Owinęłam puchaty, beżowy ręcznik wokół mojego ciała, przytrzymując prawą dłonią ręcznik na biuście, odgarnęłam kosmyk włosów, który uparcie zasłaniał mi widok, otworzyłam drzwi i wyszłam, by za moment znaleźć się w sypialni. Bałagan, który zastałam na podłodze, przestał mi przeszkadzać i najwyraźniej Zack'owi też to odpowiadało, bo kiedy jeszcze wczoraj był tutaj, tylko zmierzył porządek surowym wzrokiem, ale nic nie powiedział - w końcu, sam mógł posprzątać.
Ruszyłam pingwinim krokiem w stronę szafy, w której znajdowały się moje ubrania. Założyłam szare dresy, biały podkoszulek oraz tego samego koloru skarpetki.
Jęknęłam, kiedy podnosiłam nogi, by przyodziać spodnie na tyłek. Pomimo, że uchroniłam, by nie doszło do infekcji w czasie kąpieli, zostało mi jeszcze zadbać o to, aby pozbyć się bólu między udami.
Już całkowicie ubrana, leniwym krokiem udałam się po schodach na dół do kuchni, gdzie w jednej z szuflad trzymaliśmy leki, do których miałam dostęp. Zack uwielbiał zamykać tę szufladę na klucz, jednak tym razem zostawił ją otwartą, nie zdziwiłam się, kiedy już na samym wierzchu znalazłam lek.
Jakiś ty kochany..
Grymas przywitał moje usta, jednak po chwili zdecydowałam nie użalać się nad sobą, a szatynowi dać spokój, bo to i tak nie miało znaczenia. Nie było nic, co mogłam zrobić, by zmienić cokolwiek w nim. To już takie miało być najwyraźniej i szczerze przestało mi zależeć na zmianie, a przynajmniej tak sobie zaczęłam wmawiać.
Kiedy popiłam szklanką wody dwie tabletki, udałam się do salonu, by położyć się na sofie, chwycić za pilota od starego pudła i uruchomić telewizję.
Gdy już nadeszła godzina 13, co znaczyło, że miałam wyjść do baru Matt'a, mogłam już normalnie chodzić, jednak tylko to, gdyż ból był nadal odczuwalny.
Wychodząc z domu w głowie miałam tylko jedną myśl : "Czy będę mogła dzisiaj sobie także odpuścić kilka godzin siedzenia na dole, a w zamian poczytać książkę?"
Wyjście na zewnątrz domu nie było mi przeznaczone, bowiem kiedy tylko otworzyłam drzwi, umięśniona postać Zack'a ponownie wepchnęła mnie do środka.
-Myślałam, że już pojechałeś.-wyszeptałam, kiedy przywarł do mnie ciałem i wtulił swoją twarz w moje rozpuszczone włosy, i oddychał głęboko, jak gdyby wchłaniał mój zapach.
-Bo pojechałem.-odpowiedział po dłuższej ciszy, drażniąc moje plecy swoim ruchliwym dotykiem.-Ale wróciłem, zaraz ponownie pojadę i już nie wrócę do przyszłego miesiąca. Nie mogłem wyjechać bez pożegnania.
Nie rozumiałam go. Nie rozumiałam jego zachowania ani myślenia. Nie miał logiki, mieszał mi w głowie i, pomimo że zdawał sobie z tego sprawę, nie zmieniał tego. Chciałam, by dał mi spokój, ale jednocześnie sama przestałam o tą wolność walczyć.
-Kocham cię, Adelaide.-usłyszałam jego stłumiony głos.
-Yhm, dzięki.-wyjęczałam z bólu, kiedy jego ręce zaczęły uciskać moje biodra.-Puść mnie już.-wyrywałam się i odsunęłam od niego na kilka kroków.
Spotkałam się z nieodgadnionym wzrokiem szatyna, który niemrawo wił się pod moim chłodem. Nie zamierzałam pozwolić mu panować nade mną, nie dzisiaj, kiedy w nocy tak bardzo mnie zranił i nawet nie żałował.
-To.. ja już pojadę.-wymruczał cicho i wyszedł czym prędzej z domu.
Oparłam się bez życia o ścianę przy drzwiach w korytarzu, roniąc jedną łzę, która wymknęła się spod mojej kontroli. Silnie wytarłam ją kciukiem, oddychając płytko, starając się nabrać powietrza w płuca.
Jeżeli pozwolę sobie na szloch, nie sądzę, abym potrafiła przestać, nigdy, a więc moją misją życiową było nie płakać i miałam zamiar wypełnić ją bez względu na cokolwiek.
Zamknęłam za sobą drzwi i udałam się głębiej budynku w stronę baru, przy którym siedziała blondynka, która była dziewczyną Oliver'a.
I to by było na tyle, Adelaide, książki nie poczytasz. - Moje myśli skomentowały, kiedy Imogen uradowana odwróciła się w moją stronę i wyściskała mnie.
Powiedzieć, że byłam zaskoczona jej niepowściągliwym zachowaniem to za mało, zdecydowanie za mało.
Nie odwzajemniłam uścisku, stałam z opuszczonymi rękoma, byłam zwyczajnie osłupiona, jednak to nie wprowadziło w zły humor dziewczyny, odsunęła się i wesoło wyszczerzyła zęby. Próbowałam odwzajemnić jej pozytywną energię mimiką twarzy, jednak nie powiodło mi się, wyszedł mi mizerny półksiężyc.
Całą sytuacje dokładnie oglądał Matt, który uznał nasze zachowanie za śmieszne, gdyż z jego ust wyleciał lekki, ściszony śmiech, który po chwili starał się ukryć wymuszonym kaszlem.
Odwróciłam głowę w jego stronę i podniosłam lewą brew do góry. Nie rozumiałam, co w tym wszystkim było zabawne i nie potrafiłam zmusić siebie do udawania uśmiechu, nie dzisiaj, kiedy ledwo stałam na nogach w przenośni, jak i dosłownie.
-Przeszkodziłam ci w czymś?-spytała Imogen.
Odwróciłam ponownie twarz do dziewczyny i ponowiłam próbę zmuszenia moich warg do uśmiechu, który tym razem się udał.
-Nie.. Po prostu myślałam, że będę mogła dokończyć książkę, którą Matt mi pożyczył zanim zacznę zmianę.-odpowiedziałam prawdziwie, na co młoda kobieta zaśmiała się.
-Możesz ją dokończyć, przyszłam tutaj, by poczekać na Oliver'a. Posiedzę z Matt'em, jeśli nie chcesz potowarzyszyć mi.
-Nie. Jak to będzie wyglądać? Nie, pobędę z tobą, nie widzę problemu.
-No, to dobrze, że się zgodziłaś, bo inaczej nie odzywałabym się do ciebie.-zażartowała, kiedy siadałyśmy przy blacie.
Wymusiłam śmiech, który dzięki praktyce czasu zdołał być idealnie podobny do prawdziwego, który tak dawno nie rozbrzmiewał z moich ust.
-Jestem już z nim od roku i nadal nie poznałam jego rodziny, wyobrażasz to sobie?-widziałam na twarzy Imogen wymalowane rozczarowanie.
Nakryłam jej lewą dłoń swoją prawą, obie spoczęły na blacie stołu. Matt zostawił nas same na chwilę, by dać nam swobodę w rozmowie, a sam udał się do swojego mieszkania
Dochodziła 14, a ja nie mogłam się doczekać aż Oliver przyjdzie do swojej dziewczyny, co będzie równało się z możliwością odejścia od niej i odetchnięcia.
-Może Oliver nie chce poważnego związku? Albo ma problemy rodzinne?-wysuwałam różnorodne pomysły.-Albo czeka na dobry moment?
-Nie wiem, co o tym myśleć, mam dość czekania.-jej rozżalony głos sprawiał, że i moje emocje zaczęły się chwiać.
-A mówiłaś mu o tym, jak się z tym czujesz?
-Oczywiście, że tak! Ale on nie chce o tym słuchać, mówi, że wyolbrzymiam sprawę.
-Może daj mu czas?
-Co masz na myśli?
-Zerwij i daj mu czas na zobaczenia swoich błędów.
-Ale nie chcę z nim zrywać, kocham go.
-To nie wiem, co powinnaś zrobić. Jestem zielona w takich sytuacjach.
-Jak ty nakłoniłaś Zack'a, by poznał cię ze swoimi rodzicami?
-Nie poznałam ich. On poznał moich i na tym się skończyło. Nie chcę nawet poznać jego rodziców, mój związek z nim jest tylko chwilowy.
-Cztery lata to nie jest krótkoterminowy związek.
Pokręciłam głową z mętną miną. Nie chciałam o tym rozmawiać, cholera, nie mogłam o tym rozmawiać.
-Ja i Zack to coś, o czym nie chcę rozmawiać.-wyjawiłam.-Powiedz mi, może on ma kogoś na boku? Zastanawiałaś się nad tym?
Moja prowokacja spowodowała, że jej oczy powiększyły się dwukrotnie oraz płuca zachłysnęły się powietrzem. Kiedy ona nerwowo wypuszczała powoli powietrze ustami, ja roześmiałam się, gdyż do baru wszedł dumnie Oliver z tym swoim zuchwałym uśmieszkiem.
Nic nieświadomy mężczyzna dosiadł się do nas i objął ramieniem swoją dziewczynę, która zaczynała nabierać ponownie kolorów na twarzy. Mój sztuczny śmiech został zastąpiony delikatnym uśmiechem.
-Ja już pójdę.-wstałam z krzesła i poszłam na górę po schodach.
Matt'a zastałam siedzącego na kanapie, nogi na stoliku od kawy, na kolanach książka, którą zaczęłam czytać ostatnio. Podeszłam do niego bliżej, stanęłam za sofą, a następnie szturchnęłam go w prawe ramię.
-To moja książka.-szatyn uśmiechnął się na moje słowa i podniósł się ociężale na nogi.
-Też ją obecnie czytam.-wyjaśnił.-Psychologiczne poradniki są świetne, prawda?
-Owszem. Dają dużo do myślenia.-odwzajemniłam jego uśmiech - o dziwo - był on szczery.
Kiedy cisza zapanowała między nami, spokojnie studiowaliśmy się nawzajem wzrokiem. Nie pożerałam go wzrokiem jak to niektórzy robią, kiedy mają do czynienia z atrakcyjnymi osobami.
Jego zielone oczy jarzyły się tajemniczością, usta były ozdobione małym uśmiechem, a włosy w cudownym nieładzie.
Czy był przystojny? Owszem. Czy mając go przed sobą, miałam ochotę objąć go ramionami i pocałować go mocno? Tak. Czy zrobiłabym takie świństwo Zack'owi? Nie. Czy Matt byłby zainteresowany mną? Nie, chyba, że upadłby na głowę i coś mu się stało. Nikt o zdrowych zmysłach nie zwróciłby na mnie uwagi i od wielu lat przestałam się łudzić, że jest inaczej. Zack był nienormalny, dlatego jest ze mną, nie chcę nawet myśleć, jak bardzo pokręcony musiałby być Matt, aby zrobiłby taki ruch.
-O czym myślisz?-usłyszałam jego szept.
Spojrzałam odważnie w jego oczy i zmusiłam samą siebie, by wytrzymać i nie zniżyć wzroku.
-Niczym specjalnym.-odpowiedziałam.-A ty?
-Tobie.-uśmiechnął się szerzej, widząc, jak moje oczy powiększają się na tą wieść.-Jesteś piękna, wiesz o tym?
-Nie jestem.
Nie potrafiłam zrozumieć jego zamiarów, a słowa zamiast komplementować, raniły.
Spuściłam wzrok i nie potrafiłam go ponownie podnieść.
-Jesteś.-powtórzył.-A Zack nie docenia tego, że jesteś na jego skinienie palca.
Widziałam jak zaciska szczękę, co wprowadziło mnie w jeszcze większe zakłopotanie.
-Jak możesz być z takim dominatem? Naprawdę go kochasz? On cię krzywdzi, popycha, bije.-słyszałam jego wyrzuty.-Adelaide, dlaczego z nim jesteś?!
-Nie sądzę, aby to była twoja sprawa.-przerwałam mu.-Zajmij się sobą i daj mi spokój.
Zwróciłam wzrok ku niemu i zastałam widok, który mną wstrząsnął. Szatyn miał lekko zaczerwienione oczy, oddech przyspieszony i płytki.
-Będziesz go bronić?-zakpił zirytowany.
I to był koniec subtelnego, taktownego i powściągliwego Matt'a, był równie awanturniczy oraz rozchwiany emocjonalnie, jak i mój chłopak oraz jego koledzy.
Widziałam jak jego klatka piersiowa szybko wznosiła się i opadała, dłonie zaciśnięte w pięści po obu stronach bioder, spuszczone wzdłuż ciała. Potrafiłam dostrzec, jak złość zabierała mu kontrolę nad jego ciałem, co sprawiało, że zaczęłam się go obawiać.
-Jak możesz być tak głupia?!
Jego prawa pięść uderzyła ścianę, która pod naciskiem ciosu, zapadła się o kilka centymetrów. Wszystko zaszło mgłą, zaczęłam się cofać do tyłu jak najszybciej mogłam, przestawałam trzeźwo myśleć. Po krótkiej chwili obróciłam się i zaczęłam biec, ale ucieczka nie była mi dana, mężczyzna złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie, nie pozwalając mi nigdzie się ruszyć. To było niemożliwe. Czułam się jak mysz zamknięta w klatce, którą były ciepłe ramiona zdenerwowanego Matt'a. Bałam się go, więc to było całkowicie normalne, że zaczęłam krzyczeć, co było nienormalne to to, że nawet nie wiedziałam, iż to robię. Zrozumiałam, że krzyk był wydawany przeze mnie, kiedy zostałam obrócona przodem do Niego i zostałam zmuszona, wtulić się twarz w jego klatkę piersiową. Czułam jego ręce oplatające moją talię, łagodnie drażniące moje plecy swoim dotykiem. Kołysał mną boki i starał uciszyć, kiedy krzyk został zastąpiony szlochem, którego tak bardzo starałam się uniknąć.
Nienawidziłam płakać. Nienawidziłam płakać przy kimś. Nienawidziłam płakać przy kimś, bo nie wiedziałam, jak później mam się zachować, gdy "atak" zakończy się.
-Przepraszam cię, Adelaide.. Przepraszam.-słyszałam jego - już opanowany - cichy głos.
Domyślałam się, że poczuł się winny za całą sytuację, że naprawdę żałował. Nie wiedziałam, jaki sens był tej.. sytuacji i obawiałam się zapytać. Nie chciałam znać odpowiedzi. Nie sądzę, bym potrafiła ją udźwignąć.
Kiedy on mnie obejmował, ja w ogóle go nie trzymałam, byłam sztywna jak posąg, ręce wzdłuż ciała, tylko buzię miałam blisko jego. Byłam na tyle niska, że dosięgałam do jego torsu. Nie mogłam go przytulić, nie potrafiłam też się odsunąć. Pragnęłam, by sam odszedł o kilka kroków, bo ja nie miałam na tyle siły, jedyne, na co miałam siłę witalną to sen, położyć się i nie wstawać.
-Przepraszam cię.-nie powiedział tego po raz kolejny raz po przerwie, mówił to bez wytchnienia, jakby popełnił największy błąd w jego życiu.
-Nie..-wyjęczałam, starając się ogarnąć i przestać płakać.
Jego ciało usztywniło się.
-Co "nie"?-spytał.
-Nie.. przepraszaj.-wyszeptałam.-Nie masz po co. Masz rację, jestem skończoną idiotką, że jestem z nim, że go bronię. Ale wiesz co jest najbardziej niemądre z mojej strony?
Odsunęłam się i zobaczyłam, jak macha głową.
-Że nie potrafię od niego odejść.-uśmiechnęłam się gorzko przez łzy, które wycierałam pospiesznie rękoma.
Cisza między nami po raz kolejny zapanowała, jednak tym razem, nie trwała ona długo.
-Dlaczego nie odejdziesz?-usłyszałam.
-Jaki w tym sens? To nie jest tak, że ktoś inny będzie mnie chciał. Poza tym, gdzie pójdę? Nie mam nic i nikogo. Nie mam ochoty oddychać, a co dopiero uciekać. Odchodzą osoby, które mają przed sobą życie, ja nie mam.
-Jak możesz tak mówić?-patrzył na mnie smutnymi oczami, a głos starał się mieć powściągnięty.-Masz 20 lat, masz całe życie przed sobą.
-Nie, Matt. Co mi po moim młodym wieku, kiedy jestem wyczerpana psychicznie? Nie mam siły walczyć, mówić, szczególnie myśleć. Jestem wyczerpana. Jedyną czynnością, którą łaknę jest sen, w sensie, położyć się i nie wstawać, nie oddychać.
Nigdy nie otworzyłam się w taki sposób przed ludźmi. To była pierwsza osoba, która usłyszała o moich myślach, problemach wewnątrz mnie.
-I - warto napomknąć - moja depresja nie jest spowodowana Zack'iem, oczywiście nie pomógł, ale moje przygnębienie trwa ponad 4 lata, miałam 14 lat, kiedy zaczęłam marzyć o śmierci. Sytuacja w domu była wystarczająco nieciekawa, by spowodowała u mnie niechęć do dalszego życia. Nie miałam nikogo, aniw domu, ani w szkole, ani nigdzie. Byłam zamknięta w sobie, ale później pomyślałam "czemu mam być w domu i nic nie robić, kiedy mogę iść i się upić, zapomnieć na chwilę." To tak zrobiłam, wyszłam, wtedy poznałam Zack'a i pomimo jego wad, brnęłam w tą znajomość, co było najbardziej dziecinną i żałośnie durną decyzją, jaką podjęłam.-wyjawiłam, unikając jego wzroku.
Nie wiem, czego oczekiwałam, kiedy powiedziałam to wszystko na głos.
Może myślałam, że mnie zrozumie? Taka naiwna nadzieja. A może, nie chciałam tkwić sama z tym wszystkim, jeśli mogę podzielić się z nim, tymi myślami, tym, co się przytrafiło mi. Miałam tą świadomość, że nie jestem jedyną, którą gówno spotkało i naprawdę przygnębiło, jednak chwilowa nadzieja, że Matt jest w stanie mnie zrozumieć, minęła.
Wpatrywałam się w jego nieodgadniony wyraz twarzy. Był zdezorientowany. Nie wiedział, jak zareagować na moje wyznanie.
-Nie mów nic, Matthew.-powiedziałam błyskawicznie.
Widziałam po jego oczach, że był pełen empatii, aczkolwiek na tym się kończyło. Nie miał pewności, czy objęcie mnie i przytulenie będzie czymś, co przekroczyłoby pewne granice, czy może powinien mnie odsunąć od siebie, bojąc się, że moja depresja przejdzie na niego.
-Adelaide..-usłyszałam jego niemal niemy głos.-Nie jesteś w tym sama. Jestem tutaj dla ciebie, gdybyś chciała porozmawiać. Może nie dam ci rady, ale jestem tutaj i cię wysłucham,.
Teraz to ja byłam niepewna, jak mam zareagować i całe szczęście, że nie musiałam, że dzwonek telefony Matt'a nam przerwał.
Mężczyzna spojrzał nerwowo na wyświetlacz i przysunął do ucha, ówcześnie odbierając połączenie.
-Cześć.. Jest.. Tak..-słyszałam pojedyncze słowa szatyna.
Odsunął urządzenie od siebie i rzucił mi zaniepokojone spojrzenie.
-Zack chce z tobą porozmawiać.-wymamrotał pod nosem i podał mi telefon, wychodząc czym prędzej z mieszkania, trzaskając drzwiami.
Zmieszana podniosłam komórkę i przysunęłam ją do ucha.
-Halo?-odezwałam się pierwsza.
-Adelaide..-usłyszałam jak mężczyzna pociąga nosem.-Przepraszam cię, kochana.
I po raz kolejny wpierdolił się w moje myśli. Mieszał w mojej głowie z największą radością. Pieprzył się z moimi uczuciami tak ostro, jak i z ciałem, a ja stałam na przepaści między przyzwyczajaniem się a byciem znużoną tym wszystkim.
Ruszyłam pingwinim krokiem w stronę szafy, w której znajdowały się moje ubrania. Założyłam szare dresy, biały podkoszulek oraz tego samego koloru skarpetki.
Jęknęłam, kiedy podnosiłam nogi, by przyodziać spodnie na tyłek. Pomimo, że uchroniłam, by nie doszło do infekcji w czasie kąpieli, zostało mi jeszcze zadbać o to, aby pozbyć się bólu między udami.
Już całkowicie ubrana, leniwym krokiem udałam się po schodach na dół do kuchni, gdzie w jednej z szuflad trzymaliśmy leki, do których miałam dostęp. Zack uwielbiał zamykać tę szufladę na klucz, jednak tym razem zostawił ją otwartą, nie zdziwiłam się, kiedy już na samym wierzchu znalazłam lek.
Jakiś ty kochany..
Grymas przywitał moje usta, jednak po chwili zdecydowałam nie użalać się nad sobą, a szatynowi dać spokój, bo to i tak nie miało znaczenia. Nie było nic, co mogłam zrobić, by zmienić cokolwiek w nim. To już takie miało być najwyraźniej i szczerze przestało mi zależeć na zmianie, a przynajmniej tak sobie zaczęłam wmawiać.
Kiedy popiłam szklanką wody dwie tabletki, udałam się do salonu, by położyć się na sofie, chwycić za pilota od starego pudła i uruchomić telewizję.
Gdy już nadeszła godzina 13, co znaczyło, że miałam wyjść do baru Matt'a, mogłam już normalnie chodzić, jednak tylko to, gdyż ból był nadal odczuwalny.
Wychodząc z domu w głowie miałam tylko jedną myśl : "Czy będę mogła dzisiaj sobie także odpuścić kilka godzin siedzenia na dole, a w zamian poczytać książkę?"
Wyjście na zewnątrz domu nie było mi przeznaczone, bowiem kiedy tylko otworzyłam drzwi, umięśniona postać Zack'a ponownie wepchnęła mnie do środka.
-Myślałam, że już pojechałeś.-wyszeptałam, kiedy przywarł do mnie ciałem i wtulił swoją twarz w moje rozpuszczone włosy, i oddychał głęboko, jak gdyby wchłaniał mój zapach.
-Bo pojechałem.-odpowiedział po dłuższej ciszy, drażniąc moje plecy swoim ruchliwym dotykiem.-Ale wróciłem, zaraz ponownie pojadę i już nie wrócę do przyszłego miesiąca. Nie mogłem wyjechać bez pożegnania.
Nie rozumiałam go. Nie rozumiałam jego zachowania ani myślenia. Nie miał logiki, mieszał mi w głowie i, pomimo że zdawał sobie z tego sprawę, nie zmieniał tego. Chciałam, by dał mi spokój, ale jednocześnie sama przestałam o tą wolność walczyć.
-Kocham cię, Adelaide.-usłyszałam jego stłumiony głos.
-Yhm, dzięki.-wyjęczałam z bólu, kiedy jego ręce zaczęły uciskać moje biodra.-Puść mnie już.-wyrywałam się i odsunęłam od niego na kilka kroków.
Spotkałam się z nieodgadnionym wzrokiem szatyna, który niemrawo wił się pod moim chłodem. Nie zamierzałam pozwolić mu panować nade mną, nie dzisiaj, kiedy w nocy tak bardzo mnie zranił i nawet nie żałował.
-To.. ja już pojadę.-wymruczał cicho i wyszedł czym prędzej z domu.
Oparłam się bez życia o ścianę przy drzwiach w korytarzu, roniąc jedną łzę, która wymknęła się spod mojej kontroli. Silnie wytarłam ją kciukiem, oddychając płytko, starając się nabrać powietrza w płuca.
Jeżeli pozwolę sobie na szloch, nie sądzę, abym potrafiła przestać, nigdy, a więc moją misją życiową było nie płakać i miałam zamiar wypełnić ją bez względu na cokolwiek.
Zamknęłam za sobą drzwi i udałam się głębiej budynku w stronę baru, przy którym siedziała blondynka, która była dziewczyną Oliver'a.
I to by było na tyle, Adelaide, książki nie poczytasz. - Moje myśli skomentowały, kiedy Imogen uradowana odwróciła się w moją stronę i wyściskała mnie.
Powiedzieć, że byłam zaskoczona jej niepowściągliwym zachowaniem to za mało, zdecydowanie za mało.
Nie odwzajemniłam uścisku, stałam z opuszczonymi rękoma, byłam zwyczajnie osłupiona, jednak to nie wprowadziło w zły humor dziewczyny, odsunęła się i wesoło wyszczerzyła zęby. Próbowałam odwzajemnić jej pozytywną energię mimiką twarzy, jednak nie powiodło mi się, wyszedł mi mizerny półksiężyc.
Całą sytuacje dokładnie oglądał Matt, który uznał nasze zachowanie za śmieszne, gdyż z jego ust wyleciał lekki, ściszony śmiech, który po chwili starał się ukryć wymuszonym kaszlem.
Odwróciłam głowę w jego stronę i podniosłam lewą brew do góry. Nie rozumiałam, co w tym wszystkim było zabawne i nie potrafiłam zmusić siebie do udawania uśmiechu, nie dzisiaj, kiedy ledwo stałam na nogach w przenośni, jak i dosłownie.
-Przeszkodziłam ci w czymś?-spytała Imogen.
Odwróciłam ponownie twarz do dziewczyny i ponowiłam próbę zmuszenia moich warg do uśmiechu, który tym razem się udał.
-Nie.. Po prostu myślałam, że będę mogła dokończyć książkę, którą Matt mi pożyczył zanim zacznę zmianę.-odpowiedziałam prawdziwie, na co młoda kobieta zaśmiała się.
-Możesz ją dokończyć, przyszłam tutaj, by poczekać na Oliver'a. Posiedzę z Matt'em, jeśli nie chcesz potowarzyszyć mi.
-Nie. Jak to będzie wyglądać? Nie, pobędę z tobą, nie widzę problemu.
-No, to dobrze, że się zgodziłaś, bo inaczej nie odzywałabym się do ciebie.-zażartowała, kiedy siadałyśmy przy blacie.
Wymusiłam śmiech, który dzięki praktyce czasu zdołał być idealnie podobny do prawdziwego, który tak dawno nie rozbrzmiewał z moich ust.
-Jestem już z nim od roku i nadal nie poznałam jego rodziny, wyobrażasz to sobie?-widziałam na twarzy Imogen wymalowane rozczarowanie.
Nakryłam jej lewą dłoń swoją prawą, obie spoczęły na blacie stołu. Matt zostawił nas same na chwilę, by dać nam swobodę w rozmowie, a sam udał się do swojego mieszkania
Dochodziła 14, a ja nie mogłam się doczekać aż Oliver przyjdzie do swojej dziewczyny, co będzie równało się z możliwością odejścia od niej i odetchnięcia.
-Może Oliver nie chce poważnego związku? Albo ma problemy rodzinne?-wysuwałam różnorodne pomysły.-Albo czeka na dobry moment?
-Nie wiem, co o tym myśleć, mam dość czekania.-jej rozżalony głos sprawiał, że i moje emocje zaczęły się chwiać.
-A mówiłaś mu o tym, jak się z tym czujesz?
-Oczywiście, że tak! Ale on nie chce o tym słuchać, mówi, że wyolbrzymiam sprawę.
-Może daj mu czas?
-Co masz na myśli?
-Zerwij i daj mu czas na zobaczenia swoich błędów.
-Ale nie chcę z nim zrywać, kocham go.
-To nie wiem, co powinnaś zrobić. Jestem zielona w takich sytuacjach.
-Jak ty nakłoniłaś Zack'a, by poznał cię ze swoimi rodzicami?
-Nie poznałam ich. On poznał moich i na tym się skończyło. Nie chcę nawet poznać jego rodziców, mój związek z nim jest tylko chwilowy.
-Cztery lata to nie jest krótkoterminowy związek.
Pokręciłam głową z mętną miną. Nie chciałam o tym rozmawiać, cholera, nie mogłam o tym rozmawiać.
-Ja i Zack to coś, o czym nie chcę rozmawiać.-wyjawiłam.-Powiedz mi, może on ma kogoś na boku? Zastanawiałaś się nad tym?
Moja prowokacja spowodowała, że jej oczy powiększyły się dwukrotnie oraz płuca zachłysnęły się powietrzem. Kiedy ona nerwowo wypuszczała powoli powietrze ustami, ja roześmiałam się, gdyż do baru wszedł dumnie Oliver z tym swoim zuchwałym uśmieszkiem.
Nic nieświadomy mężczyzna dosiadł się do nas i objął ramieniem swoją dziewczynę, która zaczynała nabierać ponownie kolorów na twarzy. Mój sztuczny śmiech został zastąpiony delikatnym uśmiechem.
-Ja już pójdę.-wstałam z krzesła i poszłam na górę po schodach.
Matt'a zastałam siedzącego na kanapie, nogi na stoliku od kawy, na kolanach książka, którą zaczęłam czytać ostatnio. Podeszłam do niego bliżej, stanęłam za sofą, a następnie szturchnęłam go w prawe ramię.
-To moja książka.-szatyn uśmiechnął się na moje słowa i podniósł się ociężale na nogi.
-Też ją obecnie czytam.-wyjaśnił.-Psychologiczne poradniki są świetne, prawda?
-Owszem. Dają dużo do myślenia.-odwzajemniłam jego uśmiech - o dziwo - był on szczery.
Kiedy cisza zapanowała między nami, spokojnie studiowaliśmy się nawzajem wzrokiem. Nie pożerałam go wzrokiem jak to niektórzy robią, kiedy mają do czynienia z atrakcyjnymi osobami.
Jego zielone oczy jarzyły się tajemniczością, usta były ozdobione małym uśmiechem, a włosy w cudownym nieładzie.
Czy był przystojny? Owszem. Czy mając go przed sobą, miałam ochotę objąć go ramionami i pocałować go mocno? Tak. Czy zrobiłabym takie świństwo Zack'owi? Nie. Czy Matt byłby zainteresowany mną? Nie, chyba, że upadłby na głowę i coś mu się stało. Nikt o zdrowych zmysłach nie zwróciłby na mnie uwagi i od wielu lat przestałam się łudzić, że jest inaczej. Zack był nienormalny, dlatego jest ze mną, nie chcę nawet myśleć, jak bardzo pokręcony musiałby być Matt, aby zrobiłby taki ruch.
-O czym myślisz?-usłyszałam jego szept.
Spojrzałam odważnie w jego oczy i zmusiłam samą siebie, by wytrzymać i nie zniżyć wzroku.
-Niczym specjalnym.-odpowiedziałam.-A ty?
-Tobie.-uśmiechnął się szerzej, widząc, jak moje oczy powiększają się na tą wieść.-Jesteś piękna, wiesz o tym?
-Nie jestem.
Nie potrafiłam zrozumieć jego zamiarów, a słowa zamiast komplementować, raniły.
Spuściłam wzrok i nie potrafiłam go ponownie podnieść.
-Jesteś.-powtórzył.-A Zack nie docenia tego, że jesteś na jego skinienie palca.
Widziałam jak zaciska szczękę, co wprowadziło mnie w jeszcze większe zakłopotanie.
-Jak możesz być z takim dominatem? Naprawdę go kochasz? On cię krzywdzi, popycha, bije.-słyszałam jego wyrzuty.-Adelaide, dlaczego z nim jesteś?!
-Nie sądzę, aby to była twoja sprawa.-przerwałam mu.-Zajmij się sobą i daj mi spokój.
Zwróciłam wzrok ku niemu i zastałam widok, który mną wstrząsnął. Szatyn miał lekko zaczerwienione oczy, oddech przyspieszony i płytki.
-Będziesz go bronić?-zakpił zirytowany.
I to był koniec subtelnego, taktownego i powściągliwego Matt'a, był równie awanturniczy oraz rozchwiany emocjonalnie, jak i mój chłopak oraz jego koledzy.
Widziałam jak jego klatka piersiowa szybko wznosiła się i opadała, dłonie zaciśnięte w pięści po obu stronach bioder, spuszczone wzdłuż ciała. Potrafiłam dostrzec, jak złość zabierała mu kontrolę nad jego ciałem, co sprawiało, że zaczęłam się go obawiać.
-Jak możesz być tak głupia?!
Jego prawa pięść uderzyła ścianę, która pod naciskiem ciosu, zapadła się o kilka centymetrów. Wszystko zaszło mgłą, zaczęłam się cofać do tyłu jak najszybciej mogłam, przestawałam trzeźwo myśleć. Po krótkiej chwili obróciłam się i zaczęłam biec, ale ucieczka nie była mi dana, mężczyzna złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie, nie pozwalając mi nigdzie się ruszyć. To było niemożliwe. Czułam się jak mysz zamknięta w klatce, którą były ciepłe ramiona zdenerwowanego Matt'a. Bałam się go, więc to było całkowicie normalne, że zaczęłam krzyczeć, co było nienormalne to to, że nawet nie wiedziałam, iż to robię. Zrozumiałam, że krzyk był wydawany przeze mnie, kiedy zostałam obrócona przodem do Niego i zostałam zmuszona, wtulić się twarz w jego klatkę piersiową. Czułam jego ręce oplatające moją talię, łagodnie drażniące moje plecy swoim dotykiem. Kołysał mną boki i starał uciszyć, kiedy krzyk został zastąpiony szlochem, którego tak bardzo starałam się uniknąć.
Nienawidziłam płakać. Nienawidziłam płakać przy kimś. Nienawidziłam płakać przy kimś, bo nie wiedziałam, jak później mam się zachować, gdy "atak" zakończy się.
-Przepraszam cię, Adelaide.. Przepraszam.-słyszałam jego - już opanowany - cichy głos.
Domyślałam się, że poczuł się winny za całą sytuację, że naprawdę żałował. Nie wiedziałam, jaki sens był tej.. sytuacji i obawiałam się zapytać. Nie chciałam znać odpowiedzi. Nie sądzę, bym potrafiła ją udźwignąć.
Kiedy on mnie obejmował, ja w ogóle go nie trzymałam, byłam sztywna jak posąg, ręce wzdłuż ciała, tylko buzię miałam blisko jego. Byłam na tyle niska, że dosięgałam do jego torsu. Nie mogłam go przytulić, nie potrafiłam też się odsunąć. Pragnęłam, by sam odszedł o kilka kroków, bo ja nie miałam na tyle siły, jedyne, na co miałam siłę witalną to sen, położyć się i nie wstawać.
-Przepraszam cię.-nie powiedział tego po raz kolejny raz po przerwie, mówił to bez wytchnienia, jakby popełnił największy błąd w jego życiu.
-Nie..-wyjęczałam, starając się ogarnąć i przestać płakać.
Jego ciało usztywniło się.
-Co "nie"?-spytał.
-Nie.. przepraszaj.-wyszeptałam.-Nie masz po co. Masz rację, jestem skończoną idiotką, że jestem z nim, że go bronię. Ale wiesz co jest najbardziej niemądre z mojej strony?
Odsunęłam się i zobaczyłam, jak macha głową.
-Że nie potrafię od niego odejść.-uśmiechnęłam się gorzko przez łzy, które wycierałam pospiesznie rękoma.
Cisza między nami po raz kolejny zapanowała, jednak tym razem, nie trwała ona długo.
-Dlaczego nie odejdziesz?-usłyszałam.
-Jaki w tym sens? To nie jest tak, że ktoś inny będzie mnie chciał. Poza tym, gdzie pójdę? Nie mam nic i nikogo. Nie mam ochoty oddychać, a co dopiero uciekać. Odchodzą osoby, które mają przed sobą życie, ja nie mam.
-Jak możesz tak mówić?-patrzył na mnie smutnymi oczami, a głos starał się mieć powściągnięty.-Masz 20 lat, masz całe życie przed sobą.
-Nie, Matt. Co mi po moim młodym wieku, kiedy jestem wyczerpana psychicznie? Nie mam siły walczyć, mówić, szczególnie myśleć. Jestem wyczerpana. Jedyną czynnością, którą łaknę jest sen, w sensie, położyć się i nie wstawać, nie oddychać.
Nigdy nie otworzyłam się w taki sposób przed ludźmi. To była pierwsza osoba, która usłyszała o moich myślach, problemach wewnątrz mnie.
-I - warto napomknąć - moja depresja nie jest spowodowana Zack'iem, oczywiście nie pomógł, ale moje przygnębienie trwa ponad 4 lata, miałam 14 lat, kiedy zaczęłam marzyć o śmierci. Sytuacja w domu była wystarczająco nieciekawa, by spowodowała u mnie niechęć do dalszego życia. Nie miałam nikogo, aniw domu, ani w szkole, ani nigdzie. Byłam zamknięta w sobie, ale później pomyślałam "czemu mam być w domu i nic nie robić, kiedy mogę iść i się upić, zapomnieć na chwilę." To tak zrobiłam, wyszłam, wtedy poznałam Zack'a i pomimo jego wad, brnęłam w tą znajomość, co było najbardziej dziecinną i żałośnie durną decyzją, jaką podjęłam.-wyjawiłam, unikając jego wzroku.
Nie wiem, czego oczekiwałam, kiedy powiedziałam to wszystko na głos.
Może myślałam, że mnie zrozumie? Taka naiwna nadzieja. A może, nie chciałam tkwić sama z tym wszystkim, jeśli mogę podzielić się z nim, tymi myślami, tym, co się przytrafiło mi. Miałam tą świadomość, że nie jestem jedyną, którą gówno spotkało i naprawdę przygnębiło, jednak chwilowa nadzieja, że Matt jest w stanie mnie zrozumieć, minęła.
Wpatrywałam się w jego nieodgadniony wyraz twarzy. Był zdezorientowany. Nie wiedział, jak zareagować na moje wyznanie.
-Nie mów nic, Matthew.-powiedziałam błyskawicznie.
Widziałam po jego oczach, że był pełen empatii, aczkolwiek na tym się kończyło. Nie miał pewności, czy objęcie mnie i przytulenie będzie czymś, co przekroczyłoby pewne granice, czy może powinien mnie odsunąć od siebie, bojąc się, że moja depresja przejdzie na niego.
-Adelaide..-usłyszałam jego niemal niemy głos.-Nie jesteś w tym sama. Jestem tutaj dla ciebie, gdybyś chciała porozmawiać. Może nie dam ci rady, ale jestem tutaj i cię wysłucham,.
Teraz to ja byłam niepewna, jak mam zareagować i całe szczęście, że nie musiałam, że dzwonek telefony Matt'a nam przerwał.
Mężczyzna spojrzał nerwowo na wyświetlacz i przysunął do ucha, ówcześnie odbierając połączenie.
-Cześć.. Jest.. Tak..-słyszałam pojedyncze słowa szatyna.
Odsunął urządzenie od siebie i rzucił mi zaniepokojone spojrzenie.
-Zack chce z tobą porozmawiać.-wymamrotał pod nosem i podał mi telefon, wychodząc czym prędzej z mieszkania, trzaskając drzwiami.
Zmieszana podniosłam komórkę i przysunęłam ją do ucha.
-Halo?-odezwałam się pierwsza.
-Adelaide..-usłyszałam jak mężczyzna pociąga nosem.-Przepraszam cię, kochana.
I po raz kolejny wpierdolił się w moje myśli. Mieszał w mojej głowie z największą radością. Pieprzył się z moimi uczuciami tak ostro, jak i z ciałem, a ja stałam na przepaści między przyzwyczajaniem się a byciem znużoną tym wszystkim.
[...] You don't understand it.
You won't listen.
Why do we do what we do.
We do it to ourselves.
We hurt the ones we love.
[...] When, when will it end,
We do it to ourselves.
[...] Knowing your tears are make believe,
Snowflakes in the summer.
[...] It just doesn't add up,
Like icicles in spring.
[...] Wake up.
And see the truth.
I'm not like you.
Świetny ff �� Teraz pozostaje tylko czekac na następne rozdziały ��
OdpowiedzUsuńDziękuję. :)
UsuńSuper :) kiedy next? :P
OdpowiedzUsuńPo lewej stronie pisze " następny rozdział ". :)
UsuńRozdział pojawi się od 25 - 30 sierpnia, jednakże wątpię, by pojawił się jutro, gdyż mam jeszcze trochę do napisania.
UsuńCzemu ja jestem tutaj dopiero teraz?! ;__;
OdpowiedzUsuńJak ja się cieszę, że natrafiłam na Twojego bloga. :3 Brawo za pomysł + uwielbiam Matt'a więc cieszę się, że jest tutaj jedną z kluczowych postaci! Bardzo się wciągnęłam w to opowiadanie i już nie mogę się doczekać następnego. ;]]
Co do fabuły to mam nadzieję, że Adelaide oprzytomnieje i doceni to co do tej pory zrobił dla niej Matt. A ZACK TO POWINIEN MIEĆ JAKIŚ WYPADEK, CZY COŚ. XDD Wkurza mnie ten typ strasznie.. :// Pałam nienawiścią do takich postaci.
Co do stylistyki to pojawiają się pojedyncze błędy, ale kto ich nie popełnia? Mi tam nie przeszkadzają. A tak ogólnie to masz lekki styl, szybciutko się czyta i tak jakoś gładko. To też wielka zaleta, bo czasami ktoś ma świetny pomysł, ale z wykonaniem gorzej. :/ A u Ciebie i to i to jest genialne, więc czego chcieć więcej?
No, rozpisałam się trochę. :D
Uciekam już, życzę weny i zapraszam do siebie! ^^
Naprawdę się ucieszyłam czytając Twój komentarz. Wiem, że robię błędy, ale staram się. :)
OdpowiedzUsuńNa Twojego bloga na pewno spojrzę i zapewne się wczytam, gdyż zauważyłam, że nie tylko ja mam świra na punkcie tego zespołu. :)
Hohoho... nie było mnie kilka dnia, a tu pojawia się konkurencja ^_^ Ogromnie się cieszę, rozdział jak zwykle niezwykły ♥. Miło jest wpadać tu od czasu do czasu i zatracać się w tej historii.
OdpowiedzUsuńKeep going darling.
Konkurencja! Haha! Rozbawiłaś mnie Emilio. :)
UsuńUuu, wkraczamy w angielski, huh? Well, thank you, babe. I always wanted to say "babe" to a girl. :)
My little bebe... tak, tak obawiam się, że moje komentarze ujdą w cień. Mimo to będę niecierpliwie czekać na rozdziały i podziwiać je po cichu :D Właśnie, gdzie jest 6 rozdział!?
OdpowiedzUsuńWiedziałam, że mi przypomnisz o tym rozdziale! Hmm, no więc, gdzieś się zawieruszył. :) Pojawi się albo jutro albo pojutrze, zależy ile czasu będę na laptopie, gdyż maluję pokój i mam mnóstwo roboty. :)
UsuńA Twoje rozdziały się nigdzie nie wybierają! Nie ujdą w cień, nadal jesteś moją ulubienicą, każdy nie wypał-opowiadanie jesteś ze mną i doceniam to. :)
Malujesz pokój? Ja właśnie jestem po malowaniu? Malinowo szare, a u Ciebie? A co do moich opowiadań, pustka w życiu=pustka na blogu.
UsuńNiebiesko-zielone. :)
UsuńMoże idź na jakaś imprezę? Poznaj nowych ludzi <-- Polecam, daje mi niezłego kopa inspiracji i możesz też spróbować. :) Albo wykorzystaj ostatni dni wakacji i jedź do rodziny?