wtorek, 29 lipca 2014

3. Wróg.

Leżąc w łóżku, będąc owinięta ciepłą dłonią Zack'a, zastanawiałam się nad wczorajszym wieczorem. To było coś zdecydowanie innego. Zadbał o mnie, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie, seks nie był szybki i bolesny, mający za zadanie zaspokoić tylko jego dziką żądzę. Sprawił, że poczułam się bezpieczna w jego spokojnych dłoniach oraz subtelnych pocałunkach i dopasowanego do moich potrzeb tempie. Jestem z nim 4 lata i nigdy nie był dla mnie taki łagodny, nigdy. Podobała mi się taka strona szatyna, pragnęłam, by taki on trwał wieczność, nie zmienił swojego podejścia przez resztę naszego związku, którego końca nie widać.
Poczułam jak jego postać obrusza się nerwowo i mamrocze pod nosem, co spowodowało, że otworzyłam oczy i zwróciłam twarz w jego stronę. Spał, oczy miał zamknięte, ale pojedyncze słowa wychodziły z jego ust. Wyglądał uroczo w wydętymi ustami i rumieńcami na polikach, spowodowanymi przez otwarte okno, przez które wlatywała chłodna, morska bryza.
Kim był mężczyzna z wczoraj? Na ile dni wyjedzie Zack? Co ma zrobić dla niego? Gdzie wyjedzie? Czy uda mi się uciec, kiedy go nie będzie?
Adele, po co miałabyś uciec, kiedy tak dobrze wam poszło wczoraj? 
Wczoraj to wczoraj, co będzie dzisiaj? Nie sądzę, by miał równie dobry humor jaki towarzyszył mu przez całą noc.
-Jesteś taka piękna, kiedy myślisz o czymś.-usłyszałam łagodny ton głosu Zack'a.
Wyrwałam się z myśli i zwróciłam ku niemu całą moją uwagę.
Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc jego bałagan na głowie.
-Mówisz przez sen.-oświadczyłam, pozwalając mu złożyć na moich ustach przelotny pocałunek.
-Od dziecka.-odwzajemnił uśmiech i podniósł się z łóżka.-Idę po prysznic, idziesz ze mną?-rzucił przez ramię, wychodząc z pokoju.
Nie wiem dokładnie, co we mnie wstąpiło, tak czy inaczej, byłam szybciej pod drzwiami od łazienki, niż przeciętny człowiek kicha.
Jego naga postać odkręcająca kurek z ciepłą wodą, lisi uśmiech na mój pośpiech w przybyciu, rozbawione i pewne swojego seksapilu niebieskie tęczówki oczu, łagodny ruch prawą dłonią, mającą za zadanie zaprosić mnie do środka kabiny. Nie chcąc zmoczyć włosów, błyskawicznie związałam je w niechlujnego koka i podeszłam do Zack'a, kładąc moje chłodne ręce na jego już mokrym, wyćwiczonym brzuchu i przylegając do niego swoją nagą klatką piersiową, sięgałam mu do szczęki, więc musiałam zadrzeć głowę do góry, by spojrzeć mu w oczy.
-Zimno ci?-spytał z troską, którą dało się wyczuć gołym okiem.
Pomimo mojego niemałego zaskoczenia jego sympatycznym tonem, kiwnęłam głową. Dłonie mężczyzny znalazły drogę wokół moich łopatek i talii, wciągając nas oboje pod ciepły strumień wody. Duszne powietrze, które było spowodowane przez gorącą wodę, wypełniło nasze płuca.
Jego malinowe usta na moich, subtelny pocałunek łączył nas w jedność, jego dłonie zjechały na moje uda, które dziwnie przestały boleć wraz z Jego dotykiem.
Nie byłam pewna, co dokładnie było nie tak ze mną, z moim myśleniem, z moim ciałem, które reagowało w taki sposób a nie inny, ale nie potrafiłam tego zmienić. Czułam się odurzona, Nim, Jego bliskością, Jego ciepłem, Jego innością, Jego pięknem.
Podskoczyłam do góry, moje nogi znalazły się wokół jego talii, moje dłonie przytrzymywały ciężar ciała trzymając jego muskularne ramiona, a on utrzymywał mnie za moją pupę. By ułatwić w utrzymaniu nam tę pozycję, szatyn obrócił się ze mną, tak, abym plecami opierała się o chłodne kafelki w kabinie prysznicowej.
Poczułam, jak jego język oblizuje moją dolną wargą, na co zareagowałam rozchyleniem warg, wpuszczając jego do środka. Pocałunek stał się namiętny, przez chwilę mogłam poczuć, jak uśmiecha się, co sprawiło, że zachichotałam i odsunęłam się od niego, otwierając oczy. Zastałam go już z otwartymi oczami, które sympatycznie wpatrywały się we mnie.
Miałam dziwne wrażenie, że prosi mnie o pozwolenie, po raz pierwszy w historii naszego związku, On, Zack Efron, poprosił Mnie, Adelaide Kane o to, czy może we mnie wejść.
Kiwnęłam głową, na co uśmiechnęliśmy się i ponownie przylegliśmy do siebie ciałami, jak i ustami.
Kolejne, co się stało, to niewielki dyskomfort w podbrzuszu, który przekształcił się w nie do wyrażenia słowami, przyjemność, wraz z ruchami spowodowanymi przez mojego chłopaka.
Może miał rację? Może naprawdę zaczęło nam się układać? Może to, co teraz się działo między nami, znaczyło więcej niż można pomyśleć? Może.. powinnam dać Mu szansę?
Ilekroć członek wchodził we mnie i wychodził, by ponownie wrócić w błyskawicznym tempie, z moich ust wylatywały ciche pojękiwania, połączone z płytkim, trudnym do złapania oddechem, który był utrudniany przez całusy składane przez Zack'a.
Odchyliłam głowę do tyłu, ułatwiając mu dostęp do mojej szyi, którą łapczywie łapał w swoje usta i ssał, robiąc umyślnie malinki na skórze, które miło bolały i sprawiały, że coraz bardziej czułam jak przyjemne uczucie nadchodzi w moim wnętrzu na dole.
-Kocham cię, Adelaide.-usłyszałam, jak mój - dziwnie - zmieniony chłopak wycharczał w moje ciało.
Kolejne pchnięcia nabierały na tempie, wiedziałam, że to był ten moment, w którym powinnam przestać przytrzymywać swój orgazm i pozwolić mu nadejść. Kochanek zaprzestał swojej działalności po kilku sekundach, zwiastując, że także doszedł.
Cudowne uczucie rozeszło się po całym moim ciele, w mojej głowie nastała pustka, którą po chwili zastąpiła świadomość tego, że Zack nie miał prezerwatywy na penisie, a ja pozwoliłam nam na seks, gorzej, pozwoliłam, by doszedł we mnie.
Jesteś taka lekkomyślna, Adele, a teraz będziesz miała to co zasłużyłaś.
Nie chciałam być w ciąży, nie mogłam być po raz drugi w ciąży. Wiedziałam, że i tak nie pozwoliłby mi donosić ciąży, a nawet jeśli, nie chciałabym mieć dziecka z nim. Zack jest mężczyzną, który nigdy nie powinien być ojcem i nie zamierzałam być winna dziecko przeprosin za moją nieuwagę, dziecięcą głupotę.
-Ja ciebie też kocham.-pomimo że znaczenia słów tych prawdziwie nie znałam, wypowiedziałam je na głos, bo kto po 4 latach razem tego nie mówi?
Zeskoczyłam z jego osoby i pocałowałam krótko w polik. Obróciłam się plecami w jego stronę i zaczęłam myć pospiesznie głowę. Kiedy zaczęłam wychodzić z kabiny, poczułam jak dwie silne dłonie łapią mnie za ramiona, obracają do siebie i ponownie wciągają pod prysznic, który zaprzestał swoją działalność.
-Czemu już idziesz? Spieszysz się gdzieś?-usłyszałam wciąż opanowany głos szatyna.
Mimo, że szatyn obecnie był oazą spokoju, domyślałam się, że to tylko pozory, że za chwilę wybuchnie.
-Zack.. zastanawiałam się, czy nie mogłabym dzisiaj przejść się? Sama?-zapytałam.-Obiecuję ci, że nie ucieknę.-dodałam szybko, widząc jak jego łagodny wzrok staje się ostry.
-To oczywiste, że nie uciekniesz.-mruknął.-Ale nie, nigdzie nie idziesz. Za cztery godziny idziemy spotkać się z moimi przyjaciółmi i prędzej sam pójdę ci do apteki niż pozwolę ci szlajać się po Share, kiedy prawdopodobnie się spóźnisz.
-To nie jest tak, że..-zaczęłam półszeptem.
-Też nie chcę, żebyś była w ciąży.-przerwał mi.-Dlaczego nie bierzesz antykoncepcyjnych pigułek?
-Skończyły mi się tydzień temu.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś? Przecież poszedłbym i wykupił kolejną receptę.
Opuściłam mój wzrok na brodzik, który już zrobił się suchy od wody, która nie leciała już kilka minut. Jego obie dłonie przemieściły na moje poliku, następnie zwróciły moją głowę wyżej ku niemu.
-Wolałbym, abyś została w domu.-oznajmił stanowczo, a ja wiedziałam, że prawdziwy On wrócił na swoje miejsce.
Kiwnęłam głową w geście przytaknięcia jego słowom, by nie popchnąć go w zły humor. Mężczyzna pocałował mnie szybko w usta i wyszedł z kabiny prysznicowej, zostawiając mnie samą w łazience.
Westchnęłam głęboko i wyszłam spod prysznica, by stanąć przed dużym lustrem. Moją szyję zdobiło kilkanaście purpurowych śladów po zbliżeniu z niebieskookim. Spojrzałam na dół na moje uda, na których były widoczne żółtawe plamy po siniakach, dotknęłam tego, który był najniżej, tuż nad kolanem.
Zadrżałam pod naciskiem. Prawe udo bolało mnie niemiłosiernie, byłam zirytowana tym, że moje ciało było tak słabe, tak delikatne, takie skore do sińców i zadrapań. Pamiętam, że jako dziecko, co chwila przychodziłam z kolejnymi otwartymi ranami na ciele, szczególnie na łokciach i kolanach, byłam jak to się mówi - chłopczycą, nie było miejsca, gdzie ja nie poszłam, nie było czynności, której ja nie dokonałam, wolałam przebywać z chłopakami a nie z dziewczynami, koniec końców, spójrzcie gdzie to mnie doprowadziło.
Kiedy ja użalałam się nad sobą, usłyszałam jak frontowe drzwi trzaskają, uświadamiając mnie, że Zack ubrał się i właśnie wyszedł do apteki. Nie wiem, co miałam w tamtym momencie w głowie, ale wybiegłam z łazienki i błyskawicznie ubrałam się w moje najlepsze ciuchy i zbiegłam po schodach. Chwyciłam zadowolona z jakiegoś powodu, klamkę i kiedy już miałam ją nacisnąć, nie mogłam.
To nie tak, że chciałam zostać, bo było wręcz na odwrót, frontowe drzwi były zamknięte i jedyne, co mi pozostało to udawać, że pod Jego nieobecność, ja nie próbowałam uciec.
Byłam taka naiwna myśląc, że zapomniał zapomnieć drzwi, on nigdy niczego nie zapomina.
Jęknęłam głośno i poszłam już opanowanym, powolnym krokiem w stronę kuchni. Wyciągnęłam z lodówki karton 2.0% mleka, które postawiłam na blacie, następne co sięgnęłam to była porcelanowa miska i zwykłe, kukurydziane płatki śniadaniowe, od których roiło się w tym domu. Przyrządziłam sobie śniadanie, a raczej lunch, bo jak to miałam w zwyczaju wraz z Zack'iem, zawsze spaliśmy do późna, które następnie zjadłam mrucząc pod nosem o mojej niekompetencji.
Mogłam się wściekać na samą siebie, na szatyna, na moich rodziców, na cały świat, ale jedno było prawdziwe - nie potrafiłam uciekać, zawsze ktoś mi pomagał albo gorzej, ktoś mnie porywał, a może jeszcze inaczej? "Pomagał" mi w sposób bardziej natrętny niż powinno się. Nie raz byłam traktowana jak szmaciana lalka i jeśli chodzi o mnie, już od dłuższego czasu przestało mi na tym jakkolwiek zależeć, by to zmienić. Czas leciał do przodu i jedno się nie zmieniało, podejście innych ludzi do mnie, widzieli mnie, oceniali i zawsze wychodziło na to samo: "Nic szczególnego z niej nie będzie, jest pospolita". Nigdy nie narzekałam na brak interakcji społecznych, ludzie zauważali mnie, aczkolwiek niekoniecznie w dobrym kontekście. Czasem marzyłam o tym, by stać się niewidzialna, by społeczność nie miała prawa mnie zobaczyć, obejrzeć, przejrzeć na wylot, bowiem nie mylili się, nie byłam niczym ciekawym, byłam normalna, nudna. A może, chciałam taka być?
-Witaj, piękna.-usłyszałam nad moim uchem.
Nie odezwałam się ani słowem, westchnęłam niemo, kiedy jego usta dotknęły moich włosów na czole, gdy odsunął się i stanął naprzeciwko mnie, zmierzył mnie wzrokiem.
-Naprawdę chciałaś iść do tej głupiej apteki? Przecież to nic ciekawego, kupić tabletkę "po stosunku" i nowe opakowanie tabletek antykoncepcyjnych.-mówił.-A może jesteś nadęta, bo zamknąłem drzwi?
-Och błagam, Zack, gdybym chciała uciec, zrobiłabym to już dawno.-skłamałam, co nie uciekło jego uwadze.
Wyszczerzył zęby w uśmiechu, a z jego ust, z których czułam miętowy oddech, wyleciał krótki, a jednocześnie gromki śmiech. Prawą dłonią zmierzwił moje związane włosy, robiąc przy tym z nich kompletne siano, co jeszcze bardziej popchnęło go w radosny nastrój.
-Oczywiście, że tak, Adelaide.-przytaknął mi z sarkazmem, po czym wyszedł z kuchni, rzucając przez ramię jakiś komplement o moim wyglądzie, który wpadł mi jednym uchem a wyleciał drugim.
Palant..
Adelaide, widziałaś kogo bierzesz za chłopaka, więc teraz nie wymyślaj. "Widziały gały, co brały."
Nie musisz mi tego powtarzać aż tak często
Najwyraźniej muszę.
Super.
Super.
Rozmowy prowadzone ze samą sobą nigdy nie wychodziły mi za dobrze, często wprowadzały mnie w gorszy humor niż poprzednio byłam, a jednak, tutaj byłam po raz kolejny, kłócąca się z samą sobą.
Gratuluję, Adelaide, przeniosłaś głupotę na kolejny poziom.

-Pospiesz się.. Oni już czekają!-usłyszałam zniecierpliwiony głos mężczyzny.
-Przecież już idę.-mruknęłam, podnosząc się z kanapy.
Spędziłam ostatnie 3 godziny oglądając kreskówki, a Zack? Cholera go wie. Po kilku minutach znowu wyszedł i wrócił z powrotem dopiero 10 minut temu.
Chwyciłam wcześniej przygotowany kosz piknikowy, który był wypełniony gazowanymi napojami oraz kiełbaskami.
-Trzeba było dłużej być poza domem.-oznajmiłam z przekąsem, mijając go w przejściu.
-Nie przeciągaj struny.-zamknął drzwi i szedł za mną.
Wsiedliśmy do czarnego GM Truck, szatyn odpalił auto i ruszył z piskiem opon. Zagapiłam się i wysunęłam dłoń, by włączyć radio, za co dostałam po "łapach", dosłownie, pieczenie dłoni od razu spowodowało zaczerwienienie.
-Dlaczego po tobie natychmiastowo widać, że coś jest nie tak?!-jego ton głosu nie zapowiadał miłego wieczoru.
-Bo nie byłam stworzona do bicia.-wyszeptałam do samej siebie.
-Powtórz.-zażądał, jednakże zdecydowałam go ignorować.-Powtórz!
Jego lewa dłoń znalazła się na moim udzie i mocno je ścisnęła, a prawa nadal znajdowała się na kierownicy, oczy skupione na drodze. Pisnęłam z bólu i szybko wyrwałam nogę spod jego nacisku.
-Przepraszam..
-Dobra dziewczynka.-poklepał mnie po udzie, które jeszcze przed sekundą ranił, a na ustach pojawił się przeraźliwie zadowolony z siebie uśmieszek na widok mojego grymasu na ustach przez ból, jaki mi wyrządzał w tej chwili.
Odsunęłam się od niego najdalej ile to było i zaczęłam masować obolałe miejsce.
Pragnęłam jak najszybciej znaleźć się wokół jego przyjaciół, w końcu nie zrani mnie przy nich, prawda? Prawda?

Siedziałam przy ognisku z dziewczynami, kiedy chłopaki stali kilka metrów przed nami, zajęci pełną ekspresji, a jednocześnie cichą rozmową.
-Pochodzisz z London'u?-spytała nie dowierzając Jessica, kiwnęłam głową w odpowiedzi.-Jak tutaj wylądowałaś?
Imogen łagodnie szturchnęła ją w ramię, posyłając mi uśmiech.
-Nie, no, na serio. Share do zadupie, a London to London.-chciała obronić się szatynka.
-Nadal się zastanawiam, jak tutaj się znalazłam. Nie każdy ma wybór, gdzie się jest.-odpowiedziałam sztywno.
-No tak, mieszkasz z Zack'iem.-odezwała się Crystal.
Po raz kolejny tego wieczoru, kiwnęłam głową w ich stronę.
-A co z twoją rodziną?-blondynka miała zadumaną minę, co wprowadziło mnie w zmieszanie, nie będąc pewna, czy pytanie było do mnie, dopiero, kiedy zapytała ponownie, zdecydowałam się zabrać głos.
Tak, Adelaide, "co z Twoją rodziną?" 
Och, zamknij się..
Nie, nie, nie. Naprawdę się pytam, co z nimi? Powiesz prawdę o tym, jak z jednej minuty na kolejną zdecydowali, że wolą mieć tylko jedną córkę, a nie dwie? A może skłamiesz i powiesz, że umarli, a może..
Powiedziałam, zamknij się!
-A co ma być z nimi?-zapytałam, chcąc zostać nakierowana na odpowiedź, jakiej ode mnie oczekują.
-Czy utrzymujesz z nimi kontakt? Widujesz się z nimi? Czy Zack ich poznał?-zadawała kolejno pytania.
-Oczywiście, że Zack ich poznał.-odpowiedziałam szybko.-Aczkolwiek nie polubili się, nie dziwię się.
-Czemu się "nie dziwisz"?-zapytała Jessica.
-Moich rodziców nie da się lubić, a oni niechęć odwzajemniają z przyjemnością.-wybrnęłam z moich własnych słów, a dziewczyny przytaknęły.
-Adelaide!-usłyszałam męski głos, niechętnie podniosłam głowę i spojrzałam w stronę odwróconego do mnie przodem mojego chłopaka.-Chodź tutaj.
Westchnęłam ciężko, podniosłam się z pniaka ściętego drzewa i ruszyłam w stronę mężczyzn, nie obracając się ani razu w stronę młodych kobiet. Stanęłam naprzeciwko niego, a przyjaciele szatyna obrócili się w naszą stronę.
-Wychodzi na to, że będziesz przez cały miesiąc sama i, jako że troszczę się o twoje zdrowie..-uśmiechnął się sarkastycznie w moją stronę.-Nie chciałbym, abyś została całkowicie zdana na samą siebie. Chłopaki zgodzili się..
Wyłączyłam się, najzwyklej na świecie się wyłączyłam. Nie musiałam go słuchać dalej, wiedziałam, co mówił i wcale nie podobał mi się pomysł 5 obcych facetów stojących nad moją głową i obserwujących mój każdy najmniejszy ruch.
-Gdzie jedziesz?-przerwałam jego wywód, patrząc mu twardo w oczy.
Jego wzrok zmierzył mnie ostro, jednak chcąc ukryć nerwowość na moją osobę, odchrząknął.
-Mam swoje sprawy, o których wiedzieć nie musisz, tak czy inaczej, nie zabiorę cię z tobą, bo nie mam ochoty użerać się z twoim rozpuszczonym dupskiem.-usłyszałam coś, co wcale nie wróżyło nic dobrego, ale to nie zmieniło moje zachowania, nie zahamowało mnie.
-Jestem zmęczona już tym syfem..-mruknęłam szeptem.
Taka głupia.
Wydawało mi się, że wypowiedziałam te słowa tonem, który usłyszeć mogłam tylko ja, jednak usłyszały to dwie osoby, Matt Nicholls oraz Zack Efron, żaden z nich nie powinien tego mieć w uszach.
Mężczyźni zmierzyli mnie wzrokiem, z tą różnicą, że jeden z zaskoczeniem i współczuciem, które nie dodawało mi ani krzty pomocy czy odwagi oraz drugi z wrogim podejściem, który znałam na pamięć.
Mój chłopak złapał mnie mocno za łokieć i szarpnął nim w dół, grożąc mi mimiką twarzy oraz oczu. Spuściłam wzrok na stopy, które jak zawsze miały na sobie męskie trampki, u których podeszwa zaczęła się przecierać, przez co szybko moje nogi męczyły się przy chodzeniu tudzież staniu na nich.
-Co mówiłaś?-wysyczał mi do ucha, nie przejmując się tym, że wszyscy obrócili się w naszą stronę.
-Nic.-ucięłam szybko, nie podnosząc wzroku.
-Tak mi się właśnie zdawało.-szarpnął mną po raz kolejny i puścił wolno.
Odszedł ode mnie kilka kroków, by po chwili zacząć żartować ze swoimi kolegami. Odwróciłam się plecami od płci męskiej, nie patrząc na kogokolwiek i stanęłam twarzą w twarz ze stojącą przede mną płcią żeńską.
Nie byłam zaskoczona jego zachowaniem, domyślałam się, że przy znajomych wcale lepiej się nie zachowuje i byłam naprawdę naiwna, łudząc się przez kilka sekund, że nie potraktuje mnie jak najbardziej plugawej szmaty do podłóg.
Dziewczyny wpatrywały się chwilę we mnie, po czym każda jakby na zawołanie wyszczerzyła się szeroko w moją stronę.
Odwzajemniłam nikłym uśmiechem zachowanie dziewczyn, jakby zdarzenie sprzed kilku minut nie miało miejsca, a następnie ukryłam lico rozpuszczonymi włosami.
Mogłam uśmiechać się, śmiać, żartować, mówić o wszystkim, o czym ktoś chciał rozmawiać, potrafiłam udać wszystko oprócz jednego, nie byłam w stanie zmusić moich smutnych oczu do skłamania o ich stanie, one były jak moja dusza, pełne dyskomfortu wokół ludzi, żałośnie samotne, pragnące ciepła, ale przede wszystkim zimne jak lodowata woda.
Nie płakałam, jednak byłam tak blisko tego, czułam jak moje oczy szklą się coraz bardziej wraz z kolejną mijaną sekundą. Nie mogłam pozwolić komukolwiek
Nie czułam się taka jak wszyscy inni. Byłam nie wystarczająco dobra, by z nimi przebywać, odczuwałam ogromny dyskomfort dzieląc się z nimi powietrzem. Pomimo mojej niechęci bycia tutaj i rozmawiania z nimi, nie mogłam powiedzieć do Zack'a: "Chodźmy do domu", nie zrozumiałby mnie, bardziej niż pewne jest to, że wyśmiałby moją prośbę, a może nawet - kiedy już ewidentnie wrócił do bycia starym sobą - uderzyłby mnie za tak nieracjonalny pomysł? Z nim wszystko jest możliwe.
Kiedy ja stałam na przepaści i chciałam w nią skoczyć, oni bawili się, pili alkohol, żartowali i wygłupiali się jak nastolatkowie. Nie po raz pierwszy byłam nie na miejscu.
Ludzie dzielą się na dwa typy, jedni są charyzmatyczny, otaczają się mnóstwem ludzi, by nie czuć się samotnym, pomimo że i tak są sami oraz drudzy, którzy nie potrafią rozmawiać z innymi, wolą być jednoosobową grupą niż otaczać się kupą kłamstw i ludźmi, którzy noszą nic innego jak maski na swoich twarzach - byłam w drugiej grupie. Ilekroć nie starałabym się zawalczyć o znajomych, zawsze wychodziło to na minus, ludzie, z którymi chciałam zostać przyjaciółmi, zawsze jakimś sposobem znaleźli się w pudle oznaczonym słowami: "Lepiej nie rozmawiać", nie byli wrogami, ale nawet do dalekich znajomych zaliczać nie warto było. 
Nie wiem, ile dokładnie miałam lat, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie nadaję się do kontaktów międzyludzkich, byłam bardzo młoda, wydaje mi się, że nawet nie skończyłam 10 lat i już straciłam jakąkolwiek ochotę i pragnienie, by zdobywać przyjaciół. Naturalne było to, że i tak się starałam ich "mieć", jednak nigdy na dłuższą metę to nie wychodziło.
I miałam tą świadomość, że to nie inni ludzie są problemem. Problemem zawsze byłam, jestem i będę Ja, nie, Oni. Ale co można zrobić, kiedy Twoim największym wrogiem jesteś Ty sam? 
Nienawidziłam samą siebie za moją pospolitość, łatwość w byciu zmanipulowaną, dziecięcą naiwność, zwykłą głupotę ludzką, ale najbardziej za nieumiejętność panowania nad własnym życiem. Nie potrafiłam wziąć się za siebie i powiedzieć "nie", a kiedy chciałam to zrobić, nagle czułam się winna.
-Nigdy byś mnie nie zostawiła, prawda?-usłyszałam tuż przy moim uchu głos Zack'a.
Podniosłam głowę, nie wiedząc, jak on znalazł się tak blisko mnie bez zauważenia. Nie byłam gotowa spojrzeć w jego oczy, ale czułam alkohol z jego ust, co nie wróżyło nic dobrego.
-Nigdy.
I ilekroć próbowałam sobie w tym momencie wmówić, że skłamałam, że nie miałam tego na myśli, prawda była taka, że to było najbardziej szczere słowo, jakie powiedziałam od miesięcy.
Nie opuszczę go, choćby ktoś zaproponował mi pomoc, nie ucieknę, bo nie mam na to już siły, ochoty.
Jego usta przy moich, języki w walce o dominacje, nasze dłonie zbliżające nasze ciała do siebie. Był moim chłopakiem przez niemal 5 lat, powinnam coś czuć do niego, a jedyne co czułam w sobie to pustka, ogromna nicość.
Czarna wielka dziura jakby zżerała mnie od środka. Z dnia na dzień potrafiłam dostrzec, że obracałam się w większe Nic niż byłam kilka lat temu. On z każdą kolejną sekundą zabierał ze mnie to co tworzyło mnie i byłam chyba za to Mu wdzięczna. Nie byłam ze sobą szczęśliwa. Nigdy nie nauczyłam się samej siebie i moment, w którym miałam przestać istnieć - czekałam na niego z niecierpliwością.



Are you lost or incomplete? 
Do you feel like a puzzle, you can't find your missing piece? 
Tell me how do you feel? 
Well, I feel like they're talking in a language I don't speak,
And they're talking it to me.


2 komentarze:

  1. No cóż, Twój nowy blog jest:
    A. zaskakujący
    B. szokujący
    C. wciągający

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że nadal jesteś moją czytelniczką i Cię nie zanudzam. Nawet nie wiesz, jak dużo to do dla mnie znaczy. :)

    OdpowiedzUsuń