sobota, 28 lutego 2015

12. Gruszki.

W jego ramionach czułam się inaczej niż kiedyś. Niegdyś nie przeszkadzało mi to ciepło, ścisk a dziś? Dziś się duszę i chcę uciec. Kiedy poznamy coś lepszego, nie chcemy gorszego jakością czegoś lub kogoś. Zack jest zepsutym jabłkiem, więc dlaczego miałabym go chcieć bardziej od Matthew, który był niczym czerwone, soczyste jabłuszko, które prosiło się o gryza?
Podczas nieopanowanych myśli i uczuć, robimy pod wpływem chwili głupoty, które ciągną się za nami nieskończenie, niczym kula u nogi, która załączona kłódką do kostki, do której nie mamy klucza a rozciąć się nie da.
Ile jeszcze zanim wyblaknę z koloru? Ile jeszcze mam wycierpieć zanim wszystko nabierze sensu? 
Wyobraźcie sobie, że jesteście sami, nie ma wokół was waszych przyjaciół, rodziny, jesteście wśród obcych ludzi i dzieje wam się krzywda. Krzyczycie, wołacie o pomoc, ale nikt nie reaguje. Nie znają cię, nie myślą, że masz do wymiany, bowiem o to chodzi, o coś w zamian. Jesteś sama, nie masz nic, osoba raniąca cię, delektuje się swoimi sadystycznymi torturami. Pełna nienawiści do wszystkiego, najbardziej do ludzi, którzy nie kwapią się do pomocy.
Wszyscy wiedzieli w jakim syfie znajdowałam się i nikt nie zaoferował mi szczerej pomocy, deski ratunku. Jedyne, co mogłam zrobić to udawać, że wszystko jest w porządku, bo to dawało nadzieję, że nie będzie tak źle jakbym się zbuntowała.

- Zero mięsa. - Oznajmiłam, odsuwając od siebie talerz wypełniony różnorodnym mięsem.
- Nie wygłupiaj się. Trzeba jeść mięso, aby przeżyć - witaminy, minerały, tłuszcze. - Zack nie dawał za wygraną i przysunął mi pod nos danie.
- Obrzydliwe. - Skomentowałam go, kiedy sięgnął po nogę kurczaka i bestialsko się w nią wgryzł.
- Mi smakuje. - Odpowiedział z pełnymi ustami.
Usta obklejone olejem i częściami mięsa, wszystko wychodziło mu z ust, co spowodowało we mnie chęć wymiotów. Miałam w głowie widok kury, która popychana przez pracowników rzeźni, musząca żyć wśród martwego rodzeństwa, siedząca z powodu braku sił na utrzymanie się, gdyż była zmodyfikowana i za szybko urosła.
- Zjadłbyś psa? - Zapytałam pełna żalu.
Mogłam swobodnie porzucić temat, ale nie, drążyłam go, prosząc się o poniżenie.
Czułam jak oczy mi się szklą na myśl, ile zwierząt było torturowanych zanim tak naprawdę zakończy swój żywot.
Mężczyzny twarz stała się niczym kamienna maska, oczy spochmurniały, ale jama ustna nadal żuła jedzenie. Przełknął, wiercąc we mnie dziury wzrokiem.
- Nie. Mów. Przy. Mnie. Takich. Przykładów. Kiedy. Jem. To oczywiste, że nie zjadłbym psa to chore! - Uderzył dłonią w stół, co spowodowało, że wzdrygnęłam się, jednak nie odpuszczałam mu, starałam się utrzymać kontrolę.
Mierzyliśmy się, nie chcąc odpuścić drugiemu, co równałoby się przegraną. Niewątpliwie miał nade mną przewagę fizyczną, psychiczną pewnie też, ale starałam się a przecież to też jest ważne. Nie ważny efekt a sam czyn, prawda?
- To równie niehumanitarne, co jedzenie świni czy ryby, czy kurczaka.
- Wiesz, co myślę o tym? - Zakpił, wpychając w siebie kolejną nogę drobiu.
- Ona ma rację. - Odezwał się Matt zza lady. - Udowodniono naukowo, że jedzenie mięsa i produktów stworzonych dzięki zwierzętom takie jak mleko, miód czy jajka, sprawiają że obracamy się w tłuszcz oraz więcej łapiemy chorób. Jedzenie mięsa sprawia, że o 30 razy więcej jesteśmy podatni na raka.
- Myślisz, że dlaczego jedzenie ryb często kończy się zatruciami gastrycznymi? Żyją w niechlujnych wodach po ich złowieniu, umierają przez brak tlenu, zanieczyszczenia, wagę innych ryb.
Matthew spojrzał na mnie w ten jego sposób specjalny, który - jak to często się mówi - mógł ocalić ludzkość przed złem, ich egoistycznymi potrzebami a także, niepodatnością na uczucia innych.
- Jesteście pojebani. - Skwitował Zack z pełnymi ustami. Kiedy przełknął zalegające jedzenie i popił wodą, spojrzał na nas nagannie. - Zobaczymy za 10 lat, komu będą lepiej służyć płuca przy bieganiu.
- Tłuszcz zwierzęcy nie ma nic do kondycji i masy mięśniowej. - Mruknęłam.
- Nie jem mięsa od 2 lat, myślę, że kolejne wcale mi krzywdy nie zrobią a nadal będę szybciej biegać od ciebie.
- Ach, tak? - Zaśmiał się. - Rundka wokół baru? - Patrzyli na siebie mężczyźni, po czym wybiegli rozszalale.
Nieposkromione bestie.. 
Oh przestań.
Nigdy nie przemówisz Mu do rozsądku, powinnaś to wbić do swojej czaszki.
Nic mi innego nie zostało, jak tylko ufać w jego szare komórki.
Jeżeli miałby zrozumieć cokolwiek, zrobiłby to już dawno. Nie gracie w tę samą grę, a nawet jeśli to dobrze wiesz, że nie gra z tobą a przeciwko tobie. Nie chce cię zrozumieć. Wszystko, co masz w sobie, nie masz z nim wspólnego.
Myślisz, że tego nie widzę? Widzę, wiem aż za dobrze, że nie pasujemy do siebie, ale co mam poradzić? 
Pierdol Zacka i jego chore zagrywki, zostaw go, ucieknij.
Bo to takie łatwe..
Nie mówię, że nie ubrudzisz się, ale będzie lepiej po.
Nie miałam najmniejszej ochoty rozmawiać z samą sobą ani sekundy dłużej. Musiałam się wydostać ze swojej głowy. Na moją korzyść, chłopaki za chwilę przybiegli zmachani z czerwonymi twarzami oraz plamami tego samego koloru na nogach i ramionach.
- Kto wygrał? - Spytałam.
- Nieważne. - Obrzucił mnie krzywym spojrzeniem Zack.
- Ktoś nie umie przegrywać. - Matthew droczył się, popychając lekko kolegę z uśmiechem na ustach.
- Odpierdol się.
Niebieskooki usiadł wygodnie na krześle, na którym wcześniej siedział. Obserwowałam kątem oka mężczyznę, z którym niedane było mi być, spokojnym a jakże zwycięskim krokiem udał się za bar, by zająć się czyszczeniem kufli od piwa.
- Zmiana tematu. - Uprzedziłam. - Smaki jabłek są różnorodne, tak samo kolor oraz zapach i ich wodnistość. Niektórzy wolą słodkie, soczyste czerwone jabłuszka, a inni kradzione zielone, gorzkie papierówki z sadu niemiłego sąsiada babci. - Spotkałam się z niezrozumiałym wzrokiem narzeczonego, na co wywróciłam oczami. - Ludzie albo do siebie pasują, albo nie. Czasem miłość nie wystarczy.
- O jakich ty jabłkach pierdolisz? I, co to ma do nas? Czy może natchnęło cię na rozmowę o twojej tępej diecie? - Spytał się zdenerwowany moim krótkim wywodem Zack.
- Nie odchudzam się. - Założyłam dłonie na biodrach i przypalałam go niewidzialnym laserem w moich oczach. - Nie mam z czego.
- To porównanie. - Skomentował cicho Matthew, udając że nic nie powiedział, nadal wpatrzony w czyszczące przez siebie kufle do piwa.
Zrozumiał.. 
Uśmiechnęłam się w duchu z powodu zielonookiego mężczyzny, który był rozgarnięty i w szkole uważał na lekcjach - jednak na zewnątrz nadal pozostawałam w cieniu sztuczności.
Jegomość zjeżył się przysłowiowo, mierząc przyjaciela, aczkolwiek powstrzymał się od jakichkolwiek komentarzy.
- A co jeżeli ktoś woli brzoskwinie zamiast jabłek? - Zapytał, chcąc mnie wpędzić w zakłopotanie.
- To lubi się to, czym się jest. - Ucięłam krótko.
- Co jeżeli jesteśmy truskawkami?
Wywróciłam oczami na jego marne zaczepki, jednak jego wzrok, który stwardniał po czynności jaką wykonałam, zmusił mnie, bym otrzeźwiała i ogarnęła się, póki mam okazję.
- Czepiasz się szczegółów. - Oznajmiłam. - Gdybyś rozumiał, nie wykłócałbyś się.
- Nie jestem idiotą, wiem, co masz na myśli. - Złapał mnie za ramiona i pocałował mocno w usta. - Wiem, że mnie kochasz.
- Okaaaaay.
Jęknęłam w duchu, widząc smutek na twarzy Matta, który zamaskował szybkim pójściem na piętro wyżej. Nie chciałam nikogo ranić, jednak robiłam to za każdym razem, kiedy mój narzeczony dotykał mnie.
- A.. co jeżeli lubię mięso? - Rozrechotał się niczym prawdziwa ropucha.
- To oznacza, że nie jesteś dla mnie, bo jestem prawdziwą gruszką i lubię gruszki a nie drób, który podaje się za gruszkę.
- Czyli powinienem szukać kogoś, kto lubi mięsa? - Kiwnęłam głową, zgadzając się. - No to nie lubię mięsa, uwielbiam gruszki i sam nią jestem.
I jakkolwiek, bym o nim nie myślała. Cokolwiek bym nie pomyślała. To był ten moment, kiedy chciałam wpić się w jego usta. W tym momencie wszystkie urazy zostały na sekundę wymazane i zastąpiło je uczucie, pożądanie i miłość. Kupił mnie kilkoma swoimi słowami.
Patrzyłam na niego, mając wzdłuż ramiona ciała. Czułam się tak, jakby ciało nie należało już do mnie. Byłam niczym. Zgubiona, porzucona, owinięta w szkło. Nie mogłam się ruszyć. Dotarło do mnie jedno, byłam naprawdę głupiutka, pusta i naiwna.
Aj, aj, aj, Adelaide. Co ty wyprawiasz? Tak infantylna już dawno nie byłaś, a masz doświadczenie.
Każdy dźwiga swój przysłowiowy krzyż zawierający doświadczenia, ale to nic nie znaczy.
Głupoty robisz.
Wiem.
Zrób coś z tym. Nie pozwól sobie na uczucia, świetnie ci szło.
To nie jest już takie łatwe.
Przecież kochasz Matta.
Kocham, i co z tego?
Wybierasz łatwą drogę, a to zaprowadzi cię donikąd.  
Wolę się pogodzić z moim losem.
Sama sobie takie przeznaczenie zgotowałaś, ale to nie oznacza, że masz przestać walczyć.
Wow, ty mnie namawiasz do walki? Dajesz motywację?
Nie żartuj sobie, jesteśmy jedną i tą samą osobą, muszę ci pomagać - zginęłabyś beze mnie. 
Czyli wracamy do punktu wyjścia, gdzie jestem nieudacznikiem?
Nie mów na siebie jak twój ojciec! 
Zakazujesz mi? Sama mnie tak nazwałaś mnóstwo razy.
Ja mam co innego na myśli to mogę, a ty mówisz dokładnie to, co myślisz, a to już niedozwolone.
- Ale przed chwilą zażerałeś się mięsem. - Pozwoliłam sobie na zwrócenie mu uwagi.
Mój komentarz wybił go z pantałyku, jednak nie przejął się tym na dłuższą metę, bowiem po chwili zażerał się ponownie proteinami.

- Nie ma co robić. - Mruknęła Jessica, wtulając się w tors swojego chłopaka.
- Możemy pograć w karty. - Zaproponowała Imogen.
- W rozbieranego pokera chyba. - Poprawił swoją dziewczynę Oliver, szczerząc się do niej głupio, za co lekko go zdzieliła w prawe ramię, rumieniąc się przy tym.
Chciałam takiego związku, niekoniecznie z Sykesem, chodziło o relacje między nimi. Zazdrościłam im porozumiewania się, prawdziwiej radości z bycia razem i dbania o siebie nawzajem. Znałam problemy między nim a Imo, jednak miałam to za nic, były prawdziwie błahe.
Uśmiechają się do siebie, żartują, mimo tego całego czasu spędzonego ze sobą w jednym mieszkaniu, nadal pragnęli siebie ale nie tylko fizycznie, ale także lubili swoje mentalne odzwierciedlenie. 
Ja i Zack byliśmy przeciwieństwem, przynajmniej w mojej głowie. On chciał jedynie seksu, a ja nawet tego z nim dzielić nie potrafiłam, coraz rzadziej odczuwałam przyjemność z bliskości z nim, a jeśli jednak to dlatego, że wyobrażałam sobie Matta i nic więcej, reszta to udawane orgazmy. Nie reprezentował niczego, co mogło zachęcić mnie do pragnienia poznania zawartości jego głowy, poza tym chyba już je poznałam - jest tam tylko agresja, ego i zboczenia każdego rodzaju.
Po raz kolejny miałam w głowie myśl o ucieczce z tego syfu. Po raz kolejny, ukazał mi się widok mnie z ranami po nieudanej próbie. Poddałam się po raz kolejny.
- Wiem! - Wykrzyczał zadowolony Lee. - Impreza będzie dobrym pomysłem na nudę.
Wszyscy zawiwatowali nagle, przyprawiając mnie o ciarki, których - całe szczęście - nikt nie dostrzegł.
I ty, Adelaide miałabyś być kowalem własnego losu? Nie rozbawiaj mnie. Nie nadajesz się nawet, by zadecydować o własnej kolacji.
Nie jestem rybą, mam głos.
Którego nikt nie liczy.
Matthew liczy się ze mną.
Tak? Zobaczysz na imprezie, że jest inaczej. Jesteś z Zackiem, on dostaje wolną rękę do romansów.
Nie zrobi tego, kocha mnie.
I to ma zapobiec relacji z innymi dziewczynami? Na pewno skończy z jakąś laską w kiblu.
Świetna myśl, ale błędna.
Taka pewna swego? To idź z nimi i przekonaj się.
- Wszyscy się zgadzają? - Zapytał Oliver, rozglądając się.
Cała dziesiątka przystała na propozycję i nikt nie był przeciwko. Panowała tutaj jedna zasada, jeżeli nie ma się lepszego pomysłu - milczeć.
- A więc, za półtora godziny tutaj. Exeter nas wzywa. - Lee zabrał głos ponownie.
- Półtora godziny? - Zakpiła Imogen.
- Za mało? - Spytał Zack z głupim na twarzy. - Mogą być dwie.
- Wystarczy półgodziny. - Oznajmiłam na raz z blondynką, na co się zaśmiałyśmy.
- Wolałabym mieć godzinę. - Crystal mrużyła oczy na nas.
- No to godzina i zjawiamy się przed barem Matta.
- Świetnie.
- Do zobaczenia.
Pożegnaliśmy się uściskiem dłoni (mężczyźni) i przytuleniem (dziewczyny). Razem z Zackiem błyskawicznie znaleźliśmy się w ciężarówce, by za niecałe 10 minut zjawić się w domu.
Nie byłam wcale zaskoczona rolami, które były narzucone na nas. Kobiety miały zachowywać się dziewczęco, a mężczyźni - męsko, cokolwiek to oznacza. Sama z własnego wyboru nie zachowywałam się "feminine". Uwielbiałam męski styl, niekoniecznie zaniedbane męskie trampki Zacka, ale bluza czy zero makijażu podobał mi się. Mężczyzna bez makijażu jest akceptowany przez społeczeństwo, dlaczego kobiety nie są uważane jako piękne bez niego? Czy to nie jest upośledzone myślenie? Należę zdecydowanie do części kobiet, które nie muszą ubierać się "kobieco", by się tak czuć. Narzucaną rolę miałam przez Zacka, mimo że chciał, abym była jak Crystal czy Jessica, robiłam wszystko by taka nie być. Miałam szafę wypchaną sukienkami dość krótkiej długości, których nigdy nie nosiłam, bowiem były za małe i za krótkie - nigdy nie miałam ich na sobie, nawet nie ja je kupiłam. Zack chciał mnie "rozpieszczać", ale coś mu się nie udawało, nigdy nie trafiał w mój gust. Nie byłam na tyle dziewczęca, by ściskać się z dziewczynami na okrągło było to dla mnie wręcz śmiesznie niechciane zachowanie - nie miałam ochoty czuć wypukłych piersi przy swoich. A z mężczyznami tulenie się było "nie na miejscu", jak to mówił. Nie pozwalał mi na jakiekolwiek czułości z płcią przeciwną, co rozumiem, ponieważ już go znam i wiem, że nie czuje się pewnie. Przytulanie się, czyli dzielenie się ciepłem w taki sposób, kiedy tego nie potrzebuję było mi zupełnie zbędne do szczęścia. Nie lubię czułości ani agresywności, lubię chłód i spokój. Uwielbiam nie czuć czyjegoś oddechu na moim karku.

- Nie ubierasz się jeszcze? Zostało 40 minut. - Szatyn stanął za mną.
Czułam jak wpatrywał się we mnie. Niekomfortowo przełknęłam wodę, którą dopiero sobie nalałam do szklanki i odstawiła ją niemal pełną. Odwróciłam się tylko po to, by spojrzał na mnie beznamiętnie i poszedł do salonu, sam ubrany w ciemne jeansy i czarną koszulkę z krótkim rękawem.
Relacja między Adelaide i Zackiem, czyli jak przeżyć pod jednym dachem 4 lata i nie pozabijać się.
Ale starał się ciebie zabić.
Nie. Kocha mnie.
Kocha? Hahaha!
Kocha w ten swój chory, pokręcony sposób.
Wolałabym, aby nie kochał.
Nie zawsze marzenia się spełniają.
Dopiłam wodę, po czym wstawiłam szklankę do zlewu. Powolnym, ociężałym krokiem ruszyłam na górę. Stanęłam przed szafą i otworzyłam ją z westchnieniem. Nie chciałam iść na tą głupią imprezę.
Pomyśl w inny sposób. Będziesz miała możliwość ucieczki!
Tak? I gdzie niby pójdę?
Ktoś się na pewno znajdzie.
Jakiś kolejny agresywny gościu? Dzięki, ale wolę zostać przy nim, znam go chociaż.
Znajdziesz podwózkę do Londynu i spróbujesz przekonać rodziców, żeby ci wybaczyli i przyjęli z powrotem do domu. Kiedyś tak chciałaś zrobić..
Byłam w błędzie. Nie chcę się przed nimi płaszczyć, poza tym pewnie się już przeprowadzili kilka razy. 
Nie bądź głupia, przyjmij pomoc, jeżeli ktoś chce ją ci dać.
Nie pierdol głupot. Moi rodzice byliby ostatnimi ludźmi na Ziemi, którzy użyczyliby mi zbawczej ręki.
Zbawczej? Wysiliłaś się o synonim do pomocnej.
Odjeb się.
Sięgnęłam po najzwyklejszą, czarną sukienkę do kolana, której nie musiałam przymierzać, by wiedzieć, że będzie opinać moje biodra i biust oraz brzuch. Spuściłam spodnie na podłogę, wychodząc z nogawek, w między czasie zdjęłam koszulkę i rzuciłam ją obok jeansów na panele. Wciskając się w ubranie marzyłam o końcu wieczoru. Chciałam mieć już wszystko za sobą.
Czyli jednak cykor cię obleciał, że Matthew będzie się pieprzył z kimś.
Puściłam myśl wolno, nie odpowiedziałam na nią.
Zapięłam boczny zamek z lekkim trudem, następnie ruszyłam do łazienki, by uczesać włosy. Nie miałam siebie za grubasa ani brzydactwo, byłam przeciętna i miłe uczucie rozlewało się w moim wnętrzu, że nie musiałam walczyć z własnym odbiciem w lustrze. Współczułam każdemu kto przechodził koszmar z samym sobą, nie móc znieść siebie jest jednym z najgorszych wydarzeń, które mają miejsce w naszym życiu. Nie byłam pewna siebie nigdy, nadal nie jestem, ale mam świadomość o swojej atrakcyjności. Nie powinniśmy być własnymi gnębicielami, inni sobie sami poradzą w próbowaniu nas zgnoić.
Rozczesałam końcówki włosów myśląc o ścięciu ich do szczęki. Nie mogłam się przyzwyczaić do długich włosów sięgających lędźwi.
Dużo włosów do kasacji.
Przemyłam twarz tonikiem dla oczyszczenia cery, susząc delikatnie ręcznikiem. Wyszłam czym prędzej z łazienki, udając się do salonu, gdzie siedział Zack. Zastałam zwyczajny widok mężczyzny, który z dżojstikiem w rękach grał w gry samochodowe.
Nigdy nie rozumiałam hobby, które nie wnosiło nic do życia, ale z drugiej strony kim ja byłam, by mówić o edukacyjnych pasjach, skoro sama żadnej już nie posiadałam. Granie w gry karciane online było równie rozwijające nicość w głowie, jak i zabawy szatyna.
Stałam w wejściu, opierając się o framugę, kiedy ręce swobodnie zwisały wzdłuż ciała. Nie krząkałam, kaszlałam czy przewracałam oczami, nie pośpieszałam go w jakikolwiek sposób. Znudzona staniem, usiadłam obok niego, nogi zasiadły obok tyłka i niemo wpatrywałam się w jego poczynania. Umiał jeździć fikcyjnymi autami równie dobrze, co prawdziwymi.
Zack należał do tych facetów, których samochody robią za nogi przy bieganiu, czyli zamiast biegać i dbać o swoje zdrowie - jeździł samochodem niedozwoloną przez prawo prędkością. Wcisnął pauzę w wyścigu i sięgnął po komórkę sprawdzając godzinę. Rzucił okiem na moją osobę i odwrócił głowę, by po chwili znowu spojrzeć, tym razem na dłużej.
- Idziesz bez butów? - Zapytał, patrząc na moje stopy w osłupieniu.
- Myślę nad trampkami. - Odpowiedziałam niemrawo.
- Ubierz szpilki i nie wygłupiaj się. - Z powrotem włączył grę, nie zwracając uwagi na moje niezadowolone spojrzenie.
Koniec końców ubrałam szpilki, 6 centymetrowe ale szpilki, mimo mojej najprawdziwszej niechęci.

Siedzieliśmy w ciężarówce w dosłownym znaczeniu, która była zaparkowana nieopodal klubu. Była nas dziesiątka a i tak były wolne miejsca wokół nas. Mimo otworzonego okna, dusiłam się, brakowało mi chłodnego powietrza. Był to tłum ludzi, nawet jak na duży samochód, brakowało przestrzeni życiowej. Siedziałam obok Imogen i Zacka.
- Nie można wnieść alkoholu ze sobą, a ceny są wysokie. - Odezwał się Lee.
- Wziąłeś ze sobą Matt?
- Musiałoby mnie coś boleć, by nie wziąć. - Odpowiedział potrząsając głową, by poprawić swój bałagan na głowie. - Jest pod siedzeniem.
Keen wyciągnął butelkę czystej wódki, na którą niemrawo spojrzały wszystkie dziewczyny. Nie chciałam pić, jako któraś z kolei, nie brzydziłam się, no może trochę. To tak, jakby całować się z nimi, na co miałam ochotę wywrócić oczami. Pierwsza wypiła Crys, później Keen, Oliver, Imogen, Lee, Zack, Matthew i przyszedł czas na mnie. Nie miałam ochoty na jakikolwiek alkohol, ale sięgnęłam po butelkę, wymieniając spojrzenie z Mattem, które dla mnie znaczyło wiele, dla innych było typowe. Przechyliłam butelkę wierząc, że nic się nie wydarzy szczególnego, ale prosiłam za wiele.
Crystal bawiła się ze swoim chłopakiem w popychanie, swoim ciężarem popchnęła Olivera, on Imogen a ona mnie. Było to nieziemsko kurewskie uczucie poczuć, jak gorzała rozlewa ci się na szyję, biust, brzuch a następnie uda, jeszcze milej było wysłuchiwać śmiechy znajomych. Nikt mi nie współczuł, wszyscy roześmiali się z tej sytuacji. Mnie niekoniecznie przypadło do gustu mieć na sobie coś mokrego i brzydko pachnącego.
Czerwona twarz ze wstydu, ręce chodzące po ciele ze szmatką, którą dała mi Imogen i do tego burza myśli w głowie. Nie chciało mi się uwierzyć, że właśnie to wydarzyło się mi. Nie wierzyłam w zabobony, ale dobrym to znakiem nie było.
- Przecież nic się nie stało. - Skomentował Zack.
- Łatwo ci mówić. To nie ty śmierdzisz jak gorzelnia.
Wszyscy już wyszli, Jordan wziął pustą butelkę i wyrzucił ją do kosza, przytulając Jessicę do swojego boku.
- Wychodź. - Zażądał. - Nie zachowuj się jak dziecko.
- Jak dziecko? To nie ja głupio bawiłam się w przepychanie, z własnej winy nie śmierdzę

Bawiłam się wprost cudownie. Nie musiałam tutaj nic pić, wygłupiać się, by ludzie odsuwali się ode mnie, nie dziwiłam się im, odór alkoholu był niewyobrażalnie obrzydliwy. Nie chciałam znajdować się już w tym tłumie. Spojrzałam w górę, dostrzegając w lewym kącie znak prowadzący do łazienki, ruszyłam tam bez zastanawiania się nad tym dłużej. W mgnieniu oka znalazłam się w toalecie, która była w białe kafelki i pachniała pomarańczami, co spodobało mi się. Były trzy kabiny przy sobie, dwie umywalki, nad którymi wisiały lustra. Weszłam do wolnej kabiny i zamknęłam ją natychmiast, następnie usiadłam na zamkniętej muszli klozetowej.
Zanim zaczęłam porządnie zasypiać, kilka razy ktoś mnie przebudził pytając czy wolne, spłukując wodę ubikacji. Oparta lewą stroną twarzy o przyjemnie chłodne kafelki, ręce bezwładnie ułożone na udach, nogi rozkraczone. Obudziłam się po jakiejś godzinie, rozbudziły mnie szmery i rozmowa pijanych ludzi tuż obok mnie.
Usłyszałam jak ktoś o 4 nogach wchodzi do kabiny obok mnie. Niespotykane to nie było, wręcz oklepane, jednak obrzydzenie zapanowało w mojej głowie i na twarzy. Po kilku sekundach dziewczyna zaczęła pojękiwać, co spełniło moje koszmary myślowe.
Super.. Będą się tutaj pieprzyć, a ja będę grzecznie słuchać jak katolicy na kazaniu w kościele.
- Cicho. - Pojawił się szept mężczyzny. - Nie potrzeba mi publiki.
Doskonale wiedziałam kto to, co powodowało, że moje usta wygięły się w zadumie, a oczy pokryły minimalną zawartością wody. Nie chciałam tutaj być, słuchać tego. Wiedziałam, że jeżeli zostanę tutaj choćby sekundę dłużej, moja druga strona odezwie się i powie ,,A nie mówiłam?".
Wstałam z klozetu, poprawiłam sukienkę i włosy na czuja, po czym jak najprędzej wyszłam z łazienki. Wtopiłam się w tłum, wypatrując Zacka.

Czułam w nozdrzach jego zapach, który panował w jego sypialni, który podczas obecności u niego w mieszkaniu, wdychałam i zapamiętywałam natrętna.
Leżąc przy Zacku, wyobrażałam sobie, że zamiast niego, wtulał się we mnie Matthew. Wpływ tabletek, które zażyłam przy narzeczonym wzmagał pragnienie bliskości drugiej osoby.
Kiedy dłoń mężczyzny przemieszczała się w górę po udzie, nie zatrzymałam jej. Nie chciałam uprawiać seksu z nim, ale coś we mnie zadrżało w środku na samą myśl, co może się wydarzyć, jeżeli się nie zgodzę.
Na pewno zacznie coś podejrzewać. Zanim się obejrzysz, wygadasz wszystko i spierdolisz całą sytuację.
Ale to jest już spieprzone. Cała ta relacja między mną a Mattem jest totalnie pojebana, nie mamy prawa bytu, nigdy nie mieliśmy prawa zrobić coś tak nieodpowiedzialnego.
Żałujesz?
Nie żałuję tych chwil. Żałuję, że nie pomyślałam o skutkach naszych czynów zanim to nastało. Żałuję, że uwierzyłam w to coś. Matthew niepotrzebnie dawał mi sygnały, bym zareagowała na nie.
Przestań się usprawiedliwiać, jesteś równie winna jak i on. Pozwoliłaś swoim uczuciom zawładnąć nad tobą to teraz to odkręć.
Wolę o tym zapomnieć.
Jesteś naprawdę do tego zdolna?
Nie, ale wolę to niżeli pozwolić wydać tę intymną relację Zackowi.
Nie chcesz go skrzywdzić, co?
Właśnie o to chodzi.
Obudź się, do kurwy nędzy! Zraniłaś go w sekundzie, kiedy pomyślałaś o Nim między twoimi udami!
Westchnęłam głośno, kiedy doznawałam niezwykle niedelikatnego a jakże podniecającego orgazmu spowodowanego przez mojego narzeczonego.
- Przestać? - Wynurzył się niczym kret z kopca, uśmiechając się między moimi nogami i mierząc mnie z radością w oczach.
Wskazującym palcem u prawej dłoni, łagodnie jeździł po łechtaczce w górę i w dół na przemian, a lewą łaskocząc dotykiem wewnętrzną stronę ud.
- Nie.. - Wyszeptałam, gubiąc się w jego ruchach, które dostrzegałam wyraźnie, dzięki zaświeconemu światłu.
- Nie, co? - Udawał greka, kiedy dwa palce u lewej dłoni powędrowały tam, gdzie rzadko bywają przez jego niechęć o seksu oralnego.
- Nie przestawaj.
Kiwnął głową z szerokim, zadowolonym uśmiechem, zanurzył się z powrotem tak, że dostrzegałam jego czuprynę. Nie mogąc powstrzymać się ani chwili dłużej, wygięłam się w łuk, pozwalając na zawładnięcie całego mojego ciała przez orgazm.
Matthew, pozostaniesz moją słodką tajemnicą.. Mimo, że nie chcesz być kimś dla mnie, ja ciebie zatrzymam na dłużej w sobie. Chociaż przez chwilę byłeś mój.



Everyone has their obsession
Consuming thoughts
Consuming time.
[...] There is always one addiction
That just can not be controlled.
You are mine.


_____

Zadam wam najgłupsze pytanie świata, z kim była Crystal? Bo strzelam, że z Mattem Keenem, ale uciąć ręki bym sobie nie dała.. Widzę moją głupotę, więc luuuzik, ale ładnie proszę o podpowiedź. Jessica była z Jordanem, to z kim była druga ślicznotka? ;)
A co do podejścia Adelaide, chcę się pochwalić - oficjalnie przestałam jeść mięso, już 10 dzień. Na zostanie weganką mnie nie stać(!) mentalnie, nie ma to jak owsianka z mlekiem na śniadanie albo miód do herbaty w smutne dni. Zachęcam was do obejrzenia filmiku, który spowodował u mnie zmianę nastawienia wobec zwierząt. Uprzedzam, że jest on baaaardzo drastyczny, pokazuje jak często są traktowane zwierzęta, kiedy idą na rzeź. Nie wiem jak wy, ale moim zdaniem nawet komarowi, który pozostawia boleśne bąble jesteśmy winni szybką śmierć, a nie wyrywać mu nogi po kolei..
https://www.youtube.com/watch?v=sTifP6idBPs

5 komentarzy:

  1. Ona jest narzeczona Zacka.. O.O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, właśnie. :-| Przerażające, huh? Być uzależnionym od kogoś tak bardzo, nie mieć wyboru i tylko musieć się zgodzić.

      Usuń
  2. Jako zapaloną fankę mięsa śmieszy mnie pierwsza 'scena' rozdziału, aczkolwiek sam w sobie jest bardzo dobre. STOP, c z e k a j kto to był w tej kabinie? Jak? Co? Kto? nie łapię ;<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kabinie był Matthew! Naprawdę nie załapałaś? Przecież nie szukałaby Zacka, gdyby wiedziała, że pieprzy się w damskiej toalecie w kabinie. xd
      A co do mięsa to cieszę się, że mimo iż nadal zostajesz mięsożercą, podobał ci się mój pomysł. :)

      Usuń
  3. Oj, teraz to takie oczywiste! f a c e p a l m. ale w takim razie
    robi się tu gorąco...

    OdpowiedzUsuń