-Podasz mi tą ścierkę?-usłyszałam opanowany głos Matt'a.
Nie odpowiadając, wystawiłam rękę w jego stronę trzymając w niej mini ręcznik. Mężczyzna był kompletnym przeciwieństwem niż mój chłopak, z którym mieszkałam długi okres pod jednym dachem.
Posłał mi wdzięczny uśmiech i zaczął przecierać blat, który błyszczał od samego dotknięcia kawałkiem szmaty. Odwzajemniłam gest, po chwili jednak odwróciłam się do niego plecami i podniosłam się ze stołka, który był jednym z wielu przy barze.
Ruszyłam powolnym krokiem w stronę laptopa, który należał do bruneta, mojego szefa.
-Mogę go użyć?-spytałam, odwracając głowę w jego stronę.
-Jasne.-kiwnął głową, po czym odpłynął myślami daleko, widziałam to po jego oczach, które znalazły interesujące miejsce na jednej ze ścian.
Nie zwracając większej uwagi na jego dziwne zachowanie, ponownie zwróciłam się ku przyrządu. Usiadłam na krześle przy stole, na którym leżało urządzenie RTV, następnie zaczęłam przyglądać muzykę, która była na jego dysku. Dowiedziałam się, że powściągliwy mężczyzna, który był właścicielem przedmiotu, był wielkim fanem rocku, punku oraz metalu. Nie oceniałam jego gustu, byłabym hipokrytką, gdybym to zrobiła, sama kochałam taką muzykę, jednakże ja, miałam czasem odchyły i słuchałam wszystkiego innego byle nie takiej muzyki, a u niego widziałam tylko taką muzykę. Zaimponowało mi to.
Nudziłam się. Zack był w pracy, a ja spędzałam ostatnie dnie więcej tutaj niż w domu, który był już tylko miejscem dla seksu z Nim, a wszystko inne miało miejsce w tym barze. Podobało mi się tutaj, może i nie przepadałam za tutejszymi wieczorami, jednak w ciągu dnia, kiedy byłam sam na sam z cichym Matt'em, który zajmował się swoimi sprawami, a nade mną nie wisiał - uwielbiałam ten klimat, ten spokój.
Byłam zaskoczona, kiedy zobaczyłam folder, który był zablokowany, nie było dla mnie problemem wejść do niego. Kiedy jeszcze chodziłam do szkoły, miałam świetne oceny, szczególnie z informatyki.
Moim oczom ukazało się mnóstwo nagrań muzycznych oraz większej ilości pliki tekstowe, niestety wszystko było zakodowane i, pomimo że to nie przekraczało moich umiejętności to nie zdążyłam ich odtworzyć. Laptop się zamknął, niemal przytrzaskując moje dłonie i uciekł w ręce właściciela, który poważnie patrzył się na mnie.
Widziałam w jego oczach coś, czego nikt nie chciałby zobaczyć u drugiego człowieka, a przynajmniej nie powinien chcieć. Matt był nie tylko zawiedziony, był wystraszony, zdenerwowany i jednocześnie posiadał w oczach coś, czego nie mogłam zaszufladkować słownie. Nie wybuchł, tylko nieufnie mierzył mnie wzrokiem, a jego mowa ciała podpowiadała mi, że mężczyzna chciał jak najszybciej uciec z tego miejsca i schować swój komputer. Dziwiłam się dlaczego tak nerwowo zareagował na taką drobnostkę, przynajmniej dla mnie, nic nieszczególnie ważnego.
-Przepraszam..-wydusiłam z siebie po kilku sekundach ciszy, która wydawała się być wiecznością.
Wydawało mi się to na miejscu, w końcu przekroczyłam pewną granicę, jednakże z drugiej strony, czułam się źle z tym, że tak zareagował na mój bezmyślny, ciekawski wyczyn.
Brunet rozluźnił się, ale nadal uparcie trzymał laptopa w rękach, gotów roztrzaskać go o podłożę, gdybym chciała ponownie przeszukać jego zawartość. Posłałam mu zakłopotany uśmiech, podnosząc się z krzesła.
-Nie wiedziałam, że to ważne dla ciebie.-oznajmiłam.
Ściągnął brwi, a na czole pojawiło mi się kilka zmarszczek, które dodawały mu dziwnego uroku, jego oczy - jak w zwyczaju miały - bacznie przyglądały mi się, jakby czegoś poszukiwały w nich.
-Ale jest.-usłyszałam jego głos, który był pokryty chwilową chrypką.-Jeśli coś ma hasło, nie wchodź tam, okay?-głęboko westchnął, uspokajając się.-Po prostu każdy zasługuję na odrobinę prywatności, nie sądzisz?
Nie był niemiły, a miał do tego prawo. Byłam zdumiona jego stoickim spokojem. Zawsze był niezachwiany, panował nad sobą, on i Zack to typowy kontrast.
Jak dwaj kompletnie inni mężczyźni mogli zostać przyjaciółmi? A może, nimi nie są? Może tylko udają, bo mają wspólnych przyjaciół?
Adelaide, nie oszukuj się, pewnie facet tworzy pozory jaki to on opanowany, a jak przyjdzie co do czego to wylądujesz w szpitalu. Nie ufaj nikomu, za mało razy zawiodłaś się?
Byłam rozdarta, nie wiedziałam jak go odbierać i mimo moich szczerych chęci, by dać mu szansę, nie skreślać go, zrobiłam to, psychicznie oddaliłam się od niego i każdego innego samca.
-Oczywiście, że masz prawo do prywatności. Wiem, że zrobiłam źle.-przytaknęłam.-Mogę ci w czymś pomóc?
-Nie, nie.-mruknął coś pod nosem.
-To co mam robić?
-A co zazwyczaj robisz?
Wzruszyłam ramionami na jego pytanie.
Nie robiłam niczego, na co nie pozwalał mi Zack i większość czasu spędzałam uprawiając z nim seks, bądź oglądając telewizję, oto moje życie, które jest nic niewarte i jeśli ktoś ma podobne, współczuję z całej siebie, bo nikt nie zasługuje na taki dyskomfort z samym sobą. Myśl, że jest się kompletnie nie potrzebnym w tym świecie boli najbardziej, kiedy ona pochodzi z naszych własnych refleksji.
-Nie masz żadnych zainteresowań? Żadnych hobby, które wykonujesz w wolnym czasie?
Miałam dość jego pytań, coraz bardziej uświadamiały mi jak bardzo bezużyteczna jestem.
Kiedy byłam młodsza uwielbiałam rysować, pisać wiersze, ale wiedziałam, że nic co stworzyłam było dobre, Zack mnie bardziej w tym utwierdzał, więc przestałam i nie miałam zamiaru do tego wracać.
Zagryzłam dolną wargę i złożyłam dłonie na biuście.
-Za około godzinę przyjedzie ekipa, by podłączyć na nowo stację radiową, więc myślę, że możesz pozamiatać czy pościerać kurze w tamtym kącie.-wskazał w już posprzątany punkt pomieszczenia.
-Sam nie wiesz, co mam robić, przyznaj.-zaśmiałam się nerwowo, a mężczyzna mi zawtórował.
-Niestety masz rację. Zaproponowałbym ci oglądanie jakiś filmów albo czytanie książek dla zabicia czasu, ale nie chcę, byś się zanudziła na śmierć.
-To raczej niemożliwe, już dawno temu wylądowałabym w trumnie.-mruknęłam.-Pokaż mi te książki, ale tylko te, które ty uważasz, że są godne uwagi.
Matt uśmiechnął się na moje słowa i wystawił dłoń w stronę zwykłych, drewnianych schodów, które prowadziły na górę, do jego mieszkania - jak przypuszczałam.
-Wszystkie moje książki są godne uwagi, ale czy i ty je za takie uznasz, to twoja sprawa. Za tobą.-usłyszałam.
Kolejny dowód na to, jak bardzo różnił się od Niego. Uśmiechnęłam się na myśl, że miałam do czynienia z lepszą osobą niż dotychczas.
Ruszyłam po schodach na górę, otworzyłam drzwi, które były jak brama między ziemią a niebem, dosłownie. Zapach cytrusów natychmiastowo uderzył w moje nozdrza, oczy doznały szoku widząc czystość mieszkania, które pomimo swoich niedużych rozmiarów, było przestrzenne.
Meble w kolorze ciemnego drewna, na podłogach ogrzewane, jasne kafle, ściany były pomalowane farbami, jednak miały dodatki sprejowe, graffiti - słowa, które motywowały do działania.
Nie weszłam jedynie do jego sypialni i nie wiedzieć czemu, byłam ciekawa jak ona wygląda. Od dawna wiedziałam, że prawdy o osobie się dowiesz po jego pokoju bądź miejscu, w którym non stop przebywa.
Weszłam do salonu, w którym zastałam pokaźnych rozmiarów szafę, która była wypełniona po same brzegi różnokolorowymi oraz o zróżnicowanych rozmiarach książkach.
Zielonooki zaśmiał się na moją zaskoczoną twarz i podrapał się po tyle głowy.
-Wybieraj do woli, później możesz tutaj czytać albo zejść na dół, jak chcesz, zależy to od ciebie, ale chcę, abyś uszanowała moją.. prywatność.
Wiedziałam, że nie chciał mnie zranić, a nawet to była moja wina, że to powiedział. Moje wcześniejsze zachowanie będzie chodziło za mną do śmierci, już to mogłam przyznać.
Odwróciłam głowę i zastałam z niezręczną miną Matt'a. Uśmiechnęłam się do niego ciepło i kiwnęłam głową.
-Naprawdę cię przepraszam za tą sprawę z laptopem. Nie będę ci szperać po pułkach, żebyś miał pewność, możesz poczekać aż wezmę jakąś książkę i zejdziemy razem na dół.-oznajmiłam.
Zmarszczył czoło na moje słowa, chwilę milczał, jakby o czymś myślał, następnie odchrząknął, co przyprawiło mnie o wzdrygnięcie. Mój chłopak uwielbiał wydawać z siebie takie dźwięki, kiedy przychodziły mu nowe pomysły, jak mnie upokorzyć czy też zranić.
-Nie znamy się, ale nie sądzę, byś przeszukiwała mi mieszkanie, nie masz ku temu jakichkolwiek powódek, więc cię tutaj zostawię.-posłał mi jeden ze swoich łagodnych uśmiechów, obrócił się na pięcie i wyszedł z salonu, by po chwili po pierwszym piętrze rozległ się hałas zamykanych drzwi.
Nie wierzyłam w to, co przed chwilą się wydarzyło. On mi uwierzył, co więcej, miał powód, by tego nie robić. Byłam pod wrażeniem, że takie osoby jeszcze istnieją na Ziemi.
Zrzucając maskę "jaka to ja jestem szczęśliwa" i pozwalając swoim mięśniom twarzy odpocząć, schyliłam się, by wyjąć jedną z książek, która była średnio grubej zawartości, a jej biała okładka przyciągnęła mój wzrok.
-Co dzisiaj robiłaś przed pracą?-spytał Zack, kiedy dotarliśmy do domu.-Jak ci minął czas?
Byłam w środku przygotowania lazanii dla naszej dwójki, dopiero co włożyłam ją do piekarnika. Odwróciłam się do niego przodem. Siedział na krześle przy stole, który był oddalony ode mnie kilka kroków, mężczyzna przyglądał mi się znudzony, jednak pozwoliłam sobie nie zwracać na to uwagi.
-Czytałam książkę.-odpowiedziałam szybko.-Zapoznałam się z naprawdę liczną kolekcją książek Matt'a. On chyba uwielbia czytać, cały mebel był im poświęcony. Różnorodność witała od razu, od kryminałów po komedie, nawet kilka romansów tam było, ale bardziej zaliczyłabym to jako erotyki..
-Kotku.-agresywnie mi przerwał, podnosząc się z miejsca i ruszając w moją stronę.-To, że się ciebie coś zapytałem, nie oznacza, że mnie to obchodzi.
Popchnął mnie niedbale na ścianę i przycisnął do niej, wbijając swoje długie palce w biodra. Jęknęłam pod jego naciskiem. Nie wiedziałam o co mu chodziło, czy to była gra wstępna do seksu, czy może naprawdę był zły o coś.
-Puść mnie, Zack.-zażądałam, wiercąc się.
Szatyn zaśmiał się krótko na moje słowa.
-Gdzie się wybierasz, myszko?-ponownie zarechotał, a jego usta spotkały moje w gwałtowny sposób.
Nigdy nie kręciło mnie to w jaki napastliwy sposób całowaliśmy się, tudzież uprawialiśmy seks, wręcz sprawiało, że się go zwyczajnie bałam. Nie raz próbowałam spowolnić tempo, ale zawsze się kończyło na jednym, nim walczącym o dominację, przyspieszającym kilkakrotnie tempo, bądź robiącym siniaki na moim ciele.
Kiedy jego pocałunki rozpoczęły podróż wzdłuż mojej szczęki oraz szyi, zęby zaczęły kąsać moją skórę, a dłonie mocniej wciskały koniuszki palców w moje pośladki, dzwoniący telefon przerwał nasze niekoniecznie miłe dla mnie, zbliżenie. Na początku nie reagował, nadal mnie gnębił swoją bliskością, aczkolwiek gdy telefon nawet nie myślał, by zamilknąć, słyszałam jak zaczął mamrotać przekleństwa pod nosem.
Odsunął się ode mnie i podszedł do komórki, spojrzał na wyświetlacz i czym prędzej wyszedł z kuchni, przysuwając słuchawkę do ucha. Nawet nie rzucił mi spojrzenia, a już słyszałam pojedyncze, bezsensowne słowa, które oddalały się ode mnie co kilka sekund.
Nie przyszło mi nawet na myśl, by zbliżyć się i podsłuchać go, a już wrócił do kuchni i stanął naprzeciwko mnie. Położył swoje dłonie na moich ramionach, następnie przycisnął moje ciało do zimnej ściany, wpatrując się we mnie swoimi zimnymi oczami. Zadrżałam pod jego naporem ciała, jak i wzroku, co nie uległo jego uwadze, uśmiechnął się zadowolony z siebie.
-Boisz się mnie?-spytał, jednak odpowiedź nie cisnęła mi się na usta.-Zapytałem się o coś.-melodyjnie upomniał się po kilku sekundach mojej ciszy.-Adelaide! Zapytałem się, czy się mnie boisz!
Nie, kurwa, nie boję się, moje ciało zadrżało, bo uwielbia twój oślizgły i bolesny dotyk.
Byłam na tyle zdenerwowana jego dzisiejszym zachowaniem, że pozwoliłam sobie na dalszą ciszę. Moje oczy słabo wpatrywały się jego źrenicę, doskonale widząc moje własne odbicie.
Nie musiałam długo czekać, by mój lewy polik zapiekł - o dziwo - nie złapałam się za twarz, poniekąd chciałam pomasować bolące miejsce, jednak powstrzymałam się, nie chcąc, by Zack poczuł się dumnie z własnych bestialskich czynów.
-Jedziesz jutro rano, chcesz zostawić tak sprawy między nami?-zapytałam zniesmaczona.
-Nie.-odpowiedział szybko, wbijając dominująco swoje palce w moje biodro i talię.-Wezmę cię czy tego chcesz, czy nie.
Te słowa zapowiedziały piekło, które nie raz wydarzyło się w tym domu, które nie było dla mnie zaskoczeniem. Wiedziałam, że zasłużyłam na to, byłam sama sobie winna.
Nie zareagowałam, kiedy mocno chwycił mnie za brzuch i zaczął ciągnąć w stronę salonu, sofy, na którą mnie rzucił jak stereotypową szmacianą lalkę i nakrył mnie swoim ciężkim ciałem.
Jego płytki i niezbyt przyjemny oddech od razu dopadł moje ucho, podgryzając je. Dłonie błądziły po moim ciele, brudząc je swoimi nieczystymi zamiarami. Jego lewa noga między moimi udami, przygniatała moje krocze.
Nie wyrywałam się, jednak kiedy jego usta znalazły moje, nie współpracowałam. Nie potrafiłam pragnąć bardziej, by ten koszmar się skończył, ale koniec nie nadchodził.
W jednej minucie wszystkie nasze ubrania zniknęły z nas, nadal górował nade mną, przygniatając mnie, tyle, że teraz był całkowicie między moimi nogami.
Wszedł drastycznie we mnie, nie myśląc o moich doznaniach. Ogromny ból rozszedł się po moim ciele, a wraz z nim płacz przeciął na wskroś salon, który był wypełniony stęknięciami Zack'a. Łzy spływały widocznie po moich polikach, ale to go nie powstrzymywało, wręcz zachęcało do akcji.
-Przestań.. proszę.-wyjęczałam z bólu, starając się go zrzucić ze mnie.
Nie odpowiedział słownie, jego odpowiedzią było przyspieszenie ruchów, które wyrządziły jeszcze więcej bólu i krzywd mojemu ciału.
Mgła pojawiła się przed moimi oczami, co zmusiło je do zamknięcia się, w ustach zabrakło tlenu, a w głowie pojawiła się pustka.
Ostatnie, co zapamiętałam to enigmatyczny uśmiech szatyna, który był nade mną oraz coraz większy ból w dobrze znanych jej okolicach ciała.
Zemdlałam.
Obudziłam się przykryta białym prześcieradłem po szyję. Czułam, że jestem naga, a całe ciało obolałe. Wspomnienie wczorajszej nocy, spowodowało moją ogromną niechęć otworzenia oczu. Wyczuwałam, że jestem sama w domu, jednak coś we mnie nie chciało się zmierzyć z rzeczywistością, pragnęłam, by wczorajsza noc nie wydarzyła się, żeby to wszystko było zwyczajnym koszmarem sennym.
Otwierając oczy, przestałam się łudzić, że wczorajsza noc nie miała miejsca.
Nie mogłam powiedzieć, że byłam zaskoczona widokiem, który zastałam, jednak nie spodziewałam się, że mężczyzna, który zachował się względem mnie tak Prześcieradło miało czerwone plamy, dobrze wiedziałam, że mają one dużo wspólnego z bólem w okolicach intymnych.
Podniosłam się z pozycji leżącej na plecach, by usiąść na sofie. Jęcząc z bolesności, wykonałam zadanie, zrzucając ze swojego ciała prześcieradło na podłogę z obrzydzeniem. Czując szczypanie, jak i dogłębne ukłucie między udami, zrezygnowałam z siedzenia i szybko podniosłam się na nogi, za szybko. Pochyliłam się i złapałam mocno za oparcie kanapy, by nie upaść, kiedy zakręciło mi się w głowie, a nogi drżały z bezsilności.
Nie wiem, jak dotarłam do łazienki po schodach, ale zajęło mi to sporo czasu, co nie było niespodzianką. Nie raz znajdowałam się w takiej sytuacji i nie wiem, co gorsze, fakt, że przydarzyło mi się to czy to, iż zaczęłam przyzwyczajać się do przeraźliwie potężnej męczarni związanej z tym wszystkim.
Weszłam do brodzika, puszczając letnią wodę, usiadłam i zaczęłam się obmywać, pozwalając sobie na nieporadne łzy oraz szloch, które były spowodowane bólem fizycznym, jak i psychicznym.
Myśl, by się poddać pojawiała się w mojej głowie codziennie kilkadziesiątkrotnie w ciągu dnia, ale dziecinna nadzieja na lepsze jutro nie opuszczała mnie.
Pragnęłam, nie, musiałam wierzyć, że pewnego dnia to się skończy, Zack mnie zostawi, a ja nie będę miała uczucia, że zasługuję na niego i takie traktowanie. Na dzisiejszy dzień, wiedziałam, że poczekam na jego odpuszczenie mojej osobie.
Dni oraz noce, w których zadawałam sobie pytanie: "Co zrobiłam, że na to zasłużyłam?" - minęły, teraz zostało mi jedynie czekać.
Nie robiłam niczego, na co nie pozwalał mi Zack i większość czasu spędzałam uprawiając z nim seks, bądź oglądając telewizję, oto moje życie, które jest nic niewarte i jeśli ktoś ma podobne, współczuję z całej siebie, bo nikt nie zasługuje na taki dyskomfort z samym sobą. Myśl, że jest się kompletnie nie potrzebnym w tym świecie boli najbardziej, kiedy ona pochodzi z naszych własnych refleksji.
-Nie masz żadnych zainteresowań? Żadnych hobby, które wykonujesz w wolnym czasie?
Miałam dość jego pytań, coraz bardziej uświadamiały mi jak bardzo bezużyteczna jestem.
Kiedy byłam młodsza uwielbiałam rysować, pisać wiersze, ale wiedziałam, że nic co stworzyłam było dobre, Zack mnie bardziej w tym utwierdzał, więc przestałam i nie miałam zamiaru do tego wracać.
Zagryzłam dolną wargę i złożyłam dłonie na biuście.
-Za około godzinę przyjedzie ekipa, by podłączyć na nowo stację radiową, więc myślę, że możesz pozamiatać czy pościerać kurze w tamtym kącie.-wskazał w już posprzątany punkt pomieszczenia.
-Sam nie wiesz, co mam robić, przyznaj.-zaśmiałam się nerwowo, a mężczyzna mi zawtórował.
-Niestety masz rację. Zaproponowałbym ci oglądanie jakiś filmów albo czytanie książek dla zabicia czasu, ale nie chcę, byś się zanudziła na śmierć.
-To raczej niemożliwe, już dawno temu wylądowałabym w trumnie.-mruknęłam.-Pokaż mi te książki, ale tylko te, które ty uważasz, że są godne uwagi.
Matt uśmiechnął się na moje słowa i wystawił dłoń w stronę zwykłych, drewnianych schodów, które prowadziły na górę, do jego mieszkania - jak przypuszczałam.
-Wszystkie moje książki są godne uwagi, ale czy i ty je za takie uznasz, to twoja sprawa. Za tobą.-usłyszałam.
Kolejny dowód na to, jak bardzo różnił się od Niego. Uśmiechnęłam się na myśl, że miałam do czynienia z lepszą osobą niż dotychczas.
Ruszyłam po schodach na górę, otworzyłam drzwi, które były jak brama między ziemią a niebem, dosłownie. Zapach cytrusów natychmiastowo uderzył w moje nozdrza, oczy doznały szoku widząc czystość mieszkania, które pomimo swoich niedużych rozmiarów, było przestrzenne.
Meble w kolorze ciemnego drewna, na podłogach ogrzewane, jasne kafle, ściany były pomalowane farbami, jednak miały dodatki sprejowe, graffiti - słowa, które motywowały do działania.
Nie weszłam jedynie do jego sypialni i nie wiedzieć czemu, byłam ciekawa jak ona wygląda. Od dawna wiedziałam, że prawdy o osobie się dowiesz po jego pokoju bądź miejscu, w którym non stop przebywa.
Weszłam do salonu, w którym zastałam pokaźnych rozmiarów szafę, która była wypełniona po same brzegi różnokolorowymi oraz o zróżnicowanych rozmiarach książkach.
Zielonooki zaśmiał się na moją zaskoczoną twarz i podrapał się po tyle głowy.
-Wybieraj do woli, później możesz tutaj czytać albo zejść na dół, jak chcesz, zależy to od ciebie, ale chcę, abyś uszanowała moją.. prywatność.
Wiedziałam, że nie chciał mnie zranić, a nawet to była moja wina, że to powiedział. Moje wcześniejsze zachowanie będzie chodziło za mną do śmierci, już to mogłam przyznać.
Odwróciłam głowę i zastałam z niezręczną miną Matt'a. Uśmiechnęłam się do niego ciepło i kiwnęłam głową.
-Naprawdę cię przepraszam za tą sprawę z laptopem. Nie będę ci szperać po pułkach, żebyś miał pewność, możesz poczekać aż wezmę jakąś książkę i zejdziemy razem na dół.-oznajmiłam.
Zmarszczył czoło na moje słowa, chwilę milczał, jakby o czymś myślał, następnie odchrząknął, co przyprawiło mnie o wzdrygnięcie. Mój chłopak uwielbiał wydawać z siebie takie dźwięki, kiedy przychodziły mu nowe pomysły, jak mnie upokorzyć czy też zranić.
-Nie znamy się, ale nie sądzę, byś przeszukiwała mi mieszkanie, nie masz ku temu jakichkolwiek powódek, więc cię tutaj zostawię.-posłał mi jeden ze swoich łagodnych uśmiechów, obrócił się na pięcie i wyszedł z salonu, by po chwili po pierwszym piętrze rozległ się hałas zamykanych drzwi.
Nie wierzyłam w to, co przed chwilą się wydarzyło. On mi uwierzył, co więcej, miał powód, by tego nie robić. Byłam pod wrażeniem, że takie osoby jeszcze istnieją na Ziemi.
Zrzucając maskę "jaka to ja jestem szczęśliwa" i pozwalając swoim mięśniom twarzy odpocząć, schyliłam się, by wyjąć jedną z książek, która była średnio grubej zawartości, a jej biała okładka przyciągnęła mój wzrok.
-Co dzisiaj robiłaś przed pracą?-spytał Zack, kiedy dotarliśmy do domu.-Jak ci minął czas?
Byłam w środku przygotowania lazanii dla naszej dwójki, dopiero co włożyłam ją do piekarnika. Odwróciłam się do niego przodem. Siedział na krześle przy stole, który był oddalony ode mnie kilka kroków, mężczyzna przyglądał mi się znudzony, jednak pozwoliłam sobie nie zwracać na to uwagi.
-Czytałam książkę.-odpowiedziałam szybko.-Zapoznałam się z naprawdę liczną kolekcją książek Matt'a. On chyba uwielbia czytać, cały mebel był im poświęcony. Różnorodność witała od razu, od kryminałów po komedie, nawet kilka romansów tam było, ale bardziej zaliczyłabym to jako erotyki..
-Kotku.-agresywnie mi przerwał, podnosząc się z miejsca i ruszając w moją stronę.-To, że się ciebie coś zapytałem, nie oznacza, że mnie to obchodzi.
Popchnął mnie niedbale na ścianę i przycisnął do niej, wbijając swoje długie palce w biodra. Jęknęłam pod jego naciskiem. Nie wiedziałam o co mu chodziło, czy to była gra wstępna do seksu, czy może naprawdę był zły o coś.
-Puść mnie, Zack.-zażądałam, wiercąc się.
Szatyn zaśmiał się krótko na moje słowa.
-Gdzie się wybierasz, myszko?-ponownie zarechotał, a jego usta spotkały moje w gwałtowny sposób.
Nigdy nie kręciło mnie to w jaki napastliwy sposób całowaliśmy się, tudzież uprawialiśmy seks, wręcz sprawiało, że się go zwyczajnie bałam. Nie raz próbowałam spowolnić tempo, ale zawsze się kończyło na jednym, nim walczącym o dominację, przyspieszającym kilkakrotnie tempo, bądź robiącym siniaki na moim ciele.
Kiedy jego pocałunki rozpoczęły podróż wzdłuż mojej szczęki oraz szyi, zęby zaczęły kąsać moją skórę, a dłonie mocniej wciskały koniuszki palców w moje pośladki, dzwoniący telefon przerwał nasze niekoniecznie miłe dla mnie, zbliżenie. Na początku nie reagował, nadal mnie gnębił swoją bliskością, aczkolwiek gdy telefon nawet nie myślał, by zamilknąć, słyszałam jak zaczął mamrotać przekleństwa pod nosem.
Odsunął się ode mnie i podszedł do komórki, spojrzał na wyświetlacz i czym prędzej wyszedł z kuchni, przysuwając słuchawkę do ucha. Nawet nie rzucił mi spojrzenia, a już słyszałam pojedyncze, bezsensowne słowa, które oddalały się ode mnie co kilka sekund.
Nie przyszło mi nawet na myśl, by zbliżyć się i podsłuchać go, a już wrócił do kuchni i stanął naprzeciwko mnie. Położył swoje dłonie na moich ramionach, następnie przycisnął moje ciało do zimnej ściany, wpatrując się we mnie swoimi zimnymi oczami. Zadrżałam pod jego naporem ciała, jak i wzroku, co nie uległo jego uwadze, uśmiechnął się zadowolony z siebie.
-Boisz się mnie?-spytał, jednak odpowiedź nie cisnęła mi się na usta.-Zapytałem się o coś.-melodyjnie upomniał się po kilku sekundach mojej ciszy.-Adelaide! Zapytałem się, czy się mnie boisz!
Nie, kurwa, nie boję się, moje ciało zadrżało, bo uwielbia twój oślizgły i bolesny dotyk.
Byłam na tyle zdenerwowana jego dzisiejszym zachowaniem, że pozwoliłam sobie na dalszą ciszę. Moje oczy słabo wpatrywały się jego źrenicę, doskonale widząc moje własne odbicie.
Nie musiałam długo czekać, by mój lewy polik zapiekł - o dziwo - nie złapałam się za twarz, poniekąd chciałam pomasować bolące miejsce, jednak powstrzymałam się, nie chcąc, by Zack poczuł się dumnie z własnych bestialskich czynów.
-Jedziesz jutro rano, chcesz zostawić tak sprawy między nami?-zapytałam zniesmaczona.
-Nie.-odpowiedział szybko, wbijając dominująco swoje palce w moje biodro i talię.-Wezmę cię czy tego chcesz, czy nie.
Te słowa zapowiedziały piekło, które nie raz wydarzyło się w tym domu, które nie było dla mnie zaskoczeniem. Wiedziałam, że zasłużyłam na to, byłam sama sobie winna.
Nie zareagowałam, kiedy mocno chwycił mnie za brzuch i zaczął ciągnąć w stronę salonu, sofy, na którą mnie rzucił jak stereotypową szmacianą lalkę i nakrył mnie swoim ciężkim ciałem.
Jego płytki i niezbyt przyjemny oddech od razu dopadł moje ucho, podgryzając je. Dłonie błądziły po moim ciele, brudząc je swoimi nieczystymi zamiarami. Jego lewa noga między moimi udami, przygniatała moje krocze.
Nie wyrywałam się, jednak kiedy jego usta znalazły moje, nie współpracowałam. Nie potrafiłam pragnąć bardziej, by ten koszmar się skończył, ale koniec nie nadchodził.
W jednej minucie wszystkie nasze ubrania zniknęły z nas, nadal górował nade mną, przygniatając mnie, tyle, że teraz był całkowicie między moimi nogami.
Wszedł drastycznie we mnie, nie myśląc o moich doznaniach. Ogromny ból rozszedł się po moim ciele, a wraz z nim płacz przeciął na wskroś salon, który był wypełniony stęknięciami Zack'a. Łzy spływały widocznie po moich polikach, ale to go nie powstrzymywało, wręcz zachęcało do akcji.
-Przestań.. proszę.-wyjęczałam z bólu, starając się go zrzucić ze mnie.
Nie odpowiedział słownie, jego odpowiedzią było przyspieszenie ruchów, które wyrządziły jeszcze więcej bólu i krzywd mojemu ciału.
Mgła pojawiła się przed moimi oczami, co zmusiło je do zamknięcia się, w ustach zabrakło tlenu, a w głowie pojawiła się pustka.
Ostatnie, co zapamiętałam to enigmatyczny uśmiech szatyna, który był nade mną oraz coraz większy ból w dobrze znanych jej okolicach ciała.
Zemdlałam.
Obudziłam się przykryta białym prześcieradłem po szyję. Czułam, że jestem naga, a całe ciało obolałe. Wspomnienie wczorajszej nocy, spowodowało moją ogromną niechęć otworzenia oczu. Wyczuwałam, że jestem sama w domu, jednak coś we mnie nie chciało się zmierzyć z rzeczywistością, pragnęłam, by wczorajsza noc nie wydarzyła się, żeby to wszystko było zwyczajnym koszmarem sennym.
Otwierając oczy, przestałam się łudzić, że wczorajsza noc nie miała miejsca.
Nie mogłam powiedzieć, że byłam zaskoczona widokiem, który zastałam, jednak nie spodziewałam się, że mężczyzna, który zachował się względem mnie tak Prześcieradło miało czerwone plamy, dobrze wiedziałam, że mają one dużo wspólnego z bólem w okolicach intymnych.
Podniosłam się z pozycji leżącej na plecach, by usiąść na sofie. Jęcząc z bolesności, wykonałam zadanie, zrzucając ze swojego ciała prześcieradło na podłogę z obrzydzeniem. Czując szczypanie, jak i dogłębne ukłucie między udami, zrezygnowałam z siedzenia i szybko podniosłam się na nogi, za szybko. Pochyliłam się i złapałam mocno za oparcie kanapy, by nie upaść, kiedy zakręciło mi się w głowie, a nogi drżały z bezsilności.
Nie wiem, jak dotarłam do łazienki po schodach, ale zajęło mi to sporo czasu, co nie było niespodzianką. Nie raz znajdowałam się w takiej sytuacji i nie wiem, co gorsze, fakt, że przydarzyło mi się to czy to, iż zaczęłam przyzwyczajać się do przeraźliwie potężnej męczarni związanej z tym wszystkim.
Weszłam do brodzika, puszczając letnią wodę, usiadłam i zaczęłam się obmywać, pozwalając sobie na nieporadne łzy oraz szloch, które były spowodowane bólem fizycznym, jak i psychicznym.
Myśl, by się poddać pojawiała się w mojej głowie codziennie kilkadziesiątkrotnie w ciągu dnia, ale dziecinna nadzieja na lepsze jutro nie opuszczała mnie.
Pragnęłam, nie, musiałam wierzyć, że pewnego dnia to się skończy, Zack mnie zostawi, a ja nie będę miała uczucia, że zasługuję na niego i takie traktowanie. Na dzisiejszy dzień, wiedziałam, że poczekam na jego odpuszczenie mojej osobie.
Dni oraz noce, w których zadawałam sobie pytanie: "Co zrobiłam, że na to zasłużyłam?" - minęły, teraz zostało mi jedynie czekać.
Go ahead as you waste your days with thinking.
When you fall, everyone stands.
Another day and you've had your fill of sinking.
With the life held in your
Hands are shaking cold.
These hands are meant to hold.
[...] And even when your hope is gone,
Move along, move along just to make it through.
Wciąż nie dociera do mnie. WOW. .. wow ... jaki temat.. skąd ten pomysł? :D
OdpowiedzUsuńWiesz, że nie musisz pisać komentarzy, jeśli nie chcesz, prawda? :)
OdpowiedzUsuńOgólnie chciałam spróbować pisać dłuższe rozdziały, a o takiej historii często myślałam, więc pomyślałam "czemu nie?"
Ale ja chcę pisać, tylko czasem nie mam jak (jak kilka dni temu czekałam na nowy transfer), dopiero teraz mogłam. Zabrakło słów. :D
OdpowiedzUsuńNo dobrze, jeśli tak twierdzisz. :)
OdpowiedzUsuń