, myślisz, że to ma sens? Czy kiedykolwiek będziemy mogli być razem bez myślowej nadpobudliwości? Nie chcę zastanawiać się nad nami, chcę, aby się to..
- Nic się ,,po prostu" nie stanie. Trzeba pracować nad różnymi rodzajami relacji. Nic nie przychodzi prosto, bez starań.
- Nie chodzi mi o staranie się a o możliwość bycia razem.
Zielonooki wpatrywał się we mnie niepewnym wzrokiem, zagryzał wargę nerwowo, kiedy ja patrzyłam zimno w jego niecierpliwą twarz.
- Dlaczego chcesz się wycofać? - Zapytał.
- Nie pasujemy do siebie. - Skłamałam. - To nigdy nie miało prawa bytu.
- Adelaide, nie pieprz. Dobrze wiesz, że to bzdura, jesteśmy dla siebie niemal perfekcyjni. - Próbował się zbliżyć, ale nie pozwoliłam mu i wykonałam krok w tył.
- Nie możemy ryzykować, to co zrobił Zack to jedynie namiastka tego, co mógłby zrobić.
- Nie pierdol. - Zakpił. - Jest w gorącej wodzie kąpany, ale to nie zmienia faktu, że mogę cię obronić.
- A kto będzie bronił ciebie? - Zapytałam. - Nie jesteś stworzony do bójek.
- Zaufaj mi, proszę, daj nam szansę. Jesteś dla mnie wyjątkowa.
- Też wiele dla mnie znaczysz, ale związki są skazane na niepowodzenie z góry.
- My nawet nie mieliśmy szansy, by spróbować, a przez to ty wcale temu nie pomagasz.
- Nie mogę ryzykować twoją krzywdą.
- Nie jesteś moją matką a ja twoim synem, sam chcę podjąć ryzyko. Możemy uciec za granicę, nie znajdzie nas, mam pieniądze i mogę zapewnić nam życie.
- Nie chodzi o pieniądze. - Ucięłam. - Uciekniemy razem i co? W pewnym momencie nasz związek będzie przypominał podobny syf, jaki tutaj jest.
- Zakładasz z góry - znając mnie dobrze - że będę jak Zack? Serio? - Nie dowierzał. - Co z tobą, do chuja? Pojebało cię? Nigdy bym cię nie uderzył, zmusił do czegoś ty byś nie chciała.
- Teraz to robisz! Nie chcę wyjechać.
- Dlaczego? Daj mi dobry argument, a przestanie mi zależeć.
- Posiadanie wad nie robi z ciebie oryginalnej, niezwykłej osoby, nie sprawia to też, że jest się interesującym; wady u człowieka, robią z niego wadliwego osobnika, ale to w porządku, każdy ma wady. - Zmieniłam taktykę rozmowy.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - Matt nie chciał pozwolić swojej wyobraźni na działanie.
- Nie mam wiele zalet to kwestia czasu, zanim się mną znudzisz.
- Nie mów tak.
Jego dłonie mocno ściskały moje ramiona, co sprawiało, że zaczęłam drżeć pod jego naciskiem. Zielone oczy skalały moje oblicze, prowokując mnie, by przestać mówić.
Podjęłaś się tematu, doprowadź go do końca.
- Ale taka prawda, Matthew. Na początku jakichkolwiek relacji zawsze jest ciekawie, nie nudzisz się, czekasz na spotkanie czy rozmowę z tą osobą; aczkolwiek później zaczynają wam się kończyć tematy rozmów, wizerunek drugiej osoby, jaki sobie wyrobiłeś w głowie, niszczy się i dochodzi do ciebie smutna prawda, że nie jest taka jaka się być wydawała; kolejnym krokiem ku destrukcji stosunków międzyludzkich to pragnienie odnowy tego idealnego wizerunku, zmuszamy więc ludzi, by pozostali tacy, jacy nie są, jacy nam się wydawali być, męczymy ich tak dogłębnie, że uciekają przed nami bądź czasem gorzej - sami starają się nas zmienić, by pozostać w ich własnym wyobrażeniu, tym sposobem jesteśmy karmieni jednakowym, niesmacznym chlebem. Chcesz mnie, bo wydaję ci się być niebieska, a ty czerwony, ale kiedy przybiorę kolor na zieleń, zniechęcisz się do mnie - taka jest kolej rzeczy. Nic nie jest trwałe, szczególnie dobro. - Starałam sięwydostać spod nacisku, jednak na nic, mężczyzna nie chciał puścić.
- Nie biadol mi tutaj. Domyślam się, że nie powiedziałaś mi wszystkiego, co spotkało cię w piekle, ale Adelaide, każdy ma przeszłość. Myślisz, że dla mnie nie jest to wielkim krokiem, by związać się z kimś na stałe? Pragnę cię, bo jesteś sobą, miałem na początku wizerunek kruchej dziewczynki, która jest gdzieś, gdzie jej być nie powinno, ale teraz wiem, że jesteś silniejsza niż wyglądasz, niż jaka sama się malujesz - i to mi odpowiada, cieszę się wręcz, że nie jesteś słaba a waleczna. Musisz odnaleźć swoją wolę, by walczyć dla samej siebie. Nie możesz się poddać.
Patrzył na mnie tymi swoimi magicznymi oczami, prosząc niemo o coś, czego nie mogłam dać.
- Obudź się.. - Zaczęłam na nowo. - Nie rozumiesz, że ja już się poddałam?
- Nie możesz się poddać, Adele. Po prostu nie jesteś pewna swojej siły. Walcz, Zack wydaje się być niepokonany, ale to tylko złudzenie.
- Ale to nie Zack, Matthew, to duchy z przeszłości mi nie pozwalają przystąpić do tej pierdolonej walki. Zrozum, że to nie kwestia wyboru!
- Mylisz się, to jest decyzja, a podjęłaś ją już jakiś czas temu i to widać gołym okiem. Kapitulacja, huh, bez mrugnięcia i ponownego przemyślenia? - Puścił mnie i cofnął się o kilka kroków w tył.
- Mówiłam ci, że zniechęcisz się do mnie.
Opuszczone luźno ramiona, twarz bez emocji, chłód noszony na zewnątrz i wewnątrz organizmu. Czułam się martwa, po raz kolejny.
- Nie, Adelaide, sama tego chciałaś. Chcesz, abym cię odrzucił, abyś ty nie musiała tego robić. To dziecinne i dobrze o tym wiesz. Jeżeli mnie nie kochasz, po co marnowałaś na mnie czas? Dla zabawy? Zabicia czasu, kiedy nie było w pobliżu Zacka? Jesteś warta tego chuja, jeśli naprawdę tylko dawałaś mi iluzje, że ktoś naprawdę mnie pokochał. Idź do niego, wyściskaj go i zgódź się na ten nic nieznaczący ślub. Życzę ci długiego, mizernego życia w piekle, w którym już dawno zagrzewałaś miejsce. - Wyszedł z jego salonu do sypialni.
Zanim usłyszałam metalcore na pełnych obrotach z głośników, przekręcił klucz, by nikt nie wszedł. Domyśliłam się, że rozmowa była skończona.
Próbował mnie kochać, a ja tylko go odepchnęłam, kiedy poczułam, że znalazł się mnie za blisko.
Zawsze tak robisz.
Dobrze wiesz, że Zack zabiłby go, gdyby nas zastał razem. A to, że nie będziemy pracować razem wyjdzie tylko na dobre.
Żyjesz w świecie, gdzie popierdoleńcy mają raj, a szaraki, którzy chcą po prostu żyć, są gnębieni.
Każdy żyje w takim świecie. Ludzie są stworzeni do manipulacji, a jeżeli ktoś temu odmawia - jest ofiarą.
Sama wybierasz świat, w którym żyjesz.
Nie będę potworem.
Więc będziesz pokarmem dla bestii, ale warto pamiętać, że i pokarm zdarza się trujący.
Pamiętam dobrze. Każdy ma zatrucie pokarmowy raz na jakiś czas, niektórzy lądują aż w szpitalu, w najgorszych wypadkach na cmentarzu.
W tym przypadku to najgorzej staje się najlepiej.
Musi dostać nauczkę.
Ale.. Jesteś pewna, że to ty powinnaś pokazać mu, gdzie jego miejsce? I, że ot tak pozwoli ci na to?
Jak nie ja to kto jest tego bardziej godny? To ja wycierpiałam najwięcej, nawet jego rodzina nie miała do czynienia z jego prawdziwą naturą, a przyjaciele poznali jego gniew w mniejszym stopniu niż ja. Nawet się nie będzie spodziewał, kiedy wszystko wydarzy się.
Teraz tylko modlić się do Boga.
Nie wplątuj w to Boga, to ten skurwysyn pozwolił mu wejść na moją drogę życia. Jebać tego starucha.
No to trzymać kciuki.
Nie potrzebuję szczęścia, potrzebuję czasu i zaufania.
Czułam się tak, jak kiedyś, bez emocji i chęci do zrobienia czegokolwiek. Byłam zmuszana przez samą siebie, by oddychać. Uczucia ze mnie zeszły, emocje opadły a na ich miejsce weszło opanowanie i rozdarcie między tym, co chcę a tym a co powinnam zrobić. Wieść, że Matthew i ja już prawie na pewno nigdy nie będziemy razem, przeszywała mnie na wskroś. Chciałam przestać czuć, myśleć, być. Brakowało mi łez, by płakać. Brakowało mi tlenu, by oddychać. Brakowało mi sił, by się poruszać. Nie potrafiłam wyobrazić sobie jutrzejszego dnia.
Tak będzie lepiej. - Powtarzałam sobie w myślach, jednocześnie wiedziałam, że to będzie ściema. Łudziłam się, że po skończeniu z Zackiem, będę miała drugą szansę z Mattem, ale naiwność była moją główną cechą.
Oglądałam telewizję z Zackiem w domu, tyle że on skupiał się na fabule filmu akcji, a ja tylko gapiłam się w ekran i co jakiś czas poprawiałam się na sofie.
Skupienie się nie było moją dobrą stroną ostatnimi czasy. Roztargniona życiem gnałam przed siebie, chcąc zmienić świat. Czułam się niczym dziecko, które nie zna zła świata i nie wierzy, że za rogiem w ciemnym zaułku czyha niebezpieczeństwo, pragnęłam iść do starszego pana z nożem w ręku, który jest gnojem i mordercą, by powiedzieć, że jest pięknym człowiekiem. W głowie miałam inny świat, jak każdy, tyle że mój był naprawdę inny. Moje doświadczenia były dla mnie ogromną nauczką, były niczym blizna na nadal bolącym pośladku, jednakże nadal wierzyłam w dobro, w karmę. To teraz pytanie: dlaczego będę próbować odegrać się na Zacku, jeżeli przysłowiowa karma już do niego wraca? Odpowiedź jest prosta, nie będę czekać. Nie ufam w sprawiedliwość na świecie na tyle, by samej jej nie wymierzyć. Po co mam czekać na - niepewną - karmę, skoro sama mogę wycedzić komuś w dupę, by ogarnął się?
- Skończyłaś? - Zapytał, wpatrując się we mnie swoimi niebieskimi oczami, które w tym momencie wyglądały tak pięknie beztrosko.
Nie była pewna o co mu chodziło, więc i moja mina na to wskazywała. Mężczyzna zaśmiał się i pokazał na miskę na moich kolanach z popcornem, który był na wykończeniu. Film się skończył, leciały napisy końcowe, co oznaczało, że kolejny film zaraz będzie włączony, co prowadziło do zrobienia kolejnej porcji syfu, którego niektórzy nazywają jedzeniem.
Nie przeszkadzały mi przekąski, które zjada się czasem, czasem, takie jedzenie jest powinno być spożywane codziennie. Uwielbiałam popcorn czy kratki smażone na oleju, ale rzadko mam ochotę, a jak nie mam ochoty - nie ruszam nawet kijem.
Kiwnęłam pozytywnie głową. Szatyn polizał wargi, następnie włożył kolejne smakołyki do ust.
- A zrobisz kolejne? - Wręczył mi miskę z powrotem na kolana.
To było pytanie retoryczne, to był mój obowiązek, usługiwanie mu miało być moim priorytetem życiowym.
Kanały zaczęły śmigać po telewizorze jak oszalałe, Zack wpatrzony w kineskop, nie zwrócił uwagi na mój grymas. Chwyciłam dłonie misę, dumając o tym, jak wielką radość sprawiłoby mi podsunięcie się do niego, zabranie mu pilota i jebnięcia go w twarz, ale nie potrafiłabym. Wszyscy jesteśmy bohaterami w naszej głowie, ale w prawdzie - jesteśmy tchórzami, mi zależy na tym, by przetrwać żywa, aby później spróbować swoich sił. Podniosłam się ociężale na nogi i ruszyłam do kuchni, by wykonać moje zadanie.
- Ale dodaj masełko tym razem. - Usłyszałam za sobą.
Dodam ci, kurwa, to masełko, żebyś nim sparzył ryja.
Trochę agresywnie, nie sądzisz, że przesadzasz?
Mam zły dzień.
Dobrze wiem o tym, ale jeden zły ruch, a przegrasz.
Tak.. ale.
Nie, żadnego ale. Ogarnij dupę, wypnij piersi i uśmiech na buzię, uwiedź go i zapewnij, że nic nie ma między tobą a Matthew, przecież po to z nim zerwałaś, aby dał spokój z zazdrością.
I mimo mojej ogromnej niechęci do udawania mojej miłości do niego, zrobiłam to. Wróciłam do salonu z dużym pojemnikiem kratek i popcornu polanych rozgrzanym masłem i położyłam ją na stole. Następnie usiadłam bliżej niego niż poprzednio, tak aby nogi na kanapie były podwinięte pod mój tyłek, a ręce owinięte między jego talią na tyle silnie i blisko, by poczuł się doceniony.
- Co się dzieje? Czego chcesz? - Spytał zszokowany, patrząc się prosto w moje oczy.
Widziałam ten blask, którym czasem mnie obdarowywał, jednak był zdecydowanie inny niż ten, który Matthew tak zaangażowaniem i nietaktownie dawał mi. Wzrok mówił wiele, a jeżeli jest w nim ten mały dodatek, którego nie dostaje nikt od tej osoby - wiedz, że jesteś kochany. Nie wierzyłam w to, że Zack mnie nie kochał, kochał ale na swój pokręcony sposób, który nie dopasowywał do mnie a do siebie. Nie nauczył się kochać, nie potrafi tego okazać, z resztą a czym ja tutaj mówię, ja też nie zostałam nauczona odwzajemniania miłości. Gdybym potrafiła darzyć większym uczuciem drugiego człowieka i mu to okazać, Matt nie byłby teraz sam słuchając muzyki, która potrafi zedrzeć bębenki w uszach. Czy chcę dla niego dobrze? Tak, jak najbardziej, właściwie to dlatego zerwałam z nim, ale przecież nie tak miało być. Jeżeli kogoś się kocha, robi się wszystko by z tą osobą być, a ja popełniłam czyn, który był nie do końca określony przeze mnie.
- Nie mogę się do ciebie przytulić? - Zaczęłam się z nim droczyć, więc zaczęłam się odrywać od niego, jednak ten się zaśmiał i przytrzymał mnie przy sobie.
- Pozwalam. - Zachichotał niczym dziecko widząc lizaka. - Ale na pewno niczego nie potrzebujesz?
- Jedyne, czego obecnie potrzebuję to miłości.
- No dobrze.
Objął mnie prawym ramieniem, pozwalając, abym położyła głowę na jego wgłębieniu obojczyka. Pocałował mnie we włosy, na co zareagowałam śmiechem, po czym on dołączył - widział jak bardzo nie lubię tego typu bliskości, zrobił to by mnie rozweselić.
- Naprawdę cię kocham. - Wyszeptał.
Niewątpliwie czekał na moją odpowiedź, ale słowa dusiły mnie poprzez zatrzymanie się w przełyku, nie chcąc wyleźć. Nie skłamałabym, mówiąc że kocham go także, jednak moje serce nie należało do niego jako kochanka. Kochałam go za dobre wspomnienia, nienawidziłam za krzywdy jakie mi wyrządził, więcej było złego niżeli dobrego, a jednak stało się.
Wtuliłam się w jego osobę głębiej, przyciągając go do siebie coraz silniej, jakoby rozciągając mięśnie ramion.
- I ja kocham ciebie. - Podniosłam głowę, kradnąc mu całusa, po chwili powróciliśmy do oglądania kolejnego filmu akcji.
W tym momencie naprawdę miałam to na myśli. Nie kochałam go równie mocno, co na początku naszego dziecinnego związku, lecz uczucie rozluźniło się przez jego barbarzyńskie zachowanie względem mnie i jego przyjaciół. Czasem zapominamy, jak się czuło kiedyś, okłamujemy samych siebie, by nie mącić sobie w głowie, przyjmujemy dane myśli z otwartymi rękoma i łapiemy je jak wiatr włosy, tylko dlatego że mamy już namącone w głowie.
Nie równał się z Mattem, nigdy nie mógłby dorównać komuś tak cudownemu, świetnemu, błogiemu. Matthew był kompletnie innej kategorii człowieka niż mój narzeczony.
- Dajesz mi kolejną szansę mam rozumieć? - Bardziej zabrzmiało jak zdanie, aniżeli zdanie. - Bo chcę ci zagwarantować, że postaram się zmienić.
Czy daję mu szansę? Pewnie tak to wyglądało, w końcu jeszcze zeszłej nocy próbował mnie zabić, a na pewno skrzywdzić. Czy wierzę w jego chęci przemiany? Dlaczego nie, każdy może pragnąć zmiany, ale czy wierzę, że się zmieni? Tutaj zaczyna się moja sceptyczna strona, ktoś tak niemiłosierny i pełen temperamentu jak Zack nie zmienia się, może się ograniczyć z emocjami, ale na pewno nie zmieni się - nie wierzę w zmianę, wierzę w dojrzałość, on jej nie nabierze będąc ze mną.
How can someone who wants to be loved,
Hate it when they're loved at all?
Does guilt really feel that bad?
Every time I take a breath, honey,
I feel the weight fall back on me,
Somebody tell me it's not so bad.
Collected thoughts drown in sleep
I had forgotten what you mean to me,
I forgot a lot of things.
[...] What happens to the old boy, will he be destroyed?
Is this what I'm losing?
[...] But I feel something, oh it's better than nothing.
Boże.. Dlaczego prawie wszystko nawiązuje do mojej sytuacji?.. Ehh.. Rozdział jak zawsze świetny i czuje sie jak Matt..
OdpowiedzUsuńtonaszhoryzont.blogspot.com
Współczuję Tobie, jeżeli naprawdę możesz utożsamić się z Matthew w tej chwili, to przykre. :(
UsuńCudowny rozdział.
UsuńWybacz, nie stać mnie na więcej...
Dobrze wiesz, ze uwielbiam te opowiadanie. http://just-to-lose-control.blogspot.com/2015/05/iii.html
Nowy rozdział :-)
22 year old Graphic Designer Arlyne Matessian, hailing from Maple enjoys watching movies like Death at a Funeral and Parkour. Took a trip to Historic Town of Grand-Bassam and drives a Ferrari 375 MM Spider. teraz kliknij w link
OdpowiedzUsuń