niedziela, 28 grudnia 2014

10. Kłamstwa.

Leżąc na brzuchu i podtrzymując się na łokciach, mając górną powierzchnię ciała przykrytą pościelą, wpatrywałam się bezkarnie na śniącą twarz Matt'a. Dookoła nas panował bałagan, jako wspomnienie wczorajszej nocy. Nasze ubrania walały się po ciemnych panelach, kilka książek z biurka spadło pod wpływem naszych spragnionych ciepła ciał. Jego dłonie wirowały po całym moim ciele, gorące pocałunki uzależniły się od moich ust i szyi a jego biodra - jestem pewna - pamiętały jeszcze moje nogi, które oplatały go silnie.
Po raz pierwszy od zaczęcia współżycia seksualnego, seks wydawał się być inny, namiętny ale niebolesny, pełen pożądania ale bez żadnych śladów, pachnący i pamiętliwy, jednak pozytywnym sensie. Było mi dobrze z Matthew, tak jak nigdy z Zack'iem. Brunet jest moim drugim mężczyzną i szczerze żałuję, że nie pierwszym. Zyskałam dzięki Matt'owi inne doświadczenia, milsze dla mojego ciała, które jeszcze pod wrażeniem jego subtelności i niegrzesznego dotykowi, nie potrafiło przestać drżeć.
Uśmiechnęłam się na wspomnienie wczorajszej nocy. Nie było romantycznie, ale to nie zniszczyło piękna. Wiedziałam, że większość dziewczyn nie skończyło, tak jak ja - w łóżku z mężczyzną, który mieszka nad barem, który nie przynosi pieniędzy, przy tym zdradzając swojego chłopaka, którego nie potrafi zostawić, a jest agresywnym draniem - ale to nie dotyczy większości dziewczyn, to dotyczy tylko mnie, Matt'a i - niepewnie powiem - Zack'a.
Poczułam, jak mężczyzna po mojej prawej stronie zaczyna się wiercić, więc spojrzałam na niego wyraźniej. Obrócił się na plecy, a następnie ściągnął brwi, przy czym dorobił się zmarszczek na czole i nosie, który również uczestniczył w grymasie, który spowodowany był otworzeniem oczu i spotkaniem ich ze słońcem.
Zaśmiałam się.
-Aż tak ci wesoło?-spytał radośnie.
Pokiwałam głową. Matthew szybko obrócił mnie na plecy, a sam znalazł się nade mną, unieruchamiając mnie poprzez ustawienie dłoni po obu stronach mojej głowy - najstarszy myk, a jednak sprawił, że szczery żart nie zmył się z mojej buzi.
-Z czego cieszysz?
Nie odpowiedziałam, tylko chichotałam.
-Nie powiesz?
Poruszyłam niespokojnie głową.
-Zmuszę cię.
Nie minęła nawet sekunda, kiedy usiadł na mnie ukradkiem i zaczął łaskotać.
-Prze-przestań!-wysapałam, podczas śmiania się wraz z nim.
I przestał. Nie uśmiechał się już, ale patrzył na mnie z iskierką sympatii w oczach i wymalowanej na twarzy.
-Jesteś urocza, kiedy jesteś czerwona na twarzy.
On nadal błyszczał, a ja zażenowana, zesztywniałam.
-Zepsułeś..-walnęłam go lekko po lewym ramieniu.-.. ten moment.
W mgnieniu oka, oboje śmialiśmy się, leżąc obok siebie na plecach. To było to, czego tak bardzo brakowało w moim związku, radości i spontaniczności oraz tego, czego nazwać nie można.
Chciałabym wcisnąć pauzę, podczas trwania tej chwili; zatrzymać się i nawet nie drgnąć, poczuć głęboko i wyraźnie zapamiętać na wieczność.
Ale nie dostajemy tego, co chcemy.
Wiem o tym, już mi to pokazałaś.
Nie zwalaj winy na mnie. Fatum nad tobą wisi.
Oczywiście.
Nie bądź niewiniątkiem, zapracowałaś sobie na karę najwyraźniej. Zdradzanie faceta, z którym jesteś jest zdecydowanie złą decyzją.
Pozwól samej mi zdecydować nad prawością tego czynu.
Jesteś za głupiutka, by zrozumieć powagę tej sytuacji.
Pieprzysz, nic się nie stanie.
Skończyłaś 20 lat i jeszcze się nie nauczyłaś, że życie uwielbia, jak potykasz się? Ono czeka, by cię kopnąć w dupsko.
Druga ja miała rację, jestem już "duża", a nadal podejmuję okropne decyzje. To aż śmieszne, że tak łatwo daję się ponieść uczuciom. Gdzie się podziała moja silna wola? Dlaczego tak wiele trudu sprawia mi zwykłe zauroczenie?
Musisz zacząć ograniczać uczucia, wyjdziesz na tym lepiej.
Lepiej? Że niby w jakim sensie?
Nie zranisz samej siebie, a nawet jeśli, to będziesz w mniejszym bólu niż gdybyś miała ślepo dawać kolejno szansy wszystkim ludziom.
To nie takie proste..
A, kto powiedział, że jest? Jednakże o wiele trudniejsze jest ciągłe bycie zranionym, poszkodowanym. Nie masz już dość bycia używanym przez innych w ich celach. 
To samo robię Zack'owi. Śpię z jego przyjacielem.
Nie związałaś się z nim, aby poznać Matt'a. Patrz przez ile lat żyłaś pod kloszem wencji. jego domu, a dopiero od kilku tygodni jesteś wśród ludzi.
Czasem zastanawiam się, czy nie było lepiej, kiedy byłam izolowana.
To głupie. Kto chciałby być więźniem.
Nie mówię, że dobrze mi było, aczkolwiek byłam z dala od społeczeństwa, nie raniłam nikogo.
To to niby poprawne?
A, co jest poprawne? Nic, absolutnie nic. Wszystko jest do dupy i zawsze będzie. Widzimy świat w dwa sposoby: jako katastrofę i nie staramy się załatać dziury, jaka jest pomiędzy każdym człowiekiem, działamy dla własnego zadowolenia oraz jest drugi, widzimy, jak powinien działać świat, że byłoby o wiele, wiele lepiej, kiedy każdy troszczył się nawzajem o innego mężczyznę bądź kobietę i dziecko - większość widzi głęboką i nieprzekraczalną przestrzeń między tymi dwoma spojrzeniami, są jednak też naiwni, którzy nie widzą jej, pragną widzieć wszystko idealne, łączone światy, co prowadzi do zagłady ich własnego istnienia. Nie chcę zakończyć własnej egzystencji przez własną głupotę.
Wreszcie to dostrzegłaś. Gratuluję ci, Adelaide, zrozumiałaś coś, z czym walczyłaś przez lata. Widzisz swoją naturę, czas ją zmienić, udoskonalić.
-Wszystko dobrze?-usłyszałam z ust Matthew, który przybrał trzeźwy wyraz twarzy.
Jego męskie dłonie znajdowały się na mojej buzi, siedział po turecku przy mnie, przyglądając się z uwagą.
-Co?-wyrwał mnie z myśli.
-Śmiałaś się, a za chwilę przestałaś i wyglądałaś na zmartwioną, w sumie to nadal wyglądasz.-wyjaśnił.
Odchrząknęłam, podnosząc się do pozycji siedzącej na łóżku.
-Nic mi nie jest.-odpowiedziałam.-Zamyśliłam się.
-Na jaki temat?-zabrał dłonie z mojej twarzy i ułożył je na swoich kolanach, jak dziecko w przedszkolu na zbiórce, czekając na wyczytanie jego imienia, wpatrując się dogłębnie w mentora.
-Co będzie, jeśli się to wyda?
-Nie wyda.
-Co jeśli?
-Coś cię skłania do takiego myślenia?-spytał przygnębiony.
-Imogen od jakiegoś czasu dumała czy, aby na pewno nic nas nie łączy, mówiłam jej, że nie, ale nie wiem czy mi uwierzyła.
Zmarszczył czoło na moje słowa.
-To było widać? W sensie, nasze relacje?
-Najwyraźniej.-oznajmiłam.-To nienormalne, bo sama wątpiłam w twoje zainteresowanie.
-Naprawdę?-uśmiechnął się pod nosem.
-Yhm..-zamruczałam, kiedy zbliżył się do mnie i pocałował czule w czoło.
-Nigdy w to nie wątp, na zawsze pozostaniesz kimś ważnym w moim życiu, nawet kiedy będziemy przechodzić kryzysy.
-Czyli się nie łudzisz, że szczęście będzie podane jak na tacy?
Na moje słowa się zaśmiał kpiąco.
-Adela, szczęście nigdy nie jest podane, jak na tacy, szczególnie nie dla takich jak my.
-Masz rację.-przytaknęłam.-Nie wiem jak ty, ale ja muszę wziąć prysznic.
Kiedy podniosłam się z łóżka, za mną wstał Matthew, na jego działania podniosłam brew.
-To nie było zaproszenie?-zapytał zdezorientowany.
-Nie, po prostu potrzebuję siebie czystą.-odpowiedziałam, chichocząc na widok jego niezadowolonej twarzy.-Ale możesz iść ze mną.
Rozradował się na moją reakcję, maszerując za mną pod prysznic.

-Herbata stygnie, piękna.-zamruczał mi do ucha brunet, delikatnie muskając ustami wrażliwe miejsce pod moim uchem, co mnie załaskotało.
Zaśmiałam się, mechanicznie odsuwając się od jego buzi.
-Nie mogę się oderwać od twojej biblioteki.-odpowiedziałam.
Wsunęłam między strony zakładkę z fabrycznie namalowanymi kociakami w kolorowych łatach, następnie odłożyłam ją na stół. Uniosłam głowę wyżej, tak wysoko by moja skóra na szyi napięła się, a usta dosięgły polika Matt'a. Przymknęłam powieki, kiedy stykaliśmy się, pozwoliłam by elektryczny dreszcz przebiegł mnie od ust aż po dużego palca u nogi. W tym momencie byłam w miejscu, do którego nie ma nikt wstępu, byłam w moim własnym raju, nie chciałam przestać czuć tej bliskości między nami obojgiem. Radość ogarniała całe moje ciało, ta szczerość uczuć z mojej strony rozprowadzała w mojej głowie jedynie pozytywne myśli.
Odsunęłam się i otworzyłam oczy, jednak nie przerywałam kontaktu między nami.
-Mam dobry gust do wszystkiego i wszystkich.-wyszczerzył zęby w krótkim uśmiechu.
-Niekoniecznie. Choćby do..
-To, że z kimś rozmawiam, nie oznacza, że lubię przebywać w jego/jej towarzystwie.
-Po co przesiadywać z kimś, za kim się nie przepada? Jaki w tym sens?
-Kultura osobista się kłania, Adelaide, mam kogoś uderzyć czy nakrzyczeć, aby się ode mnie trzymał z daleka?
-Czemu od razu agresywnie do tego podejść? Zwyczajnie powiedzieć, że jest się idiotą lub gburem, dlatego nie chce się być obok takiej osoby.
-Nie mnie osądzać, daję szansy.
-Często dacie drugiej szansy to jak dacie drugiego pocisku, bo pierwszy tylko się postrzelił.
-To prawda, ale nie warto się izolować.
-Kiedy kogoś nie lubię, nie namawiam samej siebie, aby z tą osobą rozmawiać, mam wyjebane.
-A z Zack'iem jesteś nadal.
Westchnęłam głęboko, widząc że wpakowałam się w nieciekawą pogawędkę, żałowałam, że zaczęłam ten temat. To była niezwykle głupia cecha u mnie, obłudnica to moje drugie imię, z resztą jak u wszystkich.
-No widzisz, nie masz linii obrony.
-Nie mogę obronić się, bo musiałabym skłamać, na co nie mam ochoty. Każdy jest hipokrytą.
-Przyznam ci rację, ale są podziały, w sensie, jedni są większymi a drudzy mniejszymi.
-Nie. Nie ma podziału, każdy jest obłudnikiem, każdy kłamie, nie każdy jest fałszywy.
-Jeszcze raz, ile masz lat?-zapytał kpiąco.
-Nie bądź wredny. Nie muszę być w podstarzałym wieku, aby być..
-.. Filozofem?
-Przestań.-zirytowałam się.
-Jeszcze wczoraj śmiałaś się z dziewczyny mniej więcej w twoim wieku, która zaczęła się żalić na mężczyzn, którzy nie chcą zaangażowania.
-To była prostytutka!
-I co z tego, nadal kobieta.
-Co to ma do rzeczy?
-To, że oceniasz zbyt pochopnie. Ty możesz myśleć w młodym wieku, ale jeśli inni to robią to zmyślają, że potrafią myśleć albo "akurat im się udało zaskoczyć na poziom logiki".
To było wszystko, co powiedział a dało mi na tyle głęboko do myślenia, że musiałam zamknąć oczy i wstrzymać oddech na chwilę, by ułożyć wszystko w mojej głowie. Nie potrafiłam zrozumieć, jak mogłam tego nie dostrzec szybciej.
Dotarło do mnie spojrzenie innych ludzi na moją postać, jak bardzo sędziwa jestem wobec nich a siebie w żadnym calu. Chciałabym powiedzieć, że mnie to zabolało, ale tak nie było; chciałabym powiedzieć, że nie zależało mi, aczkolwiek jedyne co mnie ogarniało to nicość, absolutna pustka.
-Nie myśl o tym za dużo.
Wyszłam spod kontroli moich myśli.
-Nie myśl o tym za dużo?-zakpiłam.-Matthew, przed chwilą powiedziałeś mi coś, czego nigdy nie chciałam usłyszeć.
Patrzyliśmy głęboko sobie w oczy, łykając co jakiś czas ślinę niemo.
-Nie chciałem cię zranić, wiesz to.
-Nie chodzi o ciebie a o mnie, nie masz pojęcia jak bardzo drażniąca jest myśl, że pokonałeś mnie moją własną bronią - wywodem, który polega na dowodach, mądrość.
-To komplement?-nałożył uśmiech na usta.
-Dla ciebie tak, dla mnie nagana.
-Tak czy siak, nie myśl za dużo o swoich wadach a o zaletach. Masz wystarczająco dużo cierpliwości, by pracować z dziećmi.
-Dzieci mnie nie lubią, w szkole chodziłam na świetlicę zająć się dzieciakami, jestem w tym na tyle chujowa, że chodziły do sióstr zakonnych by zmienić im opiekuna albo płakały czy nie słuchały się mnie.
-Kapitulacja?
-Owszem, przestałam tam chodzić, kiedy po raz enty przedszkolak udawał głuchego, by nie robić zadań, za które ja odpowiadałam by były odrobione, jeżeli nie zostały wykonane to było na mnie.
-Miałaś dosyć?
-Yhm. Czym się zajmujesz poza prowadzeniem baru? Zack mówił, że wasza grupa pracuje razem, ale nigdy jakoś nie odpowiedział co robicie.
Moje pytanie wystarczająco zaniepokoiło mojego kochanka, że zaczął się spinać, jego szczęka zacisnęła się minimalnie i wygiął do przodu biodra, jednak nadal stał nade mną nie przerywając kontaktu wzrokowego. Uśmiechnął się jednak, rozluźniając szczękę.
-Razem z chłopakami jeździmy na walki.
-W sensie zakłady zbieracie?
-Nie.-zaśmiał się pod nosem, siadając obok mnie na krześle.-Walczymy.
-Nie widziałam jeszcze żadnego z was zranionego.
-Bo kiedy nas nie ma, walczymy i kurujemy siebie nawzajem. Myślisz, że gdzie jest Zack? Multum czasów nie było w pobliżu Lee czy Matt'a? Nie mają dziewczyn, rodzina nieciekawa aby spędzać z nimi czas, alkoholikami też nie są, a więc praca została.
Jego wyjaśnienie dudniło mi w uszach. Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi, zaskoczenie miałam wymalowane na całej twarzy. Usta lekko rozchylone, pełne oczy wpatrzone w jego osobę, rumieńce na polikach. Czułam jak po kręgosłupie spływa mi kropla potu, co spowodowało, że wyprostowałam się spięta.
-Dlaczego o tym nic nie wiedziałam?
-Nie zapytałaś wcześniej mnie, a co do Zack'a, musisz się go sama zapytać, aczkolwiek sam ci odradzam być tak nierozważną.
Uniosłam wzrok na sufit, opuszczając ramiona i garbiąc się przy tym. Po krótkiej chwili przymknęłam oczy, oddychając głęboko. Starałam się uspokoić.
W tym momencie miałam poważną chęć krzyczenia, przepełniona żalem i brakiem świadomości.
-To niebezpieczne.-wyszeptałam z zamkniętymi oczami.
Nie mogłam spojrzeć na niego, wiedziałam że rozpłaczę się szybciej niż on zrozumie, że mnie naprawdę zranił.
Nawet nie zauważałam braku kogokolwiek, czasem pojedyncze osoby, ale że wszyscy? Miałam do siebie wyrzuty. Nie mogłam nic poradzić na ich.. wybory, ale mimo wszystko, źle się czułam z myślą, że sama siebie oszukiwałam, jak zawsze z resztą. Nie chciałam być miękka, a co dopiero widzieć siebie taką, ale prawda jest jedna - jestem miękka, krucha czy jak tam to nazwać. Ludzie nie zmieniają się, dominujące cechy zawsze zostają w człowieku, stąd wiem, że u mnie dominującą cechą w charakterze jest bycie naiwną, o małym istnieniu, delikatną osóbką; u Zack'a jest nieporozumienie ze światem, jest kompletnie do niego nie przystosowany; Imogen pragnie widzieć świat lepszy niż żeby był; a Matthew, on nie może się pogodzić z myślą, że nie osiągnął więcej niż jego ojciec, czego tak bardzo potrzebował do satysfakcji z samego siebie.
Rozumiem, że każdy ma tajemnice, to normalne, sama mam ich wiele i nie spieszno mi w ich rozpowiedzeniu. Nikomu nie można ufać, nikomu nie można powierzać sekretów, ponieważ ludzie nie są stworzeni do zatrzymywania tego dla siebie, zawsze powiedzą za dużo komuś i zacznie się prawdziwe piekło.
Niechętnie musiałam przyznać, że nie czułam złości w stronę Matthew, byłam na tym samym poziomie, co on, nie chciałam rozmawiać o problemach czy o myślach, które przewijają się w mojej głowie. Rozumiałam g, jednak coś we mnie pozostawało zbesztanego.
Byłam zdesperowana by być z kimś szczerym, ale jak zwykle nie dostałam tego, czego potrzebowałam.
Bądź twarda, zero płaczu, pokaż chłód.
Ta myśl często chodziła mi po głowie, kiedy byłam z moim chłopakiem-tyranem, pomagała mi jednak. Wzięłam głęboki oddech, uniosłam głowę i otworzyłam oczy.
Brunet wpatrywał się we mnie niepewnie. Domyślał się, że byłam bliska szlochu, ale nie dałam mu tej satysfakcji. Przełknął ślinę, zanim powiedział.: Wiem, że to ryzyko, ale jest dobrze.
-Jest "dobrze" na razie, ale to szybko się skończy.-odpowiedziałam poważnie.-Ludzie giną od takiej pracy.
-Świetnie zarabiamy, nic nam nie brakuje, okażemy swój gniew.
-Naprawdę bicie ludzi i obrywanie od innych, sprawia ci przyjemność?
-Oczywiście, że nie.-obruszył się niespokojnie.-Aczkolwiek to nadal lepsze niż klepanie biedy po plecach.
-Wydawało mi się, że nie jesteś agresywny, ale najwyraźniej i ty masz jakieś sekrety.
-Nie jestem nieludzko drapieżny, ale każdy z nas ma w sobie złość, to nic złego wyładować ją na kimś, kto chce zrobić to samo. Poza tym, w moim przypadku chodzi tylko o pieniądze. Utrzymanie baru nie pozwala mi na żadne dodatkowe wydatki.
-Dodatkowe wydatki?
-Zbieram na nową perkusję oraz na wyjazd do Londynu, chcę grać w zespole, od dziecka chciałem.
Uśmiechnęłam się na jego słowa. Taka rola właśnie mi w nim pasowała: muzyk, który łamie serca dziewczynom swoją powściągliwością oraz chęcią przeżycia życia swoim sposobem, sam.
-Nową perkusję, czyli masz jakąś?
-No tak..
-Nie słyszałam jak grasz.
-Bo wolałem to zatrzymać dla siebie, jeszcze cię nie znałem do końca.
-A teraz znasz?
-Lepiej niż wcześniej.
Mężczyzna zbliżył się do mnie, nachylił i subtelnie musnął moje wargi swoimi, po sekundzie powtarzał czynność bez przerywników.

-To co zawsze, Matthew.-oznajmił starszy mężczyzna, siedzący przy barze.
-Podwójna whisky z lodem.-podał mu szklankę wypełnioną brązową cieczą.
Siedziałam za barem na podłodze oparta o bar plecami z podkurczonymi nogami, trzymając na kolanach laptopa Matthew'a a na uszach miałam jego słuchawki. Zielonooki pozwolił mi posłuchać jego solówek, które były w zabezpieczonym folderze, który znalazłam jakiś czas temu.
Po przesłuchaniu już dwóch utworów z wielu więcej mogłam z ręką na sercu powiedzieć, że był świetny. Trafiłam jeszcze na jedną piosenkę, która miała słowa, a on grał na gitarze. Zaskoczenie opanowało mnie, kiedy musiałam przyznać, że to była ona skierowana do dziewczyny. Detale nie pasowały do mnie, stąd oczywiste było, że chodziło o inną dziewczynę. Nie byłam zazdrosna, był teraz ze mną, a to oznacza, że ruszył dalej; jednakże byłam ciekawa kim była osoba, która złamała serce Matt'owi.
Dochodziła 3 w nocy, kiedy bar opróżnił się z ludzi i zostaliśmy sami w budynku. Uzupełniliśmy tę noc jednym lampką czerwonego, półwytrawnego wina. Odstawiliśmy kieliszki na ladę, gdy Oliver wszedł do baru.
-Co z ciebie za dziewczyna?! A z ciebie przyjaciel?!-nie ważąc późną godzinę krzyczał mężczyzna.
Złapał Matt'a za koszulkę, następnie przyparł go plecami do ściany, patrząc mu agresywnie w oczy. Nie byłam pewna, co robić, obserwowałam tylko, nie potrafiąc się ruszyć z miejsca.
-Nie sądzisz, że jest to kompletnie nie potrzebne?-odezwałam się spokojnie.
Nawet na mnie nie spojrzał, a co dopiero odpowiedzieć.
-Jak możesz robić takie świństwo swojemu kumplowi?-zapytał obrzydzony.
Bruneci mierzyli się, jakby walczyli o siłę, o wyższość jak zwierzęta, to były sekundy, kiedy zielonooki wyrwał się. Matthew chwycił za dół swojej koszulki, wygładzając ją, rzucił mi ukradkowe spojrzenie, ale szybko powrócił do przyjaciela, lustrując go dokładnie.
-Nie udawaj, Oliver, dobrze wiesz, jaki jest Zack - on jest najgorszy z nas wszystkich.
-Może i tak, ale to nie zmienia faktu, że pieprzysz jego dziewczynę!
-Jakby umiał o nią zadbać, nie ruszyłbym jej!
Mówienie o mnie w 3 osobie przywołuje wspomnienia z dzieciństwa, co nie jest pozytywem. Czułam się jak pomiotło a rynsztok z ich ust wobec mnie sprawiał, że moje poczucie wartości spadło drastycznie do zera.
Pragnęłam wyjść stamtąd, jednak nie mogłam sobie pozwolić na stracenie twarzy, jeśli takową jeszcze posiadałam. Żyłam złudzeniami i one się kończyły, nie potrafiłam wymóc na sobie, by wyrzec się ich.
Trzymali się za ubrania, nie poddając się, starali się wmówić sobie nawzajem własne racje.
-Potrafi o nią zadbać, jakby było inaczej, odeszłaby.
-Wierzysz w to?-zakpił Matthew.-Świetnie wiesz, że nie masz racji, choćby przypomnę ci Natalie. Pamiętasz blondynkę z czarnymi oczami, która straciła głowę dla niego? Co się z nią stało, Oliver?!
-Nie zapomniałem!
-Co się z nią stało?!
Ich złość emanowała z ciał, oczy mężczyzn zaszkliły się, jednak nadal szarpali się, nie dając za wygraną.
-Dlaczego ja mam zawsze kłonić się?-zapytał zirytowany.-Mam już tego dość!
-Nie jestem zaskoczony tym, ale ktoś musi się poddać i wychodzi na cienie, wątpię, aby Zack'owi odwidziało się posiadanie ludzi. To nie moja wina, ja niczemu winien nie jestem.
-A ja jestem?
-Matthew, to nie ja pieprzę Adele za plecami jej chłopaka.
Stojąc w kącie widziałam, jak kochanek przełknął ślinę i odwrócił głowę w drugą stronę, by nie patrzeć na mnie. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że miało to za zadanie skrzywdzić mnie, przecież On taki nie jest.
Na raz puścili się oboje i oddalili o krok od siebie.
-To było tylko jednorazowe.-oznajmił, zwracając wzrok ku Oliver'owi.
-Nie kłam mnie, dobrze widzę po waszych reakcjach, że chodzi o coś więcej. Zack wraca jutro, już jest w drodze, radziłbym zająć się zakończeniem tego czegoś zanim przywita was w łóżku, bo rozbijecie naszą grupę i na tym się pewnie nie skończy. Złamane żebra, podbite oczy, łzy i zranione uczucia, a po tym zapewne jeszcze wiele więcej. On ma dumę i ego, jak każdy z resztą, nikt nie lubi, kiedy ktoś komuś wchodzi na głowę i tańczy na niej jak na rurze striptizerka. Zakończcie cokolwiek wyprawiacie.
To było ostatnie zdanie, jakie wypadło z jego ust, po raz pierwszy na mnie spojrzał od przybycia, a następnie wyszedł, nerwowo trzaskając drzwiami.
Jego wzrok był pełen dezaprobaty i tyrani, aczkolwiek to odraza spowodowała, że poczułam się, jakby nie jedynie popatrzył na mnie a spoliczkował.
Wiedziałam, że to co robiłam było złe, ale.. to było jednocześnie dobre, poprawne. Nie chciałam przestawać, czułam się szczęśliwa w ramionach Matthew. Uczucie samotności, jaka ogarniała mnie przy moim chłopaku, znikała przy kochanku, ale - tak jak Oliver powiedział - to jest niesprawiedliwe w stosunku do Zack'a. Czy zadowalanie siebie powinno iść przed nie ranieniem innych ludzi? Ale pozostawała jeszcze kwestia jego wyparcia się przed przyjacielem. Domyślałam się, że skłamał, aczkolwiek nie polepszyło to sytuacji.
-Adelaide, mam nadzieję, że nie uwierzyłaś w to, co mu powiedziałem.
Zwróciłam zraniony wzrok ku jego osobie.
-Nie mogłem mu powiedzieć prawdy, dobrze wiesz jak źle to wygląda. Jesteś z moim kumplem, nie powinniśmy nawet myśleć o bliskości, a co dopiero dzielić się ciałami i umysłami.
-Co się stało z tą Natalie i kim ona w ogóle była?-spytałam cicho.
Zielonooki spojrzał na mnie, przełykając ślinę.
-Umarła w wypadku samochodowym, spowodowanym przez Zack'a. Wychowywałem się z nią, byliśmy przyjaciółmi, w wieku nastoletnim poznała twojego obecnego chłopaka.-zacisnął szczękę.-Idiota już w tamtym wieku był narwany, ale Natie zakochana po uszy nie słuchała nikogo, kiedy mówiliśmy, że złamie jej serce, okazało się, że złamał jej kark, kiedy naćpany wjechał w ciężarówkę.
-Zack był w więzieniu?
-Ależ oczywiście, że nie. Rodzice wynajęli dobrego adwokata i zapłacili niemałą sumkę sądowi, plusy posiadania bogatych rodziców.
-A..
-Adelaide, naprawdę nie chcę o tym rozmawiać.-uciął zmęczony.
Pozwoliłam sobie na westchnięcie i odejście od niego. Weszłam do kuchni w jego mieszkaniu, gdzie zaparzyłam sobie kubek herbaty.
Współczułam mu. Był w niej zakochany, miałam pewność, że to o niej była piosenka, którą znalazłam na jego laptopie. Nie chciałam wierzyć, że jeszcze ją kochał, to byłoby niezwykle ciężkie do przezwyciężenia. Wiele razy chłopak uświadamiał mi, że jest obecnie tylko dla i ze mną, nie ma nikogo więcej, starałam się nie ufać swoim myślą a mu.
-Uwielbiam twoją drobną pupę.-usłyszałam zza pleców.
Dłoń Matt'a znalazła się na moim tyłku, zbliżył ku mnie od tyłu i zagryzł delikatnie małżowinę uszną.
-Matthew!-zapiszczałam z powodu łaskotek.
Odsunęłam go od siebie, robią kilka kroków do przodu i odwracając się do niego przodem. Zastałam zmartwiony wzrok bruneta.
-To zaczyna być poważnie niestosowne.-oświadczyłam wyniosłym głosem.
-Niemal dałem się nabrać.-powiedział po kilku sekundach, mierzenia mnie wzrokiem.
Zbliżyłam się błyskawicznie i skoczyłam na niego, obejmując udami jego biodra, a usta łącząc w pocałunku.
Mogłam z nim porozmawiać na każdy temat, a on i tak byłby ze mną. Nie odszedłby, gdybym powiedziała najstraszniejszą rzecz, z którą on by się nie zgodził. Został ze mną i postarałby się zrozumieć.
Mogliśmy się wygłupiać, być poważni, kłócić się, kochać, a wszystko i tak pozostało takie same pod koniec dnia, to było to, co tak lubiłam w tym, cokolwiek zaczęliśmy mieć. Nie chciałam określać tego, co stworzyło się między nami, jednak byłam pewna, że zaczęło się coś niezwykłego.
Mimo że cieszyłam się z naszej bliskości, miałam nadal w głowie sytuację z dzisiejszego ranka, to jak Matthew wyparł się naszej zażyłości, zabolało mnie, jednak starałam się zapomnieć. Matt był inny niż Zack i nie mogłam stracić go, z Nim miałam namiastkę bezpieczeństwa, którego obolała drastycznie potrzebowałam.



When you were here before, 
couldn't look you in the eye. 
You're just like an angel, 
your skin makes me cry. 
You float like a feather, 
in a beautiful world 
I wish I was special, 
you're so fucking special. 
But I'm a creep, I'm a weirdo. 
What the hell am I doing here? 
I don't belong here.

12 komentarzy:

  1. Tak zajebiście zajebisty rozdziała że sikam w majtki SERIO!!!!!1!!1!!1111!!11!!!!!!!11!111!!!1111!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radość po przeczytaniu tego komentarza była niewyobrażalnie zajebista. :)

      Usuń
  2. Ow dobre, bardzo dobre. Ciekawe co na to by powiedział Zack...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wreszcie - móc by powiedzieć - komentarz od ciebie. :) Zero komentarzy, twój blog też jest nieaktywny, martwiłam się!
      A co do Zacka, myślisz że w ogóle się dowie?

      Usuń
  3. Blog na razie wygasł z braku pomysłu na kolejne rozdziały. Trochę mnie nie było, bo mam dosłownie zabiegany czas :/
    A się nie dowie? :x Wydawał mi się podejrzliwy, a tu jego przyjaciel i dziewczyna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje opowiadanie ma zaskakiwać, więc nie wyjawię ci takiego szczegółu! Może się dowie, może nie, czytaj to się dowiesz. :)
      Też nie mam czasu na nic, stąd też jest jeden rozdział na miesiąc a i tak spóźniam się z dodawaniem w terminie. No nic, trzeba jakoś poradzić sobie. :P

      Usuń
  4. No to powodzenia ;) Ja próbuje stworzyć nową historię bazując na poprzednim opowiadaniu :D Może się uda, może się nie uda ^_^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby się tobie udało, bo masz prawdziwy potencjał. :)

      Usuń
  5. To całe opowiadanie jest cudowne *_* rzadko teraz trafiają się takie dobre, serio. Jedno z moich ulubionych i tu apel o szybkie wstawianie kolejnego, bo już nie mogę doczekać się powrotu Zacka i tego, co zrobi i czy się o wszystkim dowie yay ^^
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dziękuję, dziękuję za wyróżnienie. :)
      A rozdział tuż tuż, więc będzie już niedługo a Zack pojawi się już w następnym rozdziale.

      Usuń