sobota, 6 czerwca 2015

16. Nastawienie.

~ Adelaide ~

Leżałam w bieliźnie na Zacku. Moje ciało w połowie okrywało jego, a głowa przyciśnięta do niego, oddychając w poduszkę. Obudziłam się kilka minut temu, ale nie mogłam się podnieść, mając jego dłonie owinięte ciasno wokół mojej talii. Starałam się podnieść na rękach, które umieściłam obok jego głowy, ale czynność była bezużyteczna.
Silniej przycisnął mnie do siebie, nie chcąc puścić. Zdeterminowana złapałam za jego dłonie i zaczęłam je rozłączać, by wypuściły mnie z objęć, gdy i to nie zadziałało tak jak tego potrzebowałam, obrałam inną taktykę.
Musiałam iść do toalety w trybie natychmiastowym, więc nic nie straciłam, kiedy zaczęłam podgryzać jego ucho, co jakiś czas ssąc je. Mężczyzna wypuścił z siebie zduszone burknięcie, poluźniając uścisk. Wykorzystałam chwilę, szybko podnosząc się z materaca i biegnąc do łazienki. To były sekundy, kiedy uklękłam i pochyliłam się nad ubikacją, po czym zwymiotowałam zdegustowana.
Gorzki smak i zapach, który otoczył mnie, przypomniał mi o tabletkach, które miałam brać, ale nigdy nie miałam tego w głowie. Nie chciałam wierzyć w swoją lekkomyślność. Zaczęłam sobie przypominać, kiedy kobiece dni miały nadejść. Dopiero co przechodziłam przez te dni, więc odetchnęłam z ulgą.
Nie jestem w ciąży. - Pomyślałam. Zdążyłam się uśmiechnąć do samej siebie przez moment, aż za chwilę kolejny raz wczorajsza kolacja wyszła ze mnie złą stroną.
Radość, jaka we mnie się pojawiła była chora, ale jednocześnie zrozumiała. Nie chciałam być w ciąży, pomijając fakt, że i tak nie pozwoliłby mi mieć dziecka.
Podniosłam się z kucek, kiedy zrozumiałam, że wyrzut treści pokarmowej żołądka się skończył i podeszłam do umywalki. Opukałam buzię zimną wodą, następnie zakręciłam wodę i spojrzałam na siebie w lustrze.
Czerwone usta od soku żołądkowego, który powodował jedynie szkody poza żołądkiem. Dotknęłam ich, widząc jak bardzo napuchnęły. Załzawione oczy błyszczały, lubi je takie, nie raz mi powiedział, że je uwielbiał, kiedy były pełne łez. Włosy rozczochrane, jeszcze nie ułożone po nocy, której w ogóle nie odczułam. Przytyłam, nie próbowałam jeść więcej, tak jakoś wyszło, podobałam się sobie taka. Nabierałam wreszcie kształtów w biuście i udach. Zack lubił mnie taką, jaka byłam w wieku, kiedy mnie poznał. Starałam się wyglądać tak, jaką mnie chciał przez wiele lat, ale miałam dość.
Rozczesałam włosy grzebieniem, po czym chwyciłam za nie w połowie. Odłożyłam grzebyk, a wzięłam nożyczki, ścinając je. Efekt końcowy obcięcia moich długich włosów był taki, że ledwo dotykały skóry pod uchem. Jako dziesięciolatka właśnie tak wyglądałam, okrągła twarz z krótkimi włosami i, mimo że większość ludzi uważało, że źle wyglądałam, mi nie przeszkadzało. Byłam dumna, że wróciłam do siebie, wolałam siebie taką, która stawiała na swoim.
Małymi kroczkami do celu.
Odłożyłam nożyczki na półkę, odwracając się tyłem od lustra, nie chcąc już patrzeć na siebie. Zdjęłam biustonosz i bieliznę, wrzucając je do koszyka z brudnym praniem. Weszłam pod prysznic odkręcając natychmiastowo wodę, relaksując się pod wpływem ciepła, które obmywało moje ciało.
Byłabym okropną matką. Jestem niedojrzała emocjonalnie, nie mam pieniędzy na utrzymanie dziecka oraz kluczową sprawą był Zack, który byłby beznadziejnym ojcem.
Jeżeli on w ogóle byłby ojcem.
Dzięki. Nie jestem ździrą.
A jednak go zdradziłaś.
Kolejny dowód na to, że nie powinnam być matką.
Całe szczęście, że nie będziesz, nie poradziłabyś sobie.
Moja druga strona miała rację pomimo swojej nienawiści do mnie, moich czynów. Zgadzałam się z samą sobą pod względem wychowania dzieciaka, nie potrafiłabym przekazać mu czy jej jakichkolwiek dobrych cech, sama ich nie mam.
Koniec użalania się nad sobą. Dorośnij.
Przed chwilą sama mi powiedziałaś, że jestem parszywą osobą, która nie byłaby w stanie wychować dziecka.
Jestem tobą, sama tak uważasz. Myślisz, że podołałabyś? Szczerze. Spójrz na swoją sytuację, jesteś w dupie.
Wiem, że przegrałabym, a posiadanie dziecka utrudniłoby wszystko.
Także zgódź się, dobrze, że nie jesteś w ciąży.
Zgadzałam się i choć nie chciałam przyznać tego prawdziwie przed sobą, nie chciałam mieć w ogóle dziecka, nie biologicznego. Nie mogłam nawet pomyśleć o tym, że moje geny byłby przekazywane dalej, co za przerażająca myśl.
W mojej rodzinie popularne były choroby wieńcowe oraz raki, nie wspominając o zaburzeniach psychicznych, nie chciałam tego dla mojego - przyszłego - dziecka. Wolałam nie myśleć o tym, jak skrzywdziłabym córkę, nie mogącą posiadania dzieci bądź utrudnienia w tym kierunku.
Nigdy nie byłam osobą, która za pierwszym spojrzeniem wzbudza zaufanie, zawsze miałam problem z tym i jak ludzie mnie postrzegali. Często biorą mnie za nudziarę (którą jestem), sztywniarę (o którą bym się kłóciła) oraz dwulicową sukę (którą nie jestem). Można o mnie powiedzieć wiele: jestem niemiła, nietaktowna, szczera i chłodna, kiedy temat rozmowy zacznie wkraczać na moją osobistą przestrzeń, ale nigdy nie byłam fałszywa. Może i nie wiem, jak zareagować na dane przeżycia człowieka, ale to tylko dlatego, że nikt mnie nie nauczył. Ludzie wokół mnie nie rozmawiają o detalach ich chujowego życia, każdy swoje przeszedł bądź przechodzi, nie ma sensu w rozdrabnianiu siebie. Nie bądźmy szczegółowi.
I co to, kurwa, ma do ciebie bycia w ciąży?
Nie jestem w ciąży.. A ma wiele, bo dzieci potrzebują uwagi i zrozumienia - dobrej rady, którą ja nie dysponuję.
Teoretycznie to nikt nie ma złotego środka na bycie dobrym rodzicem, wielu się stara a i tak zawodzi, niektórzy nawet nie próbują z własnego lenistwa. Nie wiesz, jaką matką byłabyś.
Mam przeczucie, że nie powinnam nawet myśleć o tym. Już kiedyś byłam w ciąży i nawet nie zauważyłam, uważałam takie zachowania kobiet jako żart, bo kto do cholery nie zauważyłby, że jest się w ciąży, szczególnie kiedy ma się płaski brzuch. Ja nie zauważyłam uwypuklenia, przytyłam trzy kilo i to nierzucające się w oczy trzy kilo.
Nie wyszło, poroniłaś, ale może tym razem będzie inaczej, dostajesz drugą szansę.
Nie jestem w jebanej ciąży!
Zakręcając wodę, wyszłam spod prysznica, otulając się miękkim ręcznikiem, który niczym ciepłe dłonie Matta sprawił mi przyjemność. Myślałam o nim prawie zawsze i wszędzie, nigdy jeszcze się tak nie czułam, to co czuję do Nichollsa nigdy nie mogłabym porównać do Zacka.
Kiedy poznałam Zacka, wariowałam na jego punkcie, makijaż był podstawą a sukienka czy spódnica i rajstopy kolejnym krokiem w wyglądaniu perfekcyjnie dla niego. Dbałam nadzwyczajnie o włosy, starając się by wyglądać jak najlepiej mogłabym. Nie mogłam się doczekać aż spędzimy ze sobą całą noc i zjemy śniadanie. Jego dotyk był ekscytujący, ale zarazem szorstki. Matthew z kolei był inny. Nie zwracał uwagę na to, jak wyglądałam, mogłam jeść jak dziecko cała się brudząc a on tylko śmiał się ze mną. Chodziłam w męskich, zniszczonych trampkach, makijażu nie widząc od wielu lat - ku mojemu zadowoleniu - oraz moje ciało mogło nie być gładkie jak u niemowlęcia, by go pociągało. Lubiliśmy swoje towarzystwo i wydawało się, jakby tematy do rozmów się nie kończyły. Jego bliskość sprawiało, że relaks obejmował całe moje ciało, a pragnienie miłości wzrastało.



Półtora tygodnia temu
Patrzyłam, jak wpatrywał się tępo w ekran telewizora, trzymając w rękach książkę, która była otwarta niemal na samym środku. Siedziałam obok Matthew, wtulona w jego bok, trzymając głowę na jego ramieniu. Myślał głęboko nad czymś już kilka minut, które wydawały się trwać wieczność. Pragnęłam jego uwagi, jednocześnie gryzłam się w język, by nie przeszkodzić mu jego chwili. Rozumiałam jego potrzebę osamotnienia, nawet jeżeli to oznaczało, że ja pozostawałam sama sobie.
Wiedziałam dobrze, że to czego chciałam od Matta było niczym innym jak odwzajemnieniem miłości. Nie chciałam nazywać niczego za szybko, ale na tyle czule odczuwałam moje emocje względem niego, że nie potrafiłabym tego przegapić. Kiedyś miłość pomyliłam z Zackiem, teraz była tego pewna. Potrzebowałam go, zdałam sobie, potrzebowałam Matthew do szczęścia i miałam cichą nadzieję, że nie jestem jedyna. Widziałam w nim osobę, z którą mogłabym się zestarzeć, coś czego nigdy nie potrafiłam sobie wyobrazić z moim chłopakiem.
Uśmiechnęłam się na myśl o Nichollsie z siwymi włosami i brodą o równie białym kolorze w sweterku w kolorową kratę i zmechaconych spodniach. Pragnęłam zobaczyć go tak dojrzałego i pięknego. Każda zmarszczka na czole, przy oczach czy ustach przypominałaby mi o jego zmartwieniach, jak i radościach. Byłby nadal przystojny mając problem w przebiegnięciu stu metrów, narzekając na biodro czy kolano, oglądając całe dnie telewizję zajadając się chrupkami.
- Co się szczerzysz? - Zapytał, wyrywając mnie z myśli.
Nawet nie zauważyłam, kiedy odwiesił się i, że patrzył mnie, spowinęłam się rumieńcem, na który zaśmiał się cicho. Złapał mnie za polik i delikatnie przejechał po nim kciukiem, sprawiając, że elektryczne iskierki dokuczały mi, tam gdzie dotknął. Przybliżyłam swoje usta do jego i zetknęłam ze sobą łącząc je w namiętnym pocałunku.
- To powiesz mi o czym rozmyślałaś? - Pytał, kiedy rozstaliśmy się.
- Jak powiesz o czym ty myślałeś pierwszy.
- Byłem pierwszy.
- Chcę ciebie mieć przy sobie, kiedy będziemy po 70. - Odpowiedziałam od razu, nie drocząc się dłużej.
Patrzył na mnie uważnie, zapamiętując każdy detal mojej twarzy, jakbym miała się zaraz rozpłynąć, po chwili uśmiechnął się szeroko i pocałował szybko.
- Też tego chciałbym. - Przyznał, co powodowało, że ciepło zalało mnie od środka.
- To o czym ty myślałeś?
- Ludzie nadal mówią o Obamie i polskich obozach śmierci podczas 2 wojny światowej, zastanawia mnie jak bardzo niedouczonym trzeba być, żeby taką gafę pierdolnąć a inni, żeby ją dalej rozpamiętywali, jakby było co pamiętać.



Stojąc przed lustrem, lustrowałam moją nową fryzurę. Włosy po umyciu wydały się być krótsze, co delikatnie mnie przeraziło. Zack wolał je dłuższe - nie raz tak mówił, zastanawiała mnie jego reakcja. I pomimo mojej prymitywnej odwagi, która pojawiła się znikąd, obawiałam się go. Nie chciałam go denerwować, ale nie żałowałam nowej fryzury, potrzebowałam choć odrobinę postawić na swoim. Potrzebowałam przytupnąć nogą niczym dziecko, chciałam mieć ostatnie słowo względem mojego wyglądu.

- Ścięłaś włosy? - Zapytał od razu, kiedy wszedł do kuchni.
Podszedł bliżej mnie, łapiąc w palce ich końcówki. Pokiwałam głową delikatnie, starając się zachować stalową minę. Mogłam przysiąc, że serce chciało mi wyskoczyć z piersi, czekając na jego reakcję. Rozważałam czy Zack zauważył moje nierówne oddychanie, ale po jego uśmiechu, który niemal natychmiast zawitał na jego twarzy, zrozumiałam że nie.
- Fajne. - Mruknął, po czym pocałował mnie w policzek.
- Podoba ci się? - Spytałam nie dowierzając.
- Oczywiście. - Uśmiechnął się szerzej, ukazując białe zęby. - Pięknie wyglądasz.
Usiadł do stołu, korzystając z rozstawionych składników, zaczął robić kanapki. Chwytając za nóż, westchnął cicho. Rozkroił cztery bułki, po czym zaczął je smarować serkiem topionym ze szczypiorkiem, skroił pomidory na nie i posolił. Wziął w ręce jedną z bułek, kiedy miał ją właśnie nadgryźć, odsunął ją od siebie i odwrócił się do mnie.
- Co tak będziesz stała i się gapiła? Chodź i jedz, sam nie zjem ośmiu bułek, a skoro później jedziemy do Exeter na zakupy do galerii musisz mieć siłę. - Powiedział wesoło.
Nie trzeba było mi powtarzać, błyskawicznie znalazłam się przy nim, biorąc w dłonie zrobione przez niego jedzenie.
Nie wiedziałam dokładnie, co się działo między nami, ale zamiana, jaka w nim zaszła od kiedy wrócił była niezwykle pozytywna. Może to moje pesymistyczne podejście, a może doświadczenie, ale nie ufałam mu, miałam wrażenie, że zaraz wybuchnie wojna, o której tylko on wie i chce, abym zapamiętała go innego, lepszego. Może wiedział więcej ode mnie, stąd też się tak zachowywał. Tajemnica, która go okrywała, przeszkadzała mi. Nie wierzyłam, że to naprawdę on, Zack, mężczyzna, który nigdy nie zrobił jedzenia dla mnie; narzekał, kiedy musiał mnie gdzieś zawieźć; pragnął mnie zabić tylko dlatego, że podejrzewał - nie mając dowodów - o zdradę. Przekształcił się w kogoś, kogo nie rozpoznawałam. Nie mogłam zaufać nowej odsłonie Zacka, oczekiwałam że to była cisza przed burzą.
Jeżeli on naprawdę się zmienił, a ja nadal myślałam o tym, aby od niego uciec, by pojawić się w ramionach Matta, jednego z jego najlepszych kumpli - nie zasługiwałam na niego. Nie pozwalałam sobie na zaakceptowanie dzisiejszego dnia. Czekałam aż się obudzę. Nie mogłam uwierzyć w tą szopkę, w którą grał tak profesjonalnie, nie chciałam być znowu naiwną, nauczyłam się swojej lekcji.
- Co tak dumasz? - Zaśmiał się. - Wyglądasz zabawnie.
- Bo nigdy nie myślę? - Spytałam połykając śniadanie.
- Nie.. Bo myślisz za dużo. Pozwól żeby coś się wydarzyło ot tak.
- Nic się nie dzieje bez przyczyny.
- A i owszem, Adelaide, często wszystko, co nas spotyka nie ma sensu i powinniśmy zaakceptować to.
- Cokolwiek powiesz. - Odparłam, wgryzając się w kolejną bułkę.

Poprawiłam szarą koszulkę i podciągnęłam jeansy, zanim wyszłam z łazienki i chwyciłam w biegu bluzę z kapturem. Mieliśmy lada moment wychodzić z domu i jechać po chłopaków, a następnie nad zatokę na ognisko. Czekali zapewne na mnie, co nie było miłe, nie lubiłam kiedy wszyscy się na mnie gapili, a to właśnie spotkało mnie, gdy schodziłam ze schodów. Jedyny wzrok, który mi nie przeszkadzał to Matthew, który leniwie przeciągnął się i wywrócił oczami na lepkie łapy Olivera, który dokładnie oglądał wszystkie pierdoły w salonie.
- Idziemy? - Zapytał Oliver, nie odrywając wzroku od jednej ze szklanych kuli.
- Tak. - Odpowiedziałam cicho.
- Co tak wszystko przeglądasz? - Zauważył Zack, kiedy zaczęliśmy wycofywać się z pokoju, jednak Sykes stał w miejscu.
- Zastanawiam się, co mogę zwinąć. - Powiedział poważnie.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem poza autorem wypowiedzi, który starał się zachować kamienną minę. Nie wytrzymał długo, po chwili zaczął chichotać razem z nami, podchodząc do nas.
Atmosfera między nami była, jak najbardziej przyjazna i luźna, co powodowało, że rozluźniałam się coraz bardziej. Kiedy dotarliśmy nad jezioro, nie darowałam sobie alkoholu, ale to nadal skończyło się na mnie po 2 skończonych piwach, kiedy impreza trwała już 3 godzinę.
- No nie rusz! - Crystal śmiała się, rugając Matta, który złapał ją za pośladek, kiedy kucała przy ognisku.
- Ale ja lubię twoje pośladki. - Ściskając mocniej, na co dziewczyny i chłopaki śmiali się donośnie.
Szatynka z piwem w ręce usiadła na niego ukradkiem i wpiła się w jego usta gorąco.
Nie zazdrościłam im związku, był on namiętny, ale jak bi-polarny, bo często mieli ochotę siebie zabić nawzajem za błahe powody, które ja odnajdywałam jako głupotę. Każdy oczywiście ma własne problemy, ale ja nie widzę kłopotu w przerwaniu gry bądź jazdy samochodem, by po miziać się, cholera, ja też nie przerwałabym, ale nie kłóciłabym się o to, miałabym to najprawdopodobniej w dupie.
- Te urodziny są nadal kiepskie. - Wyszeptała mi do ucha Imogen, której od razu odbiło się drinkiem, który przygotowali jej przyjaciele płci męskiej, mówiąc że jako jubilatka musi skończyć najgorzej.
Nie byłam pewna, co oczekiwała że zrobię, ale tylko się uśmiechnęłam pokrzepiająco i wzruszyłam ramionami.
- Napij się jeszcze. - Mruknęłam, podnosząc się na nogi. - Wrócę za jakiś czas. - Oznajmiłam jej, kiedy spytała co robię.
Pomimo dość niewielkiej ilości napoju, moje nerki pracowały na pełnych obrotach i byłam zmuszona do pójścia na spacer.
Kiedy byłam już dość głęboko w lesie, usłyszałam, jak ktoś za mną idzie. Dookoła mnie było ciemno, co nie pomagało mojej wyobraźni, a muzyka zagłuszyłaby wszelkie moje krzyki. Dziwiłam się, że w ogóle coś usłyszałam. Przyspieszyłam w kroku, po czym ukryłam się za drzewem. Serce waliło jak oszalałe w klatce piersiowej, chcąc wyskoczyć czym prędzej. Bałam się, że ktoś obcy naprawdę jest w tym lesie. Zaczęłam obwiniać wszystkich znajomych, że wpadli na taki głupi pomysł, żeby wyprawić urodziny Imogen w jebanym lesie w nocy, do kurwy nędzy.
Chłopak w kapturze pojawił się przede mną, wyciągając dłonie przed siebie, chcąc mnie chwycić. Dopiero, kiedy zaczął klękać, zrozumiałam, że skuliłam się na ziemi. Gdyby nie jego woda kolońska, nie zauważyłabym, że znam tą osobę.
- Oliver, ty idioto! - Wykrzyczałam wystraszona.
Dyszałam jak opętana, dopiero kiedy ściągnął kaptur i zobaczyłam wyszczerzone zęby, zaczęłam się uspokajać. Kiedy ja niemal, co nie padłam na zawał, on rechotał wniebogłosy, łapiąc się za brzuch.
Podniosłam się z ziemi, otrzepując dresy, które były brudne od zderzenia z glebą.
Mruczałam pod nosem wszelkie przekleństwa, które przyszły mi na myśl, mogące określić zachowanie mężczyzny.
- W ogóle pomyślałeś, jak możesz mnie wystraszyć?! Czy ci przeszło przez myśl, że mogło coś się stać, nie wiem, uderzyłabym cię albo potknęłabym się i wywróciła. Coś mogło się zdarzyć przez twoje lekkomyślne zachowanie.
- Dlaczego myślisz, że tego nie przemyślałem? - Stał naprzeciwko mnie z rękoma wzdłuż ciała, nadal się szczerząc.
- Ciekawe, co Imogen powie. - Przywołałam imię jego dziewczyny.
- Miło, że o niej wspomniałaś, ona sama zaproponowała. Wszyscy myśleliśmy, że - tak jak sama powiedziałaś - stanie się coś, a ty kompletnie nic, tylko serce dudniło na kilometr, nawet ja je słyszałem. - Zachichotał.
- To nie jest śmieszne! - Wykrzyczałam obrażona, uderzając go w ramię z całej siły, jednak nie robiąc nadal na nim wrażenia, wręcz rozśmieszając go bardziej. - Wasze chore zabawy wprawiają mnie w samobójczy nastrój. - Oznajmiłam zimno.
- Ej, nie nadymaj się tak, nie do twarzy ci. - Widziałam, jak próbował uspokoić się, ale na marne, bo po kilku sekundach znowu wybuchnął śmiechem mi prosto w twarz.
Zirytowana odwróciłam się od niego i zaczęłam odchodzić, nie chcąc go widzieć ani sekundy dłużej. Poczułam ucisk na prawym ramieniu i za moment znowu stałam naprzeciwko Olivera, który już wyglądał poważniej. Puścił mnie wolno, kiedy zobaczył, że za mocno mnie ścisnął i wydałam z siebie bolesny syk. Moja lewa ręka od razu ruszyła na pomoc prawej i zaczęła ją masować.
- Nie gniewaj się. - Powiedział nadal rozbawiony. - Widzieliśmy, że nie czujesz się dobrze w naszym towarzystwie, a to miało cię rozruszać.
- ,,Rozruszać"? Nie jestem maszyną, nie da się rozruszać człowieka. A po drugie, jak mogliście w ogóle pomyśleć, że taki wybryk mógłby mi pomóc się rozweselić?!
- Zack starał się po swojemu i mu się nie udało, dziwię się, bo naprawdę zaczął się zmieniać. Nie doceniasz go..
- Nie ufam mu. - Przerwałam brunetowi.
Mimo, że jedyne światło pochodziło z telefonu Olivera, doskonale widziałam wszystko, co nas otaczało. Komfort, jaki odczuwałam był znacznie większy niż poprzednio.
Stałam wyprostowana z ramionami założonymi na piersiach, głowa zadarta do góry, bym mogła patrzeć w oczy chłopaka. Przez chwilę otaczało nas cisza, jednak długo nie trwała, zważając na to, że musieliśmy zaraz wracać do grupy przyjaciół i musieliśmy kończyć naszą rozmowę.
- Nie ufam jego zmianie. Coś mi śmierdzi w tym wszystkim, co się dzieje. - Zwierzyłam się brunetowi.
Swobodnie czułam spięcie, które było między nami od zawsze. Oliver nie przepadał za mną, ale jednocześnie nie trzymał strony agresywnego Zacka, który był nieswoi ostatnimi czasy.
- Nie jesteś głupia. - Powiedział, po czym zaczął odchodzić w stronę śmiechów znajomych i muzyki.
Wiedziałam, że Oliver wie więcej ode mnie, ale żądać od niego, aby mi powiedział było zbędne. Miałam pewność, że i tak nie powiedziałby mi, więc nie zamierzałam nawet prosić. Ciekawość jednak była większa niż moja siła woli.
- Tylko tyle masz do powiedzenia? - Zapytałam zirytowana stając w miejscu.
Zastygnął w miejscu, wypatrując moich oczu w ciemności. Słyszałam jak oddycha niespokojnie, co negatywnie wpłynęło na mnie, dręcząc od wewnątrz.
- Co chcesz, abym powiedział? Że mój przyjaciel dostaje na czapę? Odkąd pamiętam był narwany, też widzę, że jest inny. Wyobraź sobie moje zdziwienie, kiedy jedyne co oczekujesz od danej osoby to wybuchnąć złością, a on uśmiecha się niczym świr ze szpitalu psychiatrycznego.
- Nie muszę sobie niczego wyobrażać. - Odpowiedziałam równie zdenerwowana. - Naprawdę aż tak jestem wkurwiająca? Jedno, co wszystkich łączy w Share to złość, którą wyładowują na mnie.
Głośno westchnął, następnie przeczesał włosy z tyłu głowy.
- Nie użalaj się nad sobą. - Mruknął. - Każdy na każdego jest wściekły i to nie tylko Anglia, cały świat, Adelaide, jest pełen nienawiści i niezrozumienia. Każdy jest pewien jednego, a przynajmniej ja jestem, nie wiem nic więcej, czego inni nie wiedzą. Nawet jeżeli wyglądam, że wiem - wiedz, że nie wiem. Nie powinnaś za wiele myśleć o tym, nikt tego nie robi. Zack jest skurwielem, zawsze był i zawsze będzie, ale nie zapominaj, że ten skurwysyn dba o ciebie i chce jak najlepiej potrafi.
Wzięłam sobie jego słowa do serca. Zapamiętałam ostatnie zdanie, jakie wypowiedział i nie mogłam przestać analizować ich. Może były prawdziwe, może nie były. Ale Oliver miał rację, za wiele myślałam, a było to zupełnie niepotrzebne, tylko mnie przygnębiało. Chciałam przestać myśleć, ale wydawało się to być niemożliwe.
Zack wiele razy powtarzał mi, jak bardzo mnie kocha, tyle że nie potrafi tego wyrazić w porządny sposób, może teraz chciał zmienić taktykę? Może powinnam dać mu większy kredyt zaufania i pozwolić na szaleństwa, jakie miał w głowie.
Tak, oczywiście, przecież to taki uczciwy człowiek. Daj mu kolejną szansę.. na zastrzelenie cię. Nie pierdol głupot. Jak tak dalej pójdzie to nie będziesz musiała mieć myśli samobójczych, on zadba o to, abyś zamieszkała w ogródku pod glebą.
Ale może jednak..
Nie. Myśl. Nawet. O. Tym. Ty. Głupia. Naiwna. Idiotko.

~ Matthew ~

Przez ostatnie trzy dni chodziła mi po głowie Adelaide, a bycie z Christiną wcale nie pomagało, wręcz przeciwnie - irytowało. Całe ciało gryzło mnie od zewnątrz i wewnątrz. Dziewczyny były do siebie podobne, widziałem to. Nie byłem debilem, spostrzegłem ich podobieństwo w wyglądzie już tego dnia, kiedy Chris przyjechała i stanęła obok Adele. Miały różne nazwiska, co powodowało moją konsternację, ale to można błyskawicznie i bezproblemowo zmienić. Ale jednocześnie uważałem, że to nie moja sprawa, nie mnie powiedzieć o tym komukolwiek. Niech każdy zajmie się swoim biznesem, a to zadowoli większość.
Myśląc o Adelaide, kiedy byłem z jej siostrą sprawiało, że czułem się jak największy palant w całym Wszechświecie, ale nie mogłem przestać, nie, nie chciałem. Była z Zackiem, dlaczego ja nie miałbym być z jej siostrą? Nie uzasadniałem moich czynów, ale też nie sądziłem, że sam winny jestem sobie.
Nie mogłem jeść. Nie mogłem przestać czuć. Nie mogłem się wykąpać. Nawet srać w spokoju nie potrafiłem. Zawsze była w mojej głowie. Wspomnienia nawiedzały mnie non-stop, nie dawały wytchnienia. Byłem zmęczony samym oddychaniem.
Widząc, jak wtula się w Zacka, nie zrzuca jego dłoni ze swojego uda czy ramienia, całuje go czule i  patrzy z uczuciem, chcę krzyczeć i pozbyć się go. Czułem się w takim bólu, jak gdyby wbijała mi nóż w plecy i za każdym razem widziałem ich, musiałem odwrócić wzrok.
Bałem się pomyśleć, że ona naprawdę go kocha a ja byłem jedynie zabijaczem czasu. Nie wierzyłem w brudną stronę Adelaide, którą wydawała się mieć, jak każdy człowiek, była czysta dla mnie z każdej strony. Nie była niewinna, ale nie była z nim z własnej wygody, a przynajmniej chciałem w to wierzyć. Namawiałem samego siebie, by pozostać jej wiernym duchem.
Impreza urodzinowa Imo była wydarzeniem, na którym nie mogłem się upić, by prowadziłem, o ironio - to ja wziąłem najwięcej alkoholu. Byłem zmuszony obserwować zakochane parki, całe szczęście Zack już porządnie chrapał na kocu kilkanaście metrów od nas.
Poszedłem z Mattem oraz Lee do samochodu, by przynieść kolejne butelki z procentami w środku. Czy tylko mnie wyprowadza z równowagi, kiedy ktoś jest bardziej w mojej sprawie od samego mnie?
- A co ty niby wiesz o moim życiu miłosnym?! - Wybuchłem złością. - Gówno cię w ogóle powinno obchodzić kto mi się podoba, a kto nie. Pilnuj swojego ogromnego nochala, którego wpierdalasz w nie swoje sprawy.
- Spokojnie, Matt, Lee na pewno nie chciał cię urazić. - Wtrącił się Kean.
- Masz rację, że to nie moja sprawa, ale Zackowi nie odpowiada, że latasz za Adele. - Odpowiedział szatyn.
- Po raz kolejny, spierdalaj! Nie latam za nią, jedynie się dziwie, że jest z kimś takim.
- To twoi przyjaciele, nie powinieneś być taki w stosunku do nas. - Matthew po raz kolejny próbował nas pogodzić.
- Możesz przestać się wtrącać? - Zwróciłem się do niego. - Zostaw to mi i jemu, nie bądź piątym kołem u wozu.
Nie potrafiłem zrozumieć, co oni mają do mnie i tego, kogo pieprzę i dlaczego to robię. Odszedłem od nich, chwytając kilka butelek zimnego piwa i od razu poszedłem w kierunku ogniska. Rzuciłem w piach alkohol, nie odzywając się do nikogo. Zgaduję, że minę miałem dość posępną, jak nawet Adele spojrzała na mnie nerwowo.
A nich się gapi.
I ilekroć tak bym sobie powiedział, nie potrafiłem. Uśmiechnąłem się do niej krótko, po czym odszedłem od grupy, by za chwilę wejść po kolana do wody w bokserkach.
Kurwa, o co im, do chuja, chodzi. Jakbym to ich pieprzył bądź myślał o. Nic im do mnie ani Adelaide, a Zack sam sobie zasłużył, jak sobie pościelił tak się wyśpi. Każdy wie, że jest skurwielem, więc niech nikt się nie spodziewa po tak niezwykłej dziewczynie, by została z takim świrem. Nawet nie pomyślałbym, że Adele spojrzy na mnie, a jednak - czasem czuję, jakbym na nią nie zasługiwał.
Słyszałem jak woda rusza się w złym kierunku, normalną reakcją było odwrócenie się, ale nie oczekiwałem jej. Myślałem, że to będzie jeden z chłopaków, którzy wreszcie zrozumieli, że nie mieli żadnego prawa do wpierdalania się między wódkę a zakąskę, ale pomyliłem się.
Dołączyła do mnie Adelaide. Powiedzenie, że zaskoczyła mnie swoją obecnością było niewystarczające, byłem wściekły. Nie zraniła mnie bez powodu, nie zostawiłaby mnie tylko z powodu głupich zachcianek. Znałem prawdziwą Adelaide, która pomimo swoich słabości jest silna, a jedynie boi się to okazać. Mógłbym przysiąc, że coś planowała, obawiałem się pomyśleć co dokładnie budowało się w jej głowie.
Spojrzałem na jej twarz, która wydawała się być bardziej promienna niż, kiedy była z Zackiem, poczułem dumę. Zależało mi na niej i wiedziałem, że i jej zależało na mnie.
- Co tutaj robisz? - Zapytałem, nieumyślnie przybierając podejrzliwy ton.
- Zack śpi przy ognisku, a wszyscy poszli się przejść. Zostałam sama, więc..
- Więc przyszłaś do mnie? Nie będę twoim kołem zapasowym.
- Nie to chciałam powiedzieć. - Odszeptała. - Ale jeżeli mnie nie chcesz, pójdę.
Zaczęła się już obracać, kiedy fala uderzyła ją w pośladki, śmiech rozszedł się w pobliżu nas. Rozbawiony patrzyłem z uciechą na jej reakcję.. Dziewczyna obróciła się z rumieńcami na policzkach, łapiąc się za tył obiema rękoma. Patrzyła na mnie, jakbym był winny każdej fali, która uderzała w nas.
- Bawi cię to? - Brzmiała emocjonalnie, na co się zaśmiałem głośniej.
Kiwnąłem głową, co było błędem. Natychmiastowo oberwałem wodą, którą wyrzuciła z dłoń w moje otwarte oczy. Słona woda od razu zaczęła szczypać, a grymas wymalował się na mojej twarzy. Próbowałem wytrzeć twarz z wody, mrugając często.
- Matthew? - Usłyszałem. - Nie chciałam.
Poczułem jej dłonie na moich powiekach, starającą się wspomóc mnie. Uśmiech powrócił na moje usta, kiedy tylko otworzyłem oczy i zobaczyłem jej zmartwioną buzię.
- Głuptas! - Wykrzyczała, odsuwając się ode mnie.
Złapałem ją w talii, by nie mogła odejść ode mnie na ani krok dalej. Przyciągnąłem ją do siebie bliżej tak, że stykaliśmy się brzuchami. Jej oczy wydawały się być inne dzisiejszej nocy, a brak świateł tylko uświadamiał mi, jak bardzo pragnąłem ją w tym momencie.
Pamiętałem, jak szybko potrafiła ze mną zakończyć relację, która była wyjątkowa - przynajmniej dla mnie. Nie chciałem wierzyć, że oddała mnie światu bez własnych smutków, ufałem w jej szczere uczucia. I pomimo moich roztargnień dotyczących jej intencji, pragnąłem jej całą duszą i ciałem.
Adele nie walczyła ze mną, wtuliła się w moje ciało, zakładając swoje ręce na moją szyję. Przyciągnęła się do mnie niemożliwie blisko, całując zakamarki ust. Pochyliłem się niżej, by złączyć nasze usta. Pocałunek był miły, nie był groźny a subtelny. Kochałem ją.
Złapałem ją za uda i podniosłem, zagłębiając całusa. Podgryzłem jej dolną wargę, by za chwilę mieć jej usta otworzone. Nasze języki tańczyły ze sobą, a ciała ocierały się o siebie. Mając jej nogi oplecione wokół moich bioder, poruszającą się na mnie, moje ciało reagowało w najbardziej naturalny sposób.
Uśmiechnęła się przerywając pocałunek, patrzyła głęboko w moje oczy. W jej głowie roiło się wiele dziwnych pomysłów, ale nie domyśliłbym się, że wpije się we mnie zagorzalej, a ciała odnajdą się ponownie z większym apetytem. Nie pozwoliliśmy sobie na więcej niż na ocieranie się o siebie, ale to było zdecydowanie wystarczające dla mnie, by mieć pewność, że nie byłem osamotniony. Adelaide mnie kochała i tylko to potrzebowałem wiedzieć.
Uwielbiałem jej usta, zawsze były słodkie i miękkie. Głód, jaki czułem względem niej był coraz większy za każdym razem, kiedy spojrzałem w jej oczy, dotknąłem jej ciała, rozmawiałem z nią. Nigdy nie czułem się tak dobrze z innym człowiekiem, kobietą. Jeżeli to nie była miłość, nie wiem, czym miałoby to być.
- Smakujesz tak dobrze.. - Wyszeptałem w jej ucho, kiedy przerwaliśmy pocałunek.
Musieliśmy wracać na brzeg, kiedy zobaczyliśmy światła latarek na tle drzew, które zbliżały się rozpalonego ogniska.



I watched your heart turn to gold. 
I watched your fire turn to coals. 
You grew so tall. 
Now watch me fall. 
You don't have to leave to get somewhere. 
You don't have to be a stranger anywhere. 
You can finally learn to love without fear. 
We can make a home with what we have right here.


___

Zapraszam na moje nowe blogi, który jest o.. wilkołakach a drugi o lesbijkach. :)

11 komentarzy:

  1. Żadne słowa nie wyrażą tego, jak bardzo Zack mnie irytuje. Może być przystojny, ale to skurwielskurwielskurwiel.
    Końcówka jest zabójcza, serio. Uwielbiam Cię i tego bloga. Wszystko jest idealne. A! I podoba mi się ta wstawka z "polskimi obozami", wpasowało się.
    No nic, weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpasowało się, hmm, hahaha, no nie wiem, chciałam pokazać że rozmawiali na różnorodne tematy. :)) A końcówka to wiesz, starałam się. :D Dziękuję bardzo. :)

      Usuń
    2. http://just-to-lose-control.blogspot.com/2015/06/rozdzia-v-lose-control.html zapraszam na nowy rozdział
      :)

      Usuń
    3. http://just-to-lose-control.blogspot.com/2015/08/rozdzia-vii-lose-control.html
      zapraszam

      Usuń
  2. Oooooo bedzie problem! I tak trzymam kciuki za Matta.. A z Zackiem tez mi cos tu śmierdzi.. O.o
    "Nawet srać w spokoju nie potrafiłem." - Hahahahahahaha xD
    tonaszhoryzont.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem cichociemną, siedzę, czytam i podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest co podziwiać? haha :)) Mam przykre opóźnienie z rozdziałami, przepraszam..

      Usuń
  4. W porównaniu z moim opóźnieniem to nic ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. No to czekam z niecierpliwością do tego ? sierpnia (: xx

    OdpowiedzUsuń
  6. http://just-to-lose-control.blogspot.com/2015/08/rozdzia-vi-lose-control.html
    Coś Cię u mnie nie widać! Nowy rozdział, zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń