-Adelaide!-usłyszałam męski krzyk.-Już jestem!
Nie chcąc wprowadzić mojego chłopaka w nieuzasadniony gniew, zeszłam na dół po schodach, uważając na stopnie. Łagodnie zeskoczyłam z ostatniego schodka i poszłam w kierunku salonu, gdzie siedział na sofie Zack. Westchnęłam na jego pijany widok.
Znowu to samo..
-Usiądź.
Usiadłam obok niego, tak jak sobie życzył, jednak głowę odwróciłam w drugą stronę. Mężczyzna objął mnie w talii i przysunął mnie bliżej ku sobie. Jęknęłam cicho, kiedy jego palce mocniej zacisnęły się na moim biodrze.
-Patrz na mnie.-usłyszałam jego twardy ton, a oddech śmierdział alkoholem.
Zrobiłam tak jak chciał, spojrzałam w jego przekrwione oczy.
-Pocałuj mnie.-zażądał.
-Nie, Zack, jesteś pijany, a ja nie mam ochoty.-spróbowałam zdjąć jego dłoń z mojego ciała, jednakże skończyło mocniejszym jej zaciśnięciem.-Puść, to boli..-wierciłam się pod jego naporem.
-Nie, Adelaide.-zaakcentował moje imię, które tak brudno brzmiało w jego ustach.-Nie puszczę, bo zasłużyłaś. Jesteś bardzo niemiła dla mnie, kiedy ja się staram dla ciebie.
Chciałam wybuchnąć w tym momencie śmiechem, ponieważ jego słowa ewidentnie mijały się szerokim łukiem z prawdą. Bruneta więcej nie było w domu, niż był, a kiedy już był to alkohol w jego krwi wynosił stanowczo za dużo. Fakt, nie położył na mnie ręki już od 2 miesięcy, ale nie dałabym sobie uciąć ręki, że nie zrobi tego w najbliższym czasie.
-Kocham cię.-jego prawa ręka zaczęła błądzić po moich udach, kiedy lewa powoli zmniejszała nacisk na moim biodrze i zaczęła schodzić na pośladek.
Wiedziałam, że czeka na odpowiedź, dlatego mnie jeszcze nie całował, aczkolwiek nie miałam w sobie na tyle siły, by skłamać. Byłam wystarczająco słaba po 2 dniowym braku jedzenia. Przez cały ten czas piłam tylko wodę i to nie z mojego wyboru.
-Musisz uzupełnić lodówkę.-powiedziałam w zamian.
Zack odebrał moje słowa jako droczenie się z nim, bo na jego ustach zagościł uśmieszek. Przybliżył swoją buzię do mojego ucha, był tak blisko, że mogłam wyczuć jego gorący i drażniący nozdrza, oddech.
-Jeśli chcesz możesz pójść jutro ze mną do marketu.-zaoferował.-Ale wiesz..-odsunął się i puścił mnie wolno.-Nic nie ma za darmo.
Oparł się nonszalancko o oparcie kanapy pokrytej czarną skórą i patrzył na mnie z wyczekaniem. Odkasłałam w ramię i wyprostowałam się, spuszczając wzrok na podłogę.
Dobrze wiedziałam, czego ode mnie oczekiwał, czego tak bardzo pragnął. Wiedziałam, że długo nie przeżyję bez jedzenia, a z domu nie wychodziłam od kilku miesięcy, po 4 straciłam rachubę. Ale czy na pewno chciałam stracić szacunek do samej siebie? Tak, szacunek. Nie uprawiałam z nim seksu od 3 miesięcy, od czasu, kiedy dowiedziałam się, że byłam w ciąży, ale poroniłam w skutek kolejnego pobicia przez niego. Byłam przerażona myślą, że znowu mogę zajść w ciążę. Nie czułam się źle po poronieniu, kto chciałby nosić dziecko takiego potwora? To był 2 miesiąc i nawet nie wiedziałam, że byłam w ciąży, więc nie przywiązałam się do płodu. Nigdy nie zabezpieczał się uprawiając ze mną seks, nigdy nie chciał. Jęknęłam w duchu, nie było awaryjnego wyjścia dla mnie w takiej sytuacji.
Byłam głodna, walczyłam o przetrwanie, a przynajmniej to sobie wmawiałam.
Kiedy usłyszałam jego znaczące odchrząknięcie, nie podnosząc wzroku schyliłam się nad jego kroczem i rozpięłam rozporek od jego spodni.
To był ten moment :
"Zrobić to czy zaprzeć się w sobie i spróbować jutro uciec, przecież go nie będzie, może wreszcie mi się uda?"
"Nie, Adelaide, nie oszukuj się, nigdy ci się nie udało, dlaczego teraz miało by być inaczej? A nawet jeśli ci się uda, gdzie pójdziesz?"
To była prawda, nie miałam nikogo, nawet znajomych, u których mogłabym przenocować. Byłam sama. Rodzice odcięli się ode mnie, kiedy zapoznałam ich z Zack'iem, ile razy mówili, że to zły wybór? Za dużo, ale jaka nastolatka słucha rodziców? Ich niechęć do niego zachęciła mnie, by pogłębić mój i jego związek. W pewnym momencie, kiedy przyszłam do domu pobita przez niego, ale uparcie mówiłam, że i tak z nim będę, rodzice mnie wyrzucili, mówiąc: "Skoro go tak kochasz, zamieszkaj z nim i nie wiedz, że nie masz już rodziców." I tak oto, wyprowadziłam się z pięknego, ogromnego London'u i zamieszkałam z Zack'iem w Share. Nie walczyłam o nich, wiedziałam, że kiedy matka to mówiła, miała na myśli to co mówi, nigdy nie rzucała słów na wiatr. Miała rację, po 4 latach z Nim, przyznaję jej rację, Zack jest złym wyborem i żałuję, że nie mogę cofnąć czasu, by powiedzieć młodszej wersji mi to, co teraz wiem.
Złapałam prawą ręką jego przyrodzenie i włożyłam go do ust. Niemal natychmiast z jego ust uwolnił się jęk, a ręka złapała solidnie za moje włosy i przycisnęła moją głowę mocniej do jego krocza. Zabrakło mi powietrza i zaczęłam kasłać, jednak go to nie obchodziło, ruszał się szybko i agresywnie będąc w moich ustach, moje oczy zaszkliły się, wiedząc, że nie skończy się tylko na tym.
Byłam zła na samą siebie, za to jaką kontrolę miał nade mną, że zmusił mnie do takich rzeczy. Nienawidziłam go, a samej siebie się brzydziłam. Wiedziałam, że nie mam innego wyboru niż grać według jego zasad, w jego chorą gierkę.
Obudziłam się w naszym łóżku, naga, przykryta pościelą. Podniosłam się z chłodnego łóżka, uważając, by nic nie dotknęło moich ud, które były ozdobione kilkoma ogromnymi sinymi śladami. Moje różowe nadgarstki płakały o pomoc, kiedy wiązałam włosy w koka, idąc do łazienki. Stanęłam przed lustrem, które wisiało nad umywalką. Moje oczy były tego samego koloru co cała twarz, czerwone od płaczu. Nienawidziłam jego bliskości, zawsze sprawiał, że za każdym razem, gdy jego skóra dotknęła moją, brzydziłam się sobą odrobinę bardziej.
Jak ja mogłam kiedyś być taka głupia, by wybrać go?
Weszłam pod prysznic, pozwalając lodowatej wodzie zmyć ze mnie jego dotyk, zapach, byt. Nie miałam nikogo innego niż go, i co śmieszne, nie byłam pewna czy chciałam kogoś innego, po prostu w pewnym momencie zaczynasz wątpić, czy, aby na pewno zasługujesz na coś lepszego, przecież bez powodu nie trafiłaś na taką a nie inną osobę.
Byłam w kuchni i szykowałam sobie herbatę, kiedy usłyszałam za sobą nerwowy głos Zack'a.: "Dlaczego mnie nie obudziłaś? Wiedziałaś, że mam plany."
-Nie wiedziałam.-obróciłam się do niego przodem i spojrzałam na jego w pełni ubraną postać.-Poza tym, obudziłam się niecałe 20 minut temu.
-Wiem, poczułem jak wstajesz.-podszedł do mnie i złapał mnie mocno za uda, na co jęknęłam głośno z bólu, uśmiechnął się pod nosem, wiedząc co spowodowało mi ból i posadził na blacie.
Brunet wszedł między moje uda, położył lewą ręką na mojej talii, a prawą na twarzy i pocałował mnie mocno, nie pozwalając się wyrwać z uścisku. Nie odwzajemniłam czynności, marzyłam, by jak najszybciej skończył.
Po krótkiej chwili odsunął się na kilka centymetrów i spojrzał na mnie zirytowany.
-Pocałuj mnie.-rozkazał i ponownie wpił się w moje usta.
Miałam pewność, że jeśli tego nie zrobię, z zakupów będą nici, a więc zrobiłam to czego żądał ode mnie.
-Grzeczna dziewczynka.-wymamrotał w moje usta.
Nie chciałam się kłócić, nie miałam już energii na takie akty buntu. Zack był jak wampir energetyczny, wysysał każdą najmniejszą cząstkę witalną ze mnie swoją obecnością.
-Może kupimy jakieś owoce?-zapytałam go, pchając sklepowy wózek przed siebie, idąc obok szatyna.
-Nie.-zbył mnie po raz kolejny.
-No to mleko?-nie dawałam za wygraną.
-Nie.-jego ton przybierał na ostrości, a ludzi obok nas zaczynali się gapić.
-To może..
-Zamknij się już, Adele.-złapał mnie mocno za nadgarstek i pociągnął w dół, na co pisnęłam z bólu.
-Zack, puść mnie..-szepnęłam jego imię, błądząc spojrzeniem po zaskoczonych minach starszych osób wokół nas, kupujących różne produkty spożywcze.
Nikt nie zareagował, a kiedy mój "cudowny" chłopak omiótł ich groźnym spojrzeniem, zajęli się swoimi sprawami.
Dzięki za waszą pomoc..
-Nie rozkazuj mi, jasne?-wysyczał, zaciskając mocniej swoją dłoń na moim nadgarstku, na co moje oczy zaszkliły się.
Przestał nad sobą panować, teraz już nawet w miejscu publicznym stawał się agresywny dla mnie. Nie wiedziałam co innego zrobić niż przeprosić.
-Przepraszam Zack, po prostu trzeba coś kupić jadalnego, coś innego niż alkohol.-oznajmiłam cicho i spuściłam wzrok na podłogę.
-Wiem, co trzeba kupić, więc nie wychylaj się, Adelaide.
Kiedy puścił moją dłoń i pognał do przodu, od razu złapałam się na rękę i zaczęłam ją masować. Mój prawy nadgarstek przybrał siny kolor, a opuchlizna zwiększała się z minuty na minutę. Czułam na sobie mnóstwo spojrzeń, nie potrafiłam się zmusić, by podnieść swój własny.
-Adelaide!-usłyszałam Jego krzyk, co przypomniało mi jedną z zasad jego gry "masz zawsze być ze mną, czy tego chcesz, czy nie."
Odchrząknęłam i ruszyłam przed siebie jak najszybciej, by za chwilę pojawić się u boku Zack'a, który był zniecierpliwiony.
-Weź się w garść, ludzie się patrzą.-to było wszystko co powiedział, a sprawiło, że poczułam się jeszcze gorzej z samą sobą.
Jesteś taka głupia, Adelaide. Jak możesz być nadal taka naiwna i wierzyć, że on kiedykolwiek się zmieni? Dlaczego mnie od razu nie zabije, tylko dręczy mnie psychicznie? Naprawdę to sprawia my taką radość?
-Idź do przodu, uśmiechnij się.-moje ucho poczuło się molestowane przez jego oschły, niemal niesłyszalny głos.
I znowu uległam jego żądaniom, sztuczny uśmiech na ustach, wysoko głowa i pewny siebie wzrok zwrócony w źrenice mężczyzny, który miał czelność nazywać się moim chłopakiem od ponad czerech lat.
-Dobra dziewczynka.-zadowolony z mojego zachowania szepnął mi do ucha i ruszył przed siebie, uprzednio obejmując mnie w talii.
Przełknęłam ślinę i nie wahając się szłam przy nim, krok w krok.
Zack tak jak powiedział tak zrobił, lodówka była pełna jedzenia, nawet pieprzonych owoców, których na początku mi odmawiał. Umowa była taka, że miałam zacząć pracować na własne utrzymanie i to nie na kolanach przed nim. Znalazł mi pracę w barze, oczywiście jest haczyk, mój chłopak jest tam stałym bywalcem. Miałam zacząć w sobotę, czyli dokładnie za 36 godzin. Praca zaczynała się o 4 po południu do 3 nad ranem.
Wypuściłam z ust dym papierosowy, trzymając w prawej ręce papierosa, a lewą trzymałam się barierki na balkonie. Niebo było czyste dzisiejszej nocy, pokryte wieloma gwiazdami, piękna pełnia księżyca także zdobiła granatowy kolor nieba. Nie należę do osób wierzących w Boga czy inne Bóstwo, nie lubię wyrażenia "ateista", gdyż nigdy nie odrzuciłam teorii o istnieniu czegoś ważniejszego niż ludzie, w sumie to jestem niemal pewna, że "Coś" więcej istnieje, bo my (ludzie) w porównaniu z całą drogą mleczną jesteśmy niczym, nawet nie ziarenkiem piasku. Aczkolwiek bardziej wolę teorię o Ufo niż o Bogu z wielu przyczyn, tak czy inaczej, jesteśmy czyimiś maskotkami, zabawkami, czymś, czym się raz zabawiło, a później wywaliło na śmietnik z innymi zepsutymi pluszakami.
-Jeśli istniejesz.. dlaczego musiałeś skrzyżować moją drogę z jego? - Spytałam w myślach.
Nie miałam nikogo innego do obwiniania niż samą siebie za wszystkie moje życiowe błędy, porażki.
Nie chcąc wprowadzić mojego chłopaka w nieuzasadniony gniew, zeszłam na dół po schodach, uważając na stopnie. Łagodnie zeskoczyłam z ostatniego schodka i poszłam w kierunku salonu, gdzie siedział na sofie Zack. Westchnęłam na jego pijany widok.
Znowu to samo..
-Usiądź.
Usiadłam obok niego, tak jak sobie życzył, jednak głowę odwróciłam w drugą stronę. Mężczyzna objął mnie w talii i przysunął mnie bliżej ku sobie. Jęknęłam cicho, kiedy jego palce mocniej zacisnęły się na moim biodrze.
-Patrz na mnie.-usłyszałam jego twardy ton, a oddech śmierdział alkoholem.
Zrobiłam tak jak chciał, spojrzałam w jego przekrwione oczy.
-Pocałuj mnie.-zażądał.
-Nie, Zack, jesteś pijany, a ja nie mam ochoty.-spróbowałam zdjąć jego dłoń z mojego ciała, jednakże skończyło mocniejszym jej zaciśnięciem.-Puść, to boli..-wierciłam się pod jego naporem.
-Nie, Adelaide.-zaakcentował moje imię, które tak brudno brzmiało w jego ustach.-Nie puszczę, bo zasłużyłaś. Jesteś bardzo niemiła dla mnie, kiedy ja się staram dla ciebie.
Chciałam wybuchnąć w tym momencie śmiechem, ponieważ jego słowa ewidentnie mijały się szerokim łukiem z prawdą. Bruneta więcej nie było w domu, niż był, a kiedy już był to alkohol w jego krwi wynosił stanowczo za dużo. Fakt, nie położył na mnie ręki już od 2 miesięcy, ale nie dałabym sobie uciąć ręki, że nie zrobi tego w najbliższym czasie.
-Kocham cię.-jego prawa ręka zaczęła błądzić po moich udach, kiedy lewa powoli zmniejszała nacisk na moim biodrze i zaczęła schodzić na pośladek.
Wiedziałam, że czeka na odpowiedź, dlatego mnie jeszcze nie całował, aczkolwiek nie miałam w sobie na tyle siły, by skłamać. Byłam wystarczająco słaba po 2 dniowym braku jedzenia. Przez cały ten czas piłam tylko wodę i to nie z mojego wyboru.
-Musisz uzupełnić lodówkę.-powiedziałam w zamian.
Zack odebrał moje słowa jako droczenie się z nim, bo na jego ustach zagościł uśmieszek. Przybliżył swoją buzię do mojego ucha, był tak blisko, że mogłam wyczuć jego gorący i drażniący nozdrza, oddech.
-Jeśli chcesz możesz pójść jutro ze mną do marketu.-zaoferował.-Ale wiesz..-odsunął się i puścił mnie wolno.-Nic nie ma za darmo.
Oparł się nonszalancko o oparcie kanapy pokrytej czarną skórą i patrzył na mnie z wyczekaniem. Odkasłałam w ramię i wyprostowałam się, spuszczając wzrok na podłogę.
Dobrze wiedziałam, czego ode mnie oczekiwał, czego tak bardzo pragnął. Wiedziałam, że długo nie przeżyję bez jedzenia, a z domu nie wychodziłam od kilku miesięcy, po 4 straciłam rachubę. Ale czy na pewno chciałam stracić szacunek do samej siebie? Tak, szacunek. Nie uprawiałam z nim seksu od 3 miesięcy, od czasu, kiedy dowiedziałam się, że byłam w ciąży, ale poroniłam w skutek kolejnego pobicia przez niego. Byłam przerażona myślą, że znowu mogę zajść w ciążę. Nie czułam się źle po poronieniu, kto chciałby nosić dziecko takiego potwora? To był 2 miesiąc i nawet nie wiedziałam, że byłam w ciąży, więc nie przywiązałam się do płodu. Nigdy nie zabezpieczał się uprawiając ze mną seks, nigdy nie chciał. Jęknęłam w duchu, nie było awaryjnego wyjścia dla mnie w takiej sytuacji.
Byłam głodna, walczyłam o przetrwanie, a przynajmniej to sobie wmawiałam.
Kiedy usłyszałam jego znaczące odchrząknięcie, nie podnosząc wzroku schyliłam się nad jego kroczem i rozpięłam rozporek od jego spodni.
To był ten moment :
"Zrobić to czy zaprzeć się w sobie i spróbować jutro uciec, przecież go nie będzie, może wreszcie mi się uda?"
"Nie, Adelaide, nie oszukuj się, nigdy ci się nie udało, dlaczego teraz miało by być inaczej? A nawet jeśli ci się uda, gdzie pójdziesz?"
To była prawda, nie miałam nikogo, nawet znajomych, u których mogłabym przenocować. Byłam sama. Rodzice odcięli się ode mnie, kiedy zapoznałam ich z Zack'iem, ile razy mówili, że to zły wybór? Za dużo, ale jaka nastolatka słucha rodziców? Ich niechęć do niego zachęciła mnie, by pogłębić mój i jego związek. W pewnym momencie, kiedy przyszłam do domu pobita przez niego, ale uparcie mówiłam, że i tak z nim będę, rodzice mnie wyrzucili, mówiąc: "Skoro go tak kochasz, zamieszkaj z nim i nie wiedz, że nie masz już rodziców." I tak oto, wyprowadziłam się z pięknego, ogromnego London'u i zamieszkałam z Zack'iem w Share. Nie walczyłam o nich, wiedziałam, że kiedy matka to mówiła, miała na myśli to co mówi, nigdy nie rzucała słów na wiatr. Miała rację, po 4 latach z Nim, przyznaję jej rację, Zack jest złym wyborem i żałuję, że nie mogę cofnąć czasu, by powiedzieć młodszej wersji mi to, co teraz wiem.
Złapałam prawą ręką jego przyrodzenie i włożyłam go do ust. Niemal natychmiast z jego ust uwolnił się jęk, a ręka złapała solidnie za moje włosy i przycisnęła moją głowę mocniej do jego krocza. Zabrakło mi powietrza i zaczęłam kasłać, jednak go to nie obchodziło, ruszał się szybko i agresywnie będąc w moich ustach, moje oczy zaszkliły się, wiedząc, że nie skończy się tylko na tym.
Byłam zła na samą siebie, za to jaką kontrolę miał nade mną, że zmusił mnie do takich rzeczy. Nienawidziłam go, a samej siebie się brzydziłam. Wiedziałam, że nie mam innego wyboru niż grać według jego zasad, w jego chorą gierkę.
Obudziłam się w naszym łóżku, naga, przykryta pościelą. Podniosłam się z chłodnego łóżka, uważając, by nic nie dotknęło moich ud, które były ozdobione kilkoma ogromnymi sinymi śladami. Moje różowe nadgarstki płakały o pomoc, kiedy wiązałam włosy w koka, idąc do łazienki. Stanęłam przed lustrem, które wisiało nad umywalką. Moje oczy były tego samego koloru co cała twarz, czerwone od płaczu. Nienawidziłam jego bliskości, zawsze sprawiał, że za każdym razem, gdy jego skóra dotknęła moją, brzydziłam się sobą odrobinę bardziej.
Jak ja mogłam kiedyś być taka głupia, by wybrać go?
Weszłam pod prysznic, pozwalając lodowatej wodzie zmyć ze mnie jego dotyk, zapach, byt. Nie miałam nikogo innego niż go, i co śmieszne, nie byłam pewna czy chciałam kogoś innego, po prostu w pewnym momencie zaczynasz wątpić, czy, aby na pewno zasługujesz na coś lepszego, przecież bez powodu nie trafiłaś na taką a nie inną osobę.
Byłam w kuchni i szykowałam sobie herbatę, kiedy usłyszałam za sobą nerwowy głos Zack'a.: "Dlaczego mnie nie obudziłaś? Wiedziałaś, że mam plany."
-Nie wiedziałam.-obróciłam się do niego przodem i spojrzałam na jego w pełni ubraną postać.-Poza tym, obudziłam się niecałe 20 minut temu.
-Wiem, poczułem jak wstajesz.-podszedł do mnie i złapał mnie mocno za uda, na co jęknęłam głośno z bólu, uśmiechnął się pod nosem, wiedząc co spowodowało mi ból i posadził na blacie.
Brunet wszedł między moje uda, położył lewą ręką na mojej talii, a prawą na twarzy i pocałował mnie mocno, nie pozwalając się wyrwać z uścisku. Nie odwzajemniłam czynności, marzyłam, by jak najszybciej skończył.
Po krótkiej chwili odsunął się na kilka centymetrów i spojrzał na mnie zirytowany.
-Pocałuj mnie.-rozkazał i ponownie wpił się w moje usta.
Miałam pewność, że jeśli tego nie zrobię, z zakupów będą nici, a więc zrobiłam to czego żądał ode mnie.
-Grzeczna dziewczynka.-wymamrotał w moje usta.
Nie chciałam się kłócić, nie miałam już energii na takie akty buntu. Zack był jak wampir energetyczny, wysysał każdą najmniejszą cząstkę witalną ze mnie swoją obecnością.
-Może kupimy jakieś owoce?-zapytałam go, pchając sklepowy wózek przed siebie, idąc obok szatyna.
-Nie.-zbył mnie po raz kolejny.
-No to mleko?-nie dawałam za wygraną.
-Nie.-jego ton przybierał na ostrości, a ludzi obok nas zaczynali się gapić.
-To może..
-Zamknij się już, Adele.-złapał mnie mocno za nadgarstek i pociągnął w dół, na co pisnęłam z bólu.
-Zack, puść mnie..-szepnęłam jego imię, błądząc spojrzeniem po zaskoczonych minach starszych osób wokół nas, kupujących różne produkty spożywcze.
Nikt nie zareagował, a kiedy mój "cudowny" chłopak omiótł ich groźnym spojrzeniem, zajęli się swoimi sprawami.
Dzięki za waszą pomoc..
-Nie rozkazuj mi, jasne?-wysyczał, zaciskając mocniej swoją dłoń na moim nadgarstku, na co moje oczy zaszkliły się.
Przestał nad sobą panować, teraz już nawet w miejscu publicznym stawał się agresywny dla mnie. Nie wiedziałam co innego zrobić niż przeprosić.
-Przepraszam Zack, po prostu trzeba coś kupić jadalnego, coś innego niż alkohol.-oznajmiłam cicho i spuściłam wzrok na podłogę.
-Wiem, co trzeba kupić, więc nie wychylaj się, Adelaide.
Kiedy puścił moją dłoń i pognał do przodu, od razu złapałam się na rękę i zaczęłam ją masować. Mój prawy nadgarstek przybrał siny kolor, a opuchlizna zwiększała się z minuty na minutę. Czułam na sobie mnóstwo spojrzeń, nie potrafiłam się zmusić, by podnieść swój własny.
-Adelaide!-usłyszałam Jego krzyk, co przypomniało mi jedną z zasad jego gry "masz zawsze być ze mną, czy tego chcesz, czy nie."
Odchrząknęłam i ruszyłam przed siebie jak najszybciej, by za chwilę pojawić się u boku Zack'a, który był zniecierpliwiony.
-Weź się w garść, ludzie się patrzą.-to było wszystko co powiedział, a sprawiło, że poczułam się jeszcze gorzej z samą sobą.
Jesteś taka głupia, Adelaide. Jak możesz być nadal taka naiwna i wierzyć, że on kiedykolwiek się zmieni? Dlaczego mnie od razu nie zabije, tylko dręczy mnie psychicznie? Naprawdę to sprawia my taką radość?
-Idź do przodu, uśmiechnij się.-moje ucho poczuło się molestowane przez jego oschły, niemal niesłyszalny głos.
I znowu uległam jego żądaniom, sztuczny uśmiech na ustach, wysoko głowa i pewny siebie wzrok zwrócony w źrenice mężczyzny, który miał czelność nazywać się moim chłopakiem od ponad czerech lat.
-Dobra dziewczynka.-zadowolony z mojego zachowania szepnął mi do ucha i ruszył przed siebie, uprzednio obejmując mnie w talii.
Przełknęłam ślinę i nie wahając się szłam przy nim, krok w krok.
Zack tak jak powiedział tak zrobił, lodówka była pełna jedzenia, nawet pieprzonych owoców, których na początku mi odmawiał. Umowa była taka, że miałam zacząć pracować na własne utrzymanie i to nie na kolanach przed nim. Znalazł mi pracę w barze, oczywiście jest haczyk, mój chłopak jest tam stałym bywalcem. Miałam zacząć w sobotę, czyli dokładnie za 36 godzin. Praca zaczynała się o 4 po południu do 3 nad ranem.
Wypuściłam z ust dym papierosowy, trzymając w prawej ręce papierosa, a lewą trzymałam się barierki na balkonie. Niebo było czyste dzisiejszej nocy, pokryte wieloma gwiazdami, piękna pełnia księżyca także zdobiła granatowy kolor nieba. Nie należę do osób wierzących w Boga czy inne Bóstwo, nie lubię wyrażenia "ateista", gdyż nigdy nie odrzuciłam teorii o istnieniu czegoś ważniejszego niż ludzie, w sumie to jestem niemal pewna, że "Coś" więcej istnieje, bo my (ludzie) w porównaniu z całą drogą mleczną jesteśmy niczym, nawet nie ziarenkiem piasku. Aczkolwiek bardziej wolę teorię o Ufo niż o Bogu z wielu przyczyn, tak czy inaczej, jesteśmy czyimiś maskotkami, zabawkami, czymś, czym się raz zabawiło, a później wywaliło na śmietnik z innymi zepsutymi pluszakami.
-Jeśli istniejesz.. dlaczego musiałeś skrzyżować moją drogę z jego? - Spytałam w myślach.
Nie miałam nikogo innego do obwiniania niż samą siebie za wszystkie moje życiowe błędy, porażki.
[...] Have I already been buried.
I can see no light but I am still stuck here breathing.
Maybe a wretch like me is supposed to stay forever buried?
So you can see the analogy of what happens to you when you keep things buried beneath.
I have been buried for years but why am I still breathing?
[...] I dug this grave now it's time to tell the truth from it.
You put one foot on the lid when did I let it close?
One foot on the lid 5 feet left to go.
Forgive your enemies but never forget their names.
I am my own worst enemy.
Suffocating soul that the devil won't claim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz