czwartek, 28 sierpnia 2014

6. Siła.

Nie wiedziałam, jak mam się zachowywać, kiedy zejdę na dół, więc nie było w tym nic dziwnego, kiedy doszła 18, a ja dopiero schodziłam po schodach na dół.
Jak zwykle zastałam zahukanych pijaków wraz z roznegliżowanymi kobietami owiniętych sobą, bliżej niż myślałam, że to możliwe. Zdegustowana mina zawitała na mojej buzi na ich widok, jednak po chwili, kiedy zauważyłam osobnika odpowiedzialnego za moje wcześniejsze zdezorientowanie, udałam się czym prędzej do niego. Gdy stanęłam przed barem i zaczęłam przechodzić na drugą stronę, by dołączyć do niego, kiedy mężczyzna mnie zauważył.
-Mogłabyś przynieść czyste ścierki z zaplecza.-pytanie, które zdał brzmiało bardziej jak stwierdzenie, które było rzucone do byle jakiej osoby.
Jego obojętny ton głosu oraz wzrok zranił mnie, jednocześnie przynosząc niewyobrażalną ulgę, iż nie będę musiała rozmawiać z nim o tym, co wydarzyło się wcześniej.
Zrozumiałam jego sugestię - to, co się wydarzyło na górze, nie miało tak naprawdę miejsca i nie przeszkadzało mi to w dużym stopniu.
Kiwnęłam głową i ruszyłam na zaplecze, tak jak miałam polecone, następnie spiesząc się przyniosłam czyste ręczniki i podałam je mężczyźnie, który ledwo na mnie spojrzał.

Do zamknięcia budynku ignorowaliśmy siebie nawzajem wraz z Matt'em, rozmawialiśmy, kiedy było to niezbędne, a gdy już to robiliśmy, byliśmy dla siebie oschli. Nie wiedziałam dlaczego, ale zaczęło mnie to onieśmielać, mylić. Nie byłam pewna, jak mam z nim rozmawiać, jak mam z nim funkcjonować, dzielić się tym samym powietrzem.
Imogen wraz z Oliver'em byli zajęci sobą, co nie robiło nam problemu, a nawet pomagało, że nikt nie zwrócił uwagi na naszą chłodność. Cieszyłam się z tego, że dziewczyna nie miała takich problemów jak ja, że jedynym zmartwieniem był fakt, iż nie poznała rodziców swojego faceta. Niedługo czasu mi zajęło zrozumienie, że zazdrościłam jej tego, że okropnie mocno pragnęłam być w jej skórze.
Pomachałam głową w różne strony, starając się wyrzucić myśli z głowy, następnie wyprostowałam się, skupiając całą uwagę na drodze powrotnej do miejsca, które powinnam nazywać domem.
Prosiłam samą siebie w duchu, abym zabłądziła, aby ktoś na mnie napadł i zabił, żebym sama tego nie musiała robić, ale rozczarowałam się jak co wieczór. Śmierć nie nadchodziła, mimo że coraz bardziej jej pragnęłam.
Weszłam cicho do domu i zamknęłam za sobą na klucz drzwi główne. Udałam się do kuchni, gdzie otworzyłam drzwiczki od lodówki, przybliżyłam się i zaczęłam uważnie przeglądać artykuły spożywcze.
-Nie dziś.-mruknęłam do siebie, zamykając lodówkę.
Wyszłam z kuchni, weszłam po schodach do sypialni i rozejrzałam się po pokoju. Bałagan zaczął mi zawadzać i nie zastanawiając się nad tym długo, ruszyłam do ponoszenia brudnych ubrań i wynoszenia ich do kosza na brudy, następnie uruchamiałam pralkę jasnego prania.
Wróciłam do pokoju, który zaczął mieć wykładzinę na panelach, podeszłam do łóżka i zmieniłam pościel. Kolejną czynnością, którą wykonałam było sprzątanie we wszystkich szafach. Wszystko robiłam w tle mając muzykę, która leciała z laptopa, który tajemniczo przestał mieć hasło. Uwielbiałam punk i metal od dziecka, dla jednych to sam krzyk i gitary elektryczne, a dla drugich muzyka, przy której można się wyszaleć, wyżyć.
Nie potrafiłam śpiewać przy takiej muzyce, co nie było szkodą dla nikogo, wręcz nagrodą. Podskakiwałam, kiwałam się na wszystkie strony, dziwne wygibasy towarzyszyły nawet przy składaniu ubrań.
Nie byłam szczęśliwa, byłam mniej smutna, nadal mogłam się zabić i to było najzabawniejsze. Śmieszyło mnie to, że nic nie trzymało mnie tutaj, na tym świecie, że w jednej sekundzie mogłam zdecydować, że to koniec i zrobić to. Nie żałowałabym. Nie mam po co żyć, nikt nie ma, taka prawda, jakby się zastanowić, nic i tak nie zmienimy, minimalny % ze wszystkich ludzi coś osiągnie, że coś zmieni na świecie, reszta.. to balast, numer, nic więcej. Nawet nie jesteśmy nazwą.
Nie lubię mówić na głos moich myśli, nienawidzę, mam powód, zawsze przygnębiam tym ludzi, rzadko kiedy ktoś zaczyna się wykłócać ze mną o to, bo jeśli nie jesteś ignorantem, zauważysz, że mam rację.
Ludzi często trzyma na świecie religia, wiara w coś "więcej", ja nawet tego nie mam i niespecjalnie zależy mi staniem się takim obłudnikiem.
Obłuda - "ukazywanie fałszywych własnych intencji, myśli, poglądów, uczuć itp."  Nie jestem w stanie uwierzyć prawdziwie i z tego, co zaobserwowałam, nie byłabym jedyną hipokrytką. Świat roi się od fałszywych wyznawców różnych ideologi. Do kościoła większość chodzi, bo "przystoi", bo inni obgadają, jeśli zrobi się inaczej. Ludzie wierzą, bo rodzina wierzy, nie dlatego, że sami uwierzyli. Nie naśmiewam się z bycia pobożnym, jednak nie okłamujmy się, nikt nie ma dowodu na to, że po śmierci coś jest. Wniosek jest taki, że wierzyć nie zamierzam, wolę żyć bez łudzenia się w życie pośmiertne, poza tym, po co mi ono? Skoro nie mogę wytrzymać tego życia, to jak wytrzymam życie, gdzie indziej?

Kiedy rozluźniłam się podczas sprzątania bałaganu w sypialni, słuchając metalu i podskakując jak najwyżej potrafiłam, musiałam przyznać, że czułam się o wiele lepiej. Uwielbiałam się wyżywać w taki sposób, pozwalać sobie na kilka sekund wytchnienia. Gdyby to ode mnie zależało, mogłabym słuchać takiej muzyki non stop, jak najgłośniej i do tego wyżywać się fizycznie. To właśnie było zabawą dla mnie, moment, w którym muzyka wypełniała moje głośniki, a ciało niezgrabnie rwało się w każdą stronę pokoju, unosząc się w powietrze, by po chwili opaść z hałasem, jak gdyby słoń uderzał o podłoże swoim ciężkim cielskiem.
W sumie.. Różnica między mną a słoniem jest minimalna, jedynie koloryt mam inny niż to zwierzę.
Zamknij się.
Ale to prawda, jesteś gruba, dlatego nikt cię nie kocha; dlatego nic dobrego cię nie spotyka.
Ale.. co ma wygląd do tego, jak wszyscy cię traktują?
Dużo.
Dlaczego ludzie są tacy powierzchowni?!
Tacy już są, przywykniesz, a jak więcej czasu z nimi spędzisz, będziesz taka sama.
I pomimo tego, że nienawidziłam prowadzić z samą sobą rozmów, robiłam to, nigdy nie poprawiało mi to humoru, wręcz pragnęłam skrzywdzić samą siebie po tym wszystkim, co usłyszałam. Takie rozmowy były niebezpieczne dla mnie, wyzwalały we mnie złe myśl i sprawiały, że chciałam czuć ból. Ale to nic nie zmieniało, robiłam, co robiłam i nie było widać końca, to taki zwyczaj, robimy coś, bo nie znamy lepszego sposobu, a czasem nie chcemy poznać.
Głos w głowie miał rację, ludzie są powierzchowni, jednak nie potrafiłam samą siebie wyobrazić taką.
A może.. już taka jestem? Oceniam po wyglądzie, po sposobie ubierania? - Tak myśl zmroziła mi krew i sprawiła, że łzy zebrały się w kącikach moich oczu.
Zabolało mnie psychicznie to, że mogłam mieć więcej wspólnego z ludźmi i wcale nie zdawałam sobie z tego sprawę. Bałam się, że nie zauważyłam czegoś tak nietaktownego i nietolerancyjnego. Zawstydziłam się.
Ludzie oceniają, mamy to wpierdolone w głowę i nie da się tego pozbyć, jednak to od nas zależy, czy będziemy się kierować pierwszym spojrzeniem, czy damy szansę tej osobie. Nie mówię nawet o tym, by za trzymać dla samego siebie opinię, gdyż coś innego jest nie na miejscu. Wiem, że oceniam po czyimś zachowaniu, jednakże nie mogłam sobie przypomnieć, czy jestem cięta na czyjś wygląd. Łatwo mówić, że "skoro nie zauważyłam to pewnie nie oceniam", ale nie lubię samej siebie okłamywać, czuję się wtedy naprawdę okropnie. Nie chciałam się lepiej poczuć, potrzebowałam poznać prawdę, której jak na złość, nie potrafiłam dostrzec.
Poczułam mocny ból w głowie oraz na całej prawej części ciała. Po jakimś czasie dopiero zdecydowałam się otworzyć oczy. Spadłam z kanapy, najwyraźniej zasnęłam, oglądając telewizję po tym, jak posprzątałam w sypialni. Jeszcze leżąc plackiem na brzuchu na panelach, przetarłam twarz prawą dłonią, starając się rozbudzić.
Kiedy już stałam na nogach w kuchni, skończyłam zaparzać sobie rozpuszczalną kawę, obecnie dodawałam mleka, wyjrzałam przez okno, które było umieszczone nad zlewem. Zapowiadał się słoneczny dzień i nic innego jak grymas cisnął mi się na usta. Nigdy nie byłam fanką dnia, a szczególnie słońca i upału, który na pewno panuje za drzwiami domu.
Podniosłam kubek do ręki i upiłam dużego łyka napoju, który był zbawieniem dla mojego roztrzęsionego umysłu po ciężkiej, prawie bez sennej nocy. Byłam zmęczona i moim marzeniem było pójściem na piętro do sypialni i zdrzemnięcie się na kilka godzin, zanim praca się zacznie.
Jak na złość, kiedy zaczęłam wchodzić po schodach, dzwonek u drzwi rozpoczął męczyć moje uszy. Głośno ziewając, zeszłam na dół i stanęłam przed drzwiami. Przejechałam dłonią moje nieuczesane włosy i uchyliłam drzwi, wyglądając przez nie.
Zastałam 7 ludzi, którzy byli w znakomitych relacjach z moim chłopakiem, który - wielkie dzięki - wyjechał na kilka tygodni. Otworzyłam szerzej drzwi, wyprostowując się oraz malując na moich ustach uśmiech.
-Cześć!-usłyszałam od każdego kolejno.
-Cześć. Coś się stało?-zmarszczyłam czoło, mierząc każdego po kolei.
-Jedziemy nad jezioro, a Zack mówił, by zapewnić ci jakąś rozrywkę.-powiedziała Imogen.
-Mam jechać z wami?
-Tak.-uśmiechnęli się szeroko do mnie.
-No dobrze, wejdźcie, poczekajcie.-odsunęłam się od drzwi i wpuściłam wszystkich do środka.
Zauważyłam, że nie było z nimi Lee'ego, co było małą szkodą, gdyż zawsze mnie rozbawiał swoją prostotą w wypowiedziach.
Niechętnie podniosłam wzrok na Matt'a, który szedł jako ostatni. Niemałym zaskoczeniem był dla mnie fakt, iż byłam jedyną osobą chcącą nawiązać jakikolwiek kontakt wzrokowy. Mężczyzna przeszedł obok mnie niewzruszony, co uznałam za jak najbardziej czysty znak na to, że woli zdystansować naszą znajomość, czemu nie potrafiłam się przeciwstawić.
Zamknęłam drzwi za przyjaciółmi, następnie błyskawicznie pobiegłam na górę. Przymknęłam delikatnie drzwi za sobą od sypialni. Spakowałam do plecaka ręcznik oraz książkę, którą wypożyczył jakiś czas temudla mnie Zack w bibliotece, kładąc go na pościelonym łóżku, jednocześnie rozbierając się z dresów i zakładając na siebie strój, a później przywdziałam jeansy oraz czarny top. W biegu złapałam plecak, w ciągu kilkudziesięciu sekund byliśmy na zewnątrz domu i jechaliśmy w miejsce, w którym ostatnim razem zrobiliśmy ognisko.

Wszyscy poszli do wody, oprócz mnie, co wyglądało dość dziwnie, bo było nawet widać, że miałam na sobie bikini. Wymigałam się słowami, że brzuch mnie boli i prawdopodobnie te dni w miesiącu nadchodzą, więc dali mi spokój. Prawdziwym powodem moich wymigań się przed lodowatą wodą był fakt, że było mi potwornie źle w głowie, wraz z mijającymi sekundami czułam się coraz gorzej.
Miałam tą świadomość, że nie zrozumieliby mojego stanu i jest duże prawdopodobieństwo, że potępiliby mnie za wszelkie myśli, które jak uzależnione ode mnie non stop mnie nawiedzały, nie potrzebowały nawet nocy, by mnie przygnębić. Nie potrafiłam być szczęśliwa, przyzwyczaiłam się do tego stanu odrętwienia, jednak oni nie, kiedy zobaczyliby jaka jestem naprawdę, byliby we łzach.
Siedziałam na pniaku i wczytywałam się w denną powieść romantyczną.
Idiota Zack.. Jak on mógł mi coś takiego wypożyczyć? Przecież wie, jak bardzo nie lubię romansów.
Adelaide, przestań i doceń to, co dla ciebie robi!
A, od kiedy ty zmieniłaś nastawienie do niego? Jeszcze wczoraj był tym złym!
Owszem, ale zauważ, że zadzwonił i przeprosił, to ewidentnie oznacza, że się źle czuje z tym, co zrobił ci.
Tyle razy mnie przepraszał za swoje zachowanie, a później znowu mnie ranił. Jego przeprosiny są nic nie warte.
Nie skreślaj go.
Spierdalaj.
Nie wierzyłam w żadne słowo, jakie wypowiedział do mnie Zack, nauczył mnie, że wszystko, co mówi i robi jest sztuczne oraz ulotne. Moja głowa była pełna jego kłamstw i nieszczerych czynów, byłam pełna konfuzji dotyczącej jego osoby, w sumie nie tylko jego, ale także i Matt'a. Byłam zdenerwowana, zirytowana i pragnęłam, by cały syf związany z nimi zniknął. Chciałam, żeby przyjęli jedną twarz, by byli pewni swoich działań, by podjęli decyzję, czego ode mnie chcą i jak to zdobędą. Wiedziałam, że długo nie wytrzymam z dwojgiem nich, którzy uwielbiają, kiedy się gubię.
Czytanie książki mi nie wychodziło, byłam za głęboko w moich myślach i nawet nie zauważyłam, jak Imogen podchodzi mnie od tyłu i przylega do mnie swoim mokrym ciałem. Wyrzuciłam z rąk książkę i wstałam jak oparzona, cicho jęcząc zimna. Moja szczęka od razu zaczęła chodzić, kiedy oplatałam się moimi rękoma, by potrzeć je. Spojrzałam oskarżycielsko na blondynkę.
-Zimno ci?-spytała, głupio się uśmiechając.
-Nie, moim specjalnym talentem jest udawanie gęsiej skórki oraz latająca szczęka.-mruknęłam nerwowo.
Nie potrafiłam zareagować inaczej niż agresją, byłam wypełniona po brzegi emocjami, które tylko czekały, by wybuchnąć jak dynamit.
-Ej, spokojnie, Adelaide.-usłyszałam nadchodzącą Crystal.
-Przepraszam..-szepnęłam w stronę blondynki.-Mam zły dzień.-uśmiechnęłam się kwaśno.
-Tęsknisz za Zack'iem?-spytała Imogen.
Pech chciał, by mężczyźni przechodzili obok nas, a jej pytanie usłyszał Matt Nicholls, który natychmiastowo parsknął śmiechem. Podniosłam na niego wzrok, odkryciem dla mnie było to, że zaśmiał się z kolegami a nie z pytania, jakie zadała mi dziewczyna.
Chyba..
Kiwnęłam głową potwierdzająco, by dała sobie spokój z dalszymi pytaniami.
-Będzie szybciej z powrotem niż obrócisz głowę.-powiedziała wesoło Jessica.
Tego właśnie obawiam się..

Kilka godzin minęły w mgnieniu oka, za co byłam niemiłosiernie wdzięczna. Obecnie wzięłam przerwę i stałam na zewnątrz budynku. Oparta o chłodną powierzchnię ściany baru, trzymałam głowę wysoko i wpatrywałam się w gwieździste niebo.
Byłam całkowicie sama przez tyle lat, kiedy myślałam, że zaczynałam się przyzwyczajać, zaczęło mi przeszkadzać. Nie chciałam być już samotna, ale otworzyć się na ludzi nie potrafiłam. Nie ufałam ludziom i wątpiłam, bym kiedykolwiek potrafiła to zmienić. Wątpiłam w siebie, w swoją silną wolę. Pragnęłam nie być sobą, zatracić się w inny sposób niż dotychczas. Nie umiałam wytłumaczyć tego, co działo się w mojej głowie i było mi trudno to zmienić w jakikolwiek sposób. Otaczali mnie ludzi, którzy aż razili radością i szczęściem, więc dlaczego ja nie mogłam być taka? Wszyscy wydawali się być prawdziwie szczęśliwi, dlaczego ja taka nie mogłam być? Naiwnie radosna? Chciałam taka być.
-Proszę, dajcie mi siłę.-wyszeptałam, patrząc w najjaśniejsze z gwiazd na nocnym niebie.
Wiedziałam jedno, potrzebowałam bardziej niż cokolwiek innego, by odzyskać radość, którą miałam jako dziecko. Pragnęłam wyjść z dołka, w którym się znajdowałam od tak długiego czasu. Nie byłam pewna tylko, że potrzebowałam kogoś do podania mi drabiny, czy też może, udałoby mi się samej wdrapać na górę, tylko brudząc paznokcie.



Do you spend your days counting the hours you're awake?
And when night covers the sky you find yourself doing the same.
There's a burden you've been bearing in spite of all your prayers.
There's a light turned off inside your heart.
Can you remember what it's like to care?
Knees are weak, hands are shaking, I can't breathe.
So give me the drug, keep me alive.
Give me what's left of my life.
Don't let me go.
Pull this plug, let me breathe on my own.


5 komentarzy:

  1. Chce się czytać i czytać jeszcze więcej, a to najlepszy komplement dla autora. Że ktoś chce czytac i czytać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi. W następnym będzie więcej akcji, więc wyczekuj. :)

      Usuń
  2. Wchodzę i patrzę Następny rozdział do 13.09 no ok czekamy, zjawiam się w sobotę, a tu jest do 15...eh dobra wytrzymam tylko dwa dni. Dziś wchodzę i myślę, no ku**a no nie ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Echh.. No wiem, wiem. Ale nie byłam gotowa na liceum, jest zapierdol, że się tak brzydko wyrażę! Nie wyrabiam. Wchodzę na pocztę i tyle z mojego internetu. Nie mam nawet miesiąca ochronki, zadają zadania domowe, kartkówki już zapowiedzieli i pytają na ocenę to jest dopiero wyzwanie, ale - jak zawsze, kiedy mi zależy - podołam, nie jestem tchórzem ani mięczakiem!
      Rozdział postaram się dodać przed 20 września tego roku. :)

      Usuń
    2. Doskonale Cię rozumiem :D Sama próbuje przeżyć II klasę...:) Dlatego z cierpliwością czekam na kolejny rozdział ^^

      Usuń