niedziela, 22 marca 2015

13. Decyzja.

Nie mogłam podnieść się z łóżka, mając w głowie wspomnienie imprezy z zeszłej nocy. Mówiąc, że nie zranił mnie Matthew swoim numerkiem w kabinie toaletowej, skłamałabym. Starałam się puścić to w niepamięć, przecież sama uprawiałam seks z Zackiem.
Pewnie dlatego, i on współżył. Nie chce myśleć o sobie jako ofermie, która jest zdradzana - to zdradza. 
Nie jestem pewna czy to się zalicza do zdrady, w końcu nie jesteśmy tak naprawdę w związku, nie omówiliśmy tego nigdy. Po prostu byliśmy.
Być to sobie można. Porozmawiaj z nim i koniec problemu.
Nie widzę sensu w rozmowie z nim teraz. Zanim z nim porozmawiam, muszę siebie ogarnąć. Chcę dojść do jakiegoś wniosku i z tym iść do niego a nie, zero przygotowania z gorącą wodą w misce na głowie. Nie mogę się spieszyć, muszę wszystko przemyśleć. Ja jestem tutaj głównym problemem, nie on.
Bez przesady. Nie kazałaś mu zachować wstrzemięźliwości ani kochać się z kimkolwiek kto się napatoczy. Kim w ogóle jesteś, aby mu rozkazywać? To nie jest tak, że jesteście w związku.
Seks coś znaczy.
Dla ciebie.
Dla niego nie? Przecież podczas stosunku stajesz się jednością z drugą osobą. Seks jest poważną sprawą, jednocześnie będąc zabawą.
Tworzysz jedność z Zackiem, zdajesz sobie sprawę ze swojej hipokryzji?
Nigdy nie mówiłam, że obłuda mnie nie dotyczy. Chciałam, aby Matthew był ze mną na serio, nie dla zabawy.
Wiedziałaś w co się pakujesz. Nawet nie starasz się zerwać z Zackiem, wręcz przeciwnie - przyjęłaś zaręczyny.
Spróbuj uciec.
Zostawiłabym Matta w tyle, to niemożliwe, by odszedł ze mną.
Kiedyś zaproponował ci wyjazd. Uwierz w jego czyste zamiary, chce dla ciebie dobrze.
Dlatego pieprzył się z jakąś laską w kiblu na imprezie?
Byłam na tyle rozdarta w sobie, że mój ,,narzeczony" zorientował się po mojej minie.
- Chcesz pogadać? - Spytał.
Z TOBĄ? Nie, dzięki.
- Nie.. Po prostu zły dzień. Głowa mnie boli i się nie wyspałam. - Skłamałam.
Leżeliśmy w ,,łóżku", przykryci pościelą na dwóch końcach materacu. W jednej sekundzie mężczyzna znalazł się obok mnie, obejmując w tali i przyciągając do siebie.
- Trudno, abyś się wyspała, kiedy tylko usnęłaś, zaczęłaś się wiercić i mamrotać pojedyncze słowa.
- C-co? - Zająknęłam się. - Co mówiłam?
Szatyn uśmiechnął się chytrze, puszczając moje ciało, jednak nie oddalając się ode mnie. Wzruszył ramionami, następnie zerwał ze mnie pościel, wpatrując się w moje nagie ciało.
- Nie mogłem zrozumieć, a nawet nie obchodziło mnie to. Chcesz powtórzyć noc? Tym razem będę zwracać większą uwagę na to, co powiesz we śnie.
- Nie. - Chwyciłam za kołdrę i okryłam się nią.
Moja odpowiedź się dla niego nie liczyła, zbliżył się do mojej szyi, po czym zaczął ją ssać.


Ciepły oddech na moim karku, sprawił, że włosy najeżyły mi się, po chwili usta rozchyliły pod naporem cudzych warg. Błądzące dłonie, które łaskotały mnie po wewnętrznej stronie ud. Bolące pośladki i brzuszek od niewygodnej pozycji na łóżku. Unosiłam nogi, siedząc wygięta na sofie, oplatając łydkami drobne biodra. Obce, ciemne włosy okalały moje lico. Słyszałam delikatne nucenie muzyki dziewczyny, kiedy pożądliwie schodziła na dół pocałunkami. Po wycałowaniu mich ust, zeszła na obojczyk, pierś. Ssała brodawkę, patrząc głęboko w moje oczy, czarując mnie. Zrezygnowała z dokuczania moim udom, jednak zabawy końca nie było, wsunęła do mojego wnętrza dwa palce, po czym zaczęła nimi poruszać energicznie. Gra wstępna trwała na tyle długo, że niewiele trzeba było mi, by zacisnąć nogi, przymknąć powieki i wydać z siebie przeciągły jęk. Osunęłam się na mebel, pozwalając odsunąć się ode mnie brunetce. 
- Chodź do mnie. - Powiedziała. - Odwzajemnij się.
Usiadłam na podłodze, pomiędzy jej udami. Zbliżałam się powoli do jej kwiatu, jednak zostałam powstrzymana.
- Poczekaj, chyba coś słyszę. - Oznajmiła, trzymając w ręce moje włosy, nie pozwalając mi się ruszyć z miejsca.
Ktoś zapukał kilkakrotnie, na co moje oczy powiększyły swoje rozmiary. Nie słyszałam nikogo wcześniej, pokoju nie poznawałam, a kobiety skojarzyć także nie potrafiłam.
- Jest kolacja. Co robicie dziewczynki? - Usłyszałam głos mamy, co sprawiło, że wszystko zaczęło się kręcić w koło.
- Bawimy się. - Odpowiedziała dziewczyna.
- W co takiego? - Drążyła temat.
- Lekarza.
To był ten moment, kiedy salon przybrał postać mojej sypialni w rodzinnym domu w Londynie, nawet biurko było pod oknem, a wcześniejsza sofa zmieniła się w łóżko. Matka pozostała taka sama, ale kobieta, z którą odbywałam stosunek, stała się moją siostrą. 
Nie mogłam się i było to spowodowane przytrzymywaniem mnie przez Christinę, jak i zdumieniem, które panowało w mojej głowie.


Poczułam się jak dziecko, nie, jak za dziecka, jakby przeszłość mną goniła za mną nawet w moich snach nocnych.
Przełknęłam gulę w gardle, która powróciła natychmiastowo, jak tylko jej się pozbyłam, łzy naleciały mi do oczu, a w jamie ustnej zabrakło nawilżającej śliny. Płuca sprzeciwiały się, trudno było mi oddychać z myślą w głowie o moim przerażającym dzieciństwie.
Mój ojciec miał lepkie ręce względem mojej siostry, a ona stała się jak on, chcąc odreagować koszmar, który jej się przytrafił - mi sprawiała równie złą czynność. Zabawa w lekarza była rzadkością, głównie z powodu ,,co jeśli rodzice wejdą do pokoju?", ale działo się to co najmniej raz w miesiącu.
- Aż tak ci źle ze mną? - Wymamrotał mężczyzna w moje rozpuszczone włosy, odsuwając się ode mnie.
Nie mogłam już kłamać, więc wolałam nic nie odpowiedzieć, patrzyłam się jak słup soli w jego twarz.
- Dobra, jeżeli nie chcesz się pieprzyć, nie będziemy. - Podniósł się z materaca z niezadowolonym wyrazem twarzy.
Nagi, schylił się po czarne bokserki, które przydział w mgnienia oka, wypinając się do mnie. Nadal mnie podniecał, ale to by było na tyle. Nie kochałam go, jeżeli w ogóle to uczucie istnieje. Kiedy dorośli mówią, że coś jest dla ciebie złe, chcesz tego bardziej zanim rodzice wyznali opinię na dany temat, dużo ludzi (bo nie tylko nastolatków) tak robi, dla samej zasady są przekorni.
Chciałam pokazać, że mi wyjdzie, nie wyszło. Czasem tak jest, widzimy, że coś nie gra, ale jednak dajemy temu szansę i kończymy gorzej niż gdybyśmy zrezygnowali wcześniej. Dostałam nauczkę.
Wyprostował się i obrócił w moją stronę, błyszczący na twarzy jak i klacie oraz udach. Rozczochrane włosy i szaleństwo w oczach zawsze kusiło mnie, czy to był Zack czy Matthew czy kompletnie obca mi osoba, byłam automatycznie przyciągana do tego ciała.
To nie oznacza, że musisz z wszystkimi sypiać.
Nie sypiam! Miałam dwóch partnerów seksualnych.
O jednego za dużo! Jesteś w związku.
Jestem w związku, owszem, ale jest on nieszczęśliwy i nie chcę w nim być.
To daje ci prawo do zdradzania? Po co jesteś z kimś, kogo zdradzasz?
Bo nie mogę odejść.
Możesz, zastanów się głęboko.
Kiedy jest niby linia między byciem dziwką a normą? Po 2 czy 4 partnerach? Czy może sama zdrada jest uważana za puszczalstwo? Jak chłop pójdzie w bok z 8 czy 12 razy, on nic złego nie zrobił, to kobieta jest suką. Przecież facet musi być facetem a kobieta kobietą, cokolwiek to ma oznaczać.
Pamiętasz jebaną metaforę o kluczu i drzwiach? 
Niestety tak. Ojciec mi nie oszczędził jej.
,,Jeżeli klucz otwiera wiele drzwi, jest on niezwykły, jednakże nikt nie chce drzwi, które są otwierane przez wszystkie klucze."
Powiedziałam, że pamiętam, nie rób ze mnie idiotki.
Kiedy ty się tak zachowujesz!
Przewróciłam oczami na moje myśli, co było źle odebrane przez Zacka, który nie był pewien mojego zachowania. Chwycił mnie nagle za nadgarstek i pociągnął do góry, tak abym stała na nogach. Nadal trzymając mnie mocno, przyciągnął mnie do siebie, byśmy stykali się piersiami, oddechy mieszały się ze sobą, a spojrzenia były prosto wymierzone w siebie.
Było mi duszno, jakby płucom brakowało tlenu, zachowanie to nie było spowodowane bliskością a strachem.
Bałam się go. Bałam się tego, co mogło się wydarzyć. Bałam się odezwać. Bałam się nabrać powietrza oddychając.
- Adelaide, coś się wydarzyło pod moją nieobecność?! - Zapytał, wypalając we mnie dziurę.
Czułam, jak wszystko zatajone przed nim zaczęło wyciekać niczym strumień wody z beczki, którego nie można powstrzymać korkiem.
- Nie. - Skłamałam z kamienną twarzą. - Co miało się niby stać?
- Kłamiesz mi prosto w twarz. Ludzie widzą dużo, słyszałem wiele.
- Ludzie mają tendencję, by zmyślać.
- Widzę właśnie.
- Nie miałam na myśli siebie.
- A ja owszem.
- Co usłyszałeś od nich? - Zapytałam, silnie patrząc mu w oczy z założonymi rękoma na biodrach.
- Że często bywałaś w barze, a Matthew pojawiał się w naszym domu.
- Zack, chcę ci przypomnieć, że pracuję w jego barze i sam kazałeś chłopakom mnie pilnować, jakbym była psem, który za chwilę urwie się ze smyczy.
- Chcę ci przypomnieć.. - Powtórzył formułkę, niczym papuga. - .. Że nie jeden raz próbowałaś uciec.
- Nie słyszysz jak to brzmi? Normalni ludzie daliby człowiekowi odejść, gdyby widzieli, jak bardzo chce żyć swoim życiem.
Brunet zrugał mnie poprzez popchnięcie mnie do tyłu, co spowodowało mój upadek na zimne kafelki w kuchni. Tętnica szyjna drgała mu pod wpływem gniewu, który był wymalowany na jego twarzy. Ściągnięte brwi, mrok w oczach, który doskonale znałam i grymas na twarzy, który nie świadczył o jego miłość do mnie.
- Pieprzyłaś się z nim, przyznaj się to może ci wybaczę.
Wybaczysz? Ty NIE ZNASZ takiego pojęcia!
- Nie przyznam się, bo to nigdy nie miało miejsca. - Zabrzmiałam na tyle przekonująco, że sama sobie niemal uwierzyłam.
- Jesteś zwykłą dziwką! - Wykrzyczał czerwony.


Około 3 lata wcześniej, Londyn.

Obdarzył mnie namiętnym pocałunkiem w usta, po czym wręczył mi kubek z wódką i sokiem, który natychmiastowo zasmakowałam. Ruszyłam w stronę grupki ludzi, z którą wcześniej przebywałam. 
- Upolowałaś niezłe ciacho, Maya. - Odezwała się jedna z dziewczyn, która jako jedyna trzymała się twardo na nogach i patrzyła ile, co pije. - Gdzie takiego znalazłaś? 
Grupa młodzieży zaśmiała się, ja wraz z nimi.
- On mnie znalazł. - Uśmiechnęłam się, z końca pokoju pożerając wzrokiem mojego chłopaka, który radośnie rechotał z kolegami.
- Szczęściara.
- Taki przystojniak aż miło mieć oczy.
- Nie przywiązujcie się do takich widoków, nigdy was to nie spotka. - Zachichotałam, po zobaczeniu ich zdezorientowanych min, roześmiałam się bardziej. - Żartuję, jednak jestem poważna do Jego widoku, łapki na swoich biodrach, nie jego.
- Bo? - Blondynka zmierzyła mnie od góry do dołu.
- Bo, mimo że nie jestem umięśniona, nie oznacza że nie mam siły, a wiem jak walczyć o swoje.
- Żartujesz sobie? Będziesz się biła o faceta? Ze mną? Nie staraj się nawet i tak ci się nie uda.
- Nie pozwalaj sobie, dziwko.
- Dziewczyny, weźcie się napijcie i uspokójcie swoje dupska. - Próbowała ochłodzić sytuację jakaś dziewczyna.
- Uspokoję się za chwilę. - To był ten moment, kiedy rzuciłam się na szczerzącą się głupio blondynkę.


Wtedy była gotowa walczyć o niego, a dziś mam śmiałość powiedzieć, że jeśli by go porwali i żądaliby okupu w pieniądzach, które miałabym, nie wykupiłabym go, wolałabym lecieć na wakacje do ciepłych krajów i miałabym wyjebane na to, co mu się stanie, kto go będzie pieprzył, jak sobie sam poradzi.
Dziewczyny zazdrościły mi przystojnego chłopaka, co było nieporozumieniem, bo naprawdę nie ma czego zazdrościć. Zack nigdy nie był dla mnie. Mówi się, że kiedy bad-boy znajdzie dla siebie odpowiednią dziewczynę, staje się jej oparciem i miłością, będąc nadal złym; że kiedy bad-boy znajdzie odpowiednią osobę, da jej świat na dłoni, kiedy innych nadal traktuje jak śmieci - nigdy nie byłam dla niego ,,odpowiednia" i nigdy nie będę.
Potrafiłam być zimna, kiedy tylko tego chciałam, względem Zacka byłam najczęściej. Nie zapomniałam, nie wybaczyłam do czego się posuwał w akcie desperacji, bowiem to tym było - strach władał nim. Każdy ma swoje za uszami. Każdy nosi swój krzyż doświadczenia na plecach. Każdy nosi historię w sobie, która jest godna płaczu, ale prawa człowieka kończą się, kiedy zaczynają się cudze. On już za wiele razy wszedł na moje prawa. On nie może postępować tak ze mną.
Ale tak robi, traktuje cię jak śmiecia.
Podniosłam się na nogi z twardym wyrazem twarzy. Emocje mną targały na różne strony, adrenalina krążyła w żyłach. Nie wiem, co sobie myślałam, kiedy odwzajemniłam cios i popchnęłam go. Był na tyle niepewny, co się wydarzyło, że pozwolił sobie na krok do tyłu.
Kiedy tylko dotarło do niego, że próbowałam walczyć, uderzył mnie z otwartej ręki po lewy policzek, który natychmiastowo zapiekł, następnym ciosem było ponowne popchnięcie mnie na ziemię. Usiadł na mnie ukradkiem, przytrzymując dłonie nad moją głową, bym się nie szarpała.
Dostrzegałam wirującą złość w jego niebieskich oczach, odechciewało mi się nawet oddychać pod naporem jego spojrzenia jak i ciężaru ciała.
- Myślałaś, że mnie skrzywdzisz takim popchnięciem? Jesteś bezużyteczna, bezsilna, nędznym człowieczkiem, gdyby nie ja, już dawno zdechłabyś pod mostem. Nie masz pojęcia, jak wiele dla ciebie robię! Żyjesz ze mną, pod moim dachem, z moimi przyjaciółmi, dałem ci pracę. Wyjechałem, kiedy ty widzisz okazję i pieprzysz się z moim kumplem?!
Siedząc na moim brzuchu, uciskając płuca, zaczęło brakować mi ponownie oddechu, mężczyzna widząc to, zatkał mi nos i usta jedną ręką, a drugą położył na klatkę piersiową i zaczął przenosić ciężar na nią. Próbowałam go zepchnąć, ale miałam za mało siły, byłam nędzna.
Opadłam z sił błyskawicznie. Leżałam w bezruchu, powieki stawały się ciężkie, ciężar Zacka przestał przeszkadzać, samo moje istnienie zaczęło się zamazywać, jakbym zasypiała.
Mimo ćwiczeń z Mattem, nadal leżałam jak ofiara na podłodze pod naporem mojego narzeczonego, co za chłam, wychodzić za osobę, która właśnie cię dusi i czerpie z tego radość.
Kiedy niemal odpłynęłam całkowicie, poczułam jak ciężar przestał istnieć, a moje usta i nos mogły nabierać powietrze i je wypuszczać swobodnie. Nie stało się to, co szatyn myślał, zamiast oddychać - mizernie odpłynęłam wewnątrz siebie, tracąc kontrolę nad własnym ciałem.

Obudziłam się na materacu w naszej sypialni. Byłam sama, Zacka nie było ze mną, co odebrałam jako dobry znak. Oddychałam jakby nic się nie wydarzyło i było złym snem, jednak pieczenie piersi przypominało, że działo się to naprawdę.
Próbowałam wstać i udało się za pierwszym razem, jednak ściągnęło mnie na lewo, więc musiałam się wspomóc ścianą.
Kiedy tylko mogłam się ponownie ruszyć, podeszłam do szafy, gdzie stały moje tenisówki i nałożyłam je czym prędzej na stopy. Otworzyłam cicho drzwi, wsłuchując się w odgłosy domu, który był niezwykle cichy. Nie mieliśmy zwierząt, zawsze było cicho, jeżeli nikt się nie ruszał, jednak dzisiejszej nocy wszystko zdawało się być obce.
Nie słysząc żadnych odgłosów mężczyzny, wysunęłam się z pokoju i nadal kocimi krokami zeszłam ze schodów i wyszłam z domu.
Biegłam. Gdzie? Przed siebie. Z dala od wszystkiego, tego miasteczka i jego mieszkańców, Zacka. Poruszałam się po chodniku, byłam już z dala od domu, który dzieliłam z nim. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby samochód, który się zatrzymał obok mnie i wzywał moje imię, należało do kogoś innego, podejrzewam, że wbiegłabym w lasu i próbowała zginąć za pomocą niedźwiedzia.
- Adelaide, co ty robisz o tej porze sama? - Imogen wyszła z samochodu.
- Biegasz? - Oliver nie dowierzał, gapiąc się bezkarnie na moje ciało. - W jeansach?
- Wsiadaj, zawieziemy cię do domu.
- Nie jadę do Zacka. - Oznajmiłam. - Zostaw mnie. - Strzepałam jej dłoń z mojego ramienia, odsuwając się.
- Co się stało? - Zapytał mężczyzna, który natychmiastowo został uciszony przez blondynkę.
- Pojedziemy do nas.
- To niczego nie rozwiąże.
- A ucieczka tak?
- Tak.
- Nie możesz tego tak zostawić.
- Nie? Patrz.
Kiedy miałam zacząć biec przed siebie ponownie, brunet wyszedł z pojazdu i stanął przede mną, patrząc się na mnie oczami dorosłego, jakbym ja była dzieciakiem, którego musi pouczać.
- Znajdzie cię. Pomyśl nad wszystkim i podejmij decyzję, ale przemyśl wszystko dokładnie. Nie zachowuj się jak przysłowiowa kobieta choć raz i pomyśl, zaplanuj.
I jakkolwiek miało to zabrzmieć, ja odebrałam to jak słowa zagrzewające do walki, ale jednak pozostawało pytanie.
- Jak mam to niby zaplanować? I co dokładnie?
Brunet podniósł lewą brew do góry, uśmiech naniósł na twarz a rece wskazały na drzwi od samochodu.
Kiedy wszyscy siedzieliśmy prze stole w ich jadani, zapytała: ,,Co miał na myśli?"
- Chodzi o dobre rozegranie tego. Pomyśl głębiej o tym. Nie będę knuł z wami, co i jak zrobić mu, same musicie pogłówkować. - Opowiedział wychodząc z pokoju, po chwili słychać było włączoną telewizję.
- Czasem mam uczucie, że tak właśnie podchodzi do naszego związku. Ma być, co będzie, a jeżeli chcę, aby coś się zmieniło - mam mu to dokładnie wyjaśnić.
- To chyba dobrze. To, że chce, abyś mu wyłożyła kawę na ławę oznacza, że bardzo mu zależy na tobie i chce uczynić cię szczęśliwą.
- Nie chodzi o sam gest, a o to jak to robi, z wyrzutem.
- Nikt nie chce się zmieniać na siłę, powinnaś go zaakceptować.
- Akceptujemy się wzajemnie, chodzi o to, jak postępuje z innymi ludźmi, jak bardzo oschły potrafi być.
- Wszyscy są chłodni na zewnątrz, wewnątrz każdy ma emocje, chyba że ma jakieś zaburzenia, ale jestem pewna, że on ich nie ma.
- Rzadko, ale jednak zdarza się, że jest zimny względem mnie i tylko seks potrafi poprawić stosunki między nami. Może mnie już nie kocha i chce tylko seksu?
- Nie mów tak. Oliver cię kocha, nie za urodę a za styl bycia. Jesteś niesamowita i on to widzi.
- Nie jestem nawet piękna.
- Każdy jest piękny..
- Na swój sposób. - Przerwała mi.
- Nie. Każdy jest piękny, kropka. Żadnego ale, pomimo czy na swój sposób.
- My tutaj gadamy o mnie, kiedy to ty masz naprawdę przejebane.. - Zmieniła temat.
- Każdy ma swoje problemy. - Przerwałam jej. - Potrzebuję jedynie ciebie zgadzającej się na coś.
- Na co? - Spytała zdezorientowania.
- Kiedy będę potrzebować twojej pomocy, pomożesz mi, nawet jeżeli będziesz uważać, że to złe.
Gołym okiem było widać, że biła się ze swoimi myślami. Patrzyła na mnie głęboko tymi swoimi dużymi, niebieskimi, pięknie błyszczącymi oczami, odwzajemniłam spojrzenie, by wiedziała, że i mi jest trudno.
Miałam już plan i dzięki Oliverowi mogłam się wreszcie skupić na wszystkim. Byłam gotowa walczyć o siebie i swoją przyszłość.
Musisz się zebrać w sobie i poukładać całą od środka, by to co na zewnątrz było dobre dla mnie. Nikt nie jest winny moich decyzji, sama je podjęłam. Nikt nie odpowiada za moje błędy poza mną. Nikt nie jest winny mi cokolwiek, a ja wręcz przeciwnie - czas na zmiany, czas na dojrzałe, trudne postanowienia, które pomogą mi w dorosłym życiu. Dojrzałym nie staje się przez jeden rozsądny i odważny werdykt, który wprowadziło się w swoje życie, a przez ich multum.
Miałam w głowie plan niczym doskonały, który - miałam pewność - że powiedzie się, jedynym minusem był fakt, że zabierze mi mnóstwo czasu, którego zostawało mi coraz mniej.



Your pain is an endless cycle,
Yhe globe is a spinning rifle.
It's hard to see things simply.
My thoughts are evoked within me..
I'm uncomfortable looking in the mirror,
Seeing that my skin is clearer.
You don't have to admit your faulty.


5 komentarzy:

  1. Dobrze ze zaczyna walczyć.. A Zack jest zwykłym dupkiem! Tylko boje sie zobaczyć do czego jeszcze się posunie.. I jak on sie skapnął?!..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małe miasteczko, wszyscy wszystko widzą, tak tylko podpowiem o tym, że słuchy się szybko roznoszą. :)

      Usuń
  2. Tak! Wreszcie uciekła!
    Znalazłam Twojego bloga dzisiaj... Właśnie, dlaczego tak późno?!
    Jesteś mega utalentowana, masz świetny styl pisania, a ta opowieść jest po prostu niesamowita! Ekhem.. Nie umiem pisać komentarzy, więc pozwól, że zażyczę Ci weny! Pisz rozdział szybko i zapraszam do mnie! http://we-are-powerless.blogspot.com/
    Niedawno pojawił sie w moim ff Oliver, sooł XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę, że znalazłaś mojego bloga i za ten komplement baaaardzo dziękuję, :) Miło mi. A na opowiadanie oczywiście spojrzę. :))

      Usuń
  3. http://just-to-lose-control.blogspot.com/
    Nowy blog, w którym występuje Oliver, zapraszam!

    OdpowiedzUsuń