czwartek, 18 września 2014

7. Nienormalni.

"Naprawdę za nim tęsknisz?" - Miałam ciągle to jedno, krótkie, dużo znaczące pytanie w głowie, które zadał mi wczoraj Matt chwilę przed zamknięciem baru.
Nie wiem, co popchnęło mnie w kierunku kłamstwa, ale zrobiłam to, powiedziałam, że tak. A może wiem. Nie tęskniłam za Zack'iem, to więcej niż oczywiste, nie chciałam, by mężczyzna był zazdrosny, bo nie miał choćby malusieńkiego powodu by być - kto byłby zazdrosny o mnie? O w nic nie wierzącą, brzydką fizycznie i psychicznie dziewczynę? Nie byłam ładna, nawet mój umysł był zwyczajnie obrzydliwy. Byłam skażona, tak się czułam i wiedziałam, że jeśli ktoś poznałby mnie w całości, też by tak uznał.
Leżałam w łóżku i powtarzałam sobie w głowie, jak okropną osobą jestem, wpatrując się w sufit, który nieoświetlony przypominał ciemną nicość. Delikatnie przejeżdżałam opuszkami moich palców u rąk po nagim torsie. Potrzebowałam jakiejkolwiek bliskości i tak się składało, że tylko na taką namiętność było mnie stać, nawet nie na masturbację. Miłe uczucie ciepła ogarniało mnie wraz z coraz częstszym zahaczaniem o moje brodawki dłońmi.
Nie myślałam o moim chłopaku. Nie chcę wiedzieć, dlaczego w mojej głowie pojawiały się wspomnienia o brunecie z tunelami w uszach. Nie pragnęłam go. Nie chciałam go pragnąć. Nie potrzebowałam kogoś, by pociągnąć go w dół, tak jak to robiłam z samą sobą. Zawsze, kiedy otwierałam się przed kimś, nikt nie rozumiał, nie brał do tego dystansu i nie ufał moim zapewnieniom, po prostu odczuwał mój ból za bardzo albo w ogóle i uważał, że zmyślam.
Moi rodzice nigdy nie wierzyli w moje przygnębienie, uważali, że w ten sposób chciałam ściągnąć na siebie ich uwagę, a zbuntowany i niegrzeczny chłopak tylko utwierdził ich w tym przekonaniu. Moja siostra za to.. Ona przyjęła ciężko moją pierwszą próbę samobójstwa. Na początku nie wierzyła w to, co się wydarzyło, była o 4 lata starsza a nie rozumiała, jak tak bardzo można nienawidzić świata w tak młodym wieku, miałam 15 lat, ledwo skończone. Pytała, dlaczego to zrobiłam, więc jej odpowiedziałam, powiedziałam jej prawie wszystko (jak zawsze zostawiłam sobie "furtkę" sekretu, którego nie ujawniłam nikomu, nie czułam potrzeby), dziewczyna wpadła w potężny szał płaczu, a ja tylko siedziałam niewzruszona na łóżku i wpatrywałam się niemo w jej osobę. Czuła mój ból za bardzo, dlatego raz ujawnienia jej mojego bólu był wystarczający. Nie raz zaczynała ze mną ponownie rozmowę o moich "uczuciach", jednak na zaczęciu się kończyło, nigdy więcej nie próbowałam się przed nią otwierać. 
Westchnęłam głęboko i poprawiłam się na materacu. Przymknęłam oczy, łagodnie krążąc kciukiem po moim ramieniu, następnie po brzuchu, sprawiając, że pojawiały się dreszcze i gęsia skórka na ciele.
Ciekawe, jak Matt Nicholls zareagowałby na mój poraniony umysł? 
Nie, Adelaide nie chcesz wiedzieć.
Chcę! Właśnie, że domagam się dowiedzieć, czy odtrąciłby mnie tak jak rodzice, czy wybuchnąłby niekontrolującymi się emocjami jak moja siostra, a może pogrążyłby się w głębokim zamyśleniu i postarał się prawdziwie zrozumieć?
Och, błagam cię, Adele, teraz to sobie wymyśliłaś. Że niby miałby cię "prawdziwie zrozumieć"? Ha ha ha!
Dlaczego nie?
Wiesz jacy są ludzie, oni są naprawdę leniwi, zamiast spróbować cię zrozumieć, spróbują cię zmienić lub określą cię jako "trudną". Tacy są ludzie, taka jesteś ty, zrozum wreszcie, że świat nie jest idealny.
Ale.. dlaczego mój świat nie mógłby być perfekcyjny?
I oto kolejna wada populacji ludzkiej, egoizm. Bo nie, do cholery! Jeśli ty miałabyś mieć dobrze, dlaczego inni nie? Co ciebie czyni lepszą od innych?
Nic. Jestem niczym specjalnym i nigdy nie będę. Nie zasługuję na lepsze życie bardziej niż inni, w sumie to nawet mniej. 
Otóż to, Adelaide, jesteś niczym. Nie zasługujesz na dobro.
Pragnęłam samą siebie przytulić w tym momencie, jednakże to uczucie empatii do samej siebie potrwało mniej niż sekundę. Nie zasługiwałam na współczucie. Brzydziłam się litością, którą poczuła do mnie starsza siostra, co sprawiło, że ją odrzuciłam.
Jesteś złym człowiekiem, Adelaide.
Wiem..
I nigdy nie możesz pozwolić innym zbliżyć się do ciebie. Skrzywdzisz ich swoją osobą, swoją brzydotą.
Zgadzam się, nigdy nie będę blisko z ludźmi.
I tak oto, podjęłam najważniejszą decyzję w obecnej sytuacji. Miałam zamiar udawać, że cokolwiek się działo w mojej głowie, nie istniało. Nie chciałam być blisko z ludźmi, a co dopiero dzielić się tym, co się ze mną działo. Wolałam zachować dystans do ludzi i nie zranić ich moją osobą niż bardziej znienawidzić samą siebie za to, jak ludzie poczuliby się przez moje zachowanie, przez moje szaleństwo.
Opuściłam dłoń na materac, zostawiając moje ciało w gotowości na rozkosz, które rozczarowane biło gorącem pod pościelą. Pomimo wszystko, lubiłam doprowadzać się do stanu pożądania, ale nie kończyć tego, jak zazwyczaj się robi. Zawsze zaczynałam, ale rzadko kiedy coś kończyłam - nie tylko w takich sytuacjach, tutaj mam na myśli wszelkie możliwe czynności życiowe.

Obudziłam się, kiedy słońce było już na połowie nieba, dochodziła 12, a ja dopiero zaparzałam sobie kawę oraz przygotowywałam kanapki z pomidorem. Pragnęłam wrócić do łóżka, jednak nie łudziłam się, że to możliwe. Pomimo, że jeszcze nawet nie wiedziałam jaką pensję dostanę za kilka tygodni, nie godziłam się na jej brak bądź też opuszczanie choćby jednego dnia w barze. Chciałam zarobić i schować pieniądze przed Zack'iem. Nie chciałam Go oszukać, chciałam uciec i obecnie tylko pieniądze stanowiły dla mnie problem. Nie chciałam się u nikogo zapożyczać, bądź zwierzać się z moich problemów, wolałam z dnia na dzień zniknąć i bez żadnych dodatkowych utrapień zacząć nowe życie.

Wybiła równo 14, kiedy zjawiłam się przed budynkiem, w którym pracowałam. Otworzyłam główne drzwi, przez które następnie weszłam. Moje trampki z prawie całkowicie przetartą podeszwą wydały z siebie dźwięczny pisk, kiedy niemal się potknęłam na śliskiej powierzchni umytych panel.
-Żyjesz?-zapytał rozbawiony Matt, kiedy przytrzymywałam się ściany.
-Tak, tak, żyję.-wymruczałam, prostując się.
Spojrzałam na jego osobę, uśmiechał się do mnie jak gdyby nic się nie wydarzyło przez ostatnie dnie między nami. Uznałam, że skoro on ma takie podejście, dlaczego miałabym mieć inne?
Odwzajemniłam uśmiech, idąc w jego stronę, uważając, by się nie potknąć.
-Miałabyś przeciwko, żebyś dzisiaj sama zajęła się obsługą? Będziemy dzisiaj świętować z chłopakami urodziny Matt'a i nie powinienem pracować.
-Okay.-zgodziłam się.-Nie będę wam przeszkadzać?
-Nie.-zaprzeczył szybko.
Między nami zapanowała cisza i nie byłam pewna czy była ona niezręczna, czy też może, komfortowa, normalna. Nie chciałam poruszać z nim żadnego tematu, dlatego dla mnie cisza była nienormalna, wręcz dusiłam się przez nią. Uśmiechnęłam się głupio w jego stronę, cicho wzdychając.
Mężczyzna podniósł brwi do góry, a następnie przejechał ręką po swoich włosach, rozwalając je, co dodało mu uroku.
-To co, pewnie chcesz coś porobić, huh?-spytał.
Kiwnęłam głową na jego pytanie.
-Możesz iść poczytać coś do mojego mieszkania, o ile się nie mylę, dzisiaj otwieramy późno, 18. Ja na pewno idę na górę do tego czasu.-oznajmił, wchodząc po schodach na górę, uprzednio zamykając drzwi na klucz.
Wypuściłam powietrze przez usta, zastanawiając się, jak długo wstrzymywałam oddech. Nie byłam skora do przemyśleń, bałam się ich ostatnimi czasy, za dużo czasu poświęcałam takiemu myśleniu. Nie chciałam zwariować, a wiedziałam, że takie zachowanie wprowadzi zamęt we mnie. Nie potrafiłam pozwolić sobie na myśli o Matt'ie, choćby w najmniejszym stopniu. Ten mężczyzna sprawiał, że nowe uczucia oraz emocje doświadczały mnie, kiedy tylko go widziałam, to było dla mnie nowe. Pragnęłam go, ale nie fizycznie, bo w takim sensie, nie był kompletnie w moim guście, jednak jego mentalność przyciągała mnie. Powinnam bać się go po ostatnim wybuchu złości, jednak nie wierzyłam, że to była jego prawdziwa natura, to było pierwsze jego takie zachowanie i szczerze wątpiłam, by miało to się powtórzyć kiedykolwiek. Wierzyłam w jego spokojną naturę, a przynajmniej tą opanowaną i powściągliwą.
Ruszyłam za nim po schodach, chcąc choć trochę zabić czas, który tak dłużył mi się. Nie spiesząc się stawiałam krok za krokiem, wpatrując się w plecy bruneta. Nie potrafiłam oderwać myśli czy wzroku od jego postaci.
Oczarował mnie. Wprowadzał mnie w stan, w którym nigdy dotąd nie byłam. Nie dał mi wiele, by zacząć rozmyślać o nim, a jednak stało się, bywał w moich myślach częściej niż chęci, by jeść czy napić się czegoś, choćby wody. Często musiałam sobie przypominać o oddychaniu, bo zanurzona w myślach o nim, zapominałam. Czułam się jak typowa nastolatka przeżywająca swoją pierwszą, letnią, stereotypową miłość. Nie kochałam go, wiedziałam to, nawet nie chciałam wychodzić poza moją głowę z tymi wyobrażeniami o nim. Nie chciałam, żeby wiedział jaką hipokrytką jestem. Mam chłopaka, a myślę o nim. Kiedy uprawiam seks z Zack'iem, nie chcę być z nim. Kiedy mój mężczyzna ma zły dzień, nie robię problemu, gdy mnie bije i sam za to później obwinia.
Przeszkadzałaby mi tylko jedna sytuacja, Matt, który wie o wszystkim, co się działo w mojej głowie. Nie chciałam o nim myśleć, irytowało mnie to, ta moja dziecinna naiwność i pragnienie obcej mi osoby. Miałam zauroczenie względem mojego wyobrażenia o nim. Nie ciągnęło mnie do agresywnych mężczyzn, Matt taki nie był. Powiedziałabym, że był przeciwieństwem Zack'a, ale to tylko mój własny obraz jego, który sama sobie stworzyłam i byłam tego świadoma. Nic, co nas otacza, nie jest takie jakie naprawdę jest i to najbardziej mnie denerwuje oraz wprowadza w zamęt mój umysł.
-"Mieć piękny umysł", uwielbiam tą książkę.-podał mi lekturę brunet z delikatnie przetłuszczonymi włosami.
-Przyznam, że także i mi się podoba. Daje dużo do myślenia.-uśmiechnęłam się do niego, szukając w między czasie strony, na której skończyłam.
-Powinna, w końcu to poradnik psychologiczny.-odwzajemnił gest w moją stronę.-Zacząłem czytać rano "Wolność od znanego" i jest napisana na tyle lekkim piórem, że już kończę, a czytam 3 godziny.
-Przeczytam ją później.
-Polecam.

-Podasz nam kolejną butelkę whiskey?-usłyszałam od Matt'a Kean'a.
-Jasne.-posłałam sztuczny uśmiech chłopakom, po czym się obróciłam i złapałam za napój.
Wyszłam zza lady, by następnie podać do rąk alkohol Oliver'owi. Wróciłam do baru, usiadłam na stołku i powróciłam do czytania książki. Byłam na tyle wciągnięta w lekturę, że zapomniałam o powszednim świecie. Psychologiczne twórczości zawsze zmuszały mnie do zastanowienia się nad własnym zachowaniem, nad zobaczeniem czegoś więcej i lubiłam to. Z każdym następnym przeczytanym w myślach słowem, tonęłam coraz bardziej w moich własnych myślach.
"Obudziłam się" dopiero, kiedy mężczyźni czuli się wystarczająco wyluzowani dzięki alkoholowi, by zacząć przystawiać się do kobiet lekkich obyczajów, które jak co wieczór pojawiały się w lokalu. Pijacy nie dawali się tak bardzo mi we znaki nigdy, jak dziś przyjaciele mojego chłopaka. Czułam litość do dziewczyn, kiedy ja użalałam się nad sobą, one nie miały wcale lepiej, a szczery uśmiech nadal witał na ich twarzach. Miałam się za mięczaka, za osobę, która nie potrafi się postawić za samą sobą, widziałam błędy, które popełniałam, a jednak brakowało mi odwagi i siły, by zmienić obieg mojego życia. Przeczytane książki u Matt'a dawały mi wiedzę, jednak nie dzielność.
Jesteś słaba, Adelaide.
Wiem.
Jesteś egoistką, myślisz tylko o sobie, pomyśl o Zack'u bądź o dziewczynach, co im powiesz? Huh? Że źle wybrałaś, że nie powinnaś tutaj być? Wyśmiałyby cię i miałyby rację, jesteś żałosna.
Mam świadomość, że jestem skończoną chodzącą porażką życiową, pogodziłam się z tym.
Pragnęłam, by wszystkie myśli się skończyły, jednak to było tylko marzenie, które nigdy nie miało się spełnić. Znałam swoje złe strony i wiedziałam, że byłam tylko z nich zbudowana. Nie posiadałam w sobie "dobra" czy sympatii, byłam cała zbudowana ze złości, braku energii do życia oraz frustracji na każdy dowolny temat.
Kiedy ja wpatrywałam się ślepo w młodych mężczyzn, jak obściskiwali się z nierządnicami, Matt N. wcale nie próbował ukryć swojego zainteresowania blondyną z obwitymi piersiami. Nie rozumiałam swojej irytacji z tego powodu, nie miałam żadnego racjonalnego powodu, by być zazdrosna o niego, a tym bardziej o nią, a byłam. Gorzki smak w ustach, który był spowodowany złością, sprawiał, iż moje usta pierzchły, co doprowadzało mnie do szału jeszcze bardziej.
Odwróciłam wzrok, starając się skupić na tekście, który czytałam, aczkolwiek coś mi nie wychodziło. Myślami nadal błądziłam wokół całującej się pary. Miałam przed oczami ich widok, który grał mi na nerwach.
Jesteś typową kobietą - zazdrosna o kogoś, kto nigdy nie był i nie będzie twój. Hipokrytka, która się wyrzeka takiej obłudy. Szkoda mi cię za twoją nie mającej końca głupotę. 
Czytałam po raz dziesiętny te samo zdanie i nie mogłam go przyswoić, zwyczajnie błądziłam wzrokiem po słowach, wszak bezużytecznie.
Poczułam na sobie czyjeś spojrzenie, a więc podniosłam głowę i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Zauważyłam parę błękitnych oczu, które z ciekawością wpatrywały się we mnie.
-Dlaczego jesteś z Zack'iem? To palant.
-To twój przyjaciel..-mruknęłam na jego słowa.
-I co z tego? To jeszcze bardziej upoważnia mnie do powiedzenia, że to skończony idiota i debil.
-Nie żebym chciała się kłócić, ale wcale nie jesteś lepszy.
-Ja nie biję Imogen.-i tutaj Oliver "pogrzebał psa".
Oni wiedzą. Oni wszyscy wiedzą, jak Zack mnie traktuje i nic nikt nie zrobił.
Nie zabolał mnie fakt, że to nie był sekret, moja złość i ból powiększyły się z powodu tegoż, iż oni wszyscy wiedzieli, a i tak, nikt się nie odezwał w związku z tym. Potrzebował dużej dawki alkoholu, by coś napomknąć.
-Spierdalaj.-wysyczałam nerwowo w jego stronę.
Odwróciłam wzrok, ku brunetowi, który - niespodziewanie - na chwilę oderwał się od lafiryndy i zaciągał się powietrzem. Patrzył na mnie z wyraźnie wypisanymi na twarzy emocjami, widziałam, jak dobrze bawił się z tą dziewczyną.
-Alkohol wam wszystkim przytłumił mózgi. Nie wpierdalajcie się w nie swoje sprawy, ja tego nie robię, więc wy też nie powinniście. Nie udawajcie, że w ogóle wiecie cokolwiek na ten temat.-powiedziałam to wyraźnie na głos, gdyż inni byli równie zainteresowani moją rozmową z Oliverem.-Pieprzcie się z kim popadnie, mimo że macie dziewczyny, chlejcie do upadłego i życzę wam ogromnego kaca na następny dzień, wy młodzi alkoholicy. Ja już idę, zamknij sam, Matt!-wykrzyczałam ostatnie zdanie, wychodząc.
Była już 4, więc nie uważałam, że to było nie na miejscu wyjść. Nie byłam skora do słuchania więcej pijańskich wyznań czy też problemów, więc się stamtąd wyniosłam. Pracę skończyłam o 3, więc ostatnia godzina była absolutnie niepotrzebna.

Dotarłam do łóżka w jednym kawałku, nawet nie brałam prysznica, położyłam się i starałam zasnąć. Sen nie nadchodził, nawet nie ziewnęłam, więc podniosłam się i chwyciłam za laptopa, wchodząc na internet, odrywając się w ten sposób od moich niekończących się myśli.

Czy byłam zdziwiona, że o 5 nad ranem ktoś dobijał się do drzwi domu, w którym obecnie mieszkałam? Owszem, byłam. Jak bardzo byłam zaskoczona, że tą osobą był Matt Nicholls? Bardzo.
-Jeżeli ci przeszkadzam, pójdę.-słyszałam jak mruka pod nosem zdezorientowany.
Wpatrywałam się w niego niepewnie, nerwowo zagryzając dolną wargę. Niewątpliwie był pijany, nie upity, ale z pewnością wziął kilka głębszych kieliszków czystej wódki. Czułam jak śmierdzi gorzelnią mimo, że pracowałam w barze, nadal nie przywykłam do tego odoru, nienawidzę zapachu alkoholu.
Wpuścić go czy nie? Pozwolić mu przenocować czy nawrzeszczeć, jak bardzo to nieodpowiednie? Po co on w ogóle tutaj przyszedł? Przecież mieszka nad barem. Może jest samotny?
Samotny, huh? Adelaide, od razu przyznaj się, że chcesz, by twoje fantazje się spełniły i tyle.
Wcale, że nie! Nawet nie pomyślałam o nim w takim sensie.
Oczywiście, że nie.
Nie chcesz wierzyć to nie wierz.
Nie wierzę ci.
-Nie wygłupiaj się, możesz tutaj przenocować, Matt.-odpowiedziałam poniesiona emocjami po moich fantazjach nocnych, jednak panując nad swoim tonem głosu.
-Dzięki.-wysłał mi swój urokliwy uśmiech.
Otworzyłam mu szerzej drzwi, przez które wszedł bez dwukrotnego myślenia. Od razu zaprowadziłam go na piętro do pokoju gościnnego, który zawsze był przygotowany na gości, których nigdy nie było.
Zostawiłam go samego, uprzednio mówiąc "dobranoc", następnie ruszyłam do sypialni, by skorzystać z internetu. Ostatnimi czasy moim uzależnieniem było grać w różne karciane online, to było aż śmieszne, jak długo potrafiłam grać i nie wziąć od tego przerwy.
Przerwał mi pukający Matt. Podniosłam głowę do góry, by spojrzeć na niego, kiedy wszedł.
-Zaprowadzisz mnie do pokoju, w którym miałem spać?-zapytał z chrypką.-Zgubiłem się.
Westchnęłam głęboko, mrugając niezadowolona. Nie chciałam, by się błąkał po domu, jednak chęci, by ruszyć tyłek sprzed laptopa nie były wielkie. Podrapałam się po czole i kiwnęłam głową, wstając z materaca oraz odkładając komputer na szafkę. Mężczyzna ustąpił mi miejsca i pozwolił się prowadzić. Korytarz długi nie był, wystarczyło kilka kroków i skręciliśmy na lewo, a drzwi od mówionego pokoju były widoczne.
-Jeśli chodzi o to, co powiedziałam w barze.. Nie chciałam tego powiedzieć tak dosadnie.-odezwałam się, stojąc naprzeciwko niego w pokoju gościnnym.
Mężczyzna uważnie patrzył mi w oczy.
-Nie musisz mnie przepraszać, naprawdę. Nie powiedziałaś nic, co mnie uraziło.-powiedział.
-Naprawdę mi przykro, Matthew. Po prostu pijecie tak dużo.
-Nie tłumacz się. Nie musisz mnie przepraszać za nic, powiedziałaś to co czułaś, za to nie ma kary. Mimo, że w pewien sposób zabolało mnie to, rozumiem.
-Naprawdę nie chciałam cię zranić.
-Nie przepraszaj. Mam problemy z alkoholem, wiem o tym.
-Starałeś się je zwalczyć?
-Nie raz, ale się nie udaje. Byłem na odwyku, na spotkaniach i nadal nic nie pomagało. Rodzina wcale nie patrzyła na to przychylnie.
-To chore. Pozwalać swoim bliskim tonąć w alkoholu, ale kiedy próbują samym sobie pomóc, nie akceptują tego, to tak, jakby chcieli, abyś cierpiał.
-Dlaczego uciekłaś z domu?-zmienił szybko temat.
-Miałam dość moich rodziców, zakazów i chciałam postawić na swoim. Wyszło na ich, myślałam, że odejdę za jakiś czas od Zack'a i zacznę nowe życie, ale coś nie wyszło.
-Jesteśmy beznadziejni.-zaśmiał się kpiąco mężczyzna, a ja zawtórowałam mu.
-Naprawdę cię lubię, Matthew.
-Wypowiedziałaś dzisiaj moje imię tyle razy.. Moi znajomi nazywają mnie ksywkami, nawet dla mojej rodziny jestem bezimienny, a ty.. Ty nazywasz mnie imieniem. To dziwne.
-Zasługujesz na to, by cię nazywano imieniem.-wyznałam, wpatrując się w jego zielone oczy.
Na moje słowa uśmiechnął się.
-Nie wiem, czy zasługuję, jestem mniej warty niż ktokolwiek możliwy. Jestem chujem, mam duże ego, a pustka rozpiera moją pierś. Nie czuję się dobrze w towarzystwie moich przyjaciół, śmieję się z nimi, bo się tego nauczyłem, ale to nic nie oznacza. Uśmiecham się, by nie zadawali pytań. Rodzina nie zauważa niczego, bo widzą mnie kilka razy w miesiącu, mimo że żyją w tym samym mieście, co ja. Własną matkę nie obchodzę. Ojciec alkoholik, a brat to pedał.
-Może za mało starasz się ich zrozumieć? Każdy ma swoje życie.
-Tak, tak, każdy ma swoje życie i chodzi własnymi ścieżkami, ale to moja rodzina, powinni choć odrobinę interesować się mną. Jestem samotny.
-Tak jak ja.
-Owszem.-posłał mi kwaśny uśmiech.-Ale nie zabijaj się, nie są tego warci. Jeżeli zabijesz się, ja też to zrobię, bo nie mam żadnego celu. Nie chodzi, że jestem w tobie..
-Wiem, że nie jesteś.
-Po prostu jeśli ty popełnisz samobójstwo, dlaczego ja nie miałbym tego też zrobić?
-Żyję, by oderwać się od Zack'a, by odejść od niego pewnego dnia i stanąć nawet na uszach, by mu udowodnić, że jestem do niego lepsza.
-A ja chcę pokazać mojej matce, że wcale nie potrzebuję jej czy jej znajomości, by zaistnieć w świecie, bo jak wiesz, studiuję zaocznie na uniwersytecie związanym z polityką, i wybiję się, nie ma innego wyjścia.
Chciałam go jakoś pocieszyć, więc poświęciłam na kilka sekund mój wizerunek chłodnej suki i uśmiechnęłam się do niego ciepło.
-Rzecz w tym, Adelaide, jestem taki jak ty, nienormalny.-usłyszałam pijany głos Matt'a.
-A czym jest normalność? To co jest normalne w dzisiejszym świecie, nie jest normalne, a to co jest nienormalne powinno być normalne.
-Muszę cię przytulić.-powiedział krótko, a po chwili trzymał mnie delikatnie w objęciach.
Jego ręce na moich plecach, a moje nie chcąc okazać swoich uczuć, zwisały wzdłuż mojego ciała. Minęło kilka sekund, kiedy odsunął się ode mnie i z kamienną miną poszedł usiąść na łóżko, ciągle wpatrując się we mnie.
-Wiesz, że przytuliłeś mnie więcej razy niż ktokolwiek w ciągu 2 tygodni?-wyszeptałam sucho.
Posłał mi nie do opisania spojrzenie, które było wystarczająco zagadkowe, by sprawić, abym starała je rozgryźć.
To było dziwne zachowanie i nie potrafiłam wytrzymać ani minuty dłużej w pomieszczeniu, gdzie powietrze zaczynało gęstnieć.
-Chyba już pójdę.-wymruczałam ze spuszczonym wzrokiem.
Odwróciłam się szybko, następnie wyszłam z pokoju gościnnego, udając się w stronę mojej sypialni. Nie myśląc wiele, wyłączyłam laptopa, kolejno kładąc się spać na materac.
Wiele nas różniło, ale coś nas łączyło. Łączyła nas tak samo mocna nienawiść i niezrozumienie do świata, ludzi. Czułam, że dzisiaj zasnę bez kłopotów, ze szczerym uśmiechem na ustach. Pomimo, że żałowałam go jako człowieka, że czuje to, co ja, to skłamałabym, gdybym powiedziała, iż nie poczułam się odrobiny lepiej, mniej samotniej, kiedy dowiedziałam się prawdy o nim. Nie chciałam, by ktokolwiek czuł się tak samo bezużyteczny, niekochany i niepotrzebny jak ja. Nienawidziłam tej pustki we mnie, wiedziałam, co czuł Matthew i sprawiało mi to ogromny, nie do opisania ból.



There's something haunting me, running on thin ice.
It's nothing you can see, I do all I can to hide.
And all the rolling days, all the lonely nights.
You don't know your place, all the fights.
I keep on reading the same chapter.
I cannot breathe, holding hiding truth.
You always know when just to say let go.
To me you are one the only one,
Who can help unwind my tangled mind.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz