- Po prostu łapiesz prawą dłonią za tył pleców osobę, tak aby łokieć znajdował się na szyi przeciwnika, a drugą ręką starasz się utrzymać pierwszą, ten chwyt może pomóc w wielu przypadkach. - Matthew patrzył z powagą na mnie, kiedy puścił mnie ze swoich ramion, ówcześnie pokazując mi obronny chwyt.
- Może i to nie jest trudne, ale jeśli dana osoba jest silna, na nic mi się to nie przyda. - Skomentowałam cicho.
Usiedliśmy oboje na panelach w jego sypialni. Byliśmy jedynie ubrani w bieliznę a nasze włosy w nieładzie, pewnie jeszcze wspominały porankowy seks, który był niemożliwy do oceniania. Każde zbliżenie z brunetem określiłabym jako nierankingowe, niepowtarzalne, bez możliwej punktacji.
Nie potrafiłam ocenić go pod względem seksu czy całusów, każdy ma swój własny sposób na danie szczęścia kobiecie czy mężczyźnie. Porównanie byłoby śmieszne, bowiem obaj mężczyźni lubią uprawiać seks w odmiennych pozycjach i szybkości, dlatego też nie śmiem przyrównać jego do drugiego, już nigdy więcej.
- O czym myślisz? - Zapytał.
- Zastanawiałeś się kiedykolwiek, czy może kiedy dziewczyny milczą, wyobrażają sobie seks? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie poważnym tonem, wpatrując się głęboko w zielone oczy.
Moje pytanie rozbawiło go, na początku wybiło z pantałyku, ale jednak koniec końców się zaśmiał.
- Nie rozumiem dlaczego tak ostro do siebie podchodzisz, jesteś super zabawna.
Zbliżył się ku mnie, całując w czoło lekko. Nigdy nie rozumiałam tych dodatkowych czułości, które niby były przyjemne, ale jednocześnie powodowały cofanie się jedzenia. Nie byłam romantyczką, a takie gest wyzwalały we mnie śmiech.
Odsunęłam się prędko od mężczyzny, który zmierzył mnie niepewnym wzrokiem, pewnie zastanawiając się co zrobił źle.
Nie byłam dominująca na tyle, by powiedzieć co powinien robić a czego nie, wyznaczanie zadań w związku - jakikolwiek by on nie był - jest naprawdę zimne, a ja mojego chłodu nie czczę, staram się go zniszczyć właściwie.
Dla niepoznaki, przysunęłam się do niego błyskawicznie, a następnie wpiłam namiętnie w usta chłopaka.
- Muszę wyjść na chwilę, ale się nigdzie nie ruszaj, okay? - Matthew po telefonie jaki otrzymał minutę temu, był niezwykle rozkojarzony.
- Jasne. - Odpowiedziałam, siadając na miękką kanapę, włączając TV, jak tylko wyszedł z własnego domu.
Trzymając w lewej ręce pilota, przełączałam kanały, a prawą dłonią ugniatałam poduszkę pod moim tyłkiem. Nie mogłam się ułożyć wygodnie, zastanawiałam się, co takiego się stało, że Matt musiał wyjść pośpiesznie.
Minęło około 10 minut, a szatyna nadal nie było widać ani słychać, zaczęłam się denerwować. Wstałam z sofy i pewnym krokiem, ruszyłam przed siebie, by wyjść z mieszkania w poszukiwaniu kochanka.
Zdążyłam jedynie otworzyć główne drzwi, a w nich ujrzałam Oliver'a. Westchnęłam zrezygnowana, cofając się do salonu, siadając w tym samym miejscu co poprzednio.
- Chyba nie jesteś zadowolona moim widokiem, co? - Zapytał z uśmieszkiem na twarzy.
- Spodziewałam się..
- Matt'a. - Dokończył za mnie. - Niestety przez jakiś czas będziesz musiała pobyć w moi towarzystwie.
- Jaki jest tego powód?
- Matthew ma niezałatwione sprawy.
"Niezałatwione sprawy"? Powiedziałby mi, jeżeli miałby poważne problemy. Prawda?
- Jesteś nieziemsko czarującą osobą, nawet nie wiesz jak wiele mogłabyś osiągnąć samym uśmiechem. - Zmienił temat.
- Chcesz powiedzieć, że jestem piękna?
- Uroda jest zaletą, która niewątpliwie ułatwia życie, wiedza natomiast jest wyborem.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- To, że sama zrezygnowałaś z bycia wyedukowaną na rzecz zewnętrznego dobra, dla którego nie musiałaś nic robić oraz dla mężczyzny, który nigdy nie był tego wart. Nie zrozum mnie źle, Zack jest moim przyjacielem i zrobiłbym dla niego niemal wszystko, ale to drań, samolubny sukinsyn, który tylko czyha na taką naiwną dziewczynkę jak ty, by ją wykorzystać dla własnych celów.
Zrobił przerwę w mówieniu. Zamrugał kilkukrotnie i oblizał wargi, jakby miało mu to dodać otuchy i siły na dalszy monolog.
- Dlaczego z nim nadal jesteś? Skoro ewidentnie nie nawet się nie łudzisz, że zmieni swoje postępowanie?
- Uważasz, że mam wybór? Że sama wybrałam takie życie?
- Tak właśnie myślę. Dla chętnego nic trudnego. A jeśli nie zerwiesz z Matthew będąc z Zackiem, powiem mu o was.
- Nie zrobisz tego.
- Chcesz się przekonać?
Zamilkłam.
A więc tak to naprawdę wygląda? Lubię być krzywdzona, poniżana, dlatego jestem z Zackiem? Co za niedorzeczność! I jeszcze ta groźba, że powie Mu o mnie i o Matthew?
Przemówił po raz kolejny, kiedy usłyszał nadjeżdżający samochód.
- Myślisz, że to co cię teraz spotyka to najgorsze, co może się zdarzyć? Mylisz się.
Domyśliłam się, że ostatnie zdanie było zakończeniem, bo wstał, szybkim krokiem ruszył naprzód.
- Jesteś mistrzem, nie muszę nawet pukać, a otwierasz mi drzwi. - Zaśmiał się Zack, wchodząc do mieszkania.
- Wystarczyło, że usłyszałem twój grzechocący samochód, kiedy naprawisz tego grata? - Spytał, podając mu rękę.
- Nie mam czasu, myślę nad kupnem nowego, ten się zużył.
- Może za szybko się poddajesz, co?
- Nie naprawiam czegoś nad czym nie warto pracować, co nie Adele? - Wszedł do salonu, podszedł do mnie z głupim uśmiechem na twarzy, który był podszyty miłością, jednak wewnątrz wypełniony był zdenerwowaniem - widziałam to po jego oczach.
Rozstawił ramiona, chcąc mnie przytulić. Dwie pary błękitnych oczu wpatrywały się z wyczekaniem na mnie, jedna chciała dotknąć mojej talii tuląc się, a druga para oczu pragnęła zobaczyć, jak bardzo zakłamana i sztuczna jestem. Wygrał ten, do którego się przytuliłam. Objęłam rękoma jego szyję, kładąc głowę na lewym ramieniu, widziałam znużony wyraz twarzy Olivera, nie był zaskoczony moim wyborem, jednocześnie wyglądał na poddenerwowanego. Przymknęłam oczy, wdychając perfumowany zapach Zacka.
Jesteś okropną osobą. Jak możesz ze sobą żyć?! Okłamujesz innych, siebie przede wszystkim.
I co mam niby zrobić?
Powiedzieć prawdę.
I co z tego będę miała? Nic dobrego. Może złamaną szczękę i siniaki na udach za niewierność, wolę nie wiedzieć, co spotkałoby Matta.
On żyje w świecie, gdzie wszystko jest takie zanim wyjechał. Wkurwi się jeszcze bardziej, jak dowie się nie od ciebie.
Oliver..
Dobrze wiesz, jacy są ludzie. Nie można stawiać ich w takiej sytuacji, są nieobliczani wtedy i robią brzydkie rzeczy.
Brzydkie?
Na przykład, Zack traktuje cię jak szmatę, wyjechał a ty w błyskawicznym tempie wylądowałaś w łóżku Matthewa.
Dzięki.
Tak samo będzie z Oliverem. To nie jest łatwe, kłamać w żywe oczy przyjaciela.
Ale nie niewykonalne.
A dlaczego myślisz, że zrobiłby dla ciebie coś tak krzywdzącego? On ma sumienie, będzie go ono gryzło w gardło, aż przegryzie aortę.
Pieprzysz. On nie jest taki.
Naiwna jesteś. Pewnie Matthew pochwali się przy pierwszej lepszej popijawie, kiedy się pokłócą z Zackiem czy Oliverem. Będzie jeszcze z tego większy burdel niż jest.
Nie jesteś jasnowidzem.
Ty też nie, a jednak zachowujesz się jakbyś nim była.
Zamknij się już!
- To co, joint? - Zack zapytał głośno, na co chłopaki zgodzili się jednogłośnie.
Oliver zaczął wydzwaniać do pozostałych członków w grupie, a Matt z Zackiem udali się do kuchni, by przygotować różnorodny alkohol, rozrywkę pod postacią skrętów oraz chipsy i paluszki jako przekąski.
Wyszłam z kuchni i usiadłam na fotelu, który był o wiele wygodniejszy od sofy. Będąc wyszukaną osobą, która nie ma gustu do osób, do mebli miałam naprawdę duży dystans. Potrzebowałam przede wszystkim komfortowych rzeczy, ubrań czy mebli.
- Adele, zachcesz przynieść z kuchni napoje? - Zakpił Zack, wnosząc jedzenie.
Nic nie mówiąc, podniosłam się i udałam do kuchni, uprzednio widząc jak szatyn zaczął wybierać gry na PS.
Przekroczyłam próg drzwi, Matthew nawet nie musiał prostować się i obracać głowy, by wiedzieć, że to ja weszłam, nadal lepił kręty.
-Tylko nie potknij się o kłamstwa. - Powiedział chłodno.
Czułam się winna, miałam za co, a jednocześnie nie potrafiłam oszukiwać siebie czy go, że jest możliwość odejścia od Zacka. Nie potrzebowaliśmy kłamstw, potrzebowaliśmy szczęścia i siebie nawzajem.
- Nie oszukujmy się, wiesz że nie mam innego wyjścia. - Podeszłam do czajnika i go uruchomiłam, stojąc przy Matthew na tyle blisko, by nikt nie usłyszał o czym rozmawiamy ale także, by nikomu nie narzuciły się brudne myśli o nas.
- Inne wyjście masz, ale nie skorzystasz z niego.
Mężczyzna unikał mojego wzroku jak ognia,
- Spójrz na mnie. - Zażądałam.
Poruszył niespokojnie głową w obie strony, nadal patrząc zawzięcie w blat. Zdenerwowana jego dziecięcym zachowaniem, złapałam go za szczękę, podniosłam do góry i zmusiłam, by spojrzał na mnie.
Jego wzrok był prawdziwie zraniony, ale nie spuścił go, kiedy opuściłam ręce wzdłuż ciała. Przeciętna sylwetka, roztargane włosy, różowe lice oraz uwielbiane przeze mnie zielone oczy, wszystko teraz spowinięte murem, który nie mogłam przeskoczyć, płachtą, której nie mogłam zdjąć i tak jak powiedział, na własne życzenie. Miałam świadomość, że mogłam wiele, wiele więcej zrobić niż robiłam, ale w tym był właśnie problem, moje nastawienie było spowodowane zdarzeniami z przeszłości, nie potrafiłam pozwolić sobie na kolejne złamane żebra czy spaście ze schodów. Znałam za dobrze zasady, które Zack wprowadził w życie, w nasz związek, we mnie. Dopóki grałam według jego poleceń, mogłam mieć namiastkę jego miłości, która pozwalała mu na nie znęcanie się nade mną.
- Odejdź od niego. - Powiedział szeptem.
- Chcę dać mu szansę. Może jednak się zmienił. - Również nie chełpiłam się tym i zachowałam cichy ton rozmowy.
- Adele, nie bądź naiwna.
- Nie poddam się bez walki.
- Dobrze wiesz, że kłamie. Wasz związek skończył się szybciej, niż się zaczął.
- Z kłamstwa rodzi się prawda.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- To, że musisz dać mi czas. Oliver zagroził nam, że jeśli nie zakończymy.. nas, powie Zack'owi.
- Nie zrobi tego.
- Co jeżeli jednak to zrobi? Musimy pozwolić ochłonąć całej tej sytuacji, dobrze wiesz, do czego zdolny jest Zack.
- Twój wybór, Adelaide, ale moim zdaniem tracisz czas.
Nie chcę, by Matthew był w tym syfie razem ze mną. Miał łatwe życie zanim go wplątałam w ten głupi romans, odzyska je, jak tylko zniknę z jego życia erotycznego.
- Zacieśniacie znajomość? - Do kuchni wpadł wesoły Zack.
Pokiwaliśmy głową, by nie wzbudzać podejrzeń, uśmiechnęliśmy się szeroko w jego stronę. Choć byłam nadal w miejscu, gdzie rozmawiałam o nas z Mattem i delikatnie dawałam mu sugestię, że to koniec między nami. Nie dziwiłam się samej sobie, już w wieku dojrzewanie przestałam bronić co moje, w sumie to troszkę wcześniej. Nie powiedziałabym, że w wieku 7 lat, mimo że przeżyłam wtedy już kryzys, to było około 10 roku życia, kiedy ludzie z mojego otoczenia zaczęli zawijać żagle i zwyczajnie znikać - przyjaciółka od serca się przeprowadziła, chrzestny przestał się interesować mną, a dodatkiem było ciągłe pogorszenie się sytuacji domowej.
Jesteś taka słaba.
Wiem.
Wstyd i tyle. Weź się za siebie.
Nie potrafię.
Móc to potrafić, możesz do cholery. Rusz głową, wymyśl jakieś rozwiązanie.
Zack mnie zabije, jak się dowie, że pieprzyłam się z jego przyjacielem!
Może nie zabije, a zostawi, zerwie dla świętego spokoju.
Uprzednio doprowadzi do stracenia przytomności spowodowanego pobiciem?
Nie udawaj jasnowidza.
Ale taka jest prawda.
Spróbuj.
Ciągłe kłótnie z samą sobą, tłoczące się myśli, niechęć do działania ale także motywacja lepszego jutra - wszystko, co działo się w mojej głowie, nie wykraczało poza nią. Nie pozwalałam sobie, by ktokolwiek poznał moje przemyślenia. Wiedziałam, że to co robiłam, ta uległość wcale nie miała mi wyjść na dobre, aczkolwiek zmieniać stanu rzeczy nie zamierzałam.
Słabeusz. - Myśl, która stale pojawiała się, jak przecinek w rozmowie z samą sobą.
- A może by tak przenieść rozmowę do salonu? - Zapytał kpiąco szatyn. - Nie zapomnij napoi, a ty .. - Spojrzał na Matta znacząco. - .. wiesz czego, a poza tym, gdzie masz pigułki?
- Jakie pigułki? - Mężczyzna podrapał się po czole.
- ,,Te" pigułki.
Oboje wyglądali zabawnie, niby nie potrafiąc się dogadać, a ja wiedziałam swoje, miałam pewność że żartują. Po chwili zaczęli rechotać.
- W sypialni w komodzie, jak zawsze z resztą. - To wystarczyło, by Zack wyszedł z kuchni.
- Nie boisz się, że zrobią ci nalot? - Zapytałam, zalewając herbatę dla siebie, zbierając w ręce napoje w butelkach.
Zielonooki zaśmiał się.
- Nie. - Odpowiedział krótko. - Ktoś musiałby im dać taki pomysł, a nikt mnie nie wsypie, bo to nie moje a ich. Nawet jakbyśmy się pokłócili to, i tak nie wpadną na taki głupi pomysł - sami mają na sumieniu wiele, a w domu jeszcze więcej.
- Czyli jak ty wpadniesz to wszyscy? Wydałbyś ich?
- Jeśli dowiedziałbym się, że to oni za tym stoją, nie miałbym z tym najmniejszych problemów. - Powiedział poważnym, ale jakże lekkim głosem, zbierając w dłonie fajki, które samodzielnie zrobił.
Przez resztę wieczoru udawaliśmy, że nic nas nie łączy oprócz skrętów, które paliliśmy po sobie na zmianę.
- Tylko nie podglądaj. - Powiedział podekscytowany, jakby nie był Zackiem, którego znam.
- Mam przecież opaskę na oczach.
- Pewnie i tak przez nią widać, więc zamknij oczy, bo zepsujesz niespodziankę.
- No, dobrze, dobrze.
Zastosowałam się do polecenia.
Poczułam jak łapie mnie za prawą dłoń i lewą stronę talii, zaczął mnie prowadzić naprzód. Robiłam małe kroki, starając się wybadać powierzchnię ziemi, by nie upaść.
- Nie bój się, zaufaj mi.
Jakby to było takie proste.
Mężczyzna dał mi tyle powodów do nieufania jego osobie a on wyjeżdża mi z takim tekstem. Mimo mojego wzburzenia, język pozostał nienaruszony przeze mnie.
Powolnym krokiem wyszliśmy z naszego domu, poczułam jak otula mnie chłodny wiatr, jednocześnie ciepło uderzało w moje ramiona i twarz. W nozdrzach pojawił się zapach świeczek, w uszach rozbrzmiała piosenka.
- Miej zamknięte oczy, dopóki ci nie powiem, abyś otworzyła je.
Byłam zaskoczona, jak tylko zdjął mi opaskę na oczy i pozwolił otworzyć oczy. Wokół mnie na powierzchni całego podwórka za naszym domem były ułożone zapalone świece, ławka pod drzewkiem była pokryta płatkami róż. Przede mną klęczał Zack z wyciągniętym pudełkiem, które otworzone ukazywały srebrny pierścionek z maluśkim kawałeczkiem pomarańczowego kamyczka.
CZY ON MI SIĘ WŁAŚNIE OŚWIADCZA?!
Wieczór jak z bajki można by rzec, a mnie jedynie smutno się zrobiło.
- Co.. co ty robisz? - Spytałam pełna wątpliwości samej siebie.
- Co?
- Co ty robisz? - Powtórzyłam nerwowo.
- Co? Czekaj.
Mężczyzna podniósł się, ściszył muzykę i błyskawicznie znalazł się na ziemi ponownie. Złapał mnie za lewą rękę, wpatrując się we mnie maślanymi oczami.
- Adele, wyjdziesz za mnie?
- Musisz dać mi czas na przemyślenie tej decyzji.
- A co tutaj do przemyślenia? Jesteśmy ze sobą tak długo, mieszkamy razem, kochamy się, co nam przeszkadza przenieść nasz związek na papierek?
- Skąd ten pośpiech? Nagła zmiana? - Zabrałam dłoń, odsuwając się od niego o krok, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
- Pośpiechu nie ma, chcę, abyśmy byli razem na zawsze.
I tego ja właśnie nie chcę.
Przecież wiesz, że nie masz wyjścia, czy się zgodzisz czy nie, będziesz jego żoną.
- Nie masz powodu do zastanawiania się, gdybyś mnie nie kochała, odeszłabyś. - Wstał na obie nogi.
Jakbyś mi na to pozwolił..
- Myślę, że to odpowiedni czas na powiedzenie sobie sakrament małżeński w kościele katolickim.
Te bydle jest wierzące?! To jakaś kpina?
Tyle lat z nim jestem i nawet nie wiedziałam, że wierzy w Boga? Że jest katolikiem?
- Nigdy nie myślałem, że tak przywiążę się do ludzkiej istoty.
- Przywiążesz, Zack, właśnie, a związek powinien się opierać na miłości a nie - sentymencie.
- Kocham oraz pragnę cię mieć przy sobie zawsze, to idzie w parze z miłością.
A co ty wiesz o miłości?
Nie puszczając moich dłoni, wpatrywał się w moje oczy z wyczekiwaniem.
- Adele, wiem że popełniłem błędy, ale sama nie jesteś bez winy. Wszyscy mamy coś za uszami. - Zrobił krótką przerwę na oddech. - Wydawałoby się, że nienawidzę cię, ale prawda jest taka, że nie potrafię ci pokazać, jak bardzo cię wielbię.
- Można na kilka sposobów kochać, nie przyszło ci do głowy, że może nie jesteśmy dla siebie stworzeni? - Spytałam, starając przyćmić brzydkie słowa, które wypowiedziałam - głupim uśmiechem.
- Jakkolwiek ci się śmieszne to wyda, kocham cię. - Pocałował mnie krótko w usta i odsunął się, wracając do poprzedniej pozycji na kolanie. - To co, wyjdziesz za mnie, dziewczyno?
_______
Jak można zobaczyć, odrobinę inaczej wygląda ten rozdział. Inaczej piszę, a jako że jestem leniem (wydało się! xd), nie będę poprawiać poprzednich rozdziałów, by wyglądały podobnie.
- Może i to nie jest trudne, ale jeśli dana osoba jest silna, na nic mi się to nie przyda. - Skomentowałam cicho.
Usiedliśmy oboje na panelach w jego sypialni. Byliśmy jedynie ubrani w bieliznę a nasze włosy w nieładzie, pewnie jeszcze wspominały porankowy seks, który był niemożliwy do oceniania. Każde zbliżenie z brunetem określiłabym jako nierankingowe, niepowtarzalne, bez możliwej punktacji.
Nie potrafiłam ocenić go pod względem seksu czy całusów, każdy ma swój własny sposób na danie szczęścia kobiecie czy mężczyźnie. Porównanie byłoby śmieszne, bowiem obaj mężczyźni lubią uprawiać seks w odmiennych pozycjach i szybkości, dlatego też nie śmiem przyrównać jego do drugiego, już nigdy więcej.
- O czym myślisz? - Zapytał.
- Zastanawiałeś się kiedykolwiek, czy może kiedy dziewczyny milczą, wyobrażają sobie seks? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie poważnym tonem, wpatrując się głęboko w zielone oczy.
Moje pytanie rozbawiło go, na początku wybiło z pantałyku, ale jednak koniec końców się zaśmiał.
- Nie rozumiem dlaczego tak ostro do siebie podchodzisz, jesteś super zabawna.
Zbliżył się ku mnie, całując w czoło lekko. Nigdy nie rozumiałam tych dodatkowych czułości, które niby były przyjemne, ale jednocześnie powodowały cofanie się jedzenia. Nie byłam romantyczką, a takie gest wyzwalały we mnie śmiech.
Odsunęłam się prędko od mężczyzny, który zmierzył mnie niepewnym wzrokiem, pewnie zastanawiając się co zrobił źle.
Nie byłam dominująca na tyle, by powiedzieć co powinien robić a czego nie, wyznaczanie zadań w związku - jakikolwiek by on nie był - jest naprawdę zimne, a ja mojego chłodu nie czczę, staram się go zniszczyć właściwie.
Dla niepoznaki, przysunęłam się do niego błyskawicznie, a następnie wpiłam namiętnie w usta chłopaka.
- Muszę wyjść na chwilę, ale się nigdzie nie ruszaj, okay? - Matthew po telefonie jaki otrzymał minutę temu, był niezwykle rozkojarzony.
- Jasne. - Odpowiedziałam, siadając na miękką kanapę, włączając TV, jak tylko wyszedł z własnego domu.
Trzymając w lewej ręce pilota, przełączałam kanały, a prawą dłonią ugniatałam poduszkę pod moim tyłkiem. Nie mogłam się ułożyć wygodnie, zastanawiałam się, co takiego się stało, że Matt musiał wyjść pośpiesznie.
Minęło około 10 minut, a szatyna nadal nie było widać ani słychać, zaczęłam się denerwować. Wstałam z sofy i pewnym krokiem, ruszyłam przed siebie, by wyjść z mieszkania w poszukiwaniu kochanka.
Zdążyłam jedynie otworzyć główne drzwi, a w nich ujrzałam Oliver'a. Westchnęłam zrezygnowana, cofając się do salonu, siadając w tym samym miejscu co poprzednio.
- Chyba nie jesteś zadowolona moim widokiem, co? - Zapytał z uśmieszkiem na twarzy.
- Spodziewałam się..
- Matt'a. - Dokończył za mnie. - Niestety przez jakiś czas będziesz musiała pobyć w moi towarzystwie.
- Jaki jest tego powód?
- Matthew ma niezałatwione sprawy.
"Niezałatwione sprawy"? Powiedziałby mi, jeżeli miałby poważne problemy. Prawda?
- Jesteś nieziemsko czarującą osobą, nawet nie wiesz jak wiele mogłabyś osiągnąć samym uśmiechem. - Zmienił temat.
- Chcesz powiedzieć, że jestem piękna?
- Uroda jest zaletą, która niewątpliwie ułatwia życie, wiedza natomiast jest wyborem.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- To, że sama zrezygnowałaś z bycia wyedukowaną na rzecz zewnętrznego dobra, dla którego nie musiałaś nic robić oraz dla mężczyzny, który nigdy nie był tego wart. Nie zrozum mnie źle, Zack jest moim przyjacielem i zrobiłbym dla niego niemal wszystko, ale to drań, samolubny sukinsyn, który tylko czyha na taką naiwną dziewczynkę jak ty, by ją wykorzystać dla własnych celów.
Zrobił przerwę w mówieniu. Zamrugał kilkukrotnie i oblizał wargi, jakby miało mu to dodać otuchy i siły na dalszy monolog.
- Dlaczego z nim nadal jesteś? Skoro ewidentnie nie nawet się nie łudzisz, że zmieni swoje postępowanie?
- Uważasz, że mam wybór? Że sama wybrałam takie życie?
- Tak właśnie myślę. Dla chętnego nic trudnego. A jeśli nie zerwiesz z Matthew będąc z Zackiem, powiem mu o was.
- Nie zrobisz tego.
- Chcesz się przekonać?
Zamilkłam.
A więc tak to naprawdę wygląda? Lubię być krzywdzona, poniżana, dlatego jestem z Zackiem? Co za niedorzeczność! I jeszcze ta groźba, że powie Mu o mnie i o Matthew?
Przemówił po raz kolejny, kiedy usłyszał nadjeżdżający samochód.
- Myślisz, że to co cię teraz spotyka to najgorsze, co może się zdarzyć? Mylisz się.
Domyśliłam się, że ostatnie zdanie było zakończeniem, bo wstał, szybkim krokiem ruszył naprzód.
- Jesteś mistrzem, nie muszę nawet pukać, a otwierasz mi drzwi. - Zaśmiał się Zack, wchodząc do mieszkania.
- Wystarczyło, że usłyszałem twój grzechocący samochód, kiedy naprawisz tego grata? - Spytał, podając mu rękę.
- Nie mam czasu, myślę nad kupnem nowego, ten się zużył.
- Może za szybko się poddajesz, co?
- Nie naprawiam czegoś nad czym nie warto pracować, co nie Adele? - Wszedł do salonu, podszedł do mnie z głupim uśmiechem na twarzy, który był podszyty miłością, jednak wewnątrz wypełniony był zdenerwowaniem - widziałam to po jego oczach.
Rozstawił ramiona, chcąc mnie przytulić. Dwie pary błękitnych oczu wpatrywały się z wyczekaniem na mnie, jedna chciała dotknąć mojej talii tuląc się, a druga para oczu pragnęła zobaczyć, jak bardzo zakłamana i sztuczna jestem. Wygrał ten, do którego się przytuliłam. Objęłam rękoma jego szyję, kładąc głowę na lewym ramieniu, widziałam znużony wyraz twarzy Olivera, nie był zaskoczony moim wyborem, jednocześnie wyglądał na poddenerwowanego. Przymknęłam oczy, wdychając perfumowany zapach Zacka.
Jesteś okropną osobą. Jak możesz ze sobą żyć?! Okłamujesz innych, siebie przede wszystkim.
I co mam niby zrobić?
Powiedzieć prawdę.
I co z tego będę miała? Nic dobrego. Może złamaną szczękę i siniaki na udach za niewierność, wolę nie wiedzieć, co spotkałoby Matta.
On żyje w świecie, gdzie wszystko jest takie zanim wyjechał. Wkurwi się jeszcze bardziej, jak dowie się nie od ciebie.
Oliver..
Dobrze wiesz, jacy są ludzie. Nie można stawiać ich w takiej sytuacji, są nieobliczani wtedy i robią brzydkie rzeczy.
Brzydkie?
Na przykład, Zack traktuje cię jak szmatę, wyjechał a ty w błyskawicznym tempie wylądowałaś w łóżku Matthewa.
Dzięki.
Tak samo będzie z Oliverem. To nie jest łatwe, kłamać w żywe oczy przyjaciela.
Ale nie niewykonalne.
A dlaczego myślisz, że zrobiłby dla ciebie coś tak krzywdzącego? On ma sumienie, będzie go ono gryzło w gardło, aż przegryzie aortę.
Pieprzysz. On nie jest taki.
Naiwna jesteś. Pewnie Matthew pochwali się przy pierwszej lepszej popijawie, kiedy się pokłócą z Zackiem czy Oliverem. Będzie jeszcze z tego większy burdel niż jest.
Nie jesteś jasnowidzem.
Ty też nie, a jednak zachowujesz się jakbyś nim była.
Zamknij się już!
Otworzyłam oczy, odsunęłam się, by natychmiastowo przylgnąć do jego ust, uprzednio zachęcona przez niego cmoknięciem w ucho. Namiętny pocałunek nie sprawił mi najmniejszej przyjemności, a obrzydzenie do swojej osoby. Na chwilę zapomniałam się, kiedy dłonie chłopka zleciały na moje pośladki. Nagła myśl, że znajduję się w mieszkaniu Matthew, przeraziła mnie.
Odwróciłam głowę w prawą stronę, robiąc krok w tył. Widziałam kątem oka szeroki uśmiech Zacka, jednak prawdziwie zainteresowana byłam reakcją Matta, bowiem mężczyzna rozmawiał z Oliverem jak gdyby nigdy nic. Nie spojrzał na mnie nawet ukradkowo, był pogrążony w rozmowie o samochodach.
Zasłużyłam sobie.Odwróciłam głowę w prawą stronę, robiąc krok w tył. Widziałam kątem oka szeroki uśmiech Zacka, jednak prawdziwie zainteresowana byłam reakcją Matta, bowiem mężczyzna rozmawiał z Oliverem jak gdyby nigdy nic. Nie spojrzał na mnie nawet ukradkowo, był pogrążony w rozmowie o samochodach.
- To co, joint? - Zack zapytał głośno, na co chłopaki zgodzili się jednogłośnie.
Oliver zaczął wydzwaniać do pozostałych członków w grupie, a Matt z Zackiem udali się do kuchni, by przygotować różnorodny alkohol, rozrywkę pod postacią skrętów oraz chipsy i paluszki jako przekąski.
Wyszłam z kuchni i usiadłam na fotelu, który był o wiele wygodniejszy od sofy. Będąc wyszukaną osobą, która nie ma gustu do osób, do mebli miałam naprawdę duży dystans. Potrzebowałam przede wszystkim komfortowych rzeczy, ubrań czy mebli.
- Adele, zachcesz przynieść z kuchni napoje? - Zakpił Zack, wnosząc jedzenie.
Nic nie mówiąc, podniosłam się i udałam do kuchni, uprzednio widząc jak szatyn zaczął wybierać gry na PS.
Przekroczyłam próg drzwi, Matthew nawet nie musiał prostować się i obracać głowy, by wiedzieć, że to ja weszłam, nadal lepił kręty.
-Tylko nie potknij się o kłamstwa. - Powiedział chłodno.
Czułam się winna, miałam za co, a jednocześnie nie potrafiłam oszukiwać siebie czy go, że jest możliwość odejścia od Zacka. Nie potrzebowaliśmy kłamstw, potrzebowaliśmy szczęścia i siebie nawzajem.
- Nie oszukujmy się, wiesz że nie mam innego wyjścia. - Podeszłam do czajnika i go uruchomiłam, stojąc przy Matthew na tyle blisko, by nikt nie usłyszał o czym rozmawiamy ale także, by nikomu nie narzuciły się brudne myśli o nas.
- Inne wyjście masz, ale nie skorzystasz z niego.
Mężczyzna unikał mojego wzroku jak ognia,
- Spójrz na mnie. - Zażądałam.
Poruszył niespokojnie głową w obie strony, nadal patrząc zawzięcie w blat. Zdenerwowana jego dziecięcym zachowaniem, złapałam go za szczękę, podniosłam do góry i zmusiłam, by spojrzał na mnie.
Jego wzrok był prawdziwie zraniony, ale nie spuścił go, kiedy opuściłam ręce wzdłuż ciała. Przeciętna sylwetka, roztargane włosy, różowe lice oraz uwielbiane przeze mnie zielone oczy, wszystko teraz spowinięte murem, który nie mogłam przeskoczyć, płachtą, której nie mogłam zdjąć i tak jak powiedział, na własne życzenie. Miałam świadomość, że mogłam wiele, wiele więcej zrobić niż robiłam, ale w tym był właśnie problem, moje nastawienie było spowodowane zdarzeniami z przeszłości, nie potrafiłam pozwolić sobie na kolejne złamane żebra czy spaście ze schodów. Znałam za dobrze zasady, które Zack wprowadził w życie, w nasz związek, we mnie. Dopóki grałam według jego poleceń, mogłam mieć namiastkę jego miłości, która pozwalała mu na nie znęcanie się nade mną.
- Odejdź od niego. - Powiedział szeptem.
- Chcę dać mu szansę. Może jednak się zmienił. - Również nie chełpiłam się tym i zachowałam cichy ton rozmowy.
- Adele, nie bądź naiwna.
- Nie poddam się bez walki.
- Dobrze wiesz, że kłamie. Wasz związek skończył się szybciej, niż się zaczął.
- Z kłamstwa rodzi się prawda.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- To, że musisz dać mi czas. Oliver zagroził nam, że jeśli nie zakończymy.. nas, powie Zack'owi.
- Nie zrobi tego.
- Co jeżeli jednak to zrobi? Musimy pozwolić ochłonąć całej tej sytuacji, dobrze wiesz, do czego zdolny jest Zack.
- Twój wybór, Adelaide, ale moim zdaniem tracisz czas.
Nie chcę, by Matthew był w tym syfie razem ze mną. Miał łatwe życie zanim go wplątałam w ten głupi romans, odzyska je, jak tylko zniknę z jego życia erotycznego.
- Zacieśniacie znajomość? - Do kuchni wpadł wesoły Zack.
Pokiwaliśmy głową, by nie wzbudzać podejrzeń, uśmiechnęliśmy się szeroko w jego stronę. Choć byłam nadal w miejscu, gdzie rozmawiałam o nas z Mattem i delikatnie dawałam mu sugestię, że to koniec między nami. Nie dziwiłam się samej sobie, już w wieku dojrzewanie przestałam bronić co moje, w sumie to troszkę wcześniej. Nie powiedziałabym, że w wieku 7 lat, mimo że przeżyłam wtedy już kryzys, to było około 10 roku życia, kiedy ludzie z mojego otoczenia zaczęli zawijać żagle i zwyczajnie znikać - przyjaciółka od serca się przeprowadziła, chrzestny przestał się interesować mną, a dodatkiem było ciągłe pogorszenie się sytuacji domowej.
Jesteś taka słaba.
Wiem.
Wstyd i tyle. Weź się za siebie.
Nie potrafię.
Móc to potrafić, możesz do cholery. Rusz głową, wymyśl jakieś rozwiązanie.
Zack mnie zabije, jak się dowie, że pieprzyłam się z jego przyjacielem!
Może nie zabije, a zostawi, zerwie dla świętego spokoju.
Uprzednio doprowadzi do stracenia przytomności spowodowanego pobiciem?
Nie udawaj jasnowidza.
Ale taka jest prawda.
Spróbuj.
Ciągłe kłótnie z samą sobą, tłoczące się myśli, niechęć do działania ale także motywacja lepszego jutra - wszystko, co działo się w mojej głowie, nie wykraczało poza nią. Nie pozwalałam sobie, by ktokolwiek poznał moje przemyślenia. Wiedziałam, że to co robiłam, ta uległość wcale nie miała mi wyjść na dobre, aczkolwiek zmieniać stanu rzeczy nie zamierzałam.
Słabeusz. - Myśl, która stale pojawiała się, jak przecinek w rozmowie z samą sobą.
- A może by tak przenieść rozmowę do salonu? - Zapytał kpiąco szatyn. - Nie zapomnij napoi, a ty .. - Spojrzał na Matta znacząco. - .. wiesz czego, a poza tym, gdzie masz pigułki?
- Jakie pigułki? - Mężczyzna podrapał się po czole.
- ,,Te" pigułki.
Oboje wyglądali zabawnie, niby nie potrafiąc się dogadać, a ja wiedziałam swoje, miałam pewność że żartują. Po chwili zaczęli rechotać.
- W sypialni w komodzie, jak zawsze z resztą. - To wystarczyło, by Zack wyszedł z kuchni.
- Nie boisz się, że zrobią ci nalot? - Zapytałam, zalewając herbatę dla siebie, zbierając w ręce napoje w butelkach.
Zielonooki zaśmiał się.
- Nie. - Odpowiedział krótko. - Ktoś musiałby im dać taki pomysł, a nikt mnie nie wsypie, bo to nie moje a ich. Nawet jakbyśmy się pokłócili to, i tak nie wpadną na taki głupi pomysł - sami mają na sumieniu wiele, a w domu jeszcze więcej.
- Czyli jak ty wpadniesz to wszyscy? Wydałbyś ich?
- Jeśli dowiedziałbym się, że to oni za tym stoją, nie miałbym z tym najmniejszych problemów. - Powiedział poważnym, ale jakże lekkim głosem, zbierając w dłonie fajki, które samodzielnie zrobił.
Przez resztę wieczoru udawaliśmy, że nic nas nie łączy oprócz skrętów, które paliliśmy po sobie na zmianę.
- Tylko nie podglądaj. - Powiedział podekscytowany, jakby nie był Zackiem, którego znam.
- Mam przecież opaskę na oczach.
- Pewnie i tak przez nią widać, więc zamknij oczy, bo zepsujesz niespodziankę.
- No, dobrze, dobrze.
Zastosowałam się do polecenia.
Poczułam jak łapie mnie za prawą dłoń i lewą stronę talii, zaczął mnie prowadzić naprzód. Robiłam małe kroki, starając się wybadać powierzchnię ziemi, by nie upaść.
- Nie bój się, zaufaj mi.
Jakby to było takie proste.
Mężczyzna dał mi tyle powodów do nieufania jego osobie a on wyjeżdża mi z takim tekstem. Mimo mojego wzburzenia, język pozostał nienaruszony przeze mnie.
Powolnym krokiem wyszliśmy z naszego domu, poczułam jak otula mnie chłodny wiatr, jednocześnie ciepło uderzało w moje ramiona i twarz. W nozdrzach pojawił się zapach świeczek, w uszach rozbrzmiała piosenka.
- Miej zamknięte oczy, dopóki ci nie powiem, abyś otworzyła je.
Byłam zaskoczona, jak tylko zdjął mi opaskę na oczy i pozwolił otworzyć oczy. Wokół mnie na powierzchni całego podwórka za naszym domem były ułożone zapalone świece, ławka pod drzewkiem była pokryta płatkami róż. Przede mną klęczał Zack z wyciągniętym pudełkiem, które otworzone ukazywały srebrny pierścionek z maluśkim kawałeczkiem pomarańczowego kamyczka.
CZY ON MI SIĘ WŁAŚNIE OŚWIADCZA?!
Wieczór jak z bajki można by rzec, a mnie jedynie smutno się zrobiło.
- Co.. co ty robisz? - Spytałam pełna wątpliwości samej siebie.
- Co?
- Co ty robisz? - Powtórzyłam nerwowo.
- Co? Czekaj.
Mężczyzna podniósł się, ściszył muzykę i błyskawicznie znalazł się na ziemi ponownie. Złapał mnie za lewą rękę, wpatrując się we mnie maślanymi oczami.
- Adele, wyjdziesz za mnie?
- Musisz dać mi czas na przemyślenie tej decyzji.
- A co tutaj do przemyślenia? Jesteśmy ze sobą tak długo, mieszkamy razem, kochamy się, co nam przeszkadza przenieść nasz związek na papierek?
- Skąd ten pośpiech? Nagła zmiana? - Zabrałam dłoń, odsuwając się od niego o krok, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
- Pośpiechu nie ma, chcę, abyśmy byli razem na zawsze.
I tego ja właśnie nie chcę.
Przecież wiesz, że nie masz wyjścia, czy się zgodzisz czy nie, będziesz jego żoną.
- Nie masz powodu do zastanawiania się, gdybyś mnie nie kochała, odeszłabyś. - Wstał na obie nogi.
Jakbyś mi na to pozwolił..
- Myślę, że to odpowiedni czas na powiedzenie sobie sakrament małżeński w kościele katolickim.
Te bydle jest wierzące?! To jakaś kpina?
Tyle lat z nim jestem i nawet nie wiedziałam, że wierzy w Boga? Że jest katolikiem?
- Nigdy nie myślałem, że tak przywiążę się do ludzkiej istoty.
- Przywiążesz, Zack, właśnie, a związek powinien się opierać na miłości a nie - sentymencie.
- Kocham oraz pragnę cię mieć przy sobie zawsze, to idzie w parze z miłością.
A co ty wiesz o miłości?
Nie puszczając moich dłoni, wpatrywał się w moje oczy z wyczekiwaniem.
- Adele, wiem że popełniłem błędy, ale sama nie jesteś bez winy. Wszyscy mamy coś za uszami. - Zrobił krótką przerwę na oddech. - Wydawałoby się, że nienawidzę cię, ale prawda jest taka, że nie potrafię ci pokazać, jak bardzo cię wielbię.
- Można na kilka sposobów kochać, nie przyszło ci do głowy, że może nie jesteśmy dla siebie stworzeni? - Spytałam, starając przyćmić brzydkie słowa, które wypowiedziałam - głupim uśmiechem.
- Jakkolwiek ci się śmieszne to wyda, kocham cię. - Pocałował mnie krótko w usta i odsunął się, wracając do poprzedniej pozycji na kolanie. - To co, wyjdziesz za mnie, dziewczyno?
If I cut off your arms and cut off your legs.
Would you still love me anyway?
If you're bound and you're gagged, draped and displayed.
Would you still love me anyway?
Why don't you love me anyway?
Cutting with the knife, blood is spilling everywhere.
She will be my wife.
_______
Jak można zobaczyć, odrobinę inaczej wygląda ten rozdział. Inaczej piszę, a jako że jestem leniem (wydało się! xd), nie będę poprawiać poprzednich rozdziałów, by wyglądały podobnie.
No tego się nie spodziewałam.. :c
OdpowiedzUsuńAle czekam na dalsze rozdziały;3
Cieszę się, że zaskoczyłam Cię! :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCO? Oświadczyny? No niee.... ale jak to, tak nie ma go i puf pojawia się z pierścionkiem? WTF. A Matt to takie ciepłe kluchy... Myślałam, że będzie bardziej nalegał by Adele odeszła od Zacka. Ciekawe Zack zastaje swoją dziewczynę w mieszkaniu kumpla, mam nadzieje, że chociaż nałożyła ciuchy ^_^
OdpowiedzUsuńA teraz bardziej krytycznie. Może chodziło Ci w tym cytacie:
"- Bój się, zaufaj mi.
Jakby to było takie proste." Nie bój się, zaufaj mi? Huh?
Ciekawy rozdział, czekam na kolejny. :)
Emily Shag ~ zmiana image'u ;D
Już nie ma dowodu zbrodni - zdanie zostało naprawione by odzyskało sens, choć i tak myślę, że było to zrozumiałe. xd
UsuńNie spisuj nikogo na straty, tak ci powiem, bo się możesz przejechać. A Zack to inna bajka, on to degenerat i za nim nie trafisz, taka z niego postać.
A ty biały króliczku to kiedy zaczniesz coś skrobać, co? :)
Ostatnio czytałam, twoje wpisu z 2013 i muszę powiedzieć, bardzo się rozwinął Twój styl pisania. :) Gratulacje.
OdpowiedzUsuńPomysł kiełkuje, ciekawe czy się wybije na światło dzienne. Nie mogę wykształtować postaci :/
Chciałabym, aby tak pozytywnie patrzyła na mnie moja nauczycielka od języka polskiego. xd Mam 3!
Usuń