niedziela, 20 lipca 2014

2. Nieproszona.

-Jak do cholery mogłaś zapomnieć o dzisiejszym dniu?!-wykrzyczał zdenerwowany Zack.-Przecież powiedziałem ci wczoraj, nie śpij do późna, bo jutro o 16 idziesz do pracy?!
-Przepraszam bardzo, że pozwoliłeś mi zasnąć dopiero o 7 rano!-wykrzyczałam zirytowana jego zachowaniem.
Przez całą noc rozmawialiśmy o naszym związku, jakby miało coś to pomóc.. Ilekroć mówiłam, że powinien się zmienić, on robił ze mnie tego "złego" w naszym - cholera jak to nazwać. W nocy doszło to sprzeczki o wszystko, ale - o dziwo - nie podniósł na mnie ręki, skończyło się na seksie, który miał za zadanie pogodzić nas, co niby podziałało, ale tylko dla niego, mnie pozostawiło w poczuciu bycia nic nie wartym śmieciem. Miałam świadomość, że dla niego byłam jedynie kupą mięsa do pieprzenia, co nie podwyższało mojej samooceny. Po seksie leżeliśmy i oglądaliśmy telewizję, milcząc, nawet na siebie nie patrząc, z resztą - tak mieliśmy w zwyczaju.
-Nie krzycz na mnie, Adele!-wziął głęboki oddech, który zrobił niewielką przerwę między zdaniami.-Dobrze wiesz, co się dzieje, kiedy na mnie krzyczysz!
Miał rację, wiedziałam, co się dzieje. Szatyn nie należał do opanowanych, wyrozumiałych osób, ale ja byłam zbyt głupia, by przejąć się jego słowami w obecnym momencie. Jestem kobietą, mam temperament i to jest moją niezwykle beznadziejną wymówką.
-Sam na mnie podnosisz głos!-to było wszystko, co powiedziałam, ale starczyło, bym dostała za swoje.
Jeden siarczysty policzek o silnym zamachnięciu dłonią wystarczył, by pozostawił czerwony ślad na moim lewym poliku. Czułam jak każdy fragment mojej twarzy płacze i błaga o litość. Jak tylko jego dłoń opuściła moją przestrzeń osobistą, złapałam się szybko za buzię i spojrzałam w jego rozzłoszczone oczy, w których nie malowało się ani kropli współczucia, jedynie pustka, którą mnie często obdarowywał.
-Uprzedzałem.-jego zimny ton przestał mrozić we mnie krew od dłuższego czasu.-A teraz ubieraj się, masz 10 minut.
Nie czekając na kolejny cios, poszłam błyskawicznym krokiem po schodach na górę do sypialni, wiążąc włosy w niechlujnego koka. Podeszłam do szafy, z której wyjęłam ciemne, bezkształtne jeansy, które kupił mi na urodziny (wow, dzięki Zack za taki wspaniałomyślny gest) i brązową bokserkę, która miała więcej lat niż ja mieszkam z Nim. Nie minęły nawet 3 minuty, kiedy wyszłam spod prysznica, w ciągu kolejnych 3 minut ubrałam się w czarną bieliznę (tak, kolejny prezent od mojego cudownego chłopaka), jeansy i koszulkę. Założyłam w biegu nieskazitelnie białe skarpetki i ciemne, męskie trampki oraz użyłam antyperspirantu. Nigdy nie należałam do typu dziewczyn, które dbały jakoś szczególnie o swój wygląd, otóż antyperspirant oraz golenie łydek i wzgórka łonowego (na który nalegał Zack) było wystarczającym wysiłkiem z mojej strony. Nie chciało mi się robić z moim ciałem, szczególnie make-up był dla mnie zbędną sprawą, nie żebym była naturalnie ładna, bo co do wyglądu, miało to wiele do życzenia.
Ile razy Zack namawiał mnie do malowania się, a ja wolałam skończyć z siniakiem na brzuchu niż z tuszem do rzęs na buzi? Za dużo.
Po prostu wychodzę z założenia, że jestem zwyczajna i nawet make up mi nie wynagrodzi tego, nie ukryje.
-Wreszcie jesteś!-otworzył drzwi od domu i zamknął je za mną czym prędzej.-Masz szczęście, że to było tylko 8 minut.
A co, gdyby było to 10 minut, uderzyłbyś mnie znowu? 
Wsiadłam do auta z przodu na pasażera siedzenie i miałam zamiar milczeć przez całą drogę.
-Nie będę cię wozić na co dzień, masz sama się znaleźć tam jakoś, nie obchodzi mnie jak.-oznajmił oschle.
Dzięki za twoją troskę, kochanie.
Milczałam, patrząc przed siebie, na przednią szybę.
-I nie próbuj uciekać, kotku, znajdę cię.
Nie musiałam nawet zerkać w jego stronę, by widzieć uśmieszek grający na jego ustach. Nie odpowiedziałam na jego zaczepkę, pamiętam ostatni raz, pół roku temu, kiedy w akcie złości, z powodu mojej próby ucieczki, złamał mi 3 żebra, które przebiły mi lewe płuco, które na dzień dzisiejszy spisuje się dość dobrze, tak jakby w ogóle nie ucierpiało 6 miesięcy temu.
-Jakby ktoś cię pytał o tego siniaka, spadłaś ze schodów czy coś.-powiedział nonszalanckim tonem Zack, zatrzymując się na parkingu.
Chcąc się upewnić o czym właściwie mówił, kiedy wyszłam ze samochodu, zwróciłam wzrok na własne odbicie w lusterku od auta. Mój cały lewy policzek był pokryty fioletowo-czerwonym cieniem.
Świetnie, tylko tego potrzebowałam..
Westchnęłam i zaczęłam wyginać nerwowo palce od rąk, idąc za moim agresywnym chłopakiem. Wchodząc do baru, mężczyzna zatrzymał się, a następnie położył swoje dłonie na moich pośladkach, tak by każdy siedzący tutaj facet widział do kogo należałam.
-Matt, to jest Adelaide, to o niej ci mówiłem.-stanęliśmy naprzeciw bruneta z tunelami w uszach.
Mężczyzna zmierzył mnie z dołu do góry wzrokiem i zatrzymał się moment na moim lewym licu, skierował swój pytający wzrok na Zack'a.
-Wiesz, jakie są kobiety. Niezdary.-zaśmiał się naturalnie, zacieśniając ucisk na mojej pupie.
Uśmiechnęłam się, domyślając się, że to właśnie miałam zrobić.
-Adelaide.-wyciągnęłam dłoń naprzeciw mnie.
-Matthew Nicholls, ale mów mi Matt.-odwzajemnił uśmiech i uścisnął delikatnie moją dłoń.
-A więc, Matt, czym mam się dzisiaj zająć?-zapytałam.
-Kobieta biznesu.-zaśmiali się oboje.-Najpierw nauczę cię, gdzie wszystko się znajduje, później nauczysz się mieszać ze sobą alkohole. Mam nadzieję, że czujesz się na siłach, bo nie wrócisz do domu szybciej niż o 4 nad ranem.-mężczyzna wydawał się być prawdziwie miły, kompletnie inny niż mój chłopak, ale pozory mogą mylić.
A miało być do 3 w nocy..
-Nadchodzi lato.- mój teraźniejszy "szef", jakby czytał mi w myślach.-Ludzie zaczynają się zjeżdżać nad zatokę.
No tak.. Pijaki, bar, English Channel, wakacje, zapomniałam, że jest kwiecień, a gorące i duszne dni zawitały w naszym miasteczku.
Pokiwałam głową w akcie zrozumienia.
-Będę przy barze, bądź grzeczna.-wyszeptał mi do ucha Zack, po czym udał się głębiej pomieszczenia.
-Na pewno sama sobie to zrobiłaś?-zapytał brunet, kiedy udaliśmy się na zaplecze.
Podniosłam wzrok z podłogi i wpatrywałam się kilka sekund w jego zielone tęczówki, jakbym szukałam w nich czegoś, co pozwoliło by mi mu zaufać, powiedzieć prawdy i, mimo że znalazłam to "coś", nie potrafiłam nic z siebie wykrztusić. Wiedziałam, że sprowadziłabym na niego problemy, a to jest ostatnie czego chciałabym.
Potrafiłam dostrzec w jego oczach troskę i chęć pomocy, jednak już zdecydowałam, nie wplączę nikogo w moje i Zack'a prywatne sprawy.
-Tak, tak. Zmieniałam firany w salonie, pośliznęłam się i spadłam z drabiny.-pokiwałam głową i uśmiechnęłam się nieśmiało.
-Niefart.-skomentował głośno, a w jego oczach coś błysnęło.
-Umm.-przytaknęłam mrucząc.

-Cześć, Oliver!-wykrzyczał wesoło Zack przytulając się z nim po męsku.-Jak Imogen?-zapytał, kiedy usiedli przede mną.
Matt powiedział, że mężczyzna imieniem Oliver pija szkocką whisky, tak samo jak mój chłopak. Podobno są przyjaciółmi, nie wiedziałam, że ktoś taki jak Zack może mieć przyjaciół, ale jak widać, życie jest pełne niespodzianek, co lepsze, w ich "paczce" jest jeszcze kilkoro mężczyzn i kobiet.
-A nic nowego.-odwrócił do mnie głowę i kiwnął w podziękowaniu za napój postawiony przed nim, następnie upijając łyka powrócił wzrokiem do mężczyzny siedzącego obok.-Te same fochy, że chce poznać moich rodziców, to staje się nudne na dłuższą metę.
-Może nie zdaje sobie sprawy, że bawisz się nią?-wtrąciłam się pół szeptem, co było błędem, widząc groźny wzrok Zack'a.-Przepraszam..-jęknęłam pod naciskiem wierconych we mnie dziur przez obu mężczyzn.
-Adelaide, nieładnie jest wpieprzać się w dialogi dorosłych.-wycedził Oliver.
-Skąd..-chciałam zapytać "skąd mnie zna", ale nie było mi nawet zadać pytania, gdyż odpowiedź nadleciała szybko z ust mojego chłopaka.
-Powiedziałem mu, że moja irytująca dziewczyna zaczyna tutaj pracę. Nie ma już siedzenia w domu, czas ruszyć tyłek.
Westchnęłam cicho na widok ich głupich uśmieszków i poszłam w drugi kąt baru, w stronę Matt'a.
-Która jest godzina?-spytałam bruneta.
-Dochodzi 1, a co, spieszno ci gdzieś?-zerknął na mnie kątem oka, myjąc kufle od piwa.
Nie odpowiedziałam, bo i tak to nie ode mnie zależało, o której wyjdę z baru, to Zack decydował o tym.
-Zaraz wracam.-powiedziałam tylko i wyszłam zza lady, udając się w stronę ubikacji dla personelu.
Czystość łazienki nie zaskoczyła mnie, w sumie to się spodziewałam tego, wolałam nie wiedzieć jak wyglądał wc dla klientów, wydaje mi się, że jedyne co mieli to papier toaletowy, nie byłam pod wrażeniem, tak naprawdę to oni używają tych łazienek do jednorazowego seksu. Nie byłam osobą, która wierzyła, że seks można uprawiać z osobą, którą się kocha, ale nie widziałam sensu w takim zbliżeniu z kimś, kogo się nawet nie lubi.
Usłyszałam pukanie do drzwi, kiedy myłam ręce. Odchrząknęłam, by oczyścić głos i podeszłam do drzwi, by je odblokować. Ujrzałam postać Matt'a, u którego w oczach - przysięgam - mogłam dostrzec cień zdenerwowania.
-Dzisiaj kończysz szybciej, Zack chce już iść, a powiedział, że po nocy nie będziesz sama chodzić.-uśmiechnął się do mnie pociesznie i odsunął się, bym mogła wyjść.
On nie był gentlemanem, nie zależało mu na moim nie chodzeniu w nocy po ulicach w Share, Zack był napalony i jedyne na czym mu zależało był seks, a ja, że nie umiałam powiedzieć mu "nie", byłam idealną dziewczyną dla niego. Przyzwyczaiłam się, że traktował mnie jak popychadło na co dzień i zabawkę do uprawiania seksu w nocy, nie zależało mi na niczym innym jak na spokoju, którego i tak nie dostawałam w zamian, co było prawdziwie ironicznie.
Odwzajemniłam nikło uśmiech i ruszyłam przed siebie, starając się omijać pijanych nieznajomych mężczyzn, którzy zahaczali wygłodniałym wzrokiem o każdą ruszającą się istotę żywą z waginą między nogami oraz kobiety, które nie miały w sobie za grosz poczucia wartości, ubrane w kuse sukienki, pozwalały atakować się lepkim rękom oraz śmierdzącymi oddechami alkoholem facetów. Nie byłam kimś, kto miał prawo pouczać czy oceniać, nie robiłam tego, wystrzegałam się tego jak mysz kota, aczkolwiek myśl, że byłam niczym innym niż one dla tych mężczyzn, dla Zack'a sprawiała, że chciałam zwymiotować - tu i teraz.
Stanęłam przy moim chłopaku.
-Do zobaczenia jutro.-powiedziała do siebie trójka mężczyzn, podając sobie po przyjacielsku ręce.
-Chodźmy.-Zack'a dłoń znalazła drogę na moje lewe biodro i ścisnęła je, co spowodowało u mnie grymas na twarzy.
Kontrolowałam się, by nie zapiszczeć z bólu, by nie podnieść wzroku na jego przyjaciół, jedno mi się udało, jednak w drugim - zawiodłam. Widziałam jak Matt patrzy na mnie podejrzanym wzrokiem, a Oliver był rozbawiony, tak jak Zack.
-Zapytam Imogen czy nie zechce dotrzymywać jej towarzystwa czasem.-powiedział brunet o niebieskich jak ocean oczach z wieloma tatuażami na rękach.
-A ty, Matt, jesteś pewny, że Jessica jest zajęta z Jordanem? Może uda jej się też wyrwać?-kiedy wymawiał te słowa, zaciskał mocniej rękę na moim pośladku, a ja moją szczękę, spuszczając wzrok na moje tenisówki.
-Wątpię, by Jordan chciałby, by jego dziewczyna miała z wami do czynienia.-oznajmił niemrawo.-Dobrze wiesz, że nie lubi, kiedy ktoś się wpierdala między wódkę a zakąskę, co wy wprost uwielbiacie robić.
Jego słowa rozbawiły całą trójkę, tylko ja stałam jak słup soli. Nie rozumiałam ich poczucia humoru. Chociaż Matt wyglądał, jakby jego śmiech był wymuszony, nie potrafiłam tego potwierdzić.
Traktowali nas, ich dziewczyny, bardzo przedmiotowo. Ich zachowanie zmusiło mnie do refleksji : "Czy one też są tak dręczone przez nich, kiedy są sami w domu; czy spotyka je to samo, co mnie z Zack'iem?'
-Musimy już iść, chodź mała.-obróciliśmy się i wyszliśmy z baru.
Jeszcze kiedy wsiadałam do samochodu mogłam poczuć gorące spojrzenia przyjaciół mojego chłopaka na mnie, jednak to nie były takie, które coś znaczą. Wiedziałam, że nie dotkną mnie, przecież byłam jego własnością, poza tym, kto normalny chciał by mnie?
Jesteś niczym, Adelaide, nie masz nic specjalnego w sobie, dlaczego niby mieli wiercić w tobie "takie" spojrzenia?
To była prawda, dlaczego? Może dlatego, że nie byłam ich? Tak.. Widziałam spojrzenia jakie posyłał Zack w stronę innych dziewczyn, które wyglądały.. jakby czekały na okazję. Czy byłam zazdrosna? Może gdybym zauważyła to jakieś 3 lata temu, byłabym, ale czy teraz jestem zazdrosna o niego? Nie mam odpowiedzi, wydaje mi się, że nie, ale pytanie: "Czy potrafiłabym sobie odpuścić? Odejść?" Boję się odpowiedzi, która cisnęła mi się na usta. 
-Co taka cicha jesteś?-wyrwał mnie z myśli głos pełen ciekawości.
Podniosłam głowę do góry i spojrzałam w profil szatyna. Był tak przystojny z wyglądu, dlaczego jego charakter musiał być tak bardzo paskudny. Zack był bliski moim oczom a jednak daleki sercu. Nienawidziłam go, a jednak potrzebowałam jak powietrza.
-Twoi znajomi są.. dziwni.-odparłam tylko.
Na moje słowa uśmiechnął się dziko.
-Poznasz resztę w niedzielę, jutro nie idziesz do pracy, będziemy mieć ognisko.-oznajmił zadowolony.-Poznasz dziewczyny chłopaków, ale uprzedzam cię, nie opowiadaj o niczym, co może spowodować ci ból.
I tak oto zaparkował pod naszym jednopiętrowym, dość małym domu. Nie cierpiałam faktu, że mieszkałam w tak małym miasteczku, że były tutaj 3 sklepy, 4 bary, 2 restauracje, jeden przystanek autobusowy, jedno maleńkie kino oraz plażę, długości 1 kilometra. Share było zadupiem z około 1700 mieszkańcami i zastanawiałam się, jak ja tutaj trafiłam.
Z ogromnego, przestrzennego London do ściśniętego przez domy wielorodzinne Share. To brzmiało jak kiepski żart, byłam nienauczona do tak małych miejsc. Nie nazwałabym Share miasteczkiem, ale także do wsi to nie zaliczało się. Miałam krótkie podsumowanie tego miejsca, zadupie, pieprzona "Narnia", cud, że ktoś tutaj w ogóle przyjeżdżał, bo gdybym ja miałam wybór, nie byłoby mnie tutaj.
-Wychodź.-szturchnął mnie w ramię, wyciągając kluczyki ze stacyjki samochodowej, następnie wyszedł z auta.
Nic nie mówiąc, otworzyłam drzwi i podniosłam się z siedzenia. Nie doszłam nawet do drzwi, kiedy spocone ręce szatyna znalazły się na moim ciele, a usta przyległy do moich.
-Zack..-pod jego siłą, przyległam do ściany budynku plecami.-Przestań..-jego dłonie przemieszczały się z pośladów na plecy, później na uda, piersi, brzuch.-Nie tutaj..-jego język wśliznął się do mojej jamy ustnej, napastując moje migdałki.
Niewiele myśląc, ugryzłam go w język, co spowodowało natychmiastowe wycofanie się jego osoby z mojej przestrzeni osobistej. Patrzył na mnie zranionym, ale także zirytowanym wzrokiem. Odchrząknęłam i nie czekając na jego reakcję moim lekkomyślnym zachowaniem, weszłam do domu, zdjęłam buty i udałam się do sypialni po schodach. Stanęłam na środku pokoju, obróciłam się przodem w stronę drzwi i czekałam niecałe 10 sekund, by niebieskooki znalazł się przy mnie. Uśmiechnął się do mnie w taki sposób, w jaki już dłuższy czas nie uśmiechał się do mnie - jakbym naprawdę coś dla niego znaczyła - jego oczy miały wigor i radość, nie potrafiłam nie odwzajemnić tego czynu. Zauważył mój szczery gest, na co zareagował przylegnięciem do mojego ciała i ściągnięciem ze mnie bokserki. Położył delikatnie swoje dłonie na mojej talii, pochylił się nad moją szyją i zaczął ją całować, schodząc na dół, do ramienia.
Nie pieścił mnie długi czas i nawet nie zamierzałam myśleć w tym momencie, dlaczego nagle dzisiaj obchodziłam go ja, zamierzałam się bezkarnie bawić tym - niespodziewanym - zachowaniem z jego strony.
Pozwoliłam, by rozpiął mi jeansy i zrzucił je bez najmniejszych problemów na ziemię. Jego dłonie wędrowały po moim półnagim ciele, usta drażniły skórę szczęki, szyi, obojczyka, czasem mnie podgryzał, łagodnie jeździł językiem po rozgrzanej jego obecnością skórze. W pewnym momencie, kiedy uznał, że już wystarczy gry wstępnej, złapał mnie za nadal obolałe nogi, które następnie owinęłam wokół jego talii i położył na materacu, które robiło nam za łóżko.
Będąc już w samej bieliźnie na łóżku, mając między nogami tułów Zack'a, chłopak zjeżdżał pocałunkami w dół, dosięgnął już mojego biustu. Sprawnym ruchem odpiął zapięcie od stanika, wyrzucił go niechlujnie za siebie, przybliżył swoje usta do prawej piersi, brodawki i zaczął go ssać, a lewą pierś delikatnie ugniatał, dając mi powód do jęknięcia. Odchyliłam głowę do tyłu, przytrzymując się łokciami, by nie upaść. Po krótkiej chwili, moja bielizna także wylądowała na podłodze w nieokreślonym miejscu, a jego prawa dłoń powędrowała między moje uda. Tak więc, biust pieszczony przez niego dawały mi wystarczająco zadowolenia, jednak to dwa palce, które znalazły się w moim wnętrzu i agresywnie ruszały się we mnie popchnęły mnie w błogi nastrój.
-Dochodzę..
Wiedziałam, że w tym momencie straciłam kontrolę nad sobą; że jutro nie będę wiedziała jak się zachować przy nim, ale nie myślałam o tym, myślałam tylko o tym, by pozwolić Mu, by dokończył to co zaczął.
Gdy z moich ust wyleciały słowa, jego palce przyspieszyły tempo, a głębokość wkładania ich do mojego wnętrza zwiększyła się. Czułam jak jestem na granicy.
-Przytrzymaj..-wymruczał w moją pierś, którą ssał, jakby to było jego życiową misją.
Kiedy starałam się nie pozwolić samej sobie dojść, z dołu dobiegł dźwięk pukania do drzwi. Starałam się wraz z szatynem to ignorować i dokończyć pieszczotę, jednak z sekundy na kolejną sekundę stawało się to trudniejsze.
-Wiem, że tam jesteś!-dobiegł do nas donośny, męski i nieznany mi krzyk z zewnątrz domu.
Straciłam kompletnie ochotę na orgazm. Wiedza, że ktoś przyszedł i to był jakiś inny mężczyzna, który zna szatyna, który właśnie próbuje sprawić, abym doszła do granic moich możliwości, automatycznie zniechęciła mnie do dalszej współpracy.
Po całym domu rozniosły się kolejne stukoty w główne drzwi, a nawet dołączyły do nich dźwięki wydające przez dzwonek.
-Zack..-jęknęłam, osuwając się na materac.-To nie ma sensu. Idź odtwórz.
Zamknęłam oczy, usłyszałam jego zrezygnowane westchnięcie i poczułam jak podnosi się z łóżka.
-Powrócimy do tego.-zapowiedział, po czym pocałował mnie w czoło, coś czego nie robił już wiele, wiele miesięcy.-Zaczekaj tutaj na mnie.
Usłyszałam jak drzwi trzaskają i jak pospiesznie zbiega po schodach. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju.
Muszę tutaj posprzątać w najbliższym czasie..
Widok porozrzucanych ubrań i to nie tylko z dzisiaj przerażał mnie, a nie jestem czyściochem, uwielbiam bałagan, więcej znajdę w syfie niż w poukładanym miejscu, jednak to co tutaj się znajdowało było ponad moją tolerancję.
Nie słyszałam niczego, co mogłoby dobiegać z dołu. Minuty mijały i kiedy ubiegł już kwadrans, podniosłam się z materaca, założyłam na siebie czarną, za dużą męską koszulkę, która leżała na panelach w sypialni. Otworzyłam jak najciszej drzwi, które na całe szczęście nie miały w zwyczaju piszczeć i bezszelestnie ruszyłam w stronę schodów. Im więcej kroków pokonałam, tym więcej zaczynałam słyszeć rozmowy między dwoma osobnikami płci męskiej.
Stanęłam przy ścianie, tuż przy schodach, byłam za daleko, by zobaczyć twarze, jednakże wystarczająco blisko, by usłyszeć konwersację.
-Jak długo ci to jeszcze zajmie?-usłyszałam szorstki głos przybysza.
-To nie jest takie proste. Ona mnie potrzebuje, nie mogę teraz wyjechać.-tym razem to Zack przemówił równie zimnym tonem.
-Żartujesz sobie ze mnie? Ja też cię potrzebuję, a jakoś nie widzę wykonującego dla mnie zadań!
-Nie krzycz. Daj mi dodatkowy czas.
-Czas już ci się skończył, w sumie to już dawno temu i szczerze zaczynam tracić cierpliwość.
-Zaczęło mi się z nią układać, nie wyjadę.
I w tym momencie chciałam zacząć się śmiać. Ten seks oralny był niczym, dla mnie nic nie znaczył, jeśli myśli, że w taki sposób odpokutował za rany jakie mi wyrządził, myli się.
-Wiem, dlatego zabiorę ci , jeśli nie zrobisz tego, czego od ciebie żądam.-usłyszałam nieznajomego głos.
Nie kochałam go, on nie był zdolny do tego uczucia, a ja wcale nie byłam lepsza, ale czy chciałam zostać zabrana od niego? Nie byłam wystarczająco głupia, by zgodzić się na taką ugodę, "z deszczu pod rynnę".
Z jednych agresywnych rąk w drugie? Dzięki, postoję, wstrzymam się.
-Daj mi.. tydzień na unormowanie spraw z nią, a w przyszłą niedzielę wyjadę do Manchester.
-Tydzień, dokładnie 7 dni, nie wykonasz zadania, a Adelaide przywita się z nowym panem.
Co do cholery?! "Panem"?! Serio?! Co ja, zabawka?! I, od kiedy ja mam "Pana"? Co raz częściej wychodzę z założenia, że nic dla nikogo nie znaczę.
Adelaide, przecież nic nie znaczysz..
Zamknij się!
Nie oszukuj się, dziecko, nie masz w sobie nic, co przyciągnęłoby kogoś normalnego do twojej osoby. Z resztą, czym jest normalność?
-Adele, jak długo tutaj stoisz?-wyrwał mnie z myśli Zack, stojąc naprzeciwko mnie.-Mówiłem ci, że za chwilę przyjdę.
Jego ton był bardzo lodowaty, jak kubeł pełen lodu, wiedziałam, że powinnam uciec, gdy usłyszałam trzaśnięcie frontowych drzwi, że nie powinnam stać jak słup soli, ale nie ruszyłam się, tylko podniosłam na niego wzrok.
-Zaniepokoiłam się, minęło ponad 25 minut.-odparłam.-Kto to był? Co chciał?
Wybrałam opcję, by udawać głupią, by nie wpadł w akt agresji, nie chciałam kolejnych siniaków, aczkolwiek to egoistyczna część mnie pragnęła, by jego przyjazny nastrój sprzed pół godziny, trwał dłużej. Byłam jak naiwna, niedojrzała, głupiutka, nie znająca życia mała dziewczynka. Łudziłam się, że może Zack miał naprawdę dobre zamiary od tej chwili?
Może.. naprawdę zaczęło mu na mnie zależeć?
Po jego twarzy przebiegł cień zadowolenia spowodowany moimi pytaniami.
-Ktoś pomylił domy, wyjaśniałem jak dojechać pod dany adres.-skłamał, łapiąc mnie w talii i przyciągając do siebie, następnie składając pojedyncze całusy na mojej twarzy.
-Pomogłeś?-spytałam, udając, że uwierzyłam w tą kupę kłamstwa.
-Oczywiście.-pocałował mnie łagodnie w usta i zabrał do sypialni, by dokończyć to, co zaczęliśmy.
Nie rozumiałam jego zachowania. Nigdy nie rozumiałam jego logiki, cholera, nigdy nie rozumiałam czyjejkolwiek logiki. Zawsze czułam się wyrwana z mojej ziemi i wsadzona do jakiejś piaszczystej, wysuszonej gleby. Od dziecka wiedziałam, że nie jestem w stanie zrozumieć ludzi. Oczywiście, potrafiłam im współczuć, uwierzyć, że jest im ciężko w życiu, w danym momencie, ale nigdy, przenigdy nie potrafiłam wczuć się w ich lekkomyślne decyzje. Ich czyny mnie śmieszyły, a patrzcie teraz na mnie, jak skończyłam? Teraz to dopiero mam komedię. Podobnie jak oni, tyle, że ja nie miałam dużo wyjść awaryjnych, miałam tylko jedno i nie było one wystarczająco duże, bym mogła się zmieścić - a przynajmniej tak lubiłam sobie wmawiać.
Wiedziałam, że mnie nie kochał, nawet kiedy to był początek naszego związku, miałam tą świadomość, że to co nas łączy to tylko przygoda, zabawa, ale nie potrafiłam zrozumieć tego, dlaczego nie chciał dać mi odejść, czemu mnie zatrzymał?
Może on myśli, że ja nie wiem? Może on naprawdę wierzy, że ja go kocham?
Nie. Nie raz pokazałam mu, że nie znaczy dla mnie więcej niż make-up, którego nie używam, a on mnie traktował gorzej niż parę zużytych skarpetek. 
To dlaczego On nadal mnie trzyma tutaj? Bawi się Moim kosztem? Po co? Po co mówi, że mnie kocha, kiedy oboje wiemy, że to największe kłamstwo na świecie?



[...] I can’t bite my tongue forever, while you try to play it cool.
You can hide behind your stories, but don’t take me for a fool!
[...] You can look into my eyes and pretend all you want, but I know, 
I know your love is just a lie! 
It’s nothing but a lie! 


2 komentarze:

  1. No to teraz mnie tematem zaskoczyłaś. wow.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, samą siebie też. :) Poważna tematyka, hah, ale jestem dobrej myśli na dzisiejszy dzień. :)

    OdpowiedzUsuń