POCZĄTEK ROZDZIAŁU ZAWIERA EROTYCZNE TREŚCI!!!
Śmieje się prosto w moją twarz. Codziennie umiera, płacząc ze śmiechu. Rechota z dnia na dzień coraz donośniej i zadufale. Każdy dzień dla mnie koszmarem, dla Niego komedią, którą oglądał z rozbawieniem.
- A teraz powiedz mi Adelaide, jak bardzo mnie kochasz.
W ogóle.
- Bardzo.
KŁAMCZUCHA.
- Powiedz mi, jak bardzo. - Zacisnął zęby mocno na ramiączku od mojego stanika.
- Jak jeszcze nigdy nikogo nie kochałam.
Przedstawiam wam najgłupszą OSZUSTKĘ w Wielkiej Brytanii.
- W takim razie pokaż mi, jak bardzo mnie kochasz.
To był znak, aby ściągnąć jego spodnie i pochylić się nad jego kroczem, czy chciałam tego? Nie. Czy miałam wybór? Jeżeli liczyć seks bez zgody drugiej osoby jako dobrą ofertę to nie, nie miałam wyboru. Wolałam udać, że cieszę się z jego zadowolenia, aniżeli cierpieć poprzez gwałtowny, głęboki i raniący seks.
Zack czuł, że nie byłam całkowicie oddana mu teraz czy wcześniej, wiedziałam że wie. Można było o nim powiedzieć niemal wszystkie obelgi: był gburowaty, narwany, zazdrosny, niemiły, szorstki, irytujący, nerwowy, gwałtowny, wrogi - ale nie był głupi czy naiwny. Był naprawdę mądry i pomimo jego nienawiści do wszystkich i wszystkiego, miał ogromną wiedzę o życiu, ludziach. Czasem żałowałam, że nie moglibyśmy być jak te pary w typowych komediach romantycznych dla nastolatek. Zły chłopak zakochuje się w dobrej dziewczynie i zaczyna się dla niej zmieniać, jest dla niej niezwykłym wsparciem a innych traktuje jak powietrze, broni jej godności i dba o nią - przecież prawie każda dziewczyna o tym marzy. Nie mogę nawet opisać mojej złości na samą siebie za lekkomyślność oraz ignorancję, że jestem jak one. Uwierzyłam pomimo moich złych doświadczeń z ludźmi, że zasługuję na dobre zakończenie.
- O co chodzi? - Cofnął się, wypatrując czegoś w moim wyrazie twarzy. - Już od kilku dni jesteś taka.. dziwna, inna. Chodzi o Matthew?
- Nie. - Zaprzeczyłam zgodnie z prawdą. - Nie chodzi o niego.
- Na pewno? - Zapytał podejrzliwie, na co poruszyłam niespokojnie głową. - To co się dzieje?
Nie jestem pewna, ile tak staliśmy i patrzyliśmy sobie w oczy, chcąc czytać wzajemne myśli w głowach, ale trwało jak wieczność.
To, co między nami było nie było proste do zdefiniowania. Może się przyzwyczaiłam, stąd też tak trudno byłoby mi się oderwać od Share, Zacka? Przecież mogłam się zgodzić na propozycję Matta, mogliśmy razem uciec i żyć jak gdyby nigdy nic, ale odmówiłam i ilekroć pomyślałam o tej chwili, nie wiem co mną targnęło, by odpowiedzieć negatywnie. Pragnęłam być z nim, gdzieś gdzie byłby spokój i nie byłoby nikogo, kto chciałby nam zaszkodzić. Może już przywyknęłam, że osoby takie jak ja nie dostają swojego szczęśliwego zakończenia i przestałam się starać, by je dostać? A może nie myślałam trzeźwo i naprawdę uwierzyłam mojej paranoi, że Zack nas odnajdzie i zabije oboje.
- Co się z nami stało? - Odezwałam się niepewnie. - Myślałeś kiedykolwiek, co poszło źle? Jak mogliśmy wylądować w tak okropnym miejscu? Kiedyś się kochaliśmy, zależało nam na sobie i zabawie, teraz między nami jest tylko zazdrość i brak jakiejkolwiek czułości.
Patrzył na mnie zagryzając dolną wargę, jego niebieskie oczy błyszczały, a dłonie drżały na moich biodrach. Był roztargniony, stąpałam po niebezpiecznym gruncie, ale nie mogłam tego rozegrać inaczej, musiałam zmienić zasady gry, musiałam się przekonać, że nie ma dla nas ratunku.
- Wierzysz nadal w nas? Bo czasem się budzę z poczuciem, że jedyne co nas łączy to nienawiść do siebie nawzajem. - Opuścił dłonie wzdłuż swojego ciała, poruszając głową nie dowierzając w ten syf, który stał się częścią nas.
- Czasem się zastanawiam czy ,,my" i ,,nas" jeszcze istniejemy.
- Od długiego czasu nie rozmawialiśmy.
- Rozmawiamy codziennie.
- Nie rozmawiamy a mówimy, słyszymy ale nie słuchamy.
Miał rację, zastanawiało mnie tylko jak dawno to zobaczył. Może za szybko się poddałam a on chciał spróbować jeszcze raz, dlatego nie dawał za wygraną? Może to ja jestem tą złą.
- Powinniśmy dać sobie jeszcze jedną szansę. - Uśmiechnął się i łagodnie popchnął mnie na materac.
Przycisnął usta do mojej szyi i językiem wyznaczył mokry ślad. Zatopiłam palce w jego włosach, były tak miękkie jak pierwszego dnia, kiedy go poznałam. Szybko odpiął spodenki i zsunął mi je z nóg. Nogą rozchylił moje uda i ułożył się między nimi. Podciągał bluzkę obnażając pierś ukrytą za koronką stanika. Szarpnął nim i uwolnił sprężysta półkule. Cały czas mówił do mnie, jak gdyby chciał mieć kontrolę nade mną słowami.
- Pamiętasz skarbie jak wpijałaś się w moje usta, jak dziko ocierałaś o moje biodra, jak szarpałaś się z paskiem byle tylko się nabić na mnie na początku naszego związku?
Jęknęłam głucho i poruszyłam się pod nim. Uda rozchyliły się szczerzej ukazując wilgotne wnętrze, które w tym momencie ciasno przyległo wypukłości w jeansach Zacka. Potarłam biodrami o nie, drażniąc swoją łechtaczkę. Znów zadrżałam, co zauważył zadowolony szatyn.
- Co się ze mną dzieje, do cholery... - Wyszeptałam.
Moja ochota na seks czy jakiekolwiek zbliżenie przestało istnieć zaraz po tym, jak zerwałam z Mattem. Brakowało mi sił na oddychanie i mimo wszystko, nie było to spowodowane ciężarem chłopaka.
- Tak skarbie, pamiętasz i twoje ciało tez pamięta te noce.
Jego palce odnalazły łechtaczkę i zaczęły zabawę z nią. Wciągnęłam łapczywie powietrze do płuc, jednak nie przychodziło to z łatwością.
- Zack, przestań.. Naprawdę nie mam ochoty. - Spróbowałam mu się wyrwać na marne.
Naparł na mnie biodrami i odszukał usta. Jego język wypełnił je i zmusił bym mu się poddała.
Przyciągnęłam go mocniej do siebie, zapominając o świecie, pozwalając sobie na bliskość. Niecierpliwy palec zjechał niżej i zanurzył się w moim wnętrzu. Szeroko otworzyłam oczy i krzyknęłam, ku jego zachwycie. Nie mogłam uwierzyć jak bardzo było to intensywne. Zupełnie jakby piorun przeszedł przez cale moje ciało, a potem ulokował się w moim podbrzuszu.
- Na pewno chcesz żebym przestał?
- Niech cię diabli wezmą... - Wysapałam, gdy znów jego palec zaczął badać moje mokre gorące wnętrze. Na ustach Zacka zauważyłam cień uśmiechu.
- Jesteś bardziej mokra i gorąca, niż wtedy gdy zdarłaś plecy, kiedy brałem cię na dywanie, bo nie dałaś nam dojść do łóżka. Ależ byłaś wtedy rozpalona, jakbym zanurzał się w prawdziwy ogień. Starłaś skórę na całym kręgosłupie, usiłując z każdym pchnięciem wyżej podnosić nogi. Pamiętasz, moja Mała?
- Jesteś starym, wstrętnym satyrem - Powiedziałam wpijając się w jego usta i oplatając ciasno nogami.
Wygrał. Doskonale wiedział, że wygrał.
- Nie takim starym maleńka i nie takim wstrętnym, ale za to na skraju wytrzymałości, więc jeśli już pozwolisz. - Poczułam, jak dłonią rozpina swoje spodnie. O moje podbrzusze oparł się sztywny i rozpalony do granic możliwościowi penis. Zack osunął się niżej i rozchylił jeszcze bardziej moje uda, chciwie spojrzał na mieniące się od soków wnętrze. - To wejdę w ciebie i zrekompensuje ci te cholerne miesiące, podczas których nasz seks był spowodowany tylko i wyłącznie moim żądaniem. - Po czym mocno nabił mnie na siebie i z jego gardła wydobył się głuchy jęk ulgi.
Patrzyłam na niego półprzytomnie, chcąc już tylko jednego, by wchodził we mnie coraz mocniej i szybciej, by było mi coraz lepiej, by to cudowne ciepło, które zaczynało się rozchodzić od koniuszków moich palców u stóp, wreszcie eksplodowało. Nie mogłam już tego znieść.
Zepchnęłam go z siebie. Zamrugał zdezorientowany. Pchnęłam go na plecy, usiadłam na nim okrakiem i mocno nabiłam się na jego penisa z głośnym, dzikim okrzykiem. Czułam go każdym centymetrem pochwy. Jak twardy i rozgrzany zanurza się we mnie i to było cudowne. Coraz szybciej poruszałam biodrami. Wbijałam paznokcie w jego tors, gryzła w szyje, ssała płatek ucha.
Przemknęło mi przez myśl, że teraz ja biorę go na własność, tak jak Zack przed chwilą chciał wziąć mnie.
~ Niczyja perspektywa ~
Uwielbiał ją taką, taką jaką tylko on potrafił obudzić. Taką bez zahamowań, bez pruderii dziką dążąca tylko do tego by ich zaspokoić. Poczuł, że już długo nie wytrzyma. Adelaide wygięła się do tylu, naprężyła jak struna jej sutki celowały prosto w sufit stercząc dumnie. Oboje nagle znieruchomieli i z ich gardeł wydobył się jęk. Ciało dziewczyny drżało, a spomiędzy ud wydobył się potok jej soków pomieszanych z jego spermą. Opadła bezwładnie na niego. Zack otoczył ją ramionami, ciężko oddychał.
Adele wpatrywała się tępo w jego ramie, widziała kawałek tatuażu, który zachodził na nie. To była taka jej nieświadoma prywatna zemsta. Tatuaż, który ma na plecach jest jej projektu, miał być symbolem. Teraz będzie nosił go do końca życia, nie ważne co się stanie, ona go napiętnowała, podpisała sobą na zawsze. Poczuła satysfakcje, która nie była tylko zasługą orgazmu. Na tą jedną noc udzieliła sobie dyspensy.
Zack zaśmiał się cichutko.
- To się nigdy nie zmieni, działasz na mnie jak narkotyk - Szepnęła.
Pogładził ja po plecach.
- Nigdy chyba nie było lepiej między nami. - Odpowiedział.
Oboje byli zadowoleni sytuacją, która właśnie miała miejsce. Żadne nie chciało podnieść się, ubrać ubrania i wyjść na zewnątrz. Po raz pierwszy od wielu miesięcy, może nawet ponad roku byli beztroscy podczas seksu ze sobą i podobało im się to.
Adelaide czuła się niekomfortowo wewnątrz siebie, jej dusza bolała na myśl, że zdradziła Matta. Wcześniej też uprawiała seks z Zackiem, jednak nigdy nie czerpała z tego tak dużej satysfakcji jak dzisiejszej nocy. Czuła się okropnie sama z sobą i wiedziała, że jedyną osobą do obwiniania była ona sama.
Mężczyzna miał wrażenie, że jego partnerka była myślami daleko, nie dotrzymywała mu towarzystwa w łóżku. Pomimo ogromnej sielskiego humoru, miał złe przeczucia, że nie mylił się co do niej i jego przyjaciela. Nie chciał robić już scen, był znużony jej niezdecydowanym zachowaniem. Tak wiele razy zastanawiał się, jaki sens jest, by być razem, chciał się poddać. Miał dwie myślo w głowie, które dręczyły go od kiedy tylko zaobserwował zachowanie bliskich mu osób: czy dzielili między sobą coś więcej niż łóżko i czy tam jej lepiej niż z nim? Nie oczekiwał, że rozmawiali na temat polityki czy ekosystemu, ale zastanawiał się nad tym, czy przyjaciel podzielił się jego pasją z dziewczyną? Czy tylko do niego należała Adelaide, czy też do Matta? Nie chciał się dzielić, nie miał tego w genach. Uważał, że ona powinna być tylko i wyłącznie jego, nie pozwoliłby, aby ktoś dorabiał mu rogi, miał jednak w głowie wspomnienie, jak załatwił sprawę pomiędzy nim a Matthew.
~ Adelaide ~
Co jeżeli on się dowie? Co jeżeli on zobaczy ten błysk w oku Zacka i będzie miał pewność, że było coś między nami. W końcu jutro jest impreza urodzinowa Imogen, na pewno zobaczy naszą bliskość. Rzucę mu to prosto w twarz.
Nie chciałam go zranić. Uczucia Matthew były moim priorytetem, nawet jeśli nie wyglądało na to.
Zack ma brudne nastawienie do niego, nie będzie myślał dwa razy i od razu zacznie się wychwalać świetnym seksem przy kolegach, miałam pewność, że to zrobi.
Jeżeli nie chciałaś go skrzywdzić, nie pieprzyłabyś się z Zackiem przed chwilą, a nawet jeżeli - nie czerpałabyś z tego przyjemności.
Przestań.. Matt jest naprawdę ważny dla mnie.
Może i jest, ale niewystarczająco ważny, abyś odeszła od Niego.
Zack jest groźny!
Myślisz, że nie wiem? Jestem tobą, wiem doskonale jaki jest. Dominuje na każdym kroku każdego. Ale to nie zmienia niczego. Było ci dobrze przed chwilą i nie ukryjesz tego, sama przed sobą niedawno to przyznałaś.
Sama z sobą kłótnia nie pomagała mi nigdy, a jakoś pozwalałam sobie na dwie różne opinie. Złość, która ogarnęła mnie na własną osobę była dużego kalibru, wiedziałam jedno, nie spojrzę w lustro tak samo jak wcześniej.
- Skoro urodziny Imogen nadchodzą szybko, może już powinniśmy coś dla niej wymyślić? - Oliver mówił wokół naszego grona.
Mężczyzna zawsze wydawał się być pełen życia przy swojej dziewczynie, teraz nie było inaczej, promieniował radością. Wiedziałam, że Imo była zakochana po uszy w nim i cieszyłam się razem z nią, widząc że jej uczucia są odwzajemniane.
Byliśmy w barze, na drzwiach zostało wywieszone słowo ,,nieczynne", jednak ludzie i tak wchodzili. Pijacy nie reagowali nawet na uwagi, jakie zwracał Matthew, po kilku próbach wygonienia ich, poddał się. Lee, Matthew Kean i Nicholls, Jessica oraz Jordan grali w bilarda, przy czym wszyscy śmiali się głośno, każdy mając piwo w ręku.
To była kolej Jessy, dziewczyna wcześniej sobie dobrze radziła, jednak tym razem, kiedy Jordan zdecydował, że jej pomoże. Napierać na jej tył, trzymając za dłonie, które miała na kiju, nie dziwię się, że spieprzyła. Zdenerwowana obróciła się do niego z zabójczym wzrokiem i uderzyła go w ramię, chwilę się mierzyli, po czym oboje wybuchnęli gromkim chichotem.
Nie byłam jedyna, która ich obserwowała, ale tylko ja i Matt N. zaśmialiśmy się razem z nimi. Spojrzeliśmy an siebie skrycie, uważając, by Zack nie zauważył nas i pozostał nadal skupiony na butelce piwa, którą non-stop miał w ustach. Jedno spojrzenie od niego i już miałam ochotę wbiec w jego ramiona. Odwróciłam pierwsza wzrok. Nie mogłam patrzeć na niego, dając mu nadzieję na cokolwiek. Robiłam źle pozwalając sobie na zapomnienie i pokazywanie mu moich nadal żyjących i intensywnych uczuć.
- Nie chcę imprezy. - Powiedziała Imogen, patrząc na wszystkich dookoła. - To moje 24 urodziny i nie chcę, żeby były huczne.
- No to ognisko? Jest ciepło. - Zaproponował Lee.
- Albo jedźmy na imprezę? - Odezwała się Crystal, starając się oderwać Matta od gry, wtulając się w jego prawą rękę.
- Możesz się odsunąć? - Spytał szeptem Kean, zirytowany, że to była jego kolejka.
Szatynka zniesmaczona zachowaniem chłopaka, prychnęła pod nosem i odeszła od niego, by za chwilę usiąść obok mnie przy stole z grymasem na twarzy. Matthew był zabawny większości czasy, ale i jemu zdarzało się być zimnym w stosunku do ludzi, a że Crystal była zawsze przy nim to ona cierpiała najczęściej. Dziewczyna sama w sobie była zadziorna w denerwujący sposób, nie potrafiłam wytrzymać przy niej. Była najlepszą przyjaciółką Jessiki, co dziwiło mnie niejednokrotnie. Zastanawiało mnie dlaczego tak dwie różne osobowości zostały przyjaciółkami. Ja i Imogen byłyśmy podobne, stąd też dla mnie oczywistością było, że trzymałyśmy się razem.
Wymieniłam nic nie znaczące spojrzenie z Crys, po czym ponownie spojrzałam na moje udo, na którym spoczywała lewa dłoń Zacka. Byliśmy bliżej niż wcześniej, zaczęłam sobie przypominać dlaczego kiedyś byłam zainteresowana nim, ale miałam złe przeczucia. Nie wierzyłam we własny tragizm, kiedy zaczęłam planować moje odejście od niego - on zmienił się i teraz ode mnie zależało czy poddam się, czy będę walczyć o niego. Nie było o co walczyć, jak na moje oko, ale może jednak za szybko podjęłam decyzję. Nie chciałam, aby to na mnie została zwalona wina o rozpadzie naszego związku.
- Ognisko niechaj będzie. - Powiedziała Imogen po krótkim rozmyślaniu.
- Tylko tym razem to niech ktoś przyniesie nie tylko alkohol, ale też jakąś muzykę, co? - Zapytał rozbawiony Oliver, patrząc znacząco na blondynkę.
Imogen zawsze szukała dziury w całym, to było jej hobby, aby narzekać i ona to dobrze wiedziała. Lubiłam ją taką, zabawna ale jednocześnie podejrzliwa. Wiedziałam, co Sykes miał na myśli patrząc głęboko w jej oczy a na ustach mając uśmieszek. Imogen uwielbiała tańczyć, a kiedy na ostatnio organizowanym ognisku zabrakło muzyki i to z winy jej własnego chłopaka, ignorowała go przez jakiś czas.
Rozbawiona wywróciłam oczami.
Weszłam do baru po kilku minutach od wyjścia. Zapomniałam bluzy, którą wzięłam ze sobą, idąc tutaj. Zack czekał na mnie na zewnątrz, rozmawiając z kimś przez telefon.
Brałam w dłonie ubranie i miała wychodzić, kiedy usłyszałam rozmowę.
- Impreza była niesamowita - Po całym lokalu rozeszło się cmoknięcie. - ..szczególnie ta część, w której pieprzyłeś mnie.
Pamiętałam ten głos, dziewczyna z nocy w Exeter. Doskonale wyryło mi się w głowie jej jęczenie jak w pornograficznym filmie. Wyolbrzymione podekscytowanie seksem jej osoby, sprawiało że nawet nie chciałam się trudzić, by zostać tutaj i nakryć ich oboje.
- Nie używaj takiego słownictwa. - Matthew odezwał się. - Nie lubię, jak kobieta przeklina.
- Przepraszam..
Mogłam sobie wyobrazić, jak jej dłonie wchodzą w bieliznę Matta i zaczynają go pieścić. Czułam jak gorąco weszło na moją buzię, rumieńce były rzadkością u mnie. Zaczęłam się trzepać ze złości, zazdrości i smutku. Nie rozumiałam, jak mógł tak szybko mógł mnie zastąpić, jeszcze wczoraj go wielce uraziłam zerwaniem.
Nie mogłam się ruszyć z miejsca, mimo że zdenerwowanie schodziło ze mnie, było za późno na wycofanie się z lokalu. Para wyszła zza rogu i zauważyła mnie.
- Adelaide, co ty tutaj robisz? - Zaskoczony chłopak zapytał.
- Zapomniałam bluzy. - Odpowiedziałam spokojnie.
- Nawet nie wiedziałem, że miałaś ze sobą.
- Padało, to oczywiste, że miałabym ze sobą bluzę. - Wywróciłam oczami na jego podejrzenia, że go śledzę.
Stali przede mną dwa lub trzy kroki, czułam na sobie intensywne spojrzenie laski, która stała wtulona w mojego Matta. Dokładnie badała moje rysy twarzy, jakby kalkulowała czy powinna być o mnie zazdrosna.
- Masz na imię Aldeiade? - Spytała w końcu.
- Nie, Misio Gogo. Oczywiście, że tak, a ty to kto? - Starałam się przypomnieć osobę, która miała czelność gapić się na mnie jak na pierdolony obrazem, ściskając się z moim brunetem.
Miałam wrażenie, że widziałam już ją, znałam na wylot te oczy. Nie widziałam jej wcześniej z Mattem, jedynie słyszałam. Pamiętałam doskonale te przeszywające, brązowe tęczówki, ale wolałam nie wierzyć w moje przeczucia. Marzyłam, że to wszystko to ściema i zaraz się obudzę, jakie są szanse, że na tyle miast, dana osoba by wybrała Exeter i poszłaby na tą samą imprezę co ty. Ilekroć pomyślałam, że jestem w błędzie, tylekroć wiedziałam, że moje przeczucia za moment się sprawdzą.
- Christina Perri. - Wyszeptała.
I wszystko się wyjaśniło. Nadal chciałam się obudzić, jednak coraz bardziej rozumiałam, że nie śnię a to wszystko naprawdę ma miejsce w barze Matthewa.
- Co tak długo? - Wszedł do baru Zack, nerwowo żując gumę. - Miałaś tylko wziąć bluzę i dołączyć do mnie.
Atmosfera wokół nas była napięta niczym nić i miało się wrażenie, że zaraz pęknie. Zack widząc to, założył, że jestem zazdrosna o jego nawą dziewczynę, więc od razu założył swoją dłoń na moją talię i mocno ścisnął. Patrzyłam w jej oczy pewna siebie, nie dowierzając jednocześnie rzeczywistości.
- Możemy porozmawiać na osobności? - Zapytała, patrząc wymownie na mężczyzn.
- U mnie w mieszkaniu, Adele zaprowadzi. - Powiedział niewzruszony Matthew, a przynajmniej na takiego wyglądał.
Nie myśląc dwa razy, ruszyłam przed siebie po schodach. Czułam na sobie niezrównoważony wzrok Zacka, ale pozwoliłam sobie go ignorować. Nie obróciłam się w drodze do salonu ani razu, bo jeszcze pomyślałaby, że zależy mi na tym, co ma do powiedzenia.
Co ty, kurwa, wygadujesz?! Masz szansę na zwianie! To jest twoja siostra?! To jest to, do kurwy nędzy!
Zakopałam myśl głęboko w sobie, nie chcąc pozwolić sobie na jakiekolwiek czułości z siostrą, która była pierwszą z osób, które skrzywiły moje spojrzenie na samą siebie i innych ludzi.
- Rodzice mieli wypadek rok temu, przeżył ojciec. - To było jej pierwsze zdanie, jakie wypowiedziała do mnie, po tym jak usiadłyśmy naprzeciwko siebie na fotelach.
I pomimo moich niewielkich sentymentów, rodzina należała do nich, cokolwiek miałam w głowie. Zależało mi na rodzinie, poprawka, mamie. I choć kobieta, która miała jedyne zadanie, wychować mnie w poprawnym, zdrowym domu, nie wykonała tego zadania przez swoje słabości, kochałam ją. Miałam to po niej, niezaradność i brak siły woli. Beznadziejna breja psychiczna, która musiała być dominowana, bo inaczej pewnie skończyłaby na sznurku.
- Mama miała ukryte konto, Adelaide. - Mierzyła mnie uważnie brunetka. - Jest zapisane na ciebie i czeka na otwarcie. Mam kartę w Exeter w mieszkaniu, jeżeli chcesz to pojedź ze mną i pomogę ci stanąć na nogi.
- Skąd pomysł, że mam problemy? - Mruknęłam, równie obserwując ją bacznie.
- Share to spelina i dobrze o tym wiesz. Każdy tutaj albo jest dziwką albo alkoholikiem z zaburzeniami psychicznymi, a jak jeszcze nie jest to będzie. Jestem tutaj niespełna dzień i to widzę.
- Jeżeli tak tutaj okropnie, co u robisz?
- Matthew.. jest inny. Przyciągnął mnie tutaj.
I to był ten siostrzany moment, w którym największym pragnieniem jest złapać z kudły i wyszarpać je, ściskając cycka, by nie mogła się odegrać. Radość wywołana krzykiem, widokiem czerwonej, spoconej buzi. Po chwili siostra zorientowała się, że może mnie przewrócić, co zrobiła z uśmiechem, ugryzłaby w pośladek, co zmusiłoby mnie poluźnić uchwyt włosów. Widziałam już jej białe zęby, lśniące w zwycięskiej pozie. Zdenerwowana pewnie znalazłabym siłę, by teraz być na górze, usiąść na nią ukradkiem, złapać za dłonie i przymocować je nad głową, a następnie oplułabym ją, trafiając prosto w oko.
Ale nic takiego się nie miało miejsca. Stałam jak słup soli, nie mogąc uwierzyć, że to ona pieprzyła się z Mattem. Wiedziałam, że miało to miejsce, ale nie mogłam wytrzymać z nią w jednym pokoju, po tym jak się do tego bezwstydnie przyznała.
- A poznałaś, że jest inny po tym, jak pieprzyłaś go w kiblu czy może dopiero, kiedy zapłacił więcej niż było uzgodnione.
Widziałam, jak złamała się w środku. Byłam w równie nędznym humorze, co ona teraz i mimo wszystko, właśnie tego chciałam - chciałam, by ktoś poczuł się tak jak ja na co dzień. Pragnęłam mieć kogoś obok siebie identycznie poniżonego i żałośnie przygnębionego, jaka ja byłam. Miałam świadomość moich niehonorowych czynów, ale w tym momencie nic się nie liczyło oprócz tego, bym mogła powiązać te samo uczucie z kimś.
- Chcesz ,,naprawić" moje życie, kiedy tak naprawdę radzę sobie lepiej niż ty. Może i jestem w związku z tyranem, który cieszy się z nieszczęścia, ale to lepsze niż zarabiać na dupie za grosze.
Łzy napłynęły jej do oczu, które od razu zasłoniła dłońmi. Żałowałam moich słów od razu, po tym jak je wypowiedziałam. Miałam mnóstwo powodów, aby być zdenerwowana, nawet na nią, ale to była przeszłość i tam powinno to zostać. Była z Mattem, ale nie wiedziała, że i ja go kochałam, więc niekoniecznie zasługiwała na to, jak ją potraktowałam.
- Przepraszam. - Wyszeptałam, wpatrując się ślepo w ścianę.
Wiedziałam, że Christina usłyszała mnie, od razu wstała i wtuliła się w moje ramię, pozwalając by łzy wtarły się w moją koszulkę. Nie potrafiłam się wzruszyć w tym momencie, nie chciałam uronić nawet jednej kropli łzy, czuło się to zbędne. Pozwoliłam jej być tą emocjonalną siostrą, a sobie zostawiłam żałośnie chłodne podejście do życia.
- Jak bardzo Zack jest złą osobą?
- Bardzo. - Nie wiedząc skąd, mój głos przybrał chrypki, a ja zatopiłam się w zagłuszonych myślach.
Czasem tak każdy ma: niby się jest, ale się nie czuje; ma się uczucia a zero emocji; pragnienia proszą o wyjście na powierzchnię, ale jedynie zimno ogarnia nasze ciało. Nie czułam się żywa, znałam samą siebie i nie byłam przerażona tym stanem, miałam pewność, że jutro kiedy się obudzę - wszystko będzie dobrze i nadal będę gnała przed siebie, próbując wyjść z dołu, w którym wszyscy chcieli, abym gniła.
Nie.. Nie winiłam nikogo za mój syf, który miałby być moim życiem, ale czasem i ja musiałam się poużalać nad sobą.
- Skoro jest ci aż tak źle z nim, dlaczego nie odejdziesz?
- To nie jest takie proste, powiedzmy że jest upartą osobą i niezwykle dziecinną.
- O czym ty pieprzysz, nie trzyma cię w niewoli.
- Wierz lub nie, ale tak, w niewoli byłoby świetnym określeniem.
- Ale możesz wychodzić z domu, dlaczego nie uciekniesz?
- Próbowałam już wiele razy, ale zawsze mnie znalazł i kończyło się to katastrofą. Uparł się, że może posiadać ludzi.
- Chcesz te pieniądze? Może pomogą ci w pewnym sensie.
- Na pewno pomogą, ale jeszcze ich nie potrzebuję.
- Mam zniknąć? - Pytała nadal oddychając w moje ubranie.
- Nie, wolałabym, abyś była w pobliżu, gotowa na wszystko. Będę cię potrzebować.
- Masz jakiś plan? - Odsunęła się wreszcie ode mnie i spojrzała mi prosto w twarz.
- Jakiś. - Wywróciłam oczami. - Ale mam prośbę..
- Jaką? - Zapytała pełna nadziei.
- Przestań się pieprzyć z Matthew. - Po tym od razu wybiegłam z mieszkania do Zacka, wiedząc, że spędziłam zdecydowanie za dużo czasu od niego.
- Co ty kombinujesz? - Spytał Zack, kiedy podałam kolację na stół. - Próbujesz mnie przeprosić za pieprzenie się z moim kumplem?
Myśl, że zaufał moim zapewnieniom, minęła. Wiedziałam, że to nie będzie takie łatwe, aby odpuścił sobie wyobraźnię o mnie i Matthew. Denerwowało mnie to, że tak uparcie wierzył w moją zdradę. Oczywiście, jakbym między mną a M do niczego nie doszło, nie byłoby problemu, ale chciałam mieć to za sobą. Nie bez powodu zerwałam z Mattem, potrzebowałam odzyskać zaufanie Zacka.
Wywołał u mnie reakcję, którą tak bardzo chciał.
- Po raz kolejny, nie pieprzyłam się z Mattem! - Rzuciłam łyżką ścianę na tyle precyzyjnie, że kiedy odbiła się od niej, trafiła do zlewu.
- Niezły cel. - Zmienił temat mężczyzna, co doprowadziło mnie do białej gorączki.
Nie chcąc robić sceny, wzięłam kilka głębokich oddechów mając zamknięte powieki. Próbowałam myśleć o tym, jak przy dobrych lotach za niedługo będę mogła się od niego uwolnić, by się uspokoić.
- A może chcesz mnie uwieść?
Zaśmiałam się, cholera, tak głośno zaczęłam się śmiać, że szatyn patrzył na mnie jak na wariatkę, jakbym postradała zmysły, właściwie tak czułam się od ponad czterech lat z nim.
I dokąd mnie doprowadził brak rozsądku, na który sobie pozwoliłam po tylu latach opanowania? Do związku z agresywnym mężczyzną, który ma mnie na własność i nie chce odpuścić.. Dzisiaj wiem, że postąpiłam źle ufając komuś takiemu, zakochując się w kimś takim. Mimo moich żalów, braku pozytywnych uczuć do niego, najbardziej nienawidzę siebie za głupotę, jaką wtedy miałam w głowie. Byłam zafascynowana głęboko kimś złym do szpiku kości i, mimo że widziałam, jak odnosił się w stosunku do innych, wierzyłam, że przez to że jest dobry dla mnie, jest znakomitym chłopakiem. Najwyraźniej młodzi ludzie mają to do siebie, że nie myślą dwa razy i wchodzą w związku tylko dlatego, że chcą coś wreszcie poczuć, jakiś dreszczyk emocji. Żałuję, chcę zapomnieć. Nie chcę już być w Share, w łóżku uprawiając seks z Zackiem. Nie chcę się już kłócić, nie potrafię sama myśleć. Tak jest łatwiej, pozwolić sobą rządzić, manipulować, ale czas to zmienić. Przez jakiś czas nawet myślałam o moim związku z Nim, jak o karze za nieposłuszeństwo wobec moich rodziców, samej sobie. Pragnęłam miłości tylko dla samej siebie, którą miałam dostać od kogoś kto definicji miłości nie zna, dlatego tak skończyłam. Zastanawiałam się całe lata, ile jeszcze zanim wydostanę się z tego piekła, w którym znajdowałam się.
______________
Proszę o komentarze, muszę wiedzieć czy jest tutaj ktoś! :"(
Śmieje się prosto w moją twarz. Codziennie umiera, płacząc ze śmiechu. Rechota z dnia na dzień coraz donośniej i zadufale. Każdy dzień dla mnie koszmarem, dla Niego komedią, którą oglądał z rozbawieniem.
- A teraz powiedz mi Adelaide, jak bardzo mnie kochasz.
W ogóle.
- Bardzo.
KŁAMCZUCHA.
- Powiedz mi, jak bardzo. - Zacisnął zęby mocno na ramiączku od mojego stanika.
- Jak jeszcze nigdy nikogo nie kochałam.
Przedstawiam wam najgłupszą OSZUSTKĘ w Wielkiej Brytanii.
- W takim razie pokaż mi, jak bardzo mnie kochasz.
To był znak, aby ściągnąć jego spodnie i pochylić się nad jego kroczem, czy chciałam tego? Nie. Czy miałam wybór? Jeżeli liczyć seks bez zgody drugiej osoby jako dobrą ofertę to nie, nie miałam wyboru. Wolałam udać, że cieszę się z jego zadowolenia, aniżeli cierpieć poprzez gwałtowny, głęboki i raniący seks.
Zack czuł, że nie byłam całkowicie oddana mu teraz czy wcześniej, wiedziałam że wie. Można było o nim powiedzieć niemal wszystkie obelgi: był gburowaty, narwany, zazdrosny, niemiły, szorstki, irytujący, nerwowy, gwałtowny, wrogi - ale nie był głupi czy naiwny. Był naprawdę mądry i pomimo jego nienawiści do wszystkich i wszystkiego, miał ogromną wiedzę o życiu, ludziach. Czasem żałowałam, że nie moglibyśmy być jak te pary w typowych komediach romantycznych dla nastolatek. Zły chłopak zakochuje się w dobrej dziewczynie i zaczyna się dla niej zmieniać, jest dla niej niezwykłym wsparciem a innych traktuje jak powietrze, broni jej godności i dba o nią - przecież prawie każda dziewczyna o tym marzy. Nie mogę nawet opisać mojej złości na samą siebie za lekkomyślność oraz ignorancję, że jestem jak one. Uwierzyłam pomimo moich złych doświadczeń z ludźmi, że zasługuję na dobre zakończenie.
- O co chodzi? - Cofnął się, wypatrując czegoś w moim wyrazie twarzy. - Już od kilku dni jesteś taka.. dziwna, inna. Chodzi o Matthew?
- Nie. - Zaprzeczyłam zgodnie z prawdą. - Nie chodzi o niego.
- Na pewno? - Zapytał podejrzliwie, na co poruszyłam niespokojnie głową. - To co się dzieje?
Nie jestem pewna, ile tak staliśmy i patrzyliśmy sobie w oczy, chcąc czytać wzajemne myśli w głowach, ale trwało jak wieczność.
To, co między nami było nie było proste do zdefiniowania. Może się przyzwyczaiłam, stąd też tak trudno byłoby mi się oderwać od Share, Zacka? Przecież mogłam się zgodzić na propozycję Matta, mogliśmy razem uciec i żyć jak gdyby nigdy nic, ale odmówiłam i ilekroć pomyślałam o tej chwili, nie wiem co mną targnęło, by odpowiedzieć negatywnie. Pragnęłam być z nim, gdzieś gdzie byłby spokój i nie byłoby nikogo, kto chciałby nam zaszkodzić. Może już przywyknęłam, że osoby takie jak ja nie dostają swojego szczęśliwego zakończenia i przestałam się starać, by je dostać? A może nie myślałam trzeźwo i naprawdę uwierzyłam mojej paranoi, że Zack nas odnajdzie i zabije oboje.
- Co się z nami stało? - Odezwałam się niepewnie. - Myślałeś kiedykolwiek, co poszło źle? Jak mogliśmy wylądować w tak okropnym miejscu? Kiedyś się kochaliśmy, zależało nam na sobie i zabawie, teraz między nami jest tylko zazdrość i brak jakiejkolwiek czułości.
Patrzył na mnie zagryzając dolną wargę, jego niebieskie oczy błyszczały, a dłonie drżały na moich biodrach. Był roztargniony, stąpałam po niebezpiecznym gruncie, ale nie mogłam tego rozegrać inaczej, musiałam zmienić zasady gry, musiałam się przekonać, że nie ma dla nas ratunku.
- Wierzysz nadal w nas? Bo czasem się budzę z poczuciem, że jedyne co nas łączy to nienawiść do siebie nawzajem. - Opuścił dłonie wzdłuż swojego ciała, poruszając głową nie dowierzając w ten syf, który stał się częścią nas.
- Czasem się zastanawiam czy ,,my" i ,,nas" jeszcze istniejemy.
- Od długiego czasu nie rozmawialiśmy.
- Rozmawiamy codziennie.
- Nie rozmawiamy a mówimy, słyszymy ale nie słuchamy.
Miał rację, zastanawiało mnie tylko jak dawno to zobaczył. Może za szybko się poddałam a on chciał spróbować jeszcze raz, dlatego nie dawał za wygraną? Może to ja jestem tą złą.
- Powinniśmy dać sobie jeszcze jedną szansę. - Uśmiechnął się i łagodnie popchnął mnie na materac.
Przycisnął usta do mojej szyi i językiem wyznaczył mokry ślad. Zatopiłam palce w jego włosach, były tak miękkie jak pierwszego dnia, kiedy go poznałam. Szybko odpiął spodenki i zsunął mi je z nóg. Nogą rozchylił moje uda i ułożył się między nimi. Podciągał bluzkę obnażając pierś ukrytą za koronką stanika. Szarpnął nim i uwolnił sprężysta półkule. Cały czas mówił do mnie, jak gdyby chciał mieć kontrolę nade mną słowami.
- Pamiętasz skarbie jak wpijałaś się w moje usta, jak dziko ocierałaś o moje biodra, jak szarpałaś się z paskiem byle tylko się nabić na mnie na początku naszego związku?
Jęknęłam głucho i poruszyłam się pod nim. Uda rozchyliły się szczerzej ukazując wilgotne wnętrze, które w tym momencie ciasno przyległo wypukłości w jeansach Zacka. Potarłam biodrami o nie, drażniąc swoją łechtaczkę. Znów zadrżałam, co zauważył zadowolony szatyn.
- Co się ze mną dzieje, do cholery... - Wyszeptałam.
Moja ochota na seks czy jakiekolwiek zbliżenie przestało istnieć zaraz po tym, jak zerwałam z Mattem. Brakowało mi sił na oddychanie i mimo wszystko, nie było to spowodowane ciężarem chłopaka.
- Tak skarbie, pamiętasz i twoje ciało tez pamięta te noce.
Jego palce odnalazły łechtaczkę i zaczęły zabawę z nią. Wciągnęłam łapczywie powietrze do płuc, jednak nie przychodziło to z łatwością.
- Zack, przestań.. Naprawdę nie mam ochoty. - Spróbowałam mu się wyrwać na marne.
Naparł na mnie biodrami i odszukał usta. Jego język wypełnił je i zmusił bym mu się poddała.
Przyciągnęłam go mocniej do siebie, zapominając o świecie, pozwalając sobie na bliskość. Niecierpliwy palec zjechał niżej i zanurzył się w moim wnętrzu. Szeroko otworzyłam oczy i krzyknęłam, ku jego zachwycie. Nie mogłam uwierzyć jak bardzo było to intensywne. Zupełnie jakby piorun przeszedł przez cale moje ciało, a potem ulokował się w moim podbrzuszu.
- Na pewno chcesz żebym przestał?
- Niech cię diabli wezmą... - Wysapałam, gdy znów jego palec zaczął badać moje mokre gorące wnętrze. Na ustach Zacka zauważyłam cień uśmiechu.
- Jesteś bardziej mokra i gorąca, niż wtedy gdy zdarłaś plecy, kiedy brałem cię na dywanie, bo nie dałaś nam dojść do łóżka. Ależ byłaś wtedy rozpalona, jakbym zanurzał się w prawdziwy ogień. Starłaś skórę na całym kręgosłupie, usiłując z każdym pchnięciem wyżej podnosić nogi. Pamiętasz, moja Mała?
- Jesteś starym, wstrętnym satyrem - Powiedziałam wpijając się w jego usta i oplatając ciasno nogami.
Wygrał. Doskonale wiedział, że wygrał.
- Nie takim starym maleńka i nie takim wstrętnym, ale za to na skraju wytrzymałości, więc jeśli już pozwolisz. - Poczułam, jak dłonią rozpina swoje spodnie. O moje podbrzusze oparł się sztywny i rozpalony do granic możliwościowi penis. Zack osunął się niżej i rozchylił jeszcze bardziej moje uda, chciwie spojrzał na mieniące się od soków wnętrze. - To wejdę w ciebie i zrekompensuje ci te cholerne miesiące, podczas których nasz seks był spowodowany tylko i wyłącznie moim żądaniem. - Po czym mocno nabił mnie na siebie i z jego gardła wydobył się głuchy jęk ulgi.
Patrzyłam na niego półprzytomnie, chcąc już tylko jednego, by wchodził we mnie coraz mocniej i szybciej, by było mi coraz lepiej, by to cudowne ciepło, które zaczynało się rozchodzić od koniuszków moich palców u stóp, wreszcie eksplodowało. Nie mogłam już tego znieść.
Zepchnęłam go z siebie. Zamrugał zdezorientowany. Pchnęłam go na plecy, usiadłam na nim okrakiem i mocno nabiłam się na jego penisa z głośnym, dzikim okrzykiem. Czułam go każdym centymetrem pochwy. Jak twardy i rozgrzany zanurza się we mnie i to było cudowne. Coraz szybciej poruszałam biodrami. Wbijałam paznokcie w jego tors, gryzła w szyje, ssała płatek ucha.
Przemknęło mi przez myśl, że teraz ja biorę go na własność, tak jak Zack przed chwilą chciał wziąć mnie.
~ Niczyja perspektywa ~
Uwielbiał ją taką, taką jaką tylko on potrafił obudzić. Taką bez zahamowań, bez pruderii dziką dążąca tylko do tego by ich zaspokoić. Poczuł, że już długo nie wytrzyma. Adelaide wygięła się do tylu, naprężyła jak struna jej sutki celowały prosto w sufit stercząc dumnie. Oboje nagle znieruchomieli i z ich gardeł wydobył się jęk. Ciało dziewczyny drżało, a spomiędzy ud wydobył się potok jej soków pomieszanych z jego spermą. Opadła bezwładnie na niego. Zack otoczył ją ramionami, ciężko oddychał.
Adele wpatrywała się tępo w jego ramie, widziała kawałek tatuażu, który zachodził na nie. To była taka jej nieświadoma prywatna zemsta. Tatuaż, który ma na plecach jest jej projektu, miał być symbolem. Teraz będzie nosił go do końca życia, nie ważne co się stanie, ona go napiętnowała, podpisała sobą na zawsze. Poczuła satysfakcje, która nie była tylko zasługą orgazmu. Na tą jedną noc udzieliła sobie dyspensy.
Zack zaśmiał się cichutko.
- To się nigdy nie zmieni, działasz na mnie jak narkotyk - Szepnęła.
Pogładził ja po plecach.
- Nigdy chyba nie było lepiej między nami. - Odpowiedział.
Oboje byli zadowoleni sytuacją, która właśnie miała miejsce. Żadne nie chciało podnieść się, ubrać ubrania i wyjść na zewnątrz. Po raz pierwszy od wielu miesięcy, może nawet ponad roku byli beztroscy podczas seksu ze sobą i podobało im się to.
Adelaide czuła się niekomfortowo wewnątrz siebie, jej dusza bolała na myśl, że zdradziła Matta. Wcześniej też uprawiała seks z Zackiem, jednak nigdy nie czerpała z tego tak dużej satysfakcji jak dzisiejszej nocy. Czuła się okropnie sama z sobą i wiedziała, że jedyną osobą do obwiniania była ona sama.
Mężczyzna miał wrażenie, że jego partnerka była myślami daleko, nie dotrzymywała mu towarzystwa w łóżku. Pomimo ogromnej sielskiego humoru, miał złe przeczucia, że nie mylił się co do niej i jego przyjaciela. Nie chciał robić już scen, był znużony jej niezdecydowanym zachowaniem. Tak wiele razy zastanawiał się, jaki sens jest, by być razem, chciał się poddać. Miał dwie myślo w głowie, które dręczyły go od kiedy tylko zaobserwował zachowanie bliskich mu osób: czy dzielili między sobą coś więcej niż łóżko i czy tam jej lepiej niż z nim? Nie oczekiwał, że rozmawiali na temat polityki czy ekosystemu, ale zastanawiał się nad tym, czy przyjaciel podzielił się jego pasją z dziewczyną? Czy tylko do niego należała Adelaide, czy też do Matta? Nie chciał się dzielić, nie miał tego w genach. Uważał, że ona powinna być tylko i wyłącznie jego, nie pozwoliłby, aby ktoś dorabiał mu rogi, miał jednak w głowie wspomnienie, jak załatwił sprawę pomiędzy nim a Matthew.
~ Adelaide ~
Co jeżeli on się dowie? Co jeżeli on zobaczy ten błysk w oku Zacka i będzie miał pewność, że było coś między nami. W końcu jutro jest impreza urodzinowa Imogen, na pewno zobaczy naszą bliskość. Rzucę mu to prosto w twarz.
Nie chciałam go zranić. Uczucia Matthew były moim priorytetem, nawet jeśli nie wyglądało na to.
Zack ma brudne nastawienie do niego, nie będzie myślał dwa razy i od razu zacznie się wychwalać świetnym seksem przy kolegach, miałam pewność, że to zrobi.
Jeżeli nie chciałaś go skrzywdzić, nie pieprzyłabyś się z Zackiem przed chwilą, a nawet jeżeli - nie czerpałabyś z tego przyjemności.
Przestań.. Matt jest naprawdę ważny dla mnie.
Może i jest, ale niewystarczająco ważny, abyś odeszła od Niego.
Zack jest groźny!
Myślisz, że nie wiem? Jestem tobą, wiem doskonale jaki jest. Dominuje na każdym kroku każdego. Ale to nie zmienia niczego. Było ci dobrze przed chwilą i nie ukryjesz tego, sama przed sobą niedawno to przyznałaś.
Sama z sobą kłótnia nie pomagała mi nigdy, a jakoś pozwalałam sobie na dwie różne opinie. Złość, która ogarnęła mnie na własną osobę była dużego kalibru, wiedziałam jedno, nie spojrzę w lustro tak samo jak wcześniej.
- Skoro urodziny Imogen nadchodzą szybko, może już powinniśmy coś dla niej wymyślić? - Oliver mówił wokół naszego grona.
Mężczyzna zawsze wydawał się być pełen życia przy swojej dziewczynie, teraz nie było inaczej, promieniował radością. Wiedziałam, że Imo była zakochana po uszy w nim i cieszyłam się razem z nią, widząc że jej uczucia są odwzajemniane.
Byliśmy w barze, na drzwiach zostało wywieszone słowo ,,nieczynne", jednak ludzie i tak wchodzili. Pijacy nie reagowali nawet na uwagi, jakie zwracał Matthew, po kilku próbach wygonienia ich, poddał się. Lee, Matthew Kean i Nicholls, Jessica oraz Jordan grali w bilarda, przy czym wszyscy śmiali się głośno, każdy mając piwo w ręku.
To była kolej Jessy, dziewczyna wcześniej sobie dobrze radziła, jednak tym razem, kiedy Jordan zdecydował, że jej pomoże. Napierać na jej tył, trzymając za dłonie, które miała na kiju, nie dziwię się, że spieprzyła. Zdenerwowana obróciła się do niego z zabójczym wzrokiem i uderzyła go w ramię, chwilę się mierzyli, po czym oboje wybuchnęli gromkim chichotem.
Nie byłam jedyna, która ich obserwowała, ale tylko ja i Matt N. zaśmialiśmy się razem z nimi. Spojrzeliśmy an siebie skrycie, uważając, by Zack nie zauważył nas i pozostał nadal skupiony na butelce piwa, którą non-stop miał w ustach. Jedno spojrzenie od niego i już miałam ochotę wbiec w jego ramiona. Odwróciłam pierwsza wzrok. Nie mogłam patrzeć na niego, dając mu nadzieję na cokolwiek. Robiłam źle pozwalając sobie na zapomnienie i pokazywanie mu moich nadal żyjących i intensywnych uczuć.
- Nie chcę imprezy. - Powiedziała Imogen, patrząc na wszystkich dookoła. - To moje 24 urodziny i nie chcę, żeby były huczne.
- No to ognisko? Jest ciepło. - Zaproponował Lee.
- Albo jedźmy na imprezę? - Odezwała się Crystal, starając się oderwać Matta od gry, wtulając się w jego prawą rękę.
- Możesz się odsunąć? - Spytał szeptem Kean, zirytowany, że to była jego kolejka.
Szatynka zniesmaczona zachowaniem chłopaka, prychnęła pod nosem i odeszła od niego, by za chwilę usiąść obok mnie przy stole z grymasem na twarzy. Matthew był zabawny większości czasy, ale i jemu zdarzało się być zimnym w stosunku do ludzi, a że Crystal była zawsze przy nim to ona cierpiała najczęściej. Dziewczyna sama w sobie była zadziorna w denerwujący sposób, nie potrafiłam wytrzymać przy niej. Była najlepszą przyjaciółką Jessiki, co dziwiło mnie niejednokrotnie. Zastanawiało mnie dlaczego tak dwie różne osobowości zostały przyjaciółkami. Ja i Imogen byłyśmy podobne, stąd też dla mnie oczywistością było, że trzymałyśmy się razem.
Wymieniłam nic nie znaczące spojrzenie z Crys, po czym ponownie spojrzałam na moje udo, na którym spoczywała lewa dłoń Zacka. Byliśmy bliżej niż wcześniej, zaczęłam sobie przypominać dlaczego kiedyś byłam zainteresowana nim, ale miałam złe przeczucia. Nie wierzyłam we własny tragizm, kiedy zaczęłam planować moje odejście od niego - on zmienił się i teraz ode mnie zależało czy poddam się, czy będę walczyć o niego. Nie było o co walczyć, jak na moje oko, ale może jednak za szybko podjęłam decyzję. Nie chciałam, aby to na mnie została zwalona wina o rozpadzie naszego związku.
- Ognisko niechaj będzie. - Powiedziała Imogen po krótkim rozmyślaniu.
- Tylko tym razem to niech ktoś przyniesie nie tylko alkohol, ale też jakąś muzykę, co? - Zapytał rozbawiony Oliver, patrząc znacząco na blondynkę.
Imogen zawsze szukała dziury w całym, to było jej hobby, aby narzekać i ona to dobrze wiedziała. Lubiłam ją taką, zabawna ale jednocześnie podejrzliwa. Wiedziałam, co Sykes miał na myśli patrząc głęboko w jej oczy a na ustach mając uśmieszek. Imogen uwielbiała tańczyć, a kiedy na ostatnio organizowanym ognisku zabrakło muzyki i to z winy jej własnego chłopaka, ignorowała go przez jakiś czas.
Rozbawiona wywróciłam oczami.
Weszłam do baru po kilku minutach od wyjścia. Zapomniałam bluzy, którą wzięłam ze sobą, idąc tutaj. Zack czekał na mnie na zewnątrz, rozmawiając z kimś przez telefon.
Brałam w dłonie ubranie i miała wychodzić, kiedy usłyszałam rozmowę.
- Impreza była niesamowita - Po całym lokalu rozeszło się cmoknięcie. - ..szczególnie ta część, w której pieprzyłeś mnie.
Pamiętałam ten głos, dziewczyna z nocy w Exeter. Doskonale wyryło mi się w głowie jej jęczenie jak w pornograficznym filmie. Wyolbrzymione podekscytowanie seksem jej osoby, sprawiało że nawet nie chciałam się trudzić, by zostać tutaj i nakryć ich oboje.
- Nie używaj takiego słownictwa. - Matthew odezwał się. - Nie lubię, jak kobieta przeklina.
- Przepraszam..
Mogłam sobie wyobrazić, jak jej dłonie wchodzą w bieliznę Matta i zaczynają go pieścić. Czułam jak gorąco weszło na moją buzię, rumieńce były rzadkością u mnie. Zaczęłam się trzepać ze złości, zazdrości i smutku. Nie rozumiałam, jak mógł tak szybko mógł mnie zastąpić, jeszcze wczoraj go wielce uraziłam zerwaniem.
Nie mogłam się ruszyć z miejsca, mimo że zdenerwowanie schodziło ze mnie, było za późno na wycofanie się z lokalu. Para wyszła zza rogu i zauważyła mnie.
- Adelaide, co ty tutaj robisz? - Zaskoczony chłopak zapytał.
- Zapomniałam bluzy. - Odpowiedziałam spokojnie.
- Nawet nie wiedziałem, że miałaś ze sobą.
- Padało, to oczywiste, że miałabym ze sobą bluzę. - Wywróciłam oczami na jego podejrzenia, że go śledzę.
Stali przede mną dwa lub trzy kroki, czułam na sobie intensywne spojrzenie laski, która stała wtulona w mojego Matta. Dokładnie badała moje rysy twarzy, jakby kalkulowała czy powinna być o mnie zazdrosna.
- Masz na imię Aldeiade? - Spytała w końcu.
- Nie, Misio Gogo. Oczywiście, że tak, a ty to kto? - Starałam się przypomnieć osobę, która miała czelność gapić się na mnie jak na pierdolony obrazem, ściskając się z moim brunetem.
Miałam wrażenie, że widziałam już ją, znałam na wylot te oczy. Nie widziałam jej wcześniej z Mattem, jedynie słyszałam. Pamiętałam doskonale te przeszywające, brązowe tęczówki, ale wolałam nie wierzyć w moje przeczucia. Marzyłam, że to wszystko to ściema i zaraz się obudzę, jakie są szanse, że na tyle miast, dana osoba by wybrała Exeter i poszłaby na tą samą imprezę co ty. Ilekroć pomyślałam, że jestem w błędzie, tylekroć wiedziałam, że moje przeczucia za moment się sprawdzą.
- Christina Perri. - Wyszeptała.
I wszystko się wyjaśniło. Nadal chciałam się obudzić, jednak coraz bardziej rozumiałam, że nie śnię a to wszystko naprawdę ma miejsce w barze Matthewa.
- Co tak długo? - Wszedł do baru Zack, nerwowo żując gumę. - Miałaś tylko wziąć bluzę i dołączyć do mnie.
Atmosfera wokół nas była napięta niczym nić i miało się wrażenie, że zaraz pęknie. Zack widząc to, założył, że jestem zazdrosna o jego nawą dziewczynę, więc od razu założył swoją dłoń na moją talię i mocno ścisnął. Patrzyłam w jej oczy pewna siebie, nie dowierzając jednocześnie rzeczywistości.
- Możemy porozmawiać na osobności? - Zapytała, patrząc wymownie na mężczyzn.
- U mnie w mieszkaniu, Adele zaprowadzi. - Powiedział niewzruszony Matthew, a przynajmniej na takiego wyglądał.
Nie myśląc dwa razy, ruszyłam przed siebie po schodach. Czułam na sobie niezrównoważony wzrok Zacka, ale pozwoliłam sobie go ignorować. Nie obróciłam się w drodze do salonu ani razu, bo jeszcze pomyślałaby, że zależy mi na tym, co ma do powiedzenia.
Co ty, kurwa, wygadujesz?! Masz szansę na zwianie! To jest twoja siostra?! To jest to, do kurwy nędzy!
Zakopałam myśl głęboko w sobie, nie chcąc pozwolić sobie na jakiekolwiek czułości z siostrą, która była pierwszą z osób, które skrzywiły moje spojrzenie na samą siebie i innych ludzi.
- Rodzice mieli wypadek rok temu, przeżył ojciec. - To było jej pierwsze zdanie, jakie wypowiedziała do mnie, po tym jak usiadłyśmy naprzeciwko siebie na fotelach.
I pomimo moich niewielkich sentymentów, rodzina należała do nich, cokolwiek miałam w głowie. Zależało mi na rodzinie, poprawka, mamie. I choć kobieta, która miała jedyne zadanie, wychować mnie w poprawnym, zdrowym domu, nie wykonała tego zadania przez swoje słabości, kochałam ją. Miałam to po niej, niezaradność i brak siły woli. Beznadziejna breja psychiczna, która musiała być dominowana, bo inaczej pewnie skończyłaby na sznurku.
- Mama miała ukryte konto, Adelaide. - Mierzyła mnie uważnie brunetka. - Jest zapisane na ciebie i czeka na otwarcie. Mam kartę w Exeter w mieszkaniu, jeżeli chcesz to pojedź ze mną i pomogę ci stanąć na nogi.
- Skąd pomysł, że mam problemy? - Mruknęłam, równie obserwując ją bacznie.
- Share to spelina i dobrze o tym wiesz. Każdy tutaj albo jest dziwką albo alkoholikiem z zaburzeniami psychicznymi, a jak jeszcze nie jest to będzie. Jestem tutaj niespełna dzień i to widzę.
- Jeżeli tak tutaj okropnie, co u robisz?
- Matthew.. jest inny. Przyciągnął mnie tutaj.
I to był ten siostrzany moment, w którym największym pragnieniem jest złapać z kudły i wyszarpać je, ściskając cycka, by nie mogła się odegrać. Radość wywołana krzykiem, widokiem czerwonej, spoconej buzi. Po chwili siostra zorientowała się, że może mnie przewrócić, co zrobiła z uśmiechem, ugryzłaby w pośladek, co zmusiłoby mnie poluźnić uchwyt włosów. Widziałam już jej białe zęby, lśniące w zwycięskiej pozie. Zdenerwowana pewnie znalazłabym siłę, by teraz być na górze, usiąść na nią ukradkiem, złapać za dłonie i przymocować je nad głową, a następnie oplułabym ją, trafiając prosto w oko.
Ale nic takiego się nie miało miejsca. Stałam jak słup soli, nie mogąc uwierzyć, że to ona pieprzyła się z Mattem. Wiedziałam, że miało to miejsce, ale nie mogłam wytrzymać z nią w jednym pokoju, po tym jak się do tego bezwstydnie przyznała.
- A poznałaś, że jest inny po tym, jak pieprzyłaś go w kiblu czy może dopiero, kiedy zapłacił więcej niż było uzgodnione.
Widziałam, jak złamała się w środku. Byłam w równie nędznym humorze, co ona teraz i mimo wszystko, właśnie tego chciałam - chciałam, by ktoś poczuł się tak jak ja na co dzień. Pragnęłam mieć kogoś obok siebie identycznie poniżonego i żałośnie przygnębionego, jaka ja byłam. Miałam świadomość moich niehonorowych czynów, ale w tym momencie nic się nie liczyło oprócz tego, bym mogła powiązać te samo uczucie z kimś.
- Chcesz ,,naprawić" moje życie, kiedy tak naprawdę radzę sobie lepiej niż ty. Może i jestem w związku z tyranem, który cieszy się z nieszczęścia, ale to lepsze niż zarabiać na dupie za grosze.
Łzy napłynęły jej do oczu, które od razu zasłoniła dłońmi. Żałowałam moich słów od razu, po tym jak je wypowiedziałam. Miałam mnóstwo powodów, aby być zdenerwowana, nawet na nią, ale to była przeszłość i tam powinno to zostać. Była z Mattem, ale nie wiedziała, że i ja go kochałam, więc niekoniecznie zasługiwała na to, jak ją potraktowałam.
- Przepraszam. - Wyszeptałam, wpatrując się ślepo w ścianę.
Wiedziałam, że Christina usłyszała mnie, od razu wstała i wtuliła się w moje ramię, pozwalając by łzy wtarły się w moją koszulkę. Nie potrafiłam się wzruszyć w tym momencie, nie chciałam uronić nawet jednej kropli łzy, czuło się to zbędne. Pozwoliłam jej być tą emocjonalną siostrą, a sobie zostawiłam żałośnie chłodne podejście do życia.
- Jak bardzo Zack jest złą osobą?
- Bardzo. - Nie wiedząc skąd, mój głos przybrał chrypki, a ja zatopiłam się w zagłuszonych myślach.
Czasem tak każdy ma: niby się jest, ale się nie czuje; ma się uczucia a zero emocji; pragnienia proszą o wyjście na powierzchnię, ale jedynie zimno ogarnia nasze ciało. Nie czułam się żywa, znałam samą siebie i nie byłam przerażona tym stanem, miałam pewność, że jutro kiedy się obudzę - wszystko będzie dobrze i nadal będę gnała przed siebie, próbując wyjść z dołu, w którym wszyscy chcieli, abym gniła.
Nie.. Nie winiłam nikogo za mój syf, który miałby być moim życiem, ale czasem i ja musiałam się poużalać nad sobą.
- Skoro jest ci aż tak źle z nim, dlaczego nie odejdziesz?
- To nie jest takie proste, powiedzmy że jest upartą osobą i niezwykle dziecinną.
- O czym ty pieprzysz, nie trzyma cię w niewoli.
- Wierz lub nie, ale tak, w niewoli byłoby świetnym określeniem.
- Ale możesz wychodzić z domu, dlaczego nie uciekniesz?
- Próbowałam już wiele razy, ale zawsze mnie znalazł i kończyło się to katastrofą. Uparł się, że może posiadać ludzi.
- Chcesz te pieniądze? Może pomogą ci w pewnym sensie.
- Na pewno pomogą, ale jeszcze ich nie potrzebuję.
- Mam zniknąć? - Pytała nadal oddychając w moje ubranie.
- Nie, wolałabym, abyś była w pobliżu, gotowa na wszystko. Będę cię potrzebować.
- Masz jakiś plan? - Odsunęła się wreszcie ode mnie i spojrzała mi prosto w twarz.
- Jakiś. - Wywróciłam oczami. - Ale mam prośbę..
- Jaką? - Zapytała pełna nadziei.
- Przestań się pieprzyć z Matthew. - Po tym od razu wybiegłam z mieszkania do Zacka, wiedząc, że spędziłam zdecydowanie za dużo czasu od niego.
- Co ty kombinujesz? - Spytał Zack, kiedy podałam kolację na stół. - Próbujesz mnie przeprosić za pieprzenie się z moim kumplem?
Myśl, że zaufał moim zapewnieniom, minęła. Wiedziałam, że to nie będzie takie łatwe, aby odpuścił sobie wyobraźnię o mnie i Matthew. Denerwowało mnie to, że tak uparcie wierzył w moją zdradę. Oczywiście, jakbym między mną a M do niczego nie doszło, nie byłoby problemu, ale chciałam mieć to za sobą. Nie bez powodu zerwałam z Mattem, potrzebowałam odzyskać zaufanie Zacka.
Wywołał u mnie reakcję, którą tak bardzo chciał.
- Po raz kolejny, nie pieprzyłam się z Mattem! - Rzuciłam łyżką ścianę na tyle precyzyjnie, że kiedy odbiła się od niej, trafiła do zlewu.
- Niezły cel. - Zmienił temat mężczyzna, co doprowadziło mnie do białej gorączki.
Nie chcąc robić sceny, wzięłam kilka głębokich oddechów mając zamknięte powieki. Próbowałam myśleć o tym, jak przy dobrych lotach za niedługo będę mogła się od niego uwolnić, by się uspokoić.
- A może chcesz mnie uwieść?
Zaśmiałam się, cholera, tak głośno zaczęłam się śmiać, że szatyn patrzył na mnie jak na wariatkę, jakbym postradała zmysły, właściwie tak czułam się od ponad czterech lat z nim.
I dokąd mnie doprowadził brak rozsądku, na który sobie pozwoliłam po tylu latach opanowania? Do związku z agresywnym mężczyzną, który ma mnie na własność i nie chce odpuścić.. Dzisiaj wiem, że postąpiłam źle ufając komuś takiemu, zakochując się w kimś takim. Mimo moich żalów, braku pozytywnych uczuć do niego, najbardziej nienawidzę siebie za głupotę, jaką wtedy miałam w głowie. Byłam zafascynowana głęboko kimś złym do szpiku kości i, mimo że widziałam, jak odnosił się w stosunku do innych, wierzyłam, że przez to że jest dobry dla mnie, jest znakomitym chłopakiem. Najwyraźniej młodzi ludzie mają to do siebie, że nie myślą dwa razy i wchodzą w związku tylko dlatego, że chcą coś wreszcie poczuć, jakiś dreszczyk emocji. Żałuję, chcę zapomnieć. Nie chcę już być w Share, w łóżku uprawiając seks z Zackiem. Nie chcę się już kłócić, nie potrafię sama myśleć. Tak jest łatwiej, pozwolić sobą rządzić, manipulować, ale czas to zmienić. Przez jakiś czas nawet myślałam o moim związku z Nim, jak o karze za nieposłuszeństwo wobec moich rodziców, samej sobie. Pragnęłam miłości tylko dla samej siebie, którą miałam dostać od kogoś kto definicji miłości nie zna, dlatego tak skończyłam. Zastanawiałam się całe lata, ile jeszcze zanim wydostanę się z tego piekła, w którym znajdowałam się.
[...] Blood is no good without a heart to move 'round.
Blood’s on your conscience,
And it won’t come off easy, so just take your time.
For all of the days that you asked to keep me under,
I never thought you would,
Well, I never knew what to say but you never listened anyway.
My, my, you told me that you tried,
But looking at you now I think we know that that’s a lie.
Well, oh, no, just walk away slow.
I’m praying for the rain to come back,
So long, we have to move on.
[...] And I am still so weak,
From all of the tears I’ve weeped.
[...] Blood’s on my hands.
Blood is my treasure of which I must pay.
______________
Proszę o komentarze, muszę wiedzieć czy jest tutaj ktoś! :"(
Matt.. Siostra ? Serio ? To jej siostra ? Jednak Mattew jest dupkiem.. Eh.. Za dużo tego jak na jeden dzień..
OdpowiedzUsuńtonaszhoryzont.blogspot.com
HAHAHAHa, aleś ty wrażliwa. ;) Chcę zauważyć, że Matthew jeszcze nie wie, że Chris jest jej siostrą.
UsuńOkey, trochę się porobiło. Powinna z Mattem uciec do Meksyku czy coś..nie mieli by problemu wtedy, skoro teraz ma pieniądze ^_^
OdpowiedzUsuń:D:D::D OKaaaaay, skoro Meksyk to już pakują się. xd Nie no, trzeba jeszcze coś przejść zanim wszystko piękne będzie. :)
UsuńDlaczego nie piszesz opowiadania? Miałaś pomysł na nowe, czekam..
Dzięki Tobie biorę się w garść. Wypadłam z prawy, jak tylko ogarnę Bloggera obiecuję, że coś się pojawi. ;)
UsuńNo i tak ma być! :))
UsuńZack mnie wkurwia, serio, weź go spal czy coś.
OdpowiedzUsuńOgólnie byłam pewna, że już skomentowałam, ale nie ważne.
124215623474757247126/10, uwielbiam Cię i tego bloga.
http://just-to-lose-control.blogspot.com/2015/05/rozdzia-iv-lose-control.html nowy rozdział, tak, tak, jest krótki, ale u mnie się to chyba nie zmieni
,,Weź go spal czy coś" - hahahaha! :D:D ;) Niezwykle zabawne stwierdzenie. O Boże.. Nie zostanie spalony, taki spoiler napiszę. ;) Ale coś się wydarzy, ale nieprędko, bo mam jeszcze kilka pomysłów.
Usuń